Światy braci Strugackich - Czas uczniów
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич, Скаландис Ант
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Rebis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
W salonie ryczeli, dziwili się i całowali — tato miał do czynienia z Richardem G. Nunnunem. A mama nie chciała mieć do czynienia w takich sprawach ani z Richardem G. Nunnunem, ani z tatą, więc poszła do kuchni. Wtedy w salonie zaczęli wspominać przeszłość. Mniej więcej na tę samą modłę, co wcześniej z Szuwaksem. I między wspomnieniami tak samo brzęczały szklanki. Jedynie odpowiedzi wujka Dicka mocno się różniły od replik Szuwaksa. Potem w salonie zaczęli się kłócić — diabeł by zwiał, gdzie pieprz rośnie. Ale szklanki pobrzękiwały po staremu, potem wujek Dick, brzęknąwszy kolejny raz, powiedział:
— Słuchaj, Red! Niedługo wyjeżdżam.
— Dokąd? — powiedział tato potwornie trzeźwym głosem. — Tam, gdzie jestem bardziej potrzebny.
— No to pomyślnych wiatrów! Wujek Dick chrząknął:
— Głupi jesteś, Red! Czy nie rozumiesz, dlaczego wyjeżdżam? Dlatego że reklamacji jest coraz mniej i mniej. Wkrótce w ogóle nie będzie!
— Znam twoje reklamacje — rzekł tato. — Całe życie przed pinii uciekam.
— Wiesz? — zdziwił się wujek Dick. — Skąd?
— Domyśliłem się.
— Dawno?
— Nie. Dwa lata temu. Kiedy Guta opowiedziała mi, jak do niej przychodziłeś i czym się zajmowałeś. To mi otworzyło oczy. Zostając sam na sam z taką kobietą jak moja Guta, żaden normalny facet by nie wytrzymał.
Wujek Dick prychnął:
— Może ja też nie wytrzymałem!
— Nie, bo Guta by mi powiedziała.
— Tak jej wierzysz?
— Tak, właśnie tak jej wierzę.
— A ona tobie?
Tato długo milczał, potem powiedział twardo:
— Nie twoja sprawa, Richard.
— Pewnie, że nie moja sprawa — zgodził się wujek Dick. Kiedy siedziałeś, to też nie była moja sprawa.
— Kiedy siedziałem, przystawiałeś się do Guty. Tylko nic nie wyszło.
— Akurat można się przystawić do twojej Guty! — Wujek Dick postanowił obrócić wszystko w żart. — Gdzie się przystawisz, tam i kulasy pogubisz.
Ale tato nie miał ochoty na żarty. Rzekł:
— Zresztą, o czym ja gadam? Tylko udawałeś, że się przystawiasz do Guty. W sumie obaj świetnie wiemy, po co tu przychodziłeś. Po co pomagałeś. Mnie interesuje co innego. Po co przyszedłeś dzisiaj?
— A nie uwierzysz w to, że przyszedłem dać ci radę?
— Nie, nie uwierzę — powiedział tato. — Ty byś, Dick, też nie uwierzył.
Wujek Dick roześmiał się.
— Twoje szczęście, diable piegowaty, że teraz to już nie ma najmniejszego znaczenia. Bo miałbyś kłopoty! — Wujek Dick niby droczył się z tatą, ale Maria nagle zrozumiała, że mówi serio.
— Gdyby to miało jakiekolwiek znaczenie, ani słowem bym nie pisnął o tym, co wiem — tato powiedział tak samo serio.
Milczeli chwilę. Potem wujek Dick odezwał się już innym tonem:
— Mimo wszystko przyszedłem dać ci radę. Chcesz — wierz nie chcesz — nie wierz, ale powrotu do przeszłości już nie będzie. To, że nas stąd wycofują, coś znaczy. Uczeni uważają, że Strefa owinęła się na długo, jeśli nie na zawsze. Ale życie toczy się dalej. Tak więc wyciągnij wnioski, panie eks-stalkerze.
Znowu brzęknęła szklanka, zabulgotało.
— A idź do diabła ze swoimi radami! — powiedział tato, chrząknąwszy. — Wyciągnij wnioski… Łatwo ci mówić. Dla ciebie praca zawsze się znajdzie. Jak nie będziesz pasł stalkerów, to handlarzy narkotyków. A ja? Niedługo mi czterdziestka stuknie, a co ja umiem poza nocnym targaniem fantów na brzuchu? Zresztą nie to jest najważniejsze. Jestem zmęczony, Dick, oto co jest najważniejsze. Szuwaks kiedyś powiedział, że Strefę stworzył Bóg, żeby poddać ludzi próbie. Może, może.il Jednakże próbę Strefy przeszliśmy, jedni lepiej, drudzy gorzej. A jak przejść próbę jej niedostępności?
— Gadasz bzdury, Rudy! — powiedział wujek Dick. — Czyżbyś nie rozumiał, że jeśli nie przestaniesz strugać idioty, to wykończysz i siebie, i żonę, i córkę?
Zapadła cisza. W dziecinnym pokoju pachniało kwiatem bzu, ale nie dlatego Maria wstrzymała oddech. Potem tato powiedział:
— Jaki to ma sens? Żonę i córkę wykończyłem wiele lat temu. Pewnie za to właśnie Bóg mnie karze.
— A niech to cholera! — Wujek Dick długo i obrzydliwie klął. — W sumie wszystko ci powiedziałem, Red. Reszta zależy od ciebie. Więc myśl!
Tato milczał. Wtedy wujek Dick podniósł się, zajrzał do kuchni i szybko pożegnawszy się z mamą, wyszedł. A Maria znowu wstrzymała oddech.
6. Guta Shoehart, 26 lat, zamężna, gospodyni domowa
Ojejku, mgła naprawdę zniknęła! Wygląda na to, że Barbridge’owi można jednak wierzyć. W każdym razie do tej chwili trasa całkowicie zgadza się z jego opowiadaniem. Aha, oto obiecane wagonetki, gdzie stalkerzy zatrzymują się na popas. Nareszcie! A tam rozbity śmigłowiec, leży dwa metry od nasypu. Wszystko się zgadza, więc tu trzeba skręcić z nasypu. Po prawej powinno być bagno. Ojejku, mgła wisi, jak wisiała — nic nie widać.
Dobra, koleżanko. Najwyższy czas coś przekąsić. Zjeść czekoladę i popić kawką. Zapalę papierosa, od cmentarza nie paliłam. Nie zaszkodzi odetchnąć. Teraz trzeba iść przez bagno, nie po podkładach i cmentarnych ścieżkach. Co prawda tutaj podkłady mogą być gorsze od topieli. Jak nic… Red mawia: Strefa to Strefa…
Ach, Red, mój Red! Co przeskrobałeś tym razem? Czyżbyś naprawdę poszedł po Złotą Kulę? Po co wziąłeś ze sobą Artura Barbridge’a, nie powiedziawszy nic beznogiemu? I dlaczego do tej pory nie wróciliście? Przecież wcześniej nigdy nie znikałeś na dłużej niż trzy doby. A dzisiaj już szósta! Ale nie wierzę w twoją śmierć, nieważne, co mówi ten stary beznogi bydlak… Nie wierzę! I nie uwierzę, póki sama nie zobaczę cię martwego! Diabli nadali tę przeklętą mgłę! Nie mogę przecież dalej iść po omacku.
Ojejku, gdzie się podziała ta cholerna mgła?
Przecież dopiero co zasnuwała całe bagno… A zresztą po co łamię sobie głowę? Zniknęła to zniknęła. Chwała Jezusowi!
Tak, Barbridge powiedział, żebym schodziła z nasypu kolejowego ostrożnie. Bo może się osypywać żwir. A to podobno jest niebezpieczne. Chociaż nie wiem, dlaczego niebezpieczne. Kichać na to! Do diabła, jak ciągnie w dół! Plecak taki ciężki. W końcu jedzenie na trzy doby. Jak radził Barbridge… Naprawdę będę musiała spędzić tu całe trzy doby? Zwariuję! Zresztą lepiej o tym teraz nie myśleć…
Oho, ale bagno! Ale Barbridge mówił, że da się przejść. Może zabłądziłam? Ale nie, wszystko się zgadza, jest wzgórze. Z osma lonym drzewem na szczycie. To wzgórze stary kazał ominąć z prawej. Jeszcze bardziej na prawo powinno być drugie wzgórze. Jest. Goły szczyt, a na zboczach kamienne rumowisko Nie, bagno jest właściwe, jest nawet ciemnoszara plama otoczona rdzawą wodą. Popatrzmy na mapę… Tak, w tym miejscu Barbridge postawił krzyżyk, powiedział, że tu leży pechowy stalker. Właściwie to, co ze stalkera zostało… Może to właśnie jest Stefan Norman, Okularnik, syn starej Ellin. Szedł w bagno z nadzieją, pewnie chciał zmienić swoje życie. Może chciał, żeby ojciec wrócił z Europy… A teraz została z niego ciemnoszara plama. I krzyżyk na mapie. Nawiasem mówiąc, Barbridge postawił na mapie jeszcze dwa krzyżyki: jeden na stoku lewego wzgórza, drugi na kamiennym rumowisku prawego. Powiedział, że między tym krzyżykami leży właśnie najbardziej bezpieczna droga. Patrzcie go — najbardziej bezpieczna!.. Nie po prostu bezpieczna, lecz naj-bar-dziej! Straszył, stary grzyb! Tylko coś nie widzę żadnych ciemnoszarych plam na zboczach wzgórz. Spróbujmy przez lornetkę. Nie, tak też nic nie widać. Po tych stalkerach pewnie nawet plamy nie zostały. A może i mnie to czeka? Święta Dziewico, ratuj i zmiłuj się!