Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 76
Перейти на страницу:

— Nie rób posępnej miny, chłopcze. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Będzie nie lada widowisko. Jeszcze nie widziałeś kirgiskiego wesela — niefrasobliwie powiedział Smuga.

— Nie w głowie mi teraz wesele. Jeśli natychmiast stąd nie wyjedziemy, to cała nasza wyprawa zakończy się w aule Naib Nazara — ponuro odrzekł Tomek.

Smuga natychmiast spoważniał. Zbyt dobrze znał odwagę młodego przyjaciela, by mógł sądzić, iż przestraszył się na widok bandy rozbójników. Ujął go pod ramię i spojrzawszy mu prosto w oczy, krótko zapytał:

— Czy jesteś pewny, że grozi nam tutaj niebezpieczeństwo?

— Uciekajmy stąd, zanim Naib Nazar zajrzy do juków z dywanami — z naciskiem szepnął Tomek.

— Do diabła, czyżbyście z bosmanem do spółki spłatali jakiegoś szpetnego figla?! — zdumiał się Smuga. — Czy w dywanach było coś ukryte? Hm, można się było tego spodziewać! Mów krótko, o co chodzi!

— Zapewniam pana, że Naib Nazar wpadnie w szał, gdy otworzy juki...

Doświadczony Smuga nie pytał Tomka o nic więcej. Jeśli Tomek wykrył schowane w dywanach jakieś przedmioty i obecnie wyczuwał niebezpieczeństwo, to lepiej było wierzyć mu na słowo. Każda chwila zwłoki mogła przecież spowodować nieoczekiwane komplikacje.

— Chodź ze mną, później porozmawiamy. Zachowuj się spokojnie, jak gdyby nic nam nie groziło — powiedział Smuga.

Razem odszukali Pandita Davasarmana. Smuga szepnął mu kilka słów do ucha. Hindus drgnął, nieprzyjemnie zaskoczony jego słowami. Natychmiast spojrzał na Tomka, który odetchnął lżej, widząc w jego wzroku więcej podziwu niż gniewu.

— Porozmawiajmy z Naib Nazarem — zaproponował Pandit Davasarman. — Jeśli stąd uciekniemy, to i tak szybko nas dogonią. Dowiedziałem się, że Naib Nazar zaprosił komendanta rosyjskiego na wesele. Może uda się nam wykorzystać to na własną korzyść.

W trójkę podeszli do podochoconego kumysem Kirgiza.

— Naib Nazarze, chcielibyśmy porozmawiać z tobą na osobności — zaczął Pandit Davasarman.

Naib Nazar niedbałym ruchem ręki oddalił od siebie dżygitów.

— Słucham cię, sahibie. Zaraz rozpoczniemy ucztę. Na pewno jesteście głodni — uprzejmie powiedział rozbójnik.

— Nie jesteśmy głodni. Czekając ukryci w skałach mieliśmy dość czasu na jedzenie — odparł Pandit Davasarman. — Domyślasz się zapewne, iż celem naszej tajemnej wyprawy jest Chiński Turkiestan. Musimy dotrzeć tam jak najszybciej z pewną misją od przyjaciół z Gilgit.

— Czy tam również wieziecie komuś ślubny podarunek? — roześmiał się Naib Nazar.

— Może i tak!

— Przejście przez granicę macie zabezpieczone. Gdybyście napotkali jakiś posterunek rosyjski, powiecie tylko, iż jedziecie z mego wesela. Tak umówiłem się z komendantem rosyjskim, który z kilkoma oficerami niebawem przyjedzie na ucztę.

— Oni nie powinni nas tu zobaczyć, Naib Nazarze. Pamiętasz, że nie mam najlepszych wspomnień ze spotkań z nimi.

— U mnie nic wam nie grozi. Moi dżygici roznieśliby Rosjan na handżyrach.

— Wiemy, Naib Nazarze, że pod twoją opieką jesteśmy bezpieczni, lecz władza twoja kończy się na granicy Chińskiego Turkiestanu, a tam Rosjanie posiadają duże wpływy. Mogliby nam utrudnić wykonanie ważnego zadania.

— Na pewno i tam masz znajomych, tak jak w Pamirze, lecz sam najlepiej wiesz, co powinieneś czynić. Kandżuci również woleli nie spotykać się z Rosjanami. Już odjechali.

— Przyznajesz, że tak jest lepiej dla nas i... dla ciebie.

— Wobec tego jedźcie szczęśliwie. Pamiętajcie, że wracacie z mego wesela. Nikt was nie zatrzyma. Teraz napijmy się strzemiennego.

Mała karawana szybko oddalała się od aułu. W chwili gdy wyruszali w drogę, Naib Nazar już witał rosyjskich oficerów, którzy przybyli w asyście oddziału kozaków.

Pandit Davasarman stale przynaglał do pośpiechu. Do tej pory Wilmowski nie pytał o nic, chociaż zaskoczyła go decyzja natychmiastowego udania się w dalszą drogę. Teraz, gdy Udadżalaka z trzema Hindusami i jucznymi końmi znacznie wysforował się do przodu, zagadnął:

— Z jakiego powodu zmieniłeś, Pandicie, nasze plany? Przecież mieliśmy zostać do wieczora u Naib Nazara. Konie nic nie wypoczęły. Czyżby zaszło coś nieoczekiwanego?

— Wyjaśnienia należą się nie tylko tobie, lecz i mnie, szlachetny sahibie, a udzielić ich jedynie mogą sahib bosman i sahib Tomek — odpowiedział Davasarman.

— Twój syn oznajmił mi, że Naib Nazar wpadnie w szał, gdy zajrzy do juków zawierających ślubny podarunek — wtrącił Smuga. — Ponieważ znam dobrze jego oryginalne pomysły, wolałem nie czekać na rozpakowanie juków.

— Domyślałem się, iż w dywanach ukryta jest jakaś kontrabanda. Co to może być, Janie?

— Nie byłem o tym poinformowany, toteż wyjaśnienia znacznie ciekawiej będą brzmiały w relacji Tomka — powściągliwie odpowiedział Smuga.

— Dobrze, powiem wam. W dywanach ukryte są nowoczesne karabiny. Dowiedziałem się o tym, gdy muł spadł w przepaść. Przez lornetkę przyjrzałem się rozbitym jukom — jednym tchem wyjaśnił Tomek.

— I na pewno z bosmanem wyjęliście te karabiny! — zawołał Wilmowski. — Czy wiecie, że możemy zapłacić za to głowami?!

— Nie usunęliśmy karabinów, ojcze. Leżą one w dywanach, oczywiście z wyjątkiem tych, które razem z mułem spadły w przepaść.

— Więc cóż za brewerie wyprawiacie, do licha?! — rozgniewał się ojciec. — Skoro karabiny są w jukach, to przecież nic nam nie grozi.

— Karabiny znajdują się w dywanach. Sam to sprawdziłem po powrocie z polowania na guldża wyimaginowane przez Sadyr Chodżę — rzekł Pandit Davasarman. — Szikar Smuga jednak zapewnił mnie, że Naib Nazar wpadnie w szał, gdy ujrzy te karabiny.

— Mów natychmiast, co zrobiliście z karabinami! — ostro krzyknął Wilmowski.

— Powyjmowaliśmy z nich zamki...

Przez długą chwilę w milczeniu gnali po równinie.

— Czy to był twój pomysł, Tomku? — odezwał się Smuga.

— Nie, proszę pana, pan bosman to wykombinował. Ja radziłem wyrzucić karabiny, a na ich miejsce nakłaść do juków kamieni. — Całe szczęście, że usłuchałeś rady bosmana, bo w innym przypadku nie wyjechalibyśmy żywi z aułu Naib Nazara. Widziałem, jak wsuwał rękę do rulonów z dywanami. Muszę przyznać, że nie posądzałem bosmana o tyle rozsądku.

— Ha, obcując z mądrymi ludźmi, człowiek nabiera roztropności — wtrącił skromnie bosman.

— Sahibie, dlaczego to uczyniłeś? — zapytał Pandit Davasarman.

— Tomek wyklarował mi, że Anglicy na złość Rosjanom uzbrajają bandytów i Kirgizów, aby sami łatwiej mogli rządzić się w koloniach azjatyckich. Żal nam się zrobiło spokojnych kupieckich karawan, bo przecież na nie przede wszystkim napada ten zbój pamirski. Ot i wszystko!

— Jedźmy prędzej, musimy dopędzić Udadżalakę, zanim Naib Nazar ruszy w pościg — ponaglił Pandit Davasarman.

Świsnęły arkany. Podróżnicy pochyleni w siodłach gnali po równinie. Wkrótce doścignęli juczne konie. Teraz musieli zwolnić tempo jazdy, mimo że Pandit Davasarman nie oszczędzał wierzchowców. Końskie grzbiety wkrótce pokryły się potem, a pyski zabieliły pianą. Co pewien czas któryś z jeźdźców z niepokojem spoglądał za siebie. Juczne konie postękiwały, potykały się, ale smagane arkanami wydobywały resztki sił, by nadążyć za wierzchowcami.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)