Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 137
Перейти на страницу:

Był to szczupły, ciemnowłosy mężczyzna w wieku trzydziestu kilku lat, którego luźny, czarny strój pozbawiony pseudowojskowych ozdób podkreślał wyjątkową bladość cery. Spojrzał na nich, uśmiechając się przelotnie do ich przewodnika.

— Dziękuję, Kevi. — Widocznie było to zarazem powitanie i pożegnanie, przewodnik bowiem skinął głową i wyszedł.

Ivan skłonił głowę i rzekł:

— Panie.

Dopiero teraz Mark rozpoznał człowieka w czerni.

Cesarz Gregor Vorbarra. Niech to szlag. Drogę do drzwi zagradzał mu Ivan. Mark opanował atak paniki. Gregor to tylko człowiek, w pokoju jest sam, zapewne nie ma broni. Cała reszta to… propaganda. Szum. Złudzenie. Mimo to serce waliło mu jak szalone.

— Witaj, Ivanie — powiedział cesarz. — Dziękuję, że przyszedłeś. Może zechciałbyś zejść i obejrzeć eksponaty?

— Już widziałem — odparł lakonicznie Ivan.

— Mimo wszystko. — Gregor wskazał ruchem głowy drzwi.

— Za pozwoleniem — zaprotestował Ivan — ale to nie Miles, nawet gdyby się bardzo starał. I chociaż na to nie wygląda, szkolono go kiedyś na zamachowca. Czy to nie zbyt pochopne?

— Cóż — rzekł cicho Gregor. — Zaraz się przekonamy. Chcesz mnie zabić, Marku?

— Nie — wychrypiał Mark.

— Sam słyszysz, Ivanie. Przejdź się, proszę. Niebawem przyślę po ciebie Keviego.

Zawiedziony Ivan skrzywił się. Mark wyczuł coś więcej niż tylko żal, Ivan nie zaspokoi ciekawości. Opuścił pokój, skłoniwszy się przesadnie nisko, co mogło oznaczać: „Na twoją odpowiedzialność, panie”.

— Cóż, lordzie Marku — odezwał się po chwili Gregor. — Jak ci się podoba w Vorbarr Sułtanie?

— Dość szybko mignęła mi przed oczami — rzekł niepewnie Miles.

— Dobry Boże, nie pozwoliłeś chyba Ivanowi prowadzić?

— Nie wiedziałem, że mam inny wybór.

Cesarz się roześmiał.

— Usiądź.

Wskazał Markowi krzesło za konsolą; pokoik raczej skromnie umeblowano, jeśli nie liczyć wiszących na ścianach licznych zabytkowych druków i map wojskowych, które pochodziły zapewne ze zbiorów muzeum.

Uśmiech cesarza zniknął, ustępując miejsca tamtemu zamyślonemu spojrzeniu, które utkwił w Marku, a jemu przypomniał się pytający wzrok, jakim zmierzył go książę Vorkosigan. „Kim jesteś?” — mówiło spojrzenie cesarza, choć nie było tak natarczywe jak księcia. Potrafił je znieść.

— To twój gabinet, panie? — zapytał Mark, sadowiąc się ostrożnie na cesarskim krześle. Pokój wydawał się zbyt mały i surowy dla takiego dostojnika.

— Jeden z gabinetów. W tym budynku kryje się mnóstwo takich pokoi, czasem w najdziwniejszych zakamarkach. Książę Vorvolk ma gabinet w starych lochach. Można tam dotknąć głową sufitu. Chronię się w tym pokoiku podczas spotkań Rady Książąt albo wtedy, gdy mam jakieś inne sprawy do załatwienia.

— Czy występuję w roli sprawy do załatwienia? Bo na pewno nie jest to wizyta dla przyjemności. Spotkanie ma charakter osobisty czy oficjalny?

— Nawet moje splunięcie ma charakter oficjalny. Na Barrayarze trudno oddzielić te sfery od siebie. Miles… był… — Gregorowi też niełatwo przyszło mówić o nim w czasie przeszłym — bez względu na kolejność, członkiem mojej kasty, oficerem mojej armii, synem wyjątkowo ważnego, jeśli nie najważniejszego urzędnika, moim przyjacielem od zawsze. Poza tym następcą Księcia Okręgu. A książęta to mechanizm, dzięki któremu jeden człowiek — dotknął własnej piersi — przekłada się na sześćdziesięciu, a dalej na rzesze. Książęta są pierwszymi oficerami cesarstwa; ja jestem jego kapitanem. Rozumiesz, że cesarstwo to nie tylko ja? Cesarstwo to pojęcie geograficzne, to społeczeństwo. Rzesze, ogrom ludzi — i każdy z osobna — to jest cesarstwo. Ja jestem tylko jego cząstką, którą zresztą można wymienić — widziałeś na dole skalp mojego stryjecznego dziadka?

— Hm… tak. Wystawiono go w… bardzo widocznym miejscu.

— Tu jest siedziba Rady Książąt. Punkt podparcia dźwigni może uważać się za najważniejszy element, ale bez dźwigni jest niczym. Szalony Yuri zapomniał o tym, ja nie. Inną cząstkę stanowi książę Okręgu Vorkosiganów. Jego również można wymienić. — Zamilkł.

— Jak… ogniwo łańcucha — podsunął nieśmiało Mark, chcąc udowodnić, że słucha uważnie.

— Ogniwo kolczugi. Element sieci. W której jedno słabe ogniwo nie stanowi zagrożenia. Katastrofę może dopiero wywołać zerwanie wielu naraz. Mimo to… oczywiście lepiej, żeby zostało jak najwięcej mocnych i pewnych.

— Oczywiście. — Dlaczego tak na mnie patrzysz?

— Opowiedz mi, co się wydarzyło w Obszarze Jacksona. Tak jak to widziałeś. — Gregor przysiadł na swoim stołku, krzyżując nogi, spokojny i uważny jak kruk na gałęzi.

— Muszę zacząć całą historię od pobytu na Ziemi.

— Śmiało. — Niewymuszony uśmiech mówił, że Mark ma mnóstwo czasu i wdzięcznego słuchacza.

Zacinając się, Mark rozpoczął opowieść. Gregor zadawał niewiele pytań, ale dociekliwych; wtrącał się tylko wówczas, gdy Mark zawieszał głos na opisie trudniejszych chwil. Mark szybko zorientował się, że Gregorowi nie zależy na suchych faktach. Widocznie czytał już raport Illyana. Cesarz szukał czegoś innego.

— Nie przeczę, że kierowały tobą szlachetne pobudki — rzekł w pewnym momencie Gregor. — Przemysł transplantacji mózgów to wstrętny proceder. Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że twoja jedna akcja nawet go nie zadraśnie. Dom Bharaputra posprząta po was i wróci do tego, co robił zawsze.

— Dla czterdziestu dziewięciu klonów to ogromna różnica — upierał się Mark. — Wszyscy mówią to samo. „Nie dam sobie rady ze wszystkim, więc nie zrobię nic”. I nic nie robią. Interes toczy się dalej. Zresztą gdybym mógł wrócić przez Escobar, jak planowałem, wiadomość o tym mogłaby się roznieść. Dom Bharaputra mógłby nawet próbować legalnie odebrać klony, a wtedy obrzydliwa prawda wyszłaby na jaw. Dopilnowałbym tego. Nawet z escobarskiego więzienia. Gdzie zresztą trudno by było sięgnąć ludziom Bharaputry. I może… może zainteresowałbym tą sprawą więcej osób.

— Ach! — rzekł Gregor. — Chwyt reklamowy.

— To nie był żaden chwyt — zaprotestował chrypliwie Mark.

— Przepraszam. Nie chciałem przez to powiedzieć, że twój czyn to coś takiego. Wręcz przeciwnie. Ale opracowałeś całą strategię dalszego postępowania.

— Tak, tylko że wszystko wzięło w łeb, kiedy straciłem kontrolę nad Dendarianami. Gdy dowiedzieli się, kim naprawdę jestem. — Nachmurzył się na wspomnienie tamtej bezradności.

Ponaglany przez Gregora, Mark zaczął relacjonować śmierć Milesa, fatalną utratę kriokomory, daremne próby jej odzyskania oraz upokarzające wydalenie ich z przestrzeni Obszaru Jacksona. Zorientował się, że wypowiada więcej własnych myśli niż zwykle, ale… niemal udzieliła mu się swoboda Gregora. Jak on to robił? Łagodny, prawie skromny sposób bycia stanowił kamuflaż dla człowieka zręcznie manipulującego ludźmi dla własnej korzyści. Nie zatrzymując się na szczegółach i przeinaczając nieco fakty, Mark opowiedział o incydencie z Maree oraz swoim odizolowaniu, które omal nie przyprawiło go o szaleństwo, a potem wreszcie zamilkł.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)