Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 137
Перейти на страницу:

Przenosząc się we śnie w nową bajkę, odkrywała, że w tajemniczej krainie pojawiały się nowe bajkowe postacie. Znowu zaczynała się gra i Maria, zapomniawszy o połamanych laleczkach, przestawała zwracać uwagę na leżące tu i ówdzie ich szczątki. Ciekawość była silniejsza od litości. Polowanie trwało. Mimo to Maria kibicowała kolejnej lalce, bardzo się cieszyła, kiedy udawało się jej umknąć myśliwym, i płakała, jeśli laleczka w końcu się psuła.

A potem Maria odkryła, że może wymyślać nowe zabawki. Gra stała się jeszcze ciekawsza. Wymyślona przez Marię śnieżna królowa robiła z lalek lodowe posągi. Przyklejaczki na zawsze przyklejały lalki do siebie. Pajęczyna Anansi łapała je w niewidzialne sieci i lalki chodziły po okręgu, póki nie kończył im się napęd. Te, które wpadły do Zalustrza Alicji, biły się ze swoimi odbiciami, póki nie zaczynały rozumieć, że z odbiciem nie można wygrać. Tym, które uniknęły pułapek, Maria pokazywała w nagrodę telewizor, w którym szły wymyślone przez nią filmy nie mające nic wspólnego z bajkową krainą. Dziwne czy nie — lalki interesowały się telewizorem i długo się weń wpatrywały.

Zresztą czemu się dziwić — lalki nie imponowały jakimś szczególnym rozumem. Te, którym udawało się uciec poprzednim razem, poruszały się po starej trasie przekonane o swym bezpieczeństwie. Wtedy Maria podsuwała im na drodze jakąś nową zabawkę. Strasznie fajnie było patrzeć, jak lalki wpadały w panikę, jak zaczynały kręcić głowami (jeśli jeszcze były całe), jak szukały nowej drogi do nie znanego Marii celu. Niektórym się udawało, ale bardzo nielicznym.

Szkoda tylko, że zasnąć w bajkę nie udawało się tak często, jak by chciała. Ale potem odkryła, że dzieje się tak wtedy, kiedy ktoś ją skrzywdzi — i problemy się skończyły.

Potem zaczęła słyszeć w nocy rozmowy rodziców. Pierwszy raz doszło do tego wtedy, gdy sny przestały być zabawą, a bajkowa kraina okazała się zupełnie nie tym, czym się wcześniej Marii wydawała. Niedługo przedtem tato znowu poszedł na swoje ryby, ale tym razem nie było go kilka dni. I mamunia poszła go szukać. To znaczy mamunia o swoim zamiarze oczywiście nic jej nie powiedziała. Ale Maria sama się domyśliła. No bo gdzie jeszcze mamunia mogła pójść w nocy, zostawiając ją ze starą panią Norman?

W nocy Maria zasnęła w bajkę. Zdziwiło ją to — gdy tato wychodził na ryby, nigdy jej się nie udawało zasnąć w bajkę. Ale wtedy nie zdziwiło jej to za bardzo. Też mi coś! Zasnęła, to zasnęła.

Przyśnił się jej cmentarz. Ale nie ten, gdzie pochowany był dziadek, który nie przychodził do domu, i obie babcie. Na tym cmentarzu ze snu schowała się mamunia. A przy drodze na I cmentarz stał wojskowy samochód, w którym siedzieli żołnierze. Tata ich nazywał żabami. Nie lubił ich. Mamunia ich też nie lubiła. A żaby chyba przyszły tam w jakimś celu. Wyglądało to tak, jakby szukały mamuni. Dlatego Maria od razu napuściła na nich okropnego stracholuda. I natychmiast się obudziła.

Stara Norman chrapała sobie w pokoju gościnnym. Za oknami było ciemno i Maria znowu usnęła, ale teraz zwyczajnie, nie w bajkę.

Rano mamunia jej nie obudziła. Czyli mamuni wciąż nie ma w domu. Maria obudziła się sama, ale nie wstała z łóżka.

Dziadek też gdzieś spacerował, więc nie miała z kim porozmawiać. Przecież nie ze starą Norman! Ta zaczęłaby użalać się nad „dzieckiem”, a od tej żałości Marię bolała głowa, już dawno sama to zauważyła. Właściwie to i z rodzicami starała się nie rozmawiać, bo oni też litowali się nad córką i znowu robiło jej się niedobrze. Tylko dziadek jej nie żałował, dlatego z nim było naprawdę bardzo dobrze.

A tego ranka bez mamuni zrobiło się Marii całkiem smutno, nawet gorzej niż z mamunią. Dlatego od razu chciała się znaleźć tam, gdzie jest mamunia, ale tam nie wolno było iść, więc Maria znowu zasnęła w bajkę.

Zasnęła w takie śmierdzące miejsce z rozlaną po trawie wodą, trochę podobną do błota. Może właśnie tu tato łowił te swoje ryby. Chociaż przynoszone przez tatę ryby były normalne, niczym nie śmierdziały.

Maria rozejrzała się. Ani taty, ani ryb tu nie było. A mamunia, jak się okazało, była. Brnęła przez wodę do dwóch niskich górek, obok których zawsze było dużo zabawek

— Mamuniu! — krzyknęła Maria. — Mamuniu, proszę, poczekaj na mnie!

Ale mamunia nie odwróciła się, udając, że nie widzi Marii. Czasem tato też udawał, że jej nie zauważa, kiedy po cichu skradała się do niego w sypialni. Teraz Maria zrozumiała, że mamunia bawi się w Tropiciela, którego niedawno pokazywali w telewizji. Tropiciel śledził ludzi i zwierzęta; kogo tropiła mamunia, Maria nie wiedziała, ale postanowiła, że ona z kolei będzie tropić mamunię. Jak zabawa, to zabawa!

Nie było trudno iść po wodzie. Dziwna to była woda — nawet nogi w niej nie mokły. Mamunia fajnie się bawiła. Od czasu do czasu zaglądała do jakiegoś papieru, pewnie to była mapa na niby. Raz mamunia położyła się na trawie, aby przeczekać wiatr pustyni. Kilka lalek w tym miejscu po prostu zmieniło się w popiół. Ale mamunia nie była lalką, to była mamunia, i dlatego wiatr pustyni nie mógł jej skrzywdzić.

Gra rozwijała się ciekawie. Maria zamierała, kiedy zamierała mamunia. Kiedy zatrzymywała się, żeby odpocząć, na niby odpoczywała i Maria. Jak z górki palnęła strzelawka, to mamunia na czas przykucnęła. Tu, między dwoma górkami, zazwyczaj czaiło się niesmaczne błocko, w którym musiały nurkować żywe lalki. Ale Maria nie chciała, żeby mamunia nurkowała w niesmacznym błocku — mogłaby zepsuć sobie fryzurę.

A potem Maria zrozumiała, że mamunia kieruje się do białej dziury, gdzie wisi nadmuchiwany balonik. Wszystko się zgadza — oto posiedziała przy rozbitym samochodzie i ruszyła dokładnie między gniotkiem i tańculem. Dalej czekał na nią kleksiarz, który mieszkał w czerwonej koparce i który zmieniał żywe lalki w czarne kleksy. Albo rozwieszał jak sople na brzegu białej dziury. Wyglądało to bardzo ładnie. Ale mamunia nie była żywą lalką, mamunia była mamunia, nie można jej było zmienić w czarny kleks! Przecież kleksiarz nie ruszał dziadka Barbridge’a, bo był on człowiekiem, a towarzyszące mu lalki zmieniały się w kleksy i sople. Taki jest los lalek…

Ale mamunię kleksiarz nie wiadomo dlaczego też złapał. Maria nie była zadowolona z takiej gry, rozzłościła się na zabawkę. Rozzłościła się nie na próżno — wystraszony kleksiarz natychmiast mamunię wypuścił. Teraz Maria zaczęła się o mamunię bać i pobiegła za nią do białej dziury. Kleksiarz, rzecz jasna, nie mógł ruszyć Marii, ale i tak zaczęła się bać. Jakby trafiła do cudzej, niedobrej bajki… A potem okazało się, że w białej dziurze jest tata, i w ogóle sen zrobił się prawdziwą jawą. A potem cała trójka płakała i tata z jakiegoś powodu prosił mamunię i Marię o przebaczenie. A potem znaleźli się obok swoich samochodów i tata powiedział: „Żeby tak zawsze można było wracać! Pstryk — i jesteś za granicą Strefy!” I wtedy się okazało, że Maria stała się zwykłą dziewczynką, i tata z mamunia bardzo się ucieszyli.

Później, co prawda, okazało się, że wcale nie stała się zwykłą dziewczynką, a wtedy przestali się cieszyć. Ale to było później. A tego dnia, wróciwszy do domu, nieźle wystraszyli starą Norman. Bo ona, oczywiście, wyobrażała sobie, że Maria śpi w swoim pokoju.

Dzień minął jak w bajce, dlatego że nikt się nad Marią nie użalał. A w nocy po raz pierwszy usłyszała, o czym rodzice rozmawiają w sypialni. To znaczy najpierw bawili się w coś hałaśliwego i wielu ich słów Maria po prostu nie rozumiała.

Potem mamunia zapytała:

— Red, możesz mi wyjaśnić, co się stało? Tata roześmiał się zadowolony.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)