Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 100
Перейти на страницу:

Sara Yamaguchi była genetyczką, spędziła jedenaście lat na badaniach krzyżówek DNA. Jeśli miałoby się okazać, że Snowfield zaatakował stworzony przez człowieka mikroorganizm, praca Sary będzie miała kluczowe znaczenie dla sprawy. Sara poprowadzi badania nad morfologią mikroba, a po zakończeniu badań odegra główną rolę przy ustaleniu sposobu jego oddziaływania.

Tak samo jak doktor Valdez, Sara Yamaguchi zaczęła się zastanawiać, czy Isley i Arkham nie okażą się bardziej pomocni, niż sądziła. Rankiem zasięg ich zainteresowań wydawał jej się równie egzotyczny jak wudu. Ale teraz, w świetle tego, co nastąpiło od przyjazdu oddziału do Snowfield, musiała przyznać, że wiedza Isleya i Arkhama może być bardzo istotna dla sprawy.

I tak samo jak doktor Valdez, martwiła się.

Doktor Wilson Bettenby, szef naukowy Cywilnego Oddziału Obrony CBW Wybrzeże Zachodnie, siedział przy końcówce komputera o dwa stanowiska od Valdeza.

Bettenby realizował program analizy automatycznej kilku próbek wody. Próbki zostały wlane do pocesora, który destylował wodę, gromadził osad i poddawał go analizie spektograficznej i innym testom. Bettenby nie szukał mikroorganizmów; to wymagałoby innych procedur. Maszyna tylko identyfikowała i określała ilościowo wszystkie elementy mineralne i chemiczne obecne w wodzie. Dane ukazywały się na monitorze.

Wszystkie próbki poza jedną pobrano z kranów kuchni i łazienek domów i firm przy Vail Lane. Okazały się wolne od groźnych dla zdrowia środków chemicznych.

Jedna próbka została pobrana przez zastępcę Autry'ego z podłogi kuchni mieszkania na Vail Lane zeszłej nocy. Według szeryfa Ha-mmonda, kałuże wody i nasiąknięte nią dywany odkryto w kilku budynkach. Do rana jednak woda przeważnie wyschła, a z kilku mokrych jeszcze dywanów Bettenby nie zdołał zebrać czystych próbek. Wlał próbkę zastępcy do procesora.

Po kilku minutach komputer wyświetlił całościową analizę chemiczno-mineralną wody i osadu, który pozostał po wydestylowaniu całości płynu.

Komputer pracował z drobiazgową dokładnością, wyświetlając rezultaty poszukiwań każdej substancji, której zwykle należałoby się spodziewać. Wyniki pozostały takie same. W oryginalnym stanie woda nie zawierała absolutnie żadnych elementów poza swymi dwoma składnikami: wodorem i tlenem. A kompletna destylacja i filtracja nie wyłoniły żadnego osadu, nawet w postaci śladowej. Próbka Autry'ego nie mogła pochodzić z wodociągów miejskich, gdyż nie była ani chlorowana, ani fluoryzowana. Nie była to też woda mineralna. Ta woda miałaby swoisty skład. Być może kran kuchenny miał system filtracyjny – moduł Culligana – ale nawet wtedy woda zawierałaby jakieś minerały. Autry zebrał najczystszą, laboratoryjnie destylowaną i wielokrotnie filtrowaną wodę.

Ale… skąd się wzięła rozlana na kuchennej podłodze?

Bettenby wpatrywał się w ekran. Pogrążył się w myślach.

Czy małe jeziorko w sklepie Brookharta również składało się z tej superczystej wody?

Po co ktoś miałby chodzić po mieście i rozlewać galony destylowanej wody?

A zresztą, skąd wziąłby jej tyle? Dziwne.

Jenny, Bryce i Lisa siedzieli za stołem w kącie sali restauracyjnej Zajazdu Na Wzgórzu.

Major Isley i kapitan Arkham zasiedli na dwóch stołkach po drugiej stronie. Przynieśli wieści o kapralu Velazquezie. Przynieśli również magnetofon, leżący teraz na środku stołu.

– Wciąż nie rozumiem, dlaczego nie można z tym zaczekać – mówił Bryce.

– Nie zajmiemy dużo czasu – odrzekł major Isley.

– Zespół przeszukiwawczy jest gotowy do wyjścia – powiedział szeryf. – Musimy przeczesać każdy budynek w mieście, policzyć straty, zorientować się, ilu nie żyje, ilu zaginęło. Będziemy szukać jakichś poszlak, żeby dowiedzieć się, co, do diabła, zabiło tych wszystkich ludzi. Oznacza to, że mamy przed sobą kilka dni pracy, zwłaszcza że nie możemy działać po zachodzie słońca. Nie pozwolę, żeby moi ludzie szperali w nocy, w ciemności, kiedy ta potęga może ich dopaść w każdej sekundzie. Niech mnie szlag trafi, jeśli na to pozwolę.

Jenny pomyślała o zjedzonej twarzy Wargle'a. O pustych oczodołach.

Arkham włączył magnetofon.

Lisa usilnie wpatrywała się w majora i kapitana.

Nad czym ona tak duma, zastanawiała się Jenny.

– Zaczniemy od pana, szeryfie – powiedział major Isley. – Czy na czterdzieści osiem godzin przed tymi wydarzeniami pańskie biuro otrzymało jakieś zgłoszenia o przerwach w dostawie prądu lub'zanikach łączności telefonicznej?

– Jeśli pojawiają się takie problemy, ludzie z reguły dzwonią do służb miejskich, nie do szeryfa.

– A czy służby miejskie nie informują pana? Czy nie zdarzają się awarie na liniach elektrycznych i telefonicznych, wywołane działalnością przestępczą?

Bryce skinął głową.

– Oczywiście. I z tego, co wiem, nie otrzymaliśmy podobnych alarmowych wieści.

Kapitan Arkham pochylił się w przód.

– A czy w tym regionie wystąpiły problemy z odbiorem programów telewizyjnych i radiowych?

– Nic mi o tym nie wiadomo.

– Żadnych zgłoszeń o nie wyjaśnionych wybuchach?

– Wybuchach?

– Tak – powiedział Isley. – Wybuchy, gromy dźwiękowe albo inne niezwykle głośne i niewiadomego pochodzenia hałasy.

– Nie. Nic z tych rzeczy.

Jenny zastanawiała się. O cóż im, do diabła, chodzi?

– Żadnych zgłoszeń o niezwykłych samolotach latających w pobliżu? – spytał Isley po chwili wahania.

– Nie.

– Wy, ludzie, nie należycie do zespołu generała Copperfielda, co? – spytała Lisa. – Dlatego nie macie nazwisk na hełmach.

– I wasze stroje ochronne nie są tak dopasowane jak u innych – dodał Bryce. – Ich są szyte na miarę. Wasze są zdjęte z wieszaka.

– Bardzo trafne spostrzeżenie – powiedział Isley.

– Jeśli nie należycie do programu CBW – spytała Jenny – to co tu robicie?

– Nie chcieliśmy podnosić tego na wstępie – tłumaczył się Isley. – Sądziliśmy, że będziecie odpowiadać bardziej swobodnie, jeśli nie będziecie wiedzieć, za czym się rozglądamy.

– Nie jesteśmy z Korpusu Medycznego Armii – ciągnął Arkham. – Jesteśmy z Sił Powietrznych.

– Program Obserwator Nieba – dokończył Isley. – Może nie jesteśmy tajną organizacją… ale… no cóż… powiedzmy, że unikamy rozgłosu.

– Obserwator Nieba? – rozpromieniła się Lisa. – Mówicie o UFO? O to chodzi? Latające spodki?

Jenny zauważyła, że Isley skrzywił się na “latające spodki".

– Nie biegamy do każdego ćpuna, alarmującego o zjawieniu się małych zielonych ludzików z Marsa – mówił Isley. – Przede wszystkim, nie mamy na to funduszy. Naszym zajęciem jest rozpatrywanie naukowych, społecznych i wojskowych aspektów pierwszego spotkania gatunku ludzkiego z obcą inteligencją. Jesteśmy przede wszystkim trustem mózgów.

Bryce potrząsnął głową.

– Nikt tu nie doniósł o latających spodkach.

– Ależ o to właśnie chodzi majorowi Isleyowi – tłumaczył Arkham. – Zrozumcie, nasze badania wskazują, że pierwsze spotkanie może zacząć się w tak dziwaczny sposób, iż nawet się go nie zauważy. Popularne wyobrażenie statku powietrznego, zjeżdżającego z nieba, może być… cóż… całkiem mylne. Może się zdarzyć, że rzeczywiście natrafimy na prawdziwie obcą inteligencję, ale rakiety mogą nie przystawać do naszych wyobrażeń. I nawet nie zauważymy, że wylądowali. Dlatego sprawdzamy dziwne zjawiska, które na pierwszy rzut oka nie wydają się związane z UFO – ciągnął dalej. – Na przykład tego lata w Vermont znalazł się dom, w którym rozrabiał szczególnie niespokojny, złośliwy duch. Meble się unosiły. Talerze fruwały po kuchni i rozbijały o ściany. Strumienie wody lały się ze ścian, z miejsc, w których nie było rur. Kule ognia wybuchały w powietrzu…

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)