Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 158
Перейти на страницу:

— Jeśli mam tak robić, lepiej mi wyjaśnij, dlaczego.

Jeden-Krok zmarszczył brwi.

— Julien jest synem Sergiusza Bakshiego, a Sergiusz to szef kliki Nabrzeża. Nie ma nikogo gorszego od Sergiusza.

Sula skinęła głową. To robi wrażenie: Sergiusz nie tylko jest przywódcą kliki, lecz przede wszystkim udało mu się przez tyle lat unikać kata, że doczekał się dorosłego syna. Rzadko zdarzało się, by ludzie tego pokroju długo żyli.

— Dziękuję, Jeden-Kroku.

— Nie zamierzasz stosować się do rad Jednego-Kroku? — Wyglądał na przygnębionego. — Idziesz się bawić z Julienem?

— To nie on mnie dziś zaprosił. Dobranoc. Dzięki.

— Popełniasz błąd — rzekł Jeden-Krok ponuro.

Sula przepchała się przez Targ Tekstylny, potem weszła w zalaną słońcem uliczkę, usiłując trzymać się zacienionej strony. Upał odbierał jej dech. Skręciła w miły chłód między wysokimi magazynami, zbudowanymi w cieniu jeszcze większego od nich krematorium Nabrzeża. Pokazała Cree przy kontuarze swój fałszywy dowód, potem pojechała windą na górę i otworzyła jeden ze schowków grupy 491. Umieściła pudło z karabinem w skrytce, obok innych pudeł z bronią, skrzynek z amunicją, granatami, materiałami wybuchowymi i pancerzami.

Zastanowiła się przez chwilę, po czym otworzyła jedno z pudełek, wyjęła jakiś mały przedmiot i schowała go do kieszeni.

Casimir czekał z niecierpliwą miną przy samochodzie przed Klubem na Ulicy Kociej. W dłoni trzymał laskę. Miał na sobie miękką białą koszulę z delikatnie wyszywanym szamerunkiem. Zobaczywszy Sulę, nacisnął guzik — lśniące morelowe drzwi schowały się w dachu samochodu.

— Nie znoszę czekania — warknął, chwycił Sulę brutalnie za ramię i wepchnął ją do auta.

Sula znała to, pamiętała, jak to jest, gdy się ma chłopaka z kliki.

Usiadła na morelowej kanapie naprzeciw Juliena i Veroniki ubranej w powiewne szaty i owianej zapachem sengry. Casimir zwalił się obok niej i zasunął drzwi. Sula wezwała na swój mankiet chronometr.

— Przyszłam trzy minuty wcześniej — oznajmiła tonem nauczycielki matematyki. — Wybacz, jeśli psuję ci wieczór.

Casimir chrząknął nieuprzejmie. Veronika rozwarła szeroko niebieskie oczy i powiedziała:

— Chłopaki biorą nas na zakupy.

To też Sula pamiętała.

— Dokąd? — spytała.

— Niespodzianka. — Julien otworzył drzwiczki barku. — Czy ktoś chce coś do picia?

Kierowca Torminel gładko odjechał od krawężnika. Sula wzięła Cytrynowy Szał, a pozostali Kyowan. Auto na sześciu oponach pomknęło przez Grandview na Górkę — rejon położony w cieniu Górnego Miasta, poniżej Leża Wieczności, gdzie prochy panów Shaa czekały w niszach na koniec czasu. Dzielnica tętniła życiem. Były tu sklepy, bary, kawiarnie, ekscentryczne butiki z rzemiosłem ludowym, antykami czy starą biżuterią; na ulicach przeważali Cree, Lai-owni i Terranie.

Samochód zatrzymał się przed domem towarowym o nazwie „Szaty Chesko”. Morelowe drzwi otworzyły się i wszyscy wysiedli, witani przy wejściu przez kobietę Daimonga, której szare ciało spowijał satynowy woal, osobliwie atrakcyjny na kanciastym tułowiu o cienkich ramionach. Kobieta pozdrowiła Casimira dźwięcznym głosem, zwracając się do niego po imieniu.

— Gredel, przedstawiam ci pannę Chesko — powiedział Casimir tonem sugerującym, że oboje są ważnymi osobistościami.

— Miło mi panią poznać — rzekła Sula.

Dom towarowy był fantastyczny trzykondygnacyjne wnętrze wypełniały przepyszne tkaniny o jaskrawych barwach na tle ścian z przezroczystej żywicy przepuszczającej gasnące światło słoneczne. Przestrzeń wypełniała subtelna muzyka Cree.

Sula nigdy jeszcze nie spotkała kreatora Daimonga projektującego ubrania dla Terran. Sklep musiał mieć znakomitą wentylację albo Chesko używała jakiegoś dezodorantu, który tłumił fetor gnijącego ciała, ponieważ Sula ani przez chwilę nie czuła tego zapachu.

W sklepie Casimirowi od razu poprawił się humor. Spacerował między regałami i wybierał ubrania, oglądając je w świetle i przesuwając dłonią po lśniących bogatych materiałach. Dla Veroniki wybierał stroje miękkie, jasne, migoczące dla Suli — satynowe, ciemniejsze, z jaśniejszymi akcentami na kołnierzu, klapach lub w postaci szala.

Ubiera mnie jak tajemniczą kobietę — pomyślała.

Jego czułki dobrze wyczuwają otoczenie.

Przyjrzała się sobie w dużym displeju i stwierdziła, że Casimir ma dobry gust, choć jej własne wyczucie w sprawach garderoby było niezbyt dobrze rozwinięte.

Prezentowanie kolejnych bogatych strojów sprawiało jej przyjemność. Casimir rzucał własne komentarze, drapował materiał, odkładał na kupki ubrania „dobre”, „może być”, „niedobre”. Chesko robiła uprzejme uwagi karylionowym głosem. Ekspedienci biegali tam i z powrotem z naręczami ubrań.

Z Kulasem było inaczej. Gdy wchodził z Gredel do sklepu, ekspedienci wiedzieli, że trzeba przynieść najbardziej szpanerskie, najdroższe ubrania, a on kupował je jednym machnięciem ręki i płacił plikami banknotów.

Casimir nie chciał nikomu imponować, przynajmniej nie w taki sposób jak Kulas. On chciał zamanifestować swój gust, a nie swoje bogactwo.

— Powinieneś robić zawodowo to co Chesko — stwierdziła Sula.

— Może. Ale chyba otrzymałem nieodpowiednie wykształcenie.

— Mama nie dawała ci dosyć lalek do zabawy — powiedział Julien. Siedział na fotelu w kącie sali; na pociągłej twarzy miał wyrozumiały uśmiech, a w ręce szklaneczkę migowej brandy, którą przyniósł mu któryś z ekspedientów.

— Jestem głodny — oznajmił po półtorej godziny.

Casimir zrobił lekko obrażoną minę, ale wzruszył ramionami i ponownie zaczął przeglądać ubrania, aby dokonać ostatecznego wyboru. Julien wstał z fotela, odstawił szklaneczkę i zwrócił się do ekspedientki:

— Ta sterta. Proszę podliczyć.

Veronika krzyknęła radośnie, podskoczyła do Juliena i go objęła.

— Weźmy jeszcze to — powiedział Casimir i dorzucił do sterty „dobre” kamizelkę. Potem podniósł z innego stosu haftowany żakiet i pokazał go Suli. — Co o tym sądzisz? — spytał. — Mam to dołożyć do twoich rzeczy?

Sula przyjrzała się żakietowi.

— Wybierz tylko jedną, najładniejszą rzecz i daj mi ją.

Ciemne oczy Casimira błysnęły.

— Nie chcesz ode mnie prezentów? — spytał wściekłym głosem. Sula widział wzrok Veroniki — koleżanka patrzyła na nią tak, jakby uważała ją za niespełna rozumu.

— Przyjmę tylko jeden prezent — odparła. — Nie znamy się na tyle dobrze, żebyś mi kupował całą szafę ciuchów.

Przez chwilę wyczuwała, jak gotuje się w nim wściekłość. Postanowił jednak obrócić wszystko w żart.

— Bardzo dobrze. — Wykrzywił usta w cienkim uśmiechu. Przyglądał się przez chwilę zgromadzonym strojom, po czym wyciągnął kostium z czarnego aksamitu z satynowym szamerunkiem, wyszywany na klapach i wzdłuż szwów luźnych spodni srebrnymi paciorkami.

— Czy to się nada?

— Jest bardzo ładny, dziękuję. — Sula z zadowoleniem zauważyła, że nie był to najdroższy ciuch. Skoro nie kupował jej drogich szmat, oznaczało to prawdopodobnie, że nie uważa jej za szmatę.

— Włożysz to dziś wieczór? — spytał i spojrzał na Chesko. — Nie trzeba tego przymierzać?

— Nie, proszę pana. — Daimongo bladej, pozbawionej wyrazu twarzy, nie okazała rozczarowania, że nie udało jej się sprzedać towaru za kilkaset zenitów.

— Z przyjemnością — odparła Sula. Wzięła kostium do przymierzalni, przebrała się i obejrzała w staromodnych lustrach o posrebrzanym spodzie. Kostium chyba rzeczywiście był najładniejszą rzeczą ze stosu ubrań.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)