Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 104
Перейти на страницу:

W Żytomierzu zaś konflikty między mieszkańcami są podtrzymywane, o czym może zaświadczyć osoba policmajstra Likurgowicza. To samo mamy w Petersburgu, a zatem – należy przyjąć – w całym ogromnym imperium.

Przeprowadza się odgórnie segregację narodów i religii – jedne lepsze, inne gorsze, jeszcze inne zupełnie nieprzydatne. Tak powstaje długa drabina, z której Rosja może się zwyczajnie ześlizgnąć, połamać sobie kości, a nawet skręcić kark.

Na najwyższym stopniu umieszczeni są prawosławni Wielkorusini, potem inni prawosławni, potem Niemcy luteranie, a dalej Gruzini, Ormianie, muzułmanie, katolicy, raskolnicy, Żydzi – za Żydami zaś już tylko jakieś zakazane sekty: w rodzaju duchoborców albo chłystów. Każdy poddany wie, na jakim znajduje się szczeblu, ale żaden nie jest z tego zadowolony. Także rzekomo uprzywilejowani Wielkorusowie, bo dziewięciu na dziesięciu z nich cierpi głód, są niepiśmienni i żyje się im gorzej niż tym, którzy stoją od nich niżej.

Wszystko to pachniało socjalizmem, do którego Matwiej Bencjonowicz miał stosunek negatywny, uważając teorię przymusowej równości za szkodliwą niemiecką pokusę, nakierowaną na niepewne siebie dusze. Prokurator westchnął i dał sobie spokój z filozofowaniem – powrócił do rzeczywistości. Zresztą najwyższy był na to czas –

Góra Zamkowa została z tyłu, a zaczynała się Podgórka, którą inspektor komitetu więziennictwa nazwał „okropną żydowską płuskwiarnią".

Inspektor miał zapewne rację, myślał Berdyczowski, krocząc po brudnych ulicach żydowskiej dzielnicy. Jak przy takiej nędzy „oprycznicy" mogą urządzać pogromy? Tu i tak wszystko jest zniszczone i rozbabrane.

Porządnemu panu w meloniku przyglądano się z ciekawością. Wielu witało się z nim w jidysz, a niektórzy próbowali nawet nawiązać rozmowę, jednak Matwiej Bencjonowicz uprzejmie odmawiał: unszuldiken si mir,[14] drogi panie, spieszę się.

Radca stanu przemalował się na powrót z anioła na bruneta; w tym celu kupił w znanym już salon de beaute farbę „Infernalna Zizi", która obiecywała „czuprynę wroniej barwy ze zdumiewającym antracytowym połyskiem".

Naturalnej barwy włosów nie udało się uzyskać (najwyraźniej Anioł i Zizi mieli coś przeciwko sobie w sensie chemicznym) i rzadki porost na głowie prokuratora przyjął kolor brunatnoczerwony. To nic, Żydzi i tacy bywają, dlatego Matwiej Bencjonowicz pogodził się z tym łatwo. Ucieszył się nawet z tej rudości, która jakoś przybliżała go do Pelagii (chroń ją, Boże, od wszelkich nieszczęść i utrapień).

Pod synagogą kłębił się tłumek dziwacznych oberwańców. Było głośno i hałaśliwie, ale nie na sposób rosyjski, z przekleństwami i babskimi piskami, tylko tępo i dokuczliwie, z lamentami i wznoszeniem rąk – słowem, prawdziwy żydowski chipesz. No tak, to przecież piątkowy wieczór. Biednym Żydom rozdaje się chalaw – dzbanki z mlekiem i chały, żeby mogli świętować sobotę.

Od synagogi bardzo blisko, radca stanu przypomniał sobie wskazówki inspektora. Trzeba tylko skręcić w Małą Wileńską.

No i mamy – piętrowy szary dom z koślawą mansardą (wedle słów inspektora – „gniazdo pająka").

Na szyldzie po rosyjsku, po polsku i żydowsku wypisane było: „Lombard i kasa pożyczkowa Efraima Gołosowkera".

Rada za dwadzieścia pięć tysięcy

Berdyczowski zabrzęczał dzwoneczkiem i wszedł do kantoru, który na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie nędznego i zapuszczonego. Jeśli jednak ktoś chciałby przyjrzeć się uważniej, to zobaczyłby, że zakurzone, popękane okna zabezpieczone są wyjątkowo mocnymi stalowymi prętami, że w drzwi wstawiony jest potrójny angielski zamek, a sejf pyszni się matowo stalą Kruppa.

Nie lubimy się wysadzać – ustalił w duchu prokurator, przyglądając się właścicielowi.

Pan Gołosowker miał na głowie wyszmelcowaną jarmułkę, zauszniki okularów wzmocnione były sznureczkiem, a na łokciach wydymały się przetarte buchalteryjne zarękawki. Rzuciwszy okiem na interesanta, udał, że jest niezwykle zajęty – trzasnął gałkami liczydeł.

W pomieszczeniu był jeszcze jeden człowiek – fircykowaty blondyn z idealnym przedziałkiem. Stał w kącie przy kantorku i wpisywał coś do podniszczonej księgi rachunkowej.

Szabat szolom – przywitał się Matwiej Bencjonowicz z okazji nadchodzącej soboty. Młody człowiek wyszemrał:

– Witamy.

Spojrzenie miał wyjątkowo łagodne, wprost jedwabne. Lichwiarz zaś jedynie skinął. Spojrzał na przybysza raz jeszcze, nieco dłużej, i wyciągnął otwartą dłoń.

– Proszę pokazać.

– Co pokazać? – zdziwił się Berdyczowski.

– To, co pan przyniosłeś.

– Skąd pomysł, że coś panu przyniosłem? Gołosowker przewrócił oczami, westchnął i cierpliwie, jak komuś nierozgarniętemu, wytłumaczył:

– Do mnie przychodzi się albo-albo. Albo wziąć pożyczkę, albo zastawić rzeczy. Chyba nie jesteś pan cudrejter, aby myśleć, że dam pożyczkę nieznajomemu? Nie, cudrejter pan nie jesteś. Żyd, jeśli z niego cudrejter albo, wyrażając się kulturalnie, idiota, nie nosi melonika za dwanaście rubli i marynarki z angielskiego tweedu za czterdzieści, a może nawet za czterdzieści pięć rubelków. To znaczy, że coś pan przyniósł. No, co tam pan ma? Złoty zegarek? Sygnet z kamieniem?

Opuścił okulary na koniec nosa, a w oku umieścił lupę i pstryknął palcami.

– No, proszę pokazać. Nie jestem żadnym cadykiem ani rabinem, ale w piątek wieczorem chodzę do synagogi, a potem śpiewam Szalom alejchem, mal'achej ha-szalom i zasiadam do świątecznego stołu. Kiesza, a pan co się tak guzdrze? – zwrócił się do blondyna. – Lepiej bym najął jakiegoś Żyda bezbożnika, żeby siedział w kantorze w piątek wieczorem i w sobotę.

– Już, już, Efraimie Lejbowiczu – potulnie odezwał się Kiesza i zaczął pisać coś w księdze ze zdwojoną pilnością. – Jakoś nie widzę w spisie turkusowego naszyjnika madame Słuckier. Czy nie przyjdzie go wykupić? Jutro ostatni dzień.

– Przyjdzie na pewno, chociaż to sobota, i będzie płakała, że nie ma pieniędzy, a to oznacza, że naszyjnika nie oddamy. Zamykam go w sejfie.

Wykorzystując przerwę w rozmowie, Matwiej Bencjonowicz przyglądał się „pająkowi", próbując ustalić, jak z kimś takim rozmawiać. Zapewne najlepiej byłoby utrafić w jego ton.

– Niczego panu nie przyniosłem, mosje Gołosowker – powiedział radca stanu, a jego głos sam z siebie nabrał śpiewnej intonacji, która, jak się wydawało, przepadła raz na zawsze wraz z długimi latami nauki i służby państwowej. – Przeciwnie, chcę od pana coś dostać.

Lichwiarz cofnął rękę i zmrużył oczy.

– Będę dawał coś nieznajomemu, choćby nawet był w meloniku? To co, myślisz pan, że jestem szlimazl!

Berdyczowski uśmiechnął się nieznacznie.

– Nie, mosje Gołosowker, nie jesteś pan szlimazl. Wielki Ibn Ezra powiedział: „Jeśli szlimazl zechce być grabarzem, ludzie przestaną umierać, a jeśli szlimazl zacznie sprzedawać świeczniki, to przestanie zachodzić słońce". A u pana interes, o ile mi wiadomo, jest w całkowitym porządku.

вернуться

14

Proszę wybaczyć (jidysz).

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)