Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tomek na tropach Yeti - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tomek na tropach Yeti

Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:

Tomek wraz ze swymi towarzyszami — bosmanem Tadeuszem Nowickim oraz ojcem Andrzejem Wilmowskim, wyrusza do Indii. Powodem ich wyprawy jest tajemnicza depesza nadesłana przez Jana Smugę. Ekipa przybywa na miejsce z mieszanymi uczuciami, bowiem nie są do końca pewni, co czeka ich u kresu podróży. Tomek, jego ojciec i bosman udają się do pana Abbasa po dalsze wskazówki od Smugi. Otrzymują list oraz depozyt, czyli worek ze złotem. W chwili, gdy pan Abbas przekazuje im ów depozyt, do pomieszczenia wpada zakapturzona postać, która zadaje Hindusowi śmiertelny cios i ucieka. Nie udaje im się przeszkodzić złoczyńcy i niewinny pan Abbas umiera. Od tego momentu, przyjaciele wyruszają trasą przygotowaną przez pana Smugę, aby spotkać się z towarzyszem i dowiedzieć, po co wezwał ich, aż do Azji Środkowej. Podróż przebiega przez Indie, Tybet, aż do Chin.
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 76
Перейти на страницу:

Wkrótce dwie grupy łowców opuściły obóz. Bosman podparty rękoma pod boki śledził ich wzrokiem, dopóki nie zniknęli za zakrętem wąwozu. Przeczekał jeszcze dłuższą chwilę, nabijając fajkę i wtedy dopiero zajrzał do namiotu Tomka.

— Wstawaj szybko, brachu, mamy niezłą robótkę do odwalenia! — zawołał.

* * *

W późnych godzinach popołudniowych zakończyli ciężką pracę. Tomek zmęczony, lecz równocześnie bardzo rad z dokonanego dzieła, powrócił do łóżka i zasnął niemal natychmiast. Marynarz jeszcze raz uważnie sprawdził, czy juki ze ślubnym upominkiem dla Naib Nazara są dobrze powiązane, potem paląc fajkę doglądał zupy gotującej się w kociołku zawieszonym na drągu nad ogniskiem.

Dopiero o zmierzchu u wylotu wąwozu rozległy się głosy towarzyszy powracających z polowania. Gniewni, zmęczeni zjawili się w obozie.

— Coś wracacie z nosami zwieszonymi na kwintę — wesoło powitał ich bosman. — Ha, widzę, że nic nie upolowaliście na kolację! Nie martwcie się, ugotowałem dla was smakowitą zupę.

— Sadyr Chodża włóczył się po skałach przez cały dzień, ale nie ujrzeliśmy nawet rogów baranich — roześmiał się Wilmowski. — Jak się czuje Tomek, bosmanie?

— Prawie zupełnie dobrze. Spałaszował michę zupy. Wczoraj naprawdę martwiłem się o niego. Nawet rumu nie chciał wypić.

— Całe szczęście, że przynajmniej w piciu alkoholu nie chce ciebie naśladować. Czy już śpi?

— A jakże, zaśpiewałem mu kołysankę, żeby prędzej zasnął. Ładny musieliście mieć spacerek... Na waszym miejscu wygarbowałbym skórę Sadyr Chodży. Ma on szczęście, że nie dałem się nabrać na jego stado baranów.

— Były, szlachetny sahibie, na pewno były tam rano. Widocznie Allach nie chciał, żebyśmy je odnaleźli. Szkoda, że jutro musimy jechać. Może mielibyśmy więcej szczęścia — wtrącił Sadyr Chodża, nie wypuszczając z rąk wymarzonego karabinu.

— Przestańcie wreszcie gadać o tych baranach — mruknął Smuga.

Mimo zmęczenia Sadyr Chodża był w doskonałym humorze. Jadł za trzech, a gadał za wszystkich. Co chwila przesuwał dłonią po lufie karabinu, uśmiechając się z radości. Zwróciło to w końcu uwagę bacznego na wszystko Davasarmana. Paląc fajkę nieznacznie obserwował rozgadanego mahometanina.

“Z czego on się tak cieszy? — rozmyślał. — Sahib bosman pożyczył mu karabin na polowanie, ale jakoś teraz nie spieszy się z odbiorem. Czyżby mu go podarował? Sprawa ta wygląda bardzo podejrzanie. Za co on mu dał swój karabin...? Chyba nie za to, aby włóczył nas po górach...”

Spoglądał to na Sadyr Chodżę, to na bosmana. Naraz podniósł się i ukradkiem podszedł do juków przeznaczonych dla Naib Nazara. Szybko wsunął rękę w jeden z rulonów. Odetchnął lżej, namacawszy zimną lufę karabinu.

“Widocznie starzeję się, bo prześladują mnie dziwaczne myśli” — mruknął. Uspokojony zniknął w namiocie.

W dwa dni później, tuż przed świtem, karawana po niemal całonocnym marszu, znajdowała się już w pobliżu granicy Pamiru. Sadyr Chodża jakimś chyba psim węchem rozpoznawał kierunek w bezdrożnych wąwozach. Czasem tylko przystawał na krótką chwilę, by popatrzeć na gwiazdy migocące na niebie, lub gdy urwiste szczyty przesłaniały mu widok. Wtedy węszył jak prawdziwy ogar. Zanim słońce ukazało się na niebie, karawana zaszyła się pomiędzy skały na samej granicy.

— Tutaj będziemy czekali na Naib Nazara — odezwał się Sadyr Chodża złażąc z konia.

— Czy daleko jeszcze do Wzgórza Kupców? — zapytał Smuga.

— Gdy nastanie dzień, ujrzysz je, sahibie, jak na dłoni — odparł Sadyr Chodża. — Trzeba nieco zluźnić koniom popręgi, lecz juków nie należy zdejmować.

— Naib Nazar ma przybyć dopiero około południa. Nasze juczne zwierzęta nie mogą stać przez tyle godzin z ładunkiem na grzbiecie — zaoponował Smuga. — Musimy mieć wypoczęte konie. Jeszcze dzisiaj ruszymy w dalszą drogę.

Smuga z Panditem Davasarmanem naradzali się po cichu, po czym przywołali Udadżalakę.

— Czy orientujesz się , gdzie jesteśmy? — zapytał Pandit Davasarman.

— Tak jest — odszepnął żołnierz. — Byliśmy już w tej okolicy. O jakieś sto lub dwieście metrów stąd na północ znajduje się Wzgórze Kupców. Granica Chińskiego Turkiestanu leży na wschodzie nie dalej jak o trzydzieści kilometrów.

— Doskonale, Udadżalaka. Czy pamiętasz równie dobrze nasz dawny szlak do Chotanu?

— Tak jest, pamiętam.

— To dobrze! Kto wie, czy nie będziemy zmuszeni przemykać się dwiema partiami. Jeśli zaszłaby taka konieczność, ty poprowadzisz jedną, a ja drugą.

— Rozkaz!

— Teraz rozjucz nasze konie. Trzymaj je w pogotowiu, aby w razie konieczności można było szybko założyć juki. Rosyjskie patrole zapewne kręcą się w pobliżu. Wierzchowym koniom jedynie zluźnij popręgi. Ja z sahibami będę trzymał straż.

— Rozkaz! — szepnął Udadżalaka.

Przyczajeni wśród nagich skał z radością powitali słońce wyłaniające się zza gór. Było bardzo chłodno. Płaskowzgórza oraz doliny Wyżyny Pamirskiej leżą przeciętnie na wysokości około czterech tysięcy metrów. Z tego powodu nawet podczas krótkiego lata, trwającego tam zaledwie trzy miesiące, różnica temperatur dnia i nocy jest znaczna.

O świcie Pandit Davasarman poprowadził sahibów na skraj skalnych rumowisk, aby nieco zorientować ich w okolicy. Ukryci za głazami pilnie słuchali jego wyjaśnień.

— Ten łagodny pagórek przed nami to Wzgórze Kupców. Tutaj właśnie Sachib-Nazar często przyczajał się na karawany dążące z Chińskiego Turkiestanu do Indii. Auł Naib Nazara znajduje się obecnie około dwóch kilometrów na wschód od wzgórza. Orszak weselny nadjedzie z zachodu. Tutaj zatrzyma się na krótki wypoczynek. Ojciec panny młodej da nam znak. Wtedy przyłączymy się do orszaku, który podąży wprost do aułu Naib Nazara. Stamtąd wyruszymy razem z gośćmi weselnymi w kierunku granicy Turkiestanu. Naib Nazar udzieli wskazówek, gdzie bezpiecznie można przekroczyć granicę. W Turkiestanie nie powinniśmy natrafić na zbyt wielkie trudności, ponieważ Rosjanie pozostają z Chinami w dobrych stosunkach handlowych. Rosyjski paszport młodego sahiba ułatwi nam podróż. Teraz natomiast musimy rozstawić straże, aby nas Rosjanie nie zaskoczyli. Szikar Smuga z młodym sahibem niech pozostaną tu, gdzie jesteśmy, sahib Wilmowski i ja będziemy obserwowali południowy pas przygraniczny, a sahib bosman musi czuwać nad Sadyr Chodżą i jego ludźmi. W razie niebezpieczeństwa należy przede wszystkim juczyć konie.

Słońce zaczęło mocno przygrzewać. Tomek wydobył lornetkę. Położył się na płaskim głazie i uważnie przepatrywał okolicę. Wokół Wzgórza Kupców rozciągała się zielona równina. Między kamieniami buszowały świstaki. Ich wesołe, beztroskie harce trwały bez końca. Jedynie wystawione przez nie czujki stały “słupka” na wzniesieniach, by w porę ostrzec towarzyszy przed niebezpieczeństwem. Szeroko porozgrzebywane nory świadczyły o częstych wizytach niedźwiedzi [147], które z gór himalajskich i Wyżyny Tybetańskiej zapuszczały się w letnich miesiącach aż tutaj w poszukiwaniu obfitego żeru. W lecie często można było w Pamirze spotkać niedźwiedzia [148] o puszystym kołnierzu, rozkopującego nory świstaków lub zręcznie wyrzucającego łapą ryby z rzeki na brzeg.

Tomek wodził lornetą po równinie. Czasem dojrzał przemykające stadko wilków, to znów zauważył lisa skradającego się do świstaków, bądź kołującego w górze nad nimi drapieżnego orła. Po godzinie, w myśl umowy, przebudził drzemiącego Smugę. Przekazał mu lornetę. Podczas czatów zabronione były rozmowy, toteż Tomek ułożył się na głazie, po czym przymknął oczy. Nie chciało mu się spać. Z niepokojem rozmyślał o mającym nastąpić niebawem spotkaniu z Naib Nazarem.

вернуться

147

Niedźwiedź himalajski należy do gatunku niedźwiedzi brunatnych (Ursus arctos), które w różnych odmianach miejscowych żyją od Hiszpanii po Kamczatkę i od Laponii po Liban i zachodnie Himalaje, a w Europie we wszystkich wyższych górach. Zależnie od geograficznego rozmieszczenia, poszczególne odmiany niedźwiedzia brunatnego różnią się rodzajem owłosienia, ubarwieniem i budową czaszki. Kolor ich futra przechodzi od ciemnobrunatnego do rudo- lub żółtobrunatnego.

вернуться

148

Niedźwiedź tybetański (Ursus martimus) posiada na łopatkach, karku i szyi, puszysty kołnierz z długich włosów. Od czarnego ubarwienia odbija się na piersi biała plama w kształcie litery V lub Y.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)