Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pan Lodowego Ogrodu. Tom II
Pan Lodowego Ogrodu. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pan Lodowego Ogrodu. Tom II

Электронная книга - «Pan Lodowego Ogrodu. Tom II». Краткое содержание книги:

Jarosław Grzędowicz — urodzony w 1965 roku, debiutował w 1982 na łamach tygodnika „Odgłosy” opowiadaniem Azyl dla starych pilotów. Klub absolutnej karty kredytowej (publikacja w internecie w 1999 r.) otrzymał nominację do Nagrody Elektrybałta, a po publikacji w Wizjach alternatywnych 2002 także nominację do nagrody Sfinksa. W 1990 roku wraz z Andrzejem Łaskim, Krzysztofem Sokołowskim, Dariuszem Zientalakiem i Rafałem Ziemkiewiczem założył magazyn literacki „Fenix”, w którym prowadził dział prozy polskiej, a od 1993 roku był jego redaktorem naczelnym.
Oprócz tego pracuje jako dziennikarz „wolny strzelec”, prowadzi stałą rubrykę naukowo-cywilizacyjną w Gazecie Polskiej i tłumaczy komiksy, głównie z serii Usagi Yojimbo i Batman.
W Fabryce Słów ukazała się Księga jesiennych demonów, jego pierwszy autorski zbiór opowiadań grozy.
Pan Lodowego Ogrodu to pierwsza powieść Jarosława Grzędowicza, w mistrzowski sposób łącząca elementy science fiction i fantasy.
Ilustracje Jan J. Marek
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 116
Перейти на страницу:

Później dziewczęta przyniosły przepaskę, koszulę, spodnie, kurtę i buty. Kireneńskie ubranie, którego nie miałem na sobie, odkąd spłonął mój pałac.

Mężczyzna w stroju mnicha-wojownika siedział przed kopułą w pozycji medytacji z pochyloną głową i nie poruszał się.

Czekał na mnie. A potem wstał, oparł na ramieniu swoją glewię i poprowadził w milczeniu przez idealnie równy płaskowyż, pomiędzy dwoma rzędami furkocących na wietrze klanowych proporców.

— Nie mów nikomu, kim jesteś — odezwał się. — Ani mnie, ani tohimonowi. Jesteś Nosicielem Losu i bardzo łatwo możesz zmienić to, co ma się stać.

— Co więc mam mówić?

— Prawdę. Ale tylko taką część, jaka jest niezbędna.

Dowódca siedział w innej kopule na siodle ustawionym pod ścianą niczym na tronie. Był to szczupły mężczyzna, o arystokratycznej twarzy, z grzywą siwych włosów. Miał na sobie spodnie i tunikę w barwach dwudziestego tymenu, na to narzuconą kireneńską kurtę z obszyciami klanu Skały. W dłoni opartej o udo ściskał kubeczek, pod nogami miał tykwę palmowego wina. Trzymał w ustach palec i z troską obmacywał ząb. W pomieszczeniu znajdował się tylko mały, polowy stolik z rozwiniętą mapą i drugi, na którym stały czarki, oraz kilka derek na podłodze. Pod zakrzywioną ścianą zauważyłem jeszcze drewniany stojak, na którym wisiała zbroja ciężkiej jazdy i stary kireneński hełm z głębokim nakarczkiem, okapem z przodu i osłonami policzkowymi.

Otuliłem pięść dłonią i skłoniłem się lekko.

— Kai tohimonie...

Schylił oszczędnie głowę. Usiadłem na derce i objąłem się ramionami. Ciągle drżałem, szczękały mi zęby. Nie chciałem z nikim rozmawiać ani niczego wiedzieć. W tej chwili chciałem zwinąć się w kłębek i płakać.

— Więc to jest twój Nosiciel Losu? — zwrócił się do mnicha. Tamten skinął głową, chrzęszcząc kolczugą.

— Miało być ich dwóch.

— Jest jeszcze mój towarzysz, tohimonie, ale nie wiem, czy żyje. Proszę, pozwól mi go zobaczyć. Wiem, że dręczą go kebiryjskimi igłami, jak mnie!

— Przerwałem to — powiedział mnich zza lśniącej zasłony. — Przerwałem natychmiast, kiedy tylko dowiedziałem się, że tropiciele sprowadzili dwóch ludzi uprowadzonych z aszyrdymskiego traktu. Ale twój towarzysz to Amitraj. Kapłan Pramatki imieniem Undaj Czekedej.

Pokręciłem głową.

— To Brus, syn Piołunnika. Po drodze musiał udawać kapłana Czekedeja i w świątyni przyjął ukąszenie dziwnej, zmienionej mocą uroczyska skorpenicy. To jakiś obrzęd. Wtedy pomieszało mu się w głowie. Zamieszkało w niej dwóch ludzi. Czekedej, którego wymyślił, i on sam. Jeśli Brus umarł od waszych igieł... — Głos mi się załamał.

Zapadła cisza. Mnich-wojownik sięgnął w zanadrze swojej kolczugi i wydobył niewielką zakorkowaną tykwę.

— Popijaj małymi łykami, chłopcze. Tak długo, aż poczujesz się lepiej. Twój przyjaciel nie umarł.

— Kebiryjczyk może go wyleczyć — odezwał się tohimon.

— Ten pies więcej go nie dotknie!

— On nie jest niczemu winien — powiedział mnich. — Jest niczym nóż. Nożem można przeciąć wrzód albo przebić serce. Zależy, kto go trzyma. Przeklinaj nas, tych, którzy ujęli rękojeść, a nie martwą stal. Ci Kebiryjczycy na co dzień leczą i ich igły potrafią uczynić cuda. Wiem, że ci trudno, chłopcze, ale spróbuj nam zaufać. Mamy tu ludzi, którzy przeżyli takie okropności, że odebrało im rozum. Moje proszki, modły i zioła nie mogły im pomóc, dopiero igły N’Gwemby przywróciły rozsądek i spokój. Zajmiemy się twoim towarzyszem, tym bardziej, że sami go skrzywdziliśmy.

— Jestem Knot, syn Kowala, kai tohimon klanu Skały — rzucił nagle mężczyzna siedzący na tronie z siodła takim tonem, jakbyśmy go zignorowali. — Wiodę niedobitki naszego narodu, głównie uciekinierów z różnych oddziałów wojska i trochę cywilów. Kobiety, dzieci, starców. Wydaje się wielu, kiedy trzeba dać wszystkim jeść i pić, ale jeśli Amitraje nas znajdą, okaże się, że jest nas ledwie garstka. Węzeł i jego tropiciele pilnują, by nie znaleźli nas świątynni szpiedzy i robią to dobrze. Zazwyczaj się nie myli. Ale mój przyjaciel, oświecony mnich-wojownik imieniem Mrok także zwykle się nie myli. Jeden twierdzi, że jesteś śmiertelnym zagrożeniem i trzeba cię zgładzić. Drugi, że jesteś tym, który może odmienić nasz los i sprawić, że przetrwamy. Komu mam wierzyć, chłopcze? A co ty mi powiesz?

Mrok wsunął dłonie pod kolczugę i wydobył modlitewny cylinder. Patrzyłem, jak sprawnie obraca pierścieniami, przemieszczając pokryte znakami kamienie wokół osi i pomiędzy pierścieniami, jak tworzy nowy wzór. Jeśli uda mu się ułożyć kamienie, być może przeczyta z nich odpowiedź.

— Nie wiem, co oznacza to, że jestem Nosicielem Losu. Jestem Filar, syn Oszczepnika z klanu Żurawia. W noc, w którą upadł Tygrysi Tron, otrzymałem od cesarza misję. Usiłuję ją wypełnić. Nie znam jednak sensu misji i nie rozumiem jej. Władca Tygrysiego Tronu kazał mi po prostu gdzieś dotrzeć, jednak nie wyjawił dlaczego. Nie rozkazał mi z kimkolwiek się spotkać, ani przekazać żadnej wiadomości, ani w ogóle niczego. Myślę, że skoro Pierwszy Jeździec zginął i nie ma już cesarskiej dynastii, powinienem zostać tutaj. Stanąć u twojego boku, tohimonie. Jestem Kirenenem i moje miejsce jest tutaj. Jestem też jedynym żyjącym dworzaninem cesarza. To może pomóc sprowadzić więcej ludzi pod twój sztandar, choćby tych z klanu Żurawia, którzy ocaleli.

— Dwór cesarski... — oznajmił Knot w zamyśleniu. Mrok kręcił pierścieniami, słyszałem potrzaskiwanie tokenów. — Niby-kireneńska dynastia, założona przez Odwróconego Żurawia. Zdrajcę. Dynastia Tendżaruk. To amitrajskie sprawy, Filarze. My, Kireneni, nie mamy jednej władzy nad wszystkimi. Nie mamy cesarzy. Klan Żurawia nie jest w niczym lepszy od klanu Psa, Lodu czy Strumienia. Tak było kiedyś i tak jest znowu. Czas płynie i życie zatacza krąg. Wszystko się zmienia po to, by znowu stać się tym samym. Ja nie chcę być cesarzem. Jestem tylko pierwszym wśród równych. Polowym wodzem niedobitków. Lecz jeśli przetrwamy, wrócę na swoje miejsce. Na czoło mojego klanu i nigdzie więcej.

— Wciąż istniejemy — powiedział mnich, wciąż obracając w dłoniach pierścienie i przesuwając kamienie. — Mimo że podbito nasz kraj, zmasakrowano nas i wysiedlono. Mimo że przydzielono nas do niskich kast, zmieniono nam imiona i odebrano naszą mowę. Zabrali nawet ziemię, a my wciąż istniejemy. Przetrwaliśmy, bo przed pokoleniami odbył się obrzęd Pytania. Kiedy nas podbito, Grot, syn Sieciarza, kai tohimon klanu Żurawia, ten sam, który nazwał się potem Tahaldin Tendżaruk, nie zdradził. Zrobił to, co nakazali mu Wiedzący, ci, którzy przeżyli obrzęd. Nakazano mu przejść na stronę wrogów i stworzyć dynastię cesarską. Jemu, bądź jego potomkom. On także był Nosicielem Losu. Wypełnił swój los i jego potomek jako cesarz mógł sprawić, że mogliśmy się odrodzić. Gdyby nie pojawiła się kireneńska dynastia Tendżaruk, Knocie, bylibyśmy już teraz pozbawionymi pamięci bezimiennymi niewolnikami z najniższych kast. Nie byłoby klanów ani naszej mowy. To, że urodziłeś się w kireneńskiej rodzinie, że nadano ci imiona, miałeś rodziców, że całe życie nosiłeś klanowy nóż i kurtę, zawdzięczasz właśnie cesarzowi.

Knot wzruszył ramionami i napił się wina ze swojego kubka.

— Może, ale ten czas minął. Nie mam już domu ani rodziny, jak my wszyscy. Zostały mi tylko imiona, nóż i kurta. Teraz tropią nas i mordują, a nieszczęsny cesarz nie żyje. Na co może nam się przydać? Amitraje raczej do niego nie tęsknią, a nam jest niepotrzebny. Mam rzucić się z tą garstką na stolicę i odzyskiwać Tygrysi Tron? A komu on jest potrzebny? Kogo miałbym na nim osadzić? Jak utrzymać? Jak sprawić, by Amitraje odwrócili się od swojej prorokini? Nam potrzebne jest miejsce, w którym moglibyśmy żyć, i tylko tyle. Jeśli też tego chcesz, synu Oszczepnika, jeśli jesteś Kirenenem i potrafisz wybaczyć to, co cię spotkało z naszej ręki, zostań. Potrzebuję każdej pary rąk. Każdego człowieka, który nie chce żyć w świecie Pramatki i umie utrzymać miecz. Zwłaszcza jeśli tego chce przeznaczenie. Ufam Mrokowi. Jeżeli on mówi, że jesteś narzędziem losu i możesz pozwolić nam przetrwać, to i ja tak sądzę.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 116
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)