Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 210
Перейти на страницу:

Wiel­kie krze­sło, któ­re zda­wa­ło się wro­śnię­te na sta­łe w pod­ło­gę, za­skrzy­pia­ło, prze­chy­li­ło się i ru­nę­ło na bok, od­sła­nia­jąc płyt­ką ni­szę.

— Patrz.

Po­szu­ki­wa­nie praw­dy…

Na „praw­dę” Ouma skła­da­ło się kil­ka miejsc na Pół­no­cy, do któ­rych Alt­sin miał zaj­rzeć w cza­sie wę­drów­ki. Wszyst­kie le­ża­ły mniej wię­cej w jed­nej li­nii, więc od­wie­dze­nie ich nie po­win­no go spo­wol­nić. A cza­sem na­wet, jak w Ja­ski­ni Śpią­cych, ich lo­ka­li­za­cja po­zwa­la­ła na skró­ce­nie dro­gi, rzu­ce­nie cza­ru z wy­ko­rzy­sta­niem cu­dze­go cia­ła jako ka­na­łu dla Mocy.

Ja­ski­nia Śpią­cych to pierw­sze z tych miejsc, po niej od­wie­dził sześć ka­mien­nych krę­gów usta­wio­nych z gła­zów wiel­ko­ści prze­cięt­nej chłop­skiej cha­łu­py, ukry­tych w za­po­mnia­nej przez lu­dzi i bo­gów do­lin­ce. Na po­łu­dnio­wej stro­nie każ­de­go z gła­zów wy­ry­to kil­ka zdań w ję­zy­ku, któ­re­go nie uży­wa­no od ty­siąc­le­ci. Hi­sto­ria zdra­dy i roz­pa­czy wy­dra­pa­na w ka­mie­niu. Gdy tyl­ko do­tknął jed­ne­go z men­hi­rów, po­czuł, co znaj­du­je się pod każ­dym z gła­zów, i dla­te­go opusz­cza­jąc do­lin­kę, po­sta­rał się za­trzeć do­kład­nie wszel­kie śla­dy, któ­re mo­gły­by do niej za­pro­wa­dzić in­nych.

Na­stęp­ny był dół wy­peł­nio­ny dzie­się­cio­ma ty­sią­ca­mi ko­ści. Lu­dzi, ahe­rów, sui… i in­nych. Kil­ka­dzie­siąt mil da­lej z płyt­kie­go gro­bu w wiecz­nej zmar­z­li­nie wy­ko­pał szkie­let, zło­żo­ny ze szcząt­ków róż­nych ras. Czasz­ka od tej, lewa ręka od tam­tej, pra­wa noga od in­nej. Pa­trzył na nie­go dłu­gie go­dzi­ny, chło­nąc sza­leń­stwo i roz­pacz twór­ców tej ma­ka­brycz­nej pa­miąt­ki. Pół­noc ze swo­im od ty­siąc­le­ci zim­nym i su­chym kli­ma­tem prze­cho­wy­wa­ła se­kre­ty, któ­re już daw­no po­win­ny się roz­paść w pył.

Oum nie prze­ka­zał mu nic wię­cej poza zdaw­ko­wym – idź, patrz, myśl. Od­wiedź te miej­sca. Zba­daj. A gdy do­trzesz tam, gdzie cię wy­sy­łam, i je­śli oka­że się to tym, czym mam na­dzie­ję, że jest, prze­każ… wieść. Od Pło­ną­ce­go Pta­ka. I jego dzie­ci.

Tyl­ko że Alt­sin się spóź­nił. A Oum go na­brał. Oszu­kał. „Do­trzyj tam, gdzie cię wy­sy­łam”, do­bre so­bie. Są­dząc po tym, co wy­czu­wał, jego cel znaj­do­wał się na mo­rzu. I prze­miesz­czał. Czym mo­gło być „miej­sce” prze­miesz­cza­ją­ce się po oce­anie, któ­re tak wzbu­rzy­ło boż­ka Se­ehij­czy­ków? Boż­ka, któ­ry sam kie­dyś orał fale jako dłu­gi na ćwierć mili okręt z czer­wo­ne­go dębu, zwa­ny Pło­ną­cym Pta­kiem.

Och, Alt­si­nie Awen­deh, ty pie­przo­ny, głu­pi jak pi­ja­ne pi­sklę, ża­ło­sny dup­ku. Co z tego, że ob­ją­łeś du­szę boga? Co z tego, że nie po­zwo­li­łeś mu się po­chło­nąć. Na­dal nie je­steś ni­czym wię­cej niż ża­ło­snym miej­skim szczur­kiem.

Po­wi­nien się po­czuć zwol­nio­ny z umo­wy i odejść. W któ­rą­kol­wiek świa­ta stro­nę. Ale…

Ja­ski­nia Śpią­cych, krąg men­hi­rów, ko­ści… Nie­chcia­ni… lu­dzie… bo­go­wie… Drze­wo… beł­kot Ouma, któ­ry kie­dyś sły­szał…

Osta­tecz­na od­po­wiedź na py­ta­nia, któ­re miał… nie, osta­tecz­ne po­twier­dze­nie po­dej­rzeń, któ­re się w nim zro­dzi­ły, od­da­la­ło się wła­śnie na wschód. Ale nie na tyle szyb­ko, by nie miał szans go do­go­nić.

Ode­rwał ple­cy od lo­dow­ca.

Pani Lodu prze­sta­ła chło­stać świat swo­im gnie­wem, więc po­win­na mu wy­ba­czyć kil­ka drob­nych sztu­czek.

Rozdział 12

Mo­dli­twę o do­bry dzień prze­rwa­ło pu­ka­nie do drzwi.

— Pani?

Wszy­scy w pa­ła­cu wie­dzie­li, że do jej oso­bi­stych kom­nat nie na­le­ży wcho­dzić bez za­pro­sze­nia. Na­dal była wo­jow­nicz­ką Is­sa­ram.

— Za­raz. — Po­chy­li­ła gło­wę i spo­koj­nie do­koń­czy­ła sło­wa skie­ro­wa­ne do Wiel­kiej Mat­ki.

Po czym po­pra­wia­jąc chaf­fdę, sta­nę­ła za sto­łem. Wie­dzia­ła, że nie może to być nikt obcy, ale i tak po­ło­ży­ła dło­nie na rę­ko­je­ściach tal­he­rów. Ufaj lu­dziom, lecz nie bar­dziej niż so­bie sa­mej.

— Wejść.

Mło­da słu­żą­ca zaj­rza­ła ostroż­nie i do­pie­ro gdy mia­ła pew­ność, że twarz De­any chro­ni ek­cha­ar, prze­kro­czy­ła próg. De­ana roz­po­zna­ła ją od razu. To ta od gi­zar­my, Lo­ila. Tym ra­zem uzbro­iła się na szczę­ście w lek­ką sza­blę, choć pas, na któ­rym wi­sia­ła broń, był zbyt luź­ny, więc po­chwa obi­ja­ła się dziew­czy­nie gdzieś w oko­li­cach ko­la­na.

— Przy­szły, pani. Wszyst­kie trzy.

Wszyst­kie trzy… Spo­dzie­wa­ła się, że przy­naj­mniej jed­na od­mó­wi. Ale han­del stał w miej­scu, tyl­ko nie­licz­ne ka­ra­wa­ny po­wę­dro­wa­ły na pół­noc, więc dla Is­sa­ram każ­dy mie­dziak się li­czył. A ona by­naj­mniej nie pro­po­no­wa­ła za­pła­ty mie­dzia­ka­mi.

— Gdzie cze­ka­ją?

— W Ogro­dzie Żół­tej Li­lii, jak ka­za­łaś, pani.

— Do­brze. Pój­dę do nich, a ty zo­stań przy księ­ciu.

Dziew­czy­na za­mru­ga­ła, za­kło­po­ta­na.

— Czy…

— Nie, Lo­ila, dam so­bie radę. A, wie­czo­rem udaj się do pa­ła­co­we­go zbroj­mi­strza, niech po­pra­wi ci ten pas. Nie zdo­łasz szyb­ko wy­cią­gnąć sza­bli, jak bę­dzie się tak ni­sko maj­tać.

Dziew­czy­na za­czer­wie­ni­ła się i dy­gnę­ła.

— Tak, pani.

Spo­tka­nie mia­ło się od­być w czę­ści pa­ła­cu znaj­du­ją­cej się poza Do­mem Ko­biet. De­ana uzna­ła, że to od­po­wied­nie miej­sce. Jesz­cze nie do­peł­nio­no wszyst­kich for­mal­no­ści i nie zło­żo­no przy­siąg, więc ostroż­ność nie była prze­sa­dzo­na. Póki nie zo­sta­ną za­war­te od­po­wied­nie umo­wy, nie wpu­ści tych ko­biet do pry­wat­nych kom­nat.

Ogród był kwa­dra­tem o boku pięć­dzie­się­ciu jar­dów, wy­sy­pa­nym drob­ny­mi, bia­ły­mi ka­my­ka­mi. Po­środ­ku usy­tu­owa­no owal­ne oczko wod­ne po­ro­śnię­te li­lia­mi, żół­ty­mi oczy­wi­ście, choć o tej po­rze dnia więk­szość kwia­tów nie zdą­ży­ła jesz­cze otwo­rzyć płat­ków.

Za­pro­szo­ne ko­bie­ty cze­ka­ły przy sa­dzaw­ce. Dwie sta­ły w swo­bod­nych po­zach, trze­cia przy­sia­dła na brze­gu i mo­czy­ła dłoń w wo­dzie. De­ana za­trzy­ma­ła się przy wej­ściu i ob­ser­wo­wa­ła je, ukry­ta w cie­niu. Dwie sto­ją­ce to były g’lar­ry­ski, a ob­my­wa­ją­ca rękę po­cho­dzi­ła z s’ha­ihy­rów. Oba ple­mio­na miesz­ka­ły na za­chod­nich zie­miach Is­sa­ram, więc mię­dzy nimi a d’yahir­ra­mi De­any nie było żad­nych krwa­wych wa­śni.

A to waż­ne, bo prze­cież De­ana za­mie­rza­ła im po­wie­rzyć bez­pie­czeń­stwo swo­je­go domu.

G’lar­ry­ski ubie­ra­ły się w luź­ne sza­ty, któ­rych głów­ną czę­ścią była się­ga­ją­ca po­ło­wy ły­dek chaf­fda, od­sła­nia­ją­ca ra­mio­na, szy­ję i spo­ry de­kolt. Ich ek­cha­ary przy­po­mi­na­ły za­sło­ny no­szo­ne przez wie­le miej­sco­wych ko­biet, a gło­wy zdo­bi­ły skom­pli­ko­wa­ne, wie­lo­ko­lo­ro­we tur­ba­ny. W prze­ci­wień­stwie do tej dwój­ki ko­bie­ta z s’ha­ihy­rów wy­glą­dem i stro­jem przy­po­mi­na­ła mło­de­go chło­pa­ka: drob­na i szczu­pła, w spodniach z lnu bar­wio­ne­go na spra­ny brąz i luź­nej, sza­rej ko­szu­li z dłu­gi­mi rę­ka­wa­mi. Jej za­sło­na na twarz przy­po­mi­na­ła wo­rek z wstaw­ką z ażu­ro­wej tka­ni­ny na wy­so­ko­ści oczu, prze­wią­za­ny na czo­le ka­wał­kiem sznur­ka. To ple­mię, miesz­ka­ją­ce na za­cho­dzie pu­sty­ni, na sa­mym skra­ju rdzen­nych ziem Is­sa­ram, nie sły­nę­ło ani z barw­nych szat, ani z za­mi­ło­wa­nia do zdo­bień. Ich te­re­ny po­zba­wio­ne były też ka­mien­nych afra­agr, więc żyli i miesz­ka­li jak więk­szość pu­styn­nych ko­czow­ni­ków, pro­wa­dząc sta­da po nie­go­ścin­nej zie­mi i wę­dru­jąc od oazy do oazy. Za to lata walk z no­ma­da­mi uczy­ni­ły z s’ha­ihy­rów naj­lep­szych łucz­ni­ków i mi­strzów włócz­ni wśród ro­da­ków De­any. Oraz nie­zrów­na­nych jeźdź­ców. Na­wet nie­któ­rzy wo­jow­ni­cy d’yahir­rów po­dró­żo­wa­li na za­chód, by spę­dziw­szy kil­ka mie­się­cy na wę­drów­kach po pu­sty­ni, pod­pa­trzyć sztu­kę wal­ki włócz­nią, lan­cą i oszcze­pem oraz łucz­ni­czy kunszt tego ple­mie­nia.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)