Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 296
Перейти на страницу:

Rand wykonał ruch, jakby zbierał się do wyjścia. Gdy wyjdzie z namiotu, to będzie koniec.

– Rand! – rzuciła.

Zamarł.

– Nie ustąpię na krok, Egwene.

– Nie rób tego – mówiła. – Nie niszcz wszystkiego.

– Nic nie poradzę.

– Nieprawda, poradzisz! Musisz tylko przestać, choć na moment, być takim sczezłym w Światłości wełnianogłowym, upartym głupcem.

Przeszył ją dreszcz zgrozy, gdy uświadomiła sobie, co właśnie powiedziała. Jak mogła mówić do niego tak, jakby wciąż znajdowali się w Polu Emonda, na początku ich życia?

Rand przyglądał się jej przez dłuższą chwilę.

– Cóż, a ty z pewnością już nie jesteś tą zepsutą i nadętą szczeniarą, co, Egwene? – Wyrzucił ramiona w górę. – Krew i popioły! Tracę tu tylko czas.

I omalże nie stałoby się, jak powiedział…

W pierwszej chwili Egwene nie zauważyła nowego gościa w namiocie. Jednak Rand zorientował się od razu, gdy tylko uniosły się klapy i do środka wleciały promienie słońca. Zmarszczył brwi.

Mars na czole zniknął, gdy tylko rozpoznał wchodzącą.

Moiraine.

6

Smykałka.

Pod namiotem na powrót zapanowała cisza. Wrażliwe uszy Perrina nie znosiły krzyków, a wonie bijące od zgromadzonych nie były wcale lepsze: irytacja, gniew, lęk.

Zgroza.

Której przedmiotem była kobieta stojąca sobie, jak gdyby nigdy nic, w wejściu do namiotu.

„Mat, błogosławiony głupcze” – pomyślał Perrin, czując, jak zęby same mu się szczerzą w uśmiechu. – „Udało ci się. Naprawdę ci się udało”.

Po raz pierwszy od jakiegoś czasu na myśl o Mat’cie kolory zawirowały mu przed oczyma. Potem zobaczył Mata jadącego konno po pylistej drodze i bawiącego się czymś, co trzymał w ręku. Przepędził tę wizję. Dokąd ten Mat się znowu wybierał? Dlaczego nie przybył wraz z Moiraine?

To nie miało znaczenia. Moiraine wróciła. Światłości, Moiraine! Perrin ruszył ku niej, chcąc uściskać, ale Faile schwyciła go za rękaw. Pobiegł wzrokiem za jej spojrzeniem.

Patrzyła na Randa. Twarz tamtego pokryła śmiertelna bladość. Chwiejnie odszedł od stołu i przeciskając się przez tłum zebranych, ruszył w stronę Moiraine. Zatrzymał się tuż przed nią, niepewnie wyciągnął rękę i dotknął jej twarzy.

– Na grób mojej matki – wyszeptał. – Jak to możliwe?

Moiraine uśmiechnęła się i położyła dłoń na jego ramieniu.

– Koło tka, jak chce, już zapomniałeś?

– Ja…

– Nie tak, jak ty tego chcesz, Rand – łagodnie weszła mu w słowo. – Ani nie tak, jak dowolne z nas by chciało. Być może pewnego dnia utka sobie nicość. Ale nie wierzę, że nastąpi to dzisiaj ani w najbliższym czasie.

– Kim jest ta kobieta? – dopytywał się Roedran. – I o czym ona bełkocze? Ja… – Urwał raptownie, gdy coś niewidzialnego uderzyło go w skroń; aż podskoczył, zaskoczony. Perrin zerknął na Randa, a potem zauważył nieznaczny uśmiech na ustach Egwene. Mimo rozmaitych woni zalegających w namiocie wyczuł bijącą od niej satysfakcję.

Od stojących w pobliżu Nynaeve i Min pachniało kompletnym osłupieniem. Światłości, pozwól, żeby Nynaeve przez czas jakiś przynajmniej pozostała w tym stanie. Nie byłoby dobrze, gdyby zaczęła w tej chwili krzyczeć na Moiraine.

– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – stwierdził Rand.

– Ależ odpowiedziałam – zaprzeczyła Moiraine tym samym łagodnym tonem, co wcześniej. – Po prostu nie taką odpowiedź chciałeś usłyszeć.

Rand uklęknął, po czym odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął gromkim śmiechem.

– Światłości, Moiraine! Nic się nie zmieniłaś, co?

– Wszyscy zmieniamy się wraz z każdym dniem – odpowiedziała i uśmiechnęła się. – Ja w większym stopniu niż inni, przynajmniej ostatnio. Wstań. To ja powinnam przed tobą klęczeć, Lordzie Smoku. Wszyscy powinniśmy.

Rand podniósł się, dał krok do tyłu, zapraszając Moiraine do środka. W nozdrza Perrina uderzył od dawna niewyczuwany, ale znajomy zapach: Thom Merrilin wślizgnął się do namiotu śladem Moiraine. Stary bard mrugnął do niego.

– Moiraine – powiedziała Egwene, ruszając ku niej. – Biała Wieża wita cię z otwartymi ramionami. Twoje zasługi dla niej nie poszły w zapomnienie.

– Hm – mruknęła Moiraine. – No, tak. Myślę, że fakt odkrycia przyszłej Amyrlin może być liczony w poczet moich sukcesów. To dobrze, ponieważ do chwili obecnej sądziłam, że jestem na prostej drodze do ujarzmienia czy wręcz egzekucji.

– Dużo się ostatnio zmieniło.

– Najwyraźniej. – Moiraine pokiwała głową. – Matko. – Mijając Perrina, lekko ścisnęła jego ramię, a w jej oczach rozbłysły iskierki.

Władcy Ziem Granicznych, jeden po drugim, dobywali mieczy, mężczyźni kłaniali się przed nią w pas, kobiety dygały. Wychodziło na to, że wszyscy ją dobrze znają. Jednak pozostali zgromadzeni w namiocie wciąż byli skonsternowani, choć Darlin ewidentnie wiedział, z kim ma do czynienia. Na jego twarzy odbijał się raczej namysł niźli konfuzja.

Przechodząc obok Nynaeve, Moiraine zawahała się. Perrin jakoś nie potrafił wyłowić woni bijącej od tej pierwszej. Uznał to za zły znak. „Och, Światłości. Zaczyna się…”

Nynaeve rzuciła się Moiraine na szyję.

Ta stała przez moment nieruchomo z rękoma zwisającymi u boków – Perrin czuł zapach wstrząsu, jaki przeżyła. Na koniec oddała uścisk, cokolwiek macierzyńsko klepiąc Nynaeve po plecach.

Nyaneve wypuściła ją z objęć, otarła łzę z kącika oka.

– Nawet się nie waż Lanowi wspominać o tym – warknęła.

– Nie śmiałabym – odparła Moiraine, idąc na środek namiotu, gdzie się zatrzymała.

– Nieznośna kobieta – mruczała Nynaeve, ocierając łzę z kącika drugiego oka.

– Moiraine – zwróciła się do niej Egwene. – Nie mogłaś przybyć w lepszej porze.

– Mam do tego smykałkę.

– Cóż – ciągnęła dalej Egwene, podczas gdy Rand zajmował swoje poprzednie miejsce za stołem. – Rand… Smok Odrodzony… uczynił tę krainę przedmiotem szantażu, grożąc jej zniszczeniem, jeśli nie ulegniemy jego zachciankom.

Moiraine zacisnęła usta, a następnie wzięła do ręki dokument Pokoju Smoka, który Galad podsunął jej na stół. Przebiegła go wzorkiem.

– Kim jest ta kobieta? – uparcie dopytywał się Roedran. – I dlaczego wszyscy… Przestań wreszcie! – Uniósł rękę do głowy smagniętej strumieniem Powietrza, a potem z wściekłością spojrzał na Egwene; obwiniając ją zresztą raczej niesłusznie, jako że tym razem to najbliżej stojący Asha’man pachniał satysfakcją.

– Niezły strzał, Grady – szepnął Perrin.

– Dziękuję, lordzie Perrinie.

Grady, rzecz jasna, mógł znać Moiraine tylko z legendy, niemniej opowieści o niej żywo krążyły w kręgach popleczników Randa.

– No i? – zapytała Egwene.

– „I stanie się, że co ludzie uczynili, zostanie strzaskane” – szeptała Moiraine. – „A Cień zalegnie na Wzorze Wieku i Czarny raz jeszcze położy swą dłoń na świecie człowieczym. Kobiety łkać będą, a mężczyźni skamienieją ze zgrozy, gdy ludy ziemi rozpadną się niczym zetlała tkanina. Nikt się nie przeciwstawi, nikt nie wytrwa”.

Wśród zgromadzonych zapanowało lekkie poruszenie. Perrin spojrzał pytająco na Randa.

– „A jednak urodzi się taki, co stanie do walki z Cieniem, zrodzony ponownie, jak to było przedtem i będzie znowuż, bez końca! Smok się Odrodzi, a narodzinom jego towarzyszyć będzie płacz i zgrzytanie zębów. We włosiennice i popiół lud swój odzieje, a przyjście jego jeszcze raz sprowadzi Pęknięcie Świata, rozrywając wszystkie łączące dotąd więzi! Niczym blask oszalały oślepi nas i spali, a przecie to właśnie Smok Odrodzony stawi czoło Cieniowi w czas Ostatniej Bitwy, a krew jego przywróci nam Światłość. Lej łzy rzęsiste, o ty, ludu świata. Łkaj, czekając na zbawienie!”

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)