Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 296
Перейти на страницу:

– Czy to wszystko nie są przypadkiem z lekka bezprzedmiotowe dyskusje? – zapytała Alliandre. – Głównym naszym zmartwieniem są w tej chwili Seanchanie, nieprawdaż? Pokój nie nastanie, póki się z nimi nie rozprawimy.

– Tak – zgodził się Gregorin. – Seanchanie i te przeklęte Białe Płaszcze.

– My nosimy się z zamiarem podpisania traktatu – oświadczył Galad. Jakimś sposobem oryginał dokumentu znalazł się w ręku Lorda Kapitana Komandora Synów Światłości. Egwene starała się na niego nie patrzeć. Ale nie było to łatwe. Kochała Gawyna, nie Galada, jednak… cóż… trudno było oderwać od niego wzrok.

– Mayene też go podpisze – rzekła Berelain. – Traktat Lorda Smoka zdaje mi się ideałem sprawiedliwości.

– Jasna sprawa, że ty go podpiszesz – parsknął Darlin. – Mój Lordzie Smoku, dokument ten ewidentnie przedkłada interesy jednych narodów ponad interesy drugich.

– Ja natomiast chciałbym usłyszeć, jaki jest trzeci warunek – powiedział Roedran. – Nie interesuje mnie debata na temat pieczęci, to są sprawy Aes Sedai. Lord Smok stwierdził przed chwilą, że musimy sprostać jego trzem wymogom, na razie poznaliśmy treść dwóch.

Rand spojrzał na niego spod uniesionych brwi.

– Trzecią, wieńczącą częścią ceny, jaką musicie zapłacić za to, że oddam za was swe życie na stokach Shayol Ghul… jest powierzenie mi dowództwa wszystkich armii na polach Ostatniej Bitwy. Dowództwa absolutnego i niepodzielnego. Będziecie robili, co mówię, szli tam, gdzie wam rozkażę, walczyli, kiedy każę wam walczyć.

To wznieciło kolejną falę sporów. Z trzech wymogów ten wyraźnie był najmniej kontrowersyjny, choć niemożliwy do spełnienia z powodów, które Egwene wcześniej rozpoznała.

Dla władców natomiast sedno problemu polegało na tym, że traktowali to żądanie jako atak na własną suwerenność. Gregorin patrzył złym okiem na Randa, wyraźnie zmagał się ze sobą, starając zachować resztki należytego szacunku. Zabawne, skoro w porównaniu z pozostałymi jego realna władza zdecydowanie była najmniejsza. Darlin kręcił głową, oblicze Elayne nabiegło purpurą.

Zwolennicy Randa odpowiadali swoimi argumentami. Wśród nich prym wielki Pogranicznicy.

„Nie mają innego wyjścia” – pomyślała Egwene. – „Ich kraje giną”.

Prawdopodobnie doszli do wniosku, że kiedy Smok obejmie dowództwo nad wszystkimi armiami, natychmiast ruszy na odsiecz Ziemiom Granicznym. Ale Darlin i Gregorin nigdy się na to nie zgodzą. Mieli przecież na karku seanchańskie zagrożenie.

Światłości, co za bałagan.

Egwene przysłuchiwała się argumentom, mając nadzieję, że wyprowadzą Randa z równowagi. Jakiś czas temu z pewnością by się nie zawiodła. Jednak dziś był to już inny Rand: stał wyprostowany, ściskając za plecami kikut ręki palcami drugiej i spokojnie się przyglądał. Jego oblicze można było wziąć za uosobienie pogody ducha, choć Egwene nie miała wątpliwości, że to maska. Potrafiła dostrzec przebłyski ognia gorzejącego w głębi. Rand z pewnością nauczył się panować nad sobą, ale to nie oznaczało, że wyzbył się uczuć.

Złapała się na tym, że mimowolnie się uśmiecha. Mimo wszystkich utyskiwań na Aes Sedai, mimo zarzekań, że nigdy nie będą nim kierować, Rand coraz bardziej zachowywał się, jakby sam był Aes Sedai. Akurat zebrała się w sobie, żeby przemówić i zapanować nad sytuacją, kiedy zorientowała się, że w namiocie coś się zmieniło. Jakby coś w panującej pod nim atmosferze… Poczuła, jak coś zmusza ją, żeby patrzyła na Randa. Z zewnątrz dobiegły jakieś odgłosy, dziwne odgłosy, których nie potrafiła rozpoznać. Ciche trzaski, czy co? Co on zrobił?

Kłótnie ścichły. Władcy, jedno po drugim, zwracali się w stronę Randa. Spływający z nieba blask słońca przygasł. W myślach pochwaliła Randa, że okazał się dość przewidujący, aby wyposażyć namiot w kule światła…

– Jesteście mi potrzebni – cicho przemówił Rand. – Potrzebni jesteście tej ziemi. Kłócicie się. Wiedziałem, że tak będzie, ale to nie czas na spory. Jedno musicie wiedzieć. Żadne słowa nie odwiodą mnie od mych zamiarów. Nie zmusicie mnie, abym was słuchał. Żadna broń, żaden splot Jedynej Mocy nie mają takiej siły, która skłoni mnie do walki z Czarnym, walki za was. Sam muszę dokonać wyboru.

– Naprawdę byłbyś skłonny rzucić los świata na szale tego traktatu? – zapytała Berelain.

Egwene uśmiechnęła się. W tej latawicy chyba znienacka obudziły się wątpliwości, czy opowiedziała się po właściwej stronie.

– Nie muszę – odparł Rand. – Podpiszecie go. Ponieważ w przeciwnym razie czeka was śmierć.

– A więc chcesz nas zmusić groźbą – warknął Darlin.

– Nie – spokojnie stwierdził Rand, nie wiedzieć czemu zerkając w stronę przedstawicieli Ludu Morza, którzy nie mówili dotąd wiele i trzymali się na pierwotnym miejscu, obok Perrina. Wcześniej, rzecz jasna, przeczytali traktat, ale jedyną reakcją były skinienia głowy wymienione we własnym gronie, zdradzające jakby rodzaj podziwu. – Nie, Darlin. Nie będę was do niczego zmuszał groźbą… to jest zwykła umowa. Ja mam coś, czego wy chcecie, coś, czego potrzebujecie. Mam siebie. Moją krew, którą muszę rozlać na stokach Shayol Ghul. Gdzie umrę. Wszyscy o tym wiemy, od samego początku. Taki jest wymóg Proroctw. A skoro tego właśnie ode mnie chcecie, dam wam to w zamian za dziedzictwo pokoju, w którym upatruję kompensaty za dziedzictwo zniszczenia, jakie zostawiłem światu ostatnim razem.

Powiódł wzrokiem po zgromadzonych, każdemu władcy po kolei zaglądając w oczy. Egwene czuła nieomal namacalnie przepełniającą go determinację. Być może to działała jego natura ta’veren, a może był to tylko ciężar chwili. Napięcie pod namiotem rosło, aż trudno było oddychać.

„Uda się mu” – pomyślała. – „Będą narzekać, ale w końcu się ugną”.

– Nie – powiedziała, a cisza pękła po jej głosem. – Nie, Randzie al’Thor, nie damy się zastraszyć i nie podpiszemy twojego traktatu, i nie oddamy ci pełnego dowództwa armii na czas Ostatniej Bitwy. Poza tym musiałeś chyba do reszty zgłupieć, jeśli sądzisz, iż uwierzymy, że pozwoliłbyś, aby cały świat zginął: twój ojciec, twoi przyjaciele, wszyscy, których kochasz, ludzkość… tylko dlatego, że ci się sprzeciwiliśmy.

Spojrzał jej w oczy, a ją znienacka opuściła pewność siebie. Światłości, przecież nie może odmówić, uchylić się przed swym losem? Naprawdę gotów byłby poświęcić świat?

– Ośmieliłaś się nazwać Lorda Smoka głupcem? – dobiegł ją głos Narishmy.

– Nikt nie będzie w ten sposób mówić do Amyrlin – odparowała Silviana, dając krok i stając obok Egwene.

Kłótnie rozgorzały znowu, tym razem gorętsze. Rand nie odrywał wzroku od oczu Egwene. Widziała, jak na jego oblicze powoli wypełza gniew. Wszyscy już krzyczeli, napięcie rosło. Zamaszyste gesty. Gniew. Zadawnione urazy rozpalone na nowo, karmione lękiem.

Rand wsparł dłoń na rękojeści miecza, tego, którego pochwa zdobiona była smokami. Kikut ręki wciąż trzymał za plecami.

– Zapłacicie cenę, której zażądałem, Egwene – warknął.

– Możesz sobie stawiać wymagania, jakie chcesz, Rand. Nie jesteś Stwórcą. A jeżeli w ten sposób zabierasz się do Ostatniej Bitwy, to sprawa jest i tak z góry przegrana. Więc będę ci się sprzeciwiać, będę z tobą walczyć, bo to jedyna droga, aby cię przekonać.

– Biała Wieża zawsze była jak grot włóczni na moim gardle – prychnął. – Zawsze, Egwene. A teraz ty stałaś się jedną z nich.

Nie uciekła spojrzeniem. Jednak w głębi ducha czuła narastające wątpliwości. Co się stanie, jeżeli te negocjacje zostaną zerwane? Czy naprawdę była zdolna poprowadzić żołnierzy przeciwko Randowi?

Miała wrażenie, jakby właśnie potknęła się o kamień na skraju urwiska i teraz osuwała się w przepaść. Musi być jakiś sposób, by uratować sytuację, nie dopuścić do katastrofy!

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)