Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
“Jeżeli zbóje dowiedzą się prawdy, to możemy mieć sporo kłopotów — monologował w myśli. — Czy nie rozsądniej byłoby teraz wyjawić wszystko ojcu i panu Smudze? Ba, ale pan Smuga również może się rozgniewać. Nie, lepiej nic nie mówić. Musimy z bosmanem mieć szeroko otwarte oczy.”
Doszedłszy do takiej konkluzji zaczął rozmyślać o Sally. Zaraz też zapomniał o Naib Nazarze, karabinach i złocie ukrytym w górach Ałtyn-tag.
Po trzech godzinach Udadżalaka przyniósł im suchy prowiant.
— Czy szlachetni sahibowie nie zauważyli nic podejrzanego — zagadnął.
— Widziałem tylko świstaki, wilki i lisa — zażartował Tomek.
— To znak, że ludzie nie kręcą się w pobliżu — odparł Udadżalaka. — Za godzinę będziemy juczyli konie.
— Jak dobrze pójdzie, to jutro przekroczymy granicę Turkiestanu — dodał Smuga, zabierając się do jedzenia.
Znów minęło około półtorej godziny. Teraz Smuga co chwila wychylał głowę zza głazu, uważnie przepatrując przez lornetę zachodnią połać równiny. Po jakimś czasie podał Tomkowi szkła mówiąc pospiesznie:
— Jadą! Spojrzyj i natychmiast zawiadom naszych! Niech nie zapomną przyciągnąć popręgów. Spiesz się, teraz każda chwila decyduje o powodzeniu naszej wyprawy!
Tomek spojrzał przez lornetę. Od zachodu zbliżała się znaczna kawalkada jeźdźców oraz jucznych zwierząt. Duże toboły miarowo kołysały się na grzbietach wielbłądów. Tomek oddał lornetę Smudze, po czym chyłkiem pobiegł między skały.
Kandżuci uprzednio zmusili juczne muły do położenia się na ziemi razem z niesionym przez nie bagażem. Teraz energicznie i szybko poderwali zdrożone zwierzęta na nogi. Natomiast biali podróżnicy, chcąc oszczędzić siły wierzchowców, w ostatniej chwili juczyli konie, przyciągali popręgi. W pół godziny później Hindusi z Udadżalaką na czele stali przy wierzchowcach, trzymając juczne konie na arkanach.
Wilmowski, Tomek i bosman podkradli się do swej przedniej straży.
— Zaraz tu będą — informował Smuga. — Według wszelkiego prawdopodobieństwa zatrzymają się na odpoczynek pomiędzy wzgórzem a nami. Czy wszystko już przygotowane?
— Tak, możemy ruszyć w każdej chwili — odpowiedział Wilmowski.
— Pamiętajcie wcisnąć czapy głęboko na oczy, a brody kryć w kożuchach — upominał Smuga.
Niebawem w pobliżu Wzgórza Kupców wyłonił się orszak weselny. Na pierwszym wielbłądzie okrytym grubym, barwnym wojłokiem, siedziała otulona w futro oraz zawój na głowie piętnastoletnia dziewczyna, zapewne panna młoda. Z obydwóch jej stron dwaj jeźdźcy przytrzymywali wielbłąda za uzdę. Drugi z kolei wielbłąd obładowany był złożoną jurtą [149], w której młoda para miała zamieszkać w aule męża. Dalej, również na wielbłądzie, jechała opiekunka młodej dziewczyny. Za nią ciągnął się cały korowód wielbłądów i koni, objuczonych sprzętami domowymi, skrzyniami oraz innym dobytkiem oblubienicy. Na samym końcu kilku Kirgizów pędziło woły i krowy.
Orszak przystanął nie dojeżdżając do wzgórza. Stary Kirgiz wiodący z jednej strony za uzdę wielbłąda panny młodej zeskoczył z konia. Zdjął z głowy futrzaną czapę; białą chustą trzykrotnie wytarł czoło z potu. Na ten znak Pandit Davasarman stanął na głazie i powiał nad głową chusteczką.
Kirgiz z powrotem dosiadł wierzchowca. Weselny orszak zaczął wolno zbliżać się do skalnych rumowisk.
— Na konie, włączamy się do orszaku — rozkazał Smuga.
Kirgiski korowód przysunął się do skał. Wtedy zza głazów wyłoniła się ukryta dotąd karawana. Udadżalaka wraz ze swymi ludźmi i pięcioma jucznymi końmi wcisnął się pomiędzy wielbłądy dźwigające dobytek panny młodej. Nasi podróżnicy, razem z Sadyr Chodżą, jechali obok mułów objuczonych rulonami dywanów.
Na widok kilkunastu niskich, słabo zbudowanych Kirgizów towarzyszących pannie młodej, bosman odzyskał dobry humor. Podczas czatów w rumowiskach skalnych, na równi z Tomkiem, odczuwał niepokój na myśl o rychłym spotkaniu z Naib Nazarem. Obecnie śmiał się z uprzednich obaw. Cóż im mogło grozić od tej garstki niskich, spokojnych Kirgizów?! Jeśli nawet odkryją, że zostali oszukani, to i tak dziewięciu dobrze uzbrojonych mężczyzn łatwo da sobie z nimi radę. Uspokojony takim wnioskiem wesoło mrugał do Tomka. Wkrótce jednak obydwóm spiskowcom zrzedły miny. Oto z przeciwnej strony zbliżała się do orszaku weselnego gromada jeźdźców. Galopowali szeroką ławą. Osadzili wierzchowce tuż przed wielbłądem panny młodej. Z gromady jeźdźców wysunął się na spienionym rumaku bogato odziany Kirgiz. Sprężystym skokiem zsunął się z siodła, podszedł do ojca swej małżonki; w pełnym szacunku pokłonie dotknął czołem jego strzemienia. Teraz towarzyszący mu dżygici [150] również zsiedli z koni. Z workami napełnionymi kumysem [151] zbliżyli się do orszaku.
Naib Nazar poczęstował kumysem swego teścia, po czym kolejno zbliżał się do wszystkich, zapraszając do swego aułu na wesele. Podróżnicy zsiedli z wierzchowców. Naib Nazar rychło ich wypatrzył stojących obok swych koni. Zaraz skierował się ku nim. Bystrym, przenikliwym wzrokiem wodził po zarośniętych twarzach. Bosman i Tomek zmieszali się pod jego natarczywym spojrzeniem. Za pasem Naib Nazara tkwiły rękojeści dwóch rewolwerów i handżyru.
— Od kogo przywozicie mi pozdrowienia? — zapytał Naib Nazar metalicznym głosem, nie spuszczając wzroku z twarzy podróżników.
— Przyjaciel z Gilgit przesyła ci pozdrowienia oraz podarunek ślubny — odparł Pandit Davasarman.
Naib Nazar uśmiechnął się; wyciągnął dłoń do Pandita Davasarmana.
— Witaj, miły posłańcu, skoro znasz umówione hasło — powiedział. — Dobrze wypełniłeś swoją misję, teraz kolej na mnie. Najpierw wszakże zapraszam was wszystkich na moje wesele. Jeśli pamięć mnie nie zawodzi, już gdzieś spotkaliśmy się.
— Nie mylisz się, piłem kumys w jurcie twego ojca Sachib-Nazara, gdy Rosjanie zajęli Pamir.
Naib Nazar długo przyglądał się Panditowi Davasarmanowi, po czym rzekł półgłosem:
— Więc to ty jesteś naprawdę? Tak, teraz dopiero cię poznałem. Umiesz zmieniać swoją skórę. Przybyłeś wtedy, aby przeszkodzić w zesłaniu na Sybir Hudojara Chana [152]. Spóźniłeś się i omal nie wpadłeś w ręce Rosjan. Przestraszył mnie twój wybuch gniewu. Posądzałeś mego ojca o zdradę. Zmieniłeś się od tej pory...
— A ja poznałem ciebie od razu, chociaż widziałem cię zaledwie małym chłopcem.
— Stare oczy, stara pamięć! Za dawną znajomość napij się ze mną kumysu!
Po obfitym poczęstunku połączone orszaki ruszyły do aułu. Pięćdziesięciu kirgiskich zuchów otaczało karawanę. Uzbrojeni w rewolwery, handżyry i karabiny byli pewni siebie i zachowywali się bardzo swobodnie.
— Prawdziwe zbójeckie wesele — mruknął bosman pochylając się do ucha Tomka. — krucho może być z nami...
— I to nawet bardzo krucho... — dodał Tomek.
Bosman zaklął po cichu.
— Co zrobimy, brachu? Oni palą się z ciekawości do tych dywaników. W aule, jak amen w pacierzu, zaraz zajrzą do środka.
— Źle może być z nami... — mruknął Tomek. — Musimy coś zrobić, bosmanie!
— Sam to rozumiem, ale nie wiem, co mamy zrobić? Oni obłupią nas ze skóry... Ot, nawarzyliśmy piwa!
Pościg i walka
Wjazd do aułu Naib Nazara jeszcze bardziej pogorszył nastrój niefortunnych spiskowców. Pomiędzy okrągłymi jurtami nomadów kręcili się mężczyźni zbrojni w handżyry oraz okute pałki. Spode łbów spoglądali na obcych przybyszów. Zaledwie panna młoda zsiadła z wielbłąda, natychmiast z kilkoma innymi kobietami przystąpiła, w myśl kirgiskiego zwyczaju, do stawiania przywiezionej z sobą jurty. Powstało małe zamieszanie, z czego skorzystał Tomek i po cichej, krótkiej naradzie z bosmanem odwołał Smugę na ubocze.
149
Jurta — okrągły namiot z wojłoku używany przez kirgiskie plemiona koczownicze. Drewniany lub bambusowy szkielet okłada się wojłokami, pozostawiając z wierzchu okrągły otwór, przykrywany w zależności od pogody osobnym wojłokiem ściąganym za pomocą sznura. Na zewnątrz wojłoki jurty obwiązuje się szerokimi, kolorowymi taśmami. Podłogę zaściela się trzcinowymi matami i przykrywa się je wojłokami.
150
Dżygici — od tureckiego “dżygit” — zwinny i śmiały jeździec lub rycerz. Rosyjski wyraz “dżygitówka” oznacza konne popisy gimnastyczne górali kaukaskich, kozaków i innych.
151
Kumys sporządza się z kobylego mleka, które mieszane co najmniej przez trzy dni daje kwaskowaty, orzeźwiający napój.
152
Po zajęciu Pamiru w 1891 r. Rosjanie zesłali Hudojara Chana, byłego władcę Pamiru, na Sybir.