Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 137
Перейти на страницу:

Tak, nie kłamał, stary grzyb. Ale jeśli nie kłamał, to co to jednak wszystko oznacza? Czyżby Strefa każdego człowieka inaczej witała? Barbridge’a — błyskawicami, i nurkuj w błoto z głową. A mnie — świeżym powietrzem, i oddychaj sobie peŁ piersią… A niby dlaczego nie? Strefa to Strefa! I nie będziemy o tym rozmyślać. Kicham na Barbridge’a i na błoto, w które nurkował! Ja muszę iść do Reda…

A oto furgonetka. Właśnie ta, farba z niej oblazła. W jej cieniu Barbridge radził odpocząć, ale nie potrzebuję odpoczynku. Co prawda z lewej, nad stertą starych desek, powinien przebywać jakiś „wesoły upiór”, ale do niego daleko. I chwała Jezusowi, dlatego że nie wiadomo, co to jest… Co to jest „łysica” z prawej, już wiem, ale tam mógłby wleźć tylko ślepy..!

I w ogóle wszystkie te „łyse upiory” teraz nie są najważniejsze. Najważniejsze jest to, że na samej trasie nie będzie więcej pułapek. I niezależnie od tego, czy Barbridge we mnie wątpił, doszłam. Pewnie, trzeba staremu podziękować. Gdyby nie jego rady, nie jego mapa, leżałabym gdzieś jako kupka szarych szmat. A potem nanieśliby mnie na mapę jako nowy punkt orientacyjny. Któryś ze stalkerów, przechodząc obok, myślałby: „To pewnie tu leży ta głupia, co polazła do Strefy bez przewodnika”. Oczywiście, gdyby Barbridge opowiedział o mnie innym… Bo inaczej widniałabym jako bezimienny krzyżyk.

W sumie to stary chciał mnie nastraszyć. Tyle strachów opisał, tyle pułapek na mapie narysował. W rzeczywistości psyknęło tylko i tyle… Chyba żeby patrol koło cmentarza policzyć za pułapkę! Ale tamci się czegoś wystraszyli, zwiali jak szaleni. Nawet krzaków nie przeszukali, w których schowane są samochody. Tak, teraz nowy punkt — o, ta czerwona plama, skąd droga zaczyna opadać do wyrobiska.

Nie, pewnie stary specjalnie powymyślał te swoje pułapki, żeby inni nie pchali się do Złotej Kuli. Odstraszał stalkerów tymi swoimi pułapkami. „Łysice”, wszystkie „wesołe upiory”, i „zielenizny”… Bajki dla durniów… Zresztą ma rację. Gdyby każdy mógł przyjść do Złotej Kuli ze swoim życzeniem, świat szybko poszedłby w diabły. Ludzie bywają różni i życzenia mają różne. Komuś do pełni szczęścia wystarczy bratowa w łóżku, a innemu trzeba cisnąć do stóp kulę ziemską…

Dobra, naprzód, koleżanko! Tylko dlaczego tak się trzęsiesz? Znowu to uczucie. Jak w nocy na cmentarzu, kiedy uciekał patrol. Jakby ktoś z nieba mi się przyglądał. Pewnie to oczy Strefy.

— Widzisz, Strefo, jestem twoja! Skoro już pozwoliłaś mi dojść aż tutaj, to pozwól przejść i te ostatnie kilkaset jardów, proszę cię! Przecież to tak niedużo…

A może mnie okłamał, stary grzyb? Co do czerwonej plamy wszystko jasne, to rzeczywiście kabina koparki. Za nią pasmo w kolorze zupy mlecznej. Widocznie dalszy brzeg wyrobiska… Ale czy jest tam Złota Kula? I czy jest tam Red?

Ojejku, znowu pali. Jak przy piecu… Mógł okłamać, stary grzyb! Przecież interesy interesami, ale Red czuje do niego obrzydzenie. Wystarczy sobie przypomnieć, jakim tonem rozmawia ze starym. Jakby nie mógł mu czegoś wybaczyć. To do Barbridge’a podobne — puścić mnie w wyprawę po nic. Wyobraża sobie teraz, jak żona Rudego podchodzi do skraju wyrobiska, patrzy w dół, a tam nie ma żadnej Złotej Kuli. Wyobraża sobie i chichoce. Jak chichotał ostatnio, rozmawiając z Redem… Bydlak beznogi!

Ojejku, co tak się wściekam?! Za wcześnie jeszcze na wściekanie się. O, Red to by się wściekł. Tak by się wściekł, że nie daj Panie Boże! Dlatego to niemożliwe, żeby tam nie było Kuli. Wtedy Red, wróciwszy z „ryb”, poprzetrącałby mu kulasy. Chociaż jakie, do diabła, Barbridge ma kulasy! To znaczy: poprzetrącałby łapy. Może i łeb by urwał. Barbridge to dobrze wie.

Przenajświętsza Dziewico, doszłam, jest wyrobisko. Koparka, droga idzie w dół. Wszystko, jak mówił stary. A oto i kula. Tylko dlaczego nie jest złota, a czerwona. I…

— Red! Odwróć się! Nie słyszysz?! — Red!

Co się patrzysz na kulę, tutaj popatrz!

— Red! To ja! Znalazłam cię!

Nie, nie słyszy… Przenajświętsza Dziewico, nawet się nie poruszył. Zupełnie się nie rusza. Jak posąg… Jak z kamienia… O Jezusie, ta przeklęta kula zmieniła go w kamień… Nie może człowiek tak długo stać z własnej woli. Red nigdy by tak nie stał… Bądź przeklęta, Strefo! Skoro tak, to zmień i mnie w kamień!

— Red, idę do ciebie!

Żeby tylko nie wpakować się w te czarne kleksy… Idę do ciebie, Red! Nie oddam cię Strefie! Mamuuusiuuu!!!

7. Małpeczka — Maria, do 9 roku życia

Maria nie pamiętała, kiedy właściwie zaczęły jej się śnići dziwne bajki. W każdym razie te sny pojawiły się, zanim tatuś na długo wyjechał. Mamunia mówiła, że tatę zabrali do wojska. Źli sąsiedzi twierdzili, że tatę wpakowali do pierdla. A dobrzy milczeli. Maria wierzyła mamuni, bo do pierdla nie było taty za co pakować. Do pierdla pakowali złych ludzi, a tata zawsze był dobry. Wujek Dick o tacie też nic nie mówił. Po prostu przychodził do nich w gości. Maria lubiła wujka Dicka. Dlatego że przynosił jej czekoladki. I zabawki.

Kiedy dzieci sąsiadów przestały się z nią bawić, najciekawszą zabawą stały się dla Marii sny. Gdy tylko zasypiała, dokoła powstawała bajkowa kraina. Zupełnie jak prawdziwa. Rano były tu czarne góry i zielone niebo. Nad górami wstawało duże czerwone słońce. Czasem padał zimny deszcz. A nawet — jeśli Maria bardzo tego chciała — śnieg w środku lata. Były tu prawdziwe domy (co prawda niewiele) i prawdziwe drogi (co prawda nigdy nie jeździły po nich samochody). Samochody były w bajce, ale po prostu stały ciągle w jednym miejscu.

Na początku Maria nie rozumiała, dlaczego tak jest, potem się domyśliła. Samochody nie jeździły, bo były martwe, a martwe były dlatego, że w bajkowej krainie nie mieszkali ludzie. To nie było dobre, ale w zamian, kiedy Maria tam trafiała, nikt się na nią nie złościł, nikt nie krzyczał, żeby uciekała do swojej Strefy i nie zarażała innych dzieci. I nikt się nad nią nie litował.

Potem okazało się, że w bajkowej krainie są ludzie, choć jednak nieprawdziwi. Ale prawie prawdziwi. Żywe lalki, bardzo podobne do ludzi. Maria nie rozumiała, co tam robią, ale zabawy z nimi były bardzo ciekawe.

Pojawiali się w bajce nieoczekiwanie, włazili do pustych domów, łazili po wzgórzach i dziurach, szperali po poboczach dróg. Wyraźnie czegoś szukali, ale Maria nie wiedziała czego. Zresztą nie zastanawiała się nad celem tych poszukiwań — bawiła się. Wylewała im na głowy deszcz i śmiała się, kiedy uciekali pod zielone żołnierskie płaszcze. Rzucała im pod nogi błoto i patrzyła, jak zapadając się po pas, grzęzną w bulgocącej brązowej brei.

A potem odkryła, że oprócz żywych lalek w jej kraju są i inne zabawki. Były bardzo dziwne zabawki, zupełnie niepodobne do tych, które kupował jej tatuś albo przynosił wujek Dick. Potem Maria zrozumiała, że nawet nie powinny być podobne. Przecież to nie były prawdziwe zabawki, lecz zupełnie bajkowe.

Tym ciekawsze były zabawy z nimi.

Polegały one na tym, że bajkowe zabawki dniem i nocą polowały na żywe lalki. Strzelawki waliły do nich z ognistych błyskawic. Ping-pongi przerzucały lalki z jednego miejsca na drugie. Indianie montowali dla nich sprytne niewidzialne pułapki. Gniotki robiły z nich kupki śmieci. Lalki ze wszystkich sił starały się uratować, ale najczęściej te próby się nie udawały.

W rezultacie lalki się psuły. Maria litowała się nad nimi i wychodziła z bajki.

Jednakże litość żyła w niej niedługo. Dzieci z sąsiedztwa nadal przepędzały Marię ze swego towarzystwa. Poza tym ich zabawy przestały ją interesować i niecierpliwie czekała na noc.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)