Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Chcą cię widzieć, Lordzie Perrinie — oświadczył były Druciarz, szarpnąwszy głową ku dwóm, ledwie widocznym wśród linii wozów, ludzkim sylwetkom. W zimnym powietrzu z ust mówiącego buchały kłęby słabej mgły. — Zabroniłem im zakłócać twój sen. — Aram stale popełniał ten sam błąd, gdyż nieproszony za bardzo się nim opiekował.
Wciągając nosem powietrze, Perrin oddzielił od końskich zapachów woń dwojga stojących w cieniu istot ludzkich.
— Zaraz z nimi pomówię. Przygotuj dla mnie Steppera, Aramie. — Starał się zwykle siedzieć już w siodle, zanim reszta mieszkańców obozowiska w ogóle się obudziła. Częściowo dlatego, że nie cierpiał zbyt długo pozostawać w bezruchu. Trwając w bezruchu, nie schwyta wszak przedstawicieli Shaido Aiel. Poza tym Perrin, jeśli mógł, wolał unikać towarzystwa niektórych osób. Nawet sam wyjeżdżałby ze zwiadowcami, gdyby wykonujący tę pracę mężczyźni i kobiety nie byli w niej od niego znacznie lepsi.
— Tak, mój panie.
Z trudem brnący przez śnieg, Perrin ledwie zauważył w zapachu Arama nową nutę sugerującą swoistą nerwowość lub rozdarcie. Zignorował ją jednak, wiedział bowiem, że tylko coś naprawdę ważnego mogło wyciągnąć Sebbana Balwera w ciemnościach spod koca, a co do Selande Darengil...
Balwer wydawał się chudy nawet w obszernym płaszczu, a jego wynędzniała twarz niemal tonęła w zbyt dużym kapturze. Mężczyzna stał wyprostowany, nie garbił się, a jednak co najwyżej o dłoń przewyższał towarzyszącą mu niewysoką Cairhieniankę. Otoczywszy się w pasie rękoma, podskakiwał z nogi na nogę, usiłując unikać kontaktu z zimnym podłożem, które przez buty chłodziło mu stopy. Selande, w ciemnym męskim płaszczu i takowych spodniach, potrafiła lekceważyć niską temperaturę mimo mglistej bieli znaczącej każdy jej wydech. Drżała, lecz udawało jej się zachować dumnie wyprostowaną sylwetkę. Stała nieruchomo, z odrzuconą w tył jedną połą płaszcza i dłoniach w rękawicach opartych na rękojeści miecza. Kaptur płaszcza także opuściła, eksponując przycięte krótko włosy z wyjątkiem końskiego ogona związanego na karku ciemną wstążką. Selande była przywódczynią głupców próbujących naśladować Aielów, to znaczy tych Aielów, którzy nosili miecze. Wydzielała zapach słaby, ale osobliwie zawiesisty, przywodzący na myśl galaretkę. Wyraźnie się martwiła. Balwer z kolei pachniał... determinacją, choć pachniał tak niemal zawsze, tyle że mniej w tej woni było prawdziwego gorąca czy intensywności, więcej zaś zwyczajnego skupienia.
Na widok podchodzącego Perrina chudy człowieczek przestał podskakiwać i wykonał sztywny, pośpieszny ukłon.
— Lady Selande ma dla ciebie nowiny, mój panie. Sądzę, że powinieneś ich posłuchać z jej ust. — Cienki głosik Balwera był cierpki i precyzyjny, identycznie jak jego właściciel. Prawdopodobnie brzmiałby tak samo, gdyby Balwer leżał z szyją ułożoną na pniaku kata. — Zaczynaj, lady, proszę. — Balwer był tylko sekretarzem, sekretarzem Faile i Perrina, drobiazgowym, lecz skromnym osobnikiem, Selande zaś arystokratką, a jednak stwierdzenie Balwera wydawało się czymś więcej niż prośbą.
Kobieta posłała Perrinowi ostre spojrzenie z ukosa, po czym przesunęła oparty o ziemię miecz. Perrin skoncentrował się na niej całkowicie, ciekaw, co Selande ma do powiedzenia. Nie ufał ani jej, ani jej śmiesznym towarzyszkom. Balwer, nieco przekrzywiwszy głowę, popatrywał na nią, a jego zapach sugerował niecierpliwość, lecz nie troskę.
Odrzuciwszy głowę, kobieta zwróciła uwagę na Perrina.
— Widzę cię, Lordzie Perrinie „Złote Oko” — zaczęła powoli z dosadnym, cairhieniańskim akcentem, jednak uświadomiła sobie zniecierpliwienie mężczyzny, więc porzuciła udawanie formalnego zachowania Aielów. — Dowiedziałam się dzisiejszej nocy trzech rzeczy — dodała pospiesznie. — Po pierwsze, co jest najmniej ważne, Haviar zakomunikował, że Masema wysłał wczoraj kolejnego jeźdźca do Amadicii. Nerion spróbował za nim podążyć, niestety go zgubił.
— Powiedz Nerionowi, że nie każę mu nikogo śledzić — oświadczył jej ostro Perrin. — I to samo powtórz Haviarowi. Sami powinni o tym wiedzieć! Mają patrzeć, słuchać, a potem donosić mi, co widzieli i słyszeli. I nic więcej. Rozumiesz mnie?
Selande szybko kiwnęła głową, a w jej zapachu na moment pojawił się ostry strach. Strach przed nim, jak mniemał Perrin, strach, że on się na nią rozgniewa.
Jego żółte oczy niepokoiły ludzi.
Zdjął dłoń z toporka i spiął obie ręce za plecami.
Haviar i Nerion należeli do dwóch tuzinów młodych głupców Faile. Pierwszy był Tairenianinem, drugi — Cairhienianinem. Faile używała wielu z nich jako swoich „oczu i uszu”, co stale go z jakiegoś powodu irytowało, chociaż wyjaśniła mu prosto w twarz, że szpiegowanie to sprawa każdej żony. Mężczyzna powinien intensywnie słuchać, szczególnie gdy sądzi, że jego żona żartuje; bo może nie żartowała. Na samą myśl o szpiegostwie czuł się nieswój, ale jeśli Faile potrafiła używać do takich zadań tych ludzi, mógł z nich skorzystać w razie potrzeby i on, jej mąż. Chodziło jednak tylko o tych dwóch. Masema najwyraźniej wyrażał przekonanie, że przeznaczeniem wszystkich chyba Sprzymierzeńców Ciemności jest podążenie za nim prędzej czy później, jednak mógłby zacząć coś podejrzewać, gdyby zbyt wiele osób opuściło obóz Perrina i przyłączyło się do niego.
— Nie nazywaj go Masema, nawet tutaj go tak nie nazywaj — dodał szorstko. Ostatnio ktoś twierdził, że Masema Dagar właściwie umarł, po czym powstał z grobu jako Prorok Lorda Smoka Odrodzonego i odtąd stał się drażliwszy niż kiedykolwiek, ilekroć słyszał swoje dawne imię. — Jeżeli nie zachowasz ostrożności i za dużo ci się wymknie w niewłaściwym miejscu, będziesz miała szczęście, jeśli nie każe kilku swoim oprychom dać ci wycisk następnym razem, gdy spotkają cię samą.
Selande znów kiwnęła głową, poważnie i nie wydzielając strachu. O Światłości, tym idiotom Faile brakowało rozumu i nie potrafili nawet ocenić, czego należy się bać.
— Jest prawie świt — mruknął Balwer, drżąc i szczelniej otaczając się płaszczem. — Wszyscy się wkrótce pobudzą, a niektóre kwestie najlepiej dyskutować na uboczu. Będziesz, moja pani, kontynuować? — ponownie ponaglił ją, choć wciąż uprzejmie. Z tego, co Perrin widział, Selande i reszta pochlebców Faile głównie powodowała kłopoty. Chociaż Balwer wyraźnie usiłował ją zdenerwować, kobieta wydała tylko zakłopotane chrząknięcie, po czym wymamrotała przeprosiny.
Rzeczywiście mrok powoli się rozpraszał. Przynajmniej dostrzegały to bystre oczy Perrina. Niebo nad nim nadal było ciemne i upstrzone jasnymi gwiazdami, jednak mężczyzna powoli rozróżniał sześć cienkich pasów na przedzie płaszcza Selande. W każdym razie widział granice między nimi. Spał tej nocy dłużej niż zwykle i myśl o tym rozsierdziła go. Nie mógł sobie pozwolić na poddanie się zmęczeniu, niemniej jednak był straszliwie strudzony! Musiał wysłuchać sprawozdania Selande, która bez wątpienia w ogóle nie przejmowała się faktem, iż Masema wysłał jeźdźców, ponieważ wysyłał ich niemal codziennie. Perrin rozejrzał się z niepokojem za Aramem i Stepperem. Wychwycił jakieś odgłosy ruchów w szeregach koni, nigdzie wszakże nie dostrzegał swojego wierzchowca.