Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 137
Перейти на страницу:

Ech, gołąbeczko, z takimi myślami pchać się w bagno to robota głupiego. Cokolwiek się stanie, zostanie po tobie Małpeczka. Ale dla niej, dla swojej Małpeczki, po prostu musisz dojść. I wrócić!

Dobrze, wybierzmy sobie punkt orientacyjny, niech będzie ten kamień pod lewym wzgórzem, i naprzód, koleżanko!

Hm, tak naprawdę to droga nie jest trudna. Trzeba tylko na czas przestawiać nogi, żeby nie wciągało butów… Ojejku, ale się robi gorąco! Słońce pali na całego… Ale naprzód, koleżanko. Naprzód! Raz — krok prawą nogą, dwa — wyszarpnąć lewą, trzy — włożyć ją w trzęsawisko, cztery — wyszarpnąć prawą. I znowu — raz, dwa, trzy, cztery… Raz, dwa, trzy cztery… Red przeszedł, to i ja przejdę. Za wagonetki wielu chodziło za potrzebą, ale dwie kupy wyraźnie świeższe… Raz, dwa, trzy, cztery… Dobrze, że jestem mocną kobietą, a nie jakimś cherlakiem… Raz, dwa, trzy, cztery… A Dina Barbridge, choć mocna, nie przeszłaby tu. Nie z takiej gliny! Kłamie, suka, te swoje aluzje rzuca! Red nie mógł do niej biegać! Same ciało i oczy go nie biorą. Ciekawe, co on we mnie znalazł? Tyle lat minęło, a do tej pory nie wiem. Raz, dwa, trzy, cztery… „Jaskółeczko moja!” A mama nie wybaczyła mi, nawet na łożu śmierci nie wybaczyła. „Głupia jesteś, Guta! Tb łajdak, nie będziesz miała rodziny. Dzisiaj na wolności, jutro w więzieniu. Skrobankę trzeba zrobić!” Raz, dwa, trzy, cztery… A przecież sama nie zrobiła skrobanki, urodziła mnie. Choć wcale jej lżej nie było. A jak sobie przypomnę, to kiedy poznałam Reda, też miałam tylko ciało i oczy. Tym go kupiłam. Mama nie miała racji, mam rodzinę! I co do Diny — nie wierzę. Red nie mógł z nią, za żadne skarby… Raz, dwa, trzy, cztery…

O, jest kamień. Ojejku, jestem mokra jak mysz. Trzeba odpocząć trochę. Wzgórze zasłoniło słońce, bardzo dobrze! Szkoda tylko, że nie na długo…

Sprawdźmy mapę, zorientujmy się. Dobrze, że chodziłam do szkoły skautowskiej! Przydało się. Barbridge powiedział, że stąd trzeba iść równolegle do nasypu, zostawiając ciemnoszarą plamę trochę z boku. Ej, ta plama to wcale nie plama. Stąd już widać, że to kupa szmat. Święta Dziewico, zmiłuj się i ratuj! Nie karz mnie, Strefo, nic ci nie zawiniłam. Przecież dziecko, które urodziłam, jest częściowo twoje. Ożywiłaś ojca Reda. Więc jakbym była trochę z rodziny… I proszę cię: spraw, żeby mój Red żył i żebym go znalazła!

Dobrze, że mamy taką sąsiadkę! Nawet nie zapytała o nic. „Idź, gołąbeczko, spokojnie. Posiedzę z córką. Tylko bądź ostrożna!”

Będę ostrożna, Ellin, och, jak będę — nie wolno mi inaczej! Bo inaczej długo będziesz, Ellin, siedziała z moją córką…

A tu słońce wyszło zza wzgórza. Znowu pali. No, to nic, ze słoneczkiem weselej. Byłoby o wiele gorzej, gdyby deszcz zaczął lać. I tak wody pełno dokoła…

Ojejku, a gdzie się podziała woda?! Tylko kępki i sucha trawa między nimi… Czyżby Barbridge zapomniał, jak wygląda to miejsce?! Nie, niemożliwe. Beznogi ma taką pamięć, że pozazdrościć. Zresztą kupa szmat jest na swoim miejscu.

Czyli ruszamy dalej, koleżanko. Raz, dwa, trzy, cztery… Ojejku, po co ja liczę? Trzęsawiska przecież już nie ma.

Ciekawe, co to za zardzewiały kij obok kości Okularnika? Laska czy co? Zardzewiała, czyli metalowa. Dobra laska! Najważniejsze, że wygodna. Można od komarów się opędzać, chi, chi, chi…

Och, Dziewico Przenajświętsza, jak to słońce pali! Można pomyśleć, że jestem antrykotem na patelni, chi, chi, chi…

Oj, mamo! Przecież to nie słońce, słońce nie może tak palić!!!

No masz, zaczęło się! Dochichotałaś się, koleżanko! Szybko — nosem w trawę! Co tam powiedziałeś, Barbridge? „Jeżeli zdarzy się coś niespodziewanego, kładź się brzuchem do ziemi i nie ruszaj się. Cokolwiek by się działo, nie ruszaj się!”

Brzuchem do ziemi to nic trudnego, ale spróbowałbyś, stary grzybie, nie ruszać się, kiedy tak pali… Leż, koleżanko. Leż! Jeśli mężczyźni tu wytrzymywali, to i ty wytrzymasz. Nie takie rzeczy wytrzymywałaś. Ty, koleżanko, nie boisz się cierpień! O, kiedy rodziłaś Małpeczkę, to było cierpienie, chociaż i tak nieporównywalne do tego… gdy Rzeźnik pokazał, co urodziłaś. To nie było cierpienie, to było… A jak rozdarła się wtedy pielęgniarka! I piszczała za każdym razem, kiedy trzeba było wieźć dziecko do karmienia, suka. Darła się, że nie weźmie wyrodka do ręki. Nawet pod groźbą śmierci… Trzeba być wdzięczną Rzeźnikowi, sam przywoził, ostrożnie przekazywał w twoje ręce drobniutką, porośniętą złocistą sierścią istotkę. I jak zaczarowany patrzył, jak wykrzywioną buźką łapie matczyną pierś. Rzeźnik, rzecz jasna, miał w tym interes, naukowy, cholera im w bok, ale i tak trzeba mu być wdzięcznym! Robił swoje i nie uważał Małpeczki za nasienie szatana. Nie to, co wy, suki… Wszystkie takie same! Wy, akuszerki, nienawidzące bezgrzesznego dziecka… Wy, położnice, bojące się zarazić… I wy, lekarze, którzy zapomnieliście o swojej przysiędze… No i wy, sąsiadki ze starego domu… Na złość wam wszystkim wytrzymam. Przez was więcej się wycierpiałam.. Och, Przenajświętsza Dziewico, jak mnie boli!!!

Uf, mamo! Jak się lekko zrobiło, jak chłodno… Czyżby zaaprobowała mnie Strefa, nie ukarała? Zapaliłabym teraz, ale Barbridge mówił, żeby się tu nie zatrzymywać.

Między wzgórzami jest parów, po którym prowadzi „najbardziej bezpieczna” trasa. Najbardziej skomplikowane miejsce na całej drodze do wyrobiska… „Zapaszek tam dominuje, dziewczyno moja, więc ty nie tego., nie przeraź się!” Bydlak beznogi. Skoro powiedział „zapaszek”, to będzie on taki, że… Dobra, koleżanko, skoro związałaś się ze Ścierwnikiem, nie skarż się na zapachy! Maszeruj sobie i maszeruj!

Ojejku, przecież to nie ten parów. To znaczy oczywiście ten. Ale brei, o której mówił stary, coś nie widać. Jest kamień, obok którego należy przechodzić, zanurkowawszy z głową. Ale dokoła sucho. I nie śmierdzi. Zupełnie nie śmierdzi!

Dobra, Strefa to Strefa… Kłamał stary czy nie kłamał, po suchym jednak łatwiej iść, niż brnąć po pas w błocie. Ale będę zerkać na prawe wzgórze.

Aha, jednak nie kłamał. Są ogniki. Niczym małe blade kwiatuszki. Jak drżą! Pewnie proszą niebiosa o deszcz, żeby rosnąć. Oho, rosną! Jeszcze jak rosną!!! Cóż, nos w ziemię…

Ale mi błyskawica! Barbridge mówił, że omal nie oślepł i nie ogłuchł, kiedy pierwszy raz się tu znalazł. Potem podobno się nauczył — zaciskał powieki i otwierał usta. Nie wygląda mi na to, żeby trzeba było zamykać oczy i otwierać usta. Chociaż skóra na twarzy kłuje. Jak pod odświeżającą maseczką.

Pamiętam, jak poszłam do salonu kosmetycznego na Siódmej Ulicy! Niedługo przed powrotem Reda z więzienia. Nawet próbowałam przepłacić. „Proszę wybaczyć, droga pani, dzisiaj nie robimy maseczek. Nie, ostrzyc też nie możemy. Manikiur? Manikiurzystka zachorowała. Tak, tylko jedna…” Ale potem, jak im Red złożył wizytę, obsługiwali pierwsza klasa. Chociaż pyski odwracali w drugą stronę. Pieniądze zresztą brali, nie brzydzili się…

O, jeszcze jedna „błyskawica”. Psyk, a nie błyskawica! Ojejku, a powietrze jakie świeże! Jak po burzy. Wydaje się, że można by je pić. I zmęczenie gdzieś zniknęło…

A gdzie trzecia błyskawica? Kwiatuszki na zboczu zupełnie zgasły. Wystraszył mnie jednak, stary grzyb. Albo okłamał… Jest obiecany kamień. Przenajświętsza Dziewico, stary grzyb nie kłamał — czubek kamienia jest cały opalony! Widać niejedna błyskawica huknęła!

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)