Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 210
Перейти на страницу:

— Nie­praw­da!

— Mój świat, moje praw­dy. Jego du­sza tkwi w a’san­werh. W ła­pa­czu. On zo­stał za­bi­ty, nim prze­cię­to pę­po­wi­nę łą­czą­cą go z mat­ką, jego du­szę schwy­ta­no i uwię­zio­no we­wnątrz sie­ci z dru­tów i pier­ście­ni, któ­rą nosi na le­wej dło­ni. Więc nie żyje. Jego cia­ło ro­śnie, ale du­sza znaj­du­je się obok nie­go i wciąż jest du­szą dziec­ka, któ­re nie zdo­ła­ło po­chwy­cić pierw­sze­go od­de­chu i wy­dać pierw­sze­go krzy­ku. Nie zna mi­ło­ści, lo­jal­no­ści ani współ­czu­cia, bo ni­g­dy się z nimi nie ze­tknę­ła. Nie zna też stra­chu, bo żeby się bać, trze­ba wie­dzieć, co moż­na stra­cić. Dla­te­go ka­na­loo jest tak do­bry w tym, do cze­go zo­stał stwo­rzo­ny. W wal­ce i za­bi­ja­niu.

— Kła­miesz! — Łzy po­cie­kły Key’li po po­licz­kach. Za­ci­snę­ła pię­ści i pra­wie rzu­ci­ła się na ol­brzym­kę.

— Nie. Kłam­stwo to broń, któ­rą pró­bu­je­my ko­goś zra­nić… albo pan­cerz, pod któ­rym się cho­wa­my. Rów­nie do­brze mo­gła­bym wy­cią­gnąć prze­ciw to­bie sza­ble i spró­bo­wać roz­sie­kać cię tu na strzę­py. Jaki był­by w tym ho­nor? Ooo! Jak ład­nie za­ci­skasz piąst­ki i marsz­czysz twarz. Zdra­dzić ci se­kret? — Usta Zie­mi po­chy­li­ła się na­gle do przo­du, aż Key’la po­czu­ła słod­ko-piż­mo­wy za­pach, któ­ry ją ota­czał. — Nie prze­stra­szysz mnie, bo zo­sta­li­śmy stwo­rze­ni, żeby za­bi­jać lu­dzi, wszyst­kich lu­dzi, ma­łych i du­żych, dzie­ci też. I ro­bi­li­śmy to ca­ły­mi wie­ka­mi, a na­sze imię prze­kli­na­no w każ­dym miej­scu, gdzie po­sła­ła nas wola pa­nów. I je­że­li kto­kol­wiek ma pra­wo de­cy­do­wać o lo­sie ta­kich stwo­rzeń jak ka­na­loo, to tyl­ko my. Nikt wię­cej.

— Je­śli on umrze, to ja też.

Usta Zie­mi cof­nę­ła się o krok, za­ło­ży­ła obie pary rąk na pier­si.

— Nie mó­wię, że tak się nie sta­nie. Je­steś czło­wie­kiem, a my ich nie lu­bi­my. Do­brzy Pa­no­wie mają wie­lu lu­dzi w swo­ich staj­niach i czę­ściej spo­ty­ka­my ich z bro­nią w ręku, niż by­śmy chcie­li. Ale nie je­steś jed­ną z nich, Dwa Pal­ce po­znał to po two­im za­pa­chu i tym, że nie mo­żesz spać, gdy nie ota­cza cię ciem­ność. Więc kim je­steś, Sła­ba Jed­na? Z ja­kie­go miej­sca przy­cho­dzisz?

— Z tego, w któ­rym mó­wią w me­ekhu.

Uśmiech ol­brzym­ki wy­glą­dał dra­pież­nie.

— Wi­dzia­łam już lu­dzi, któ­rzy mó­wią w tym ję­zy­ku… i w in­nych też. Uczy­łam się od nich. Nie tyl­ko mó­wić. Twój świat jest co­raz bli­żej na­sze­go, ba­rie­ra robi się co­raz cień­sza. Cza­sem nie­wła­ści­wie uży­ta Moc wy­ry­wa w niej dziu­rę, cza­sem jest to na­tu­ral­ny fe­no­men… i ktoś wpa­da tu­taj. Przez ostat­nie… w two­im ję­zy­ku to bę­dzie lata, spo­tka­li­śmy kil­ku­dzie­się­ciu, któ­rzy od was przy­by­li. Wie­my, że Do­brzy Pa­no­wie stwo­rzy­li ewe­lun­rech tyl­ko po to, by wy­sy­łać ich do was, a każ­de ich przej­ście na dru­gą stro­nę jesz­cze bar­dziej nad­wą­tla ba­rie­rę. Ich świat też jest co­raz bli­żej. Wszyst­kie pak­ty zo­sta­ły zła­ma­ne, wszyst­kie obiet­ni­ce za­po­mnia­ne. Tyl­ko my wciąż, jak to mó­wią u was… pró­bu­je­my wa­chla­rzem za­trzy­mać hu­ra­gan. Wal­czy­my z ewe­lun­rech, by­łaś świad­kiem ta­kiej wal­ki, gdy spo­tka­łaś Dwa Pal­ce i resz­tę. Cza­sem prze­gry­wa­my, cza­sem wy­gry­wa­my. Pła­ci­my da­ni­nę krwi, ale ni­g­dy nie po­rzu­ca­my przy­ja­ciół ani się nie pod­da­je­my. A ty?

Zie­lo­ne oko wwier­ca­ło się w nią z pra­wie bo­le­sną in­ten­syw­no­ścią. A ty? – py­ta­ło. Masz zwy­czaj pod­da­wać się? Ucie­kać, pła­cząc? Kim je­steś, Key’lo Ka­le­venh? Czy imię, któ­re ci nada­no – Sła­ba Jed­na – jest praw­dzi­we?

Zro­zu­mie­nie spły­nę­ło na nią jak wia­dro lo­do­wa­tej wody wy­la­nej za koł­nierz – od­bie­ra­jąc na chwi­lę dech i zmu­sza­jąc do cof­nię­cia się i opar­cia o ścia­nę, bo ina­czej chy­ba­by upa­dła.

— Ty chcesz go oca­lić? Chcesz, żeby Ko­cyk prze­żył? Dla­cze­go? Prze­cież prze­ma­wia­łaś za jego śmier­cią.

Va­ihir­ska ko­bie­ta na­wet nie mru­gnę­ła. Tyl­ko jej wą­skie war­gi roz­chy­li­ły się, uka­zu­jąc w dzi­kim gry­ma­sie kom­plet zę­bów.

— Je­stem Usta Zie­mi. To nie tyl­ko imię, to też… nie ma okre­śle­nia w two­im ję­zy­ku… nie funk­cja, po­wo­ła­nie… ra­czej cię­żar, cię­żar i prze­kleń­stwo. To — kula z czar­ne­go ka­mie­nia bły­snę­ła w oczo­do­le — mówi mi, co czu­je świat. A świat cier­pi. Pła­cze. Skom­li. Ple­mię tego nie ro­zu­mie, żyje we­dług praw, któ­re są do­bre na czas woj­ny i ocze­ki­wa­nia, aż bóg się obu­dzi. A cza­su jest co­raz mniej i są­dzę, że bóg sam się nie obu­dzi. Wy­sła­li­śmy do nie­go wie­lu wo­jow­ni­ków, da­rem­nie. Więc cza­sem trze­ba mó­wić to, co ple­mię chce usły­szeć, a ro­bić to, co jest dla nie­go do­bre. Ro­zu­miesz?

Key’la nie była głu­pia.

— Ro­zu­miem – na­dzie­ja spra­wi­ła, że ser­ce tłu­kło jej się w pier­si jak osza­la­ły ptak. – Po­wiedz mi, co mam zro­bić.

Interludium

Ścia­na lo­dow­ca wzno­si­ła się nad nim ni­czym szkla­na góra, wy­so­ka na sto stóp i sze­ro­ka na kil­ka mil. Mia­ła też dziw­ne ko­lo­ry – Alt­sin ni­g­dy nie są­dził, że za­mar­z­nię­ta woda może mieć bar­wę zie­lo­ne­go szkła, prze­ro­śnię­te­go wstę­ga­mi błę­ki­tu i la­zu­ru. Pięk­no tego miej­sca za­pie­ra­ło dech w pier­siach. Gdy­by Pani Lodu kie­dy­kol­wiek za­pra­gnę­ła praw­dzi­wej świą­ty­ni, z po­le­ro­wa­ną po­sadz­ką, rzeź­bio­ny­mi ko­lum­na­mi i skle­pie­niem gło­szą­cym jej chwa­łę, po­win­na wy­słać ro­bot­ni­ków wła­śnie tu­taj. Ry­jąc w lo­dzie, stwo­rzy­li­by dzie­ło, któ­re­go sła­wa nio­sła­by się na cały świat.

Ale An­day’ya nie dba­ła o świą­ty­nie. Wła­ści­wie nie dba­ła o nic poza tym, by lu­dzie pa­mię­ta­li o jej ist­nie­niu. Przez ostat­nie ty­siąc­le­cia tak upodob­ni­ła się do siły na­tu­ry, z któ­rą ją utoż­sa­mia­no, że cza­sa­mi moż­na było wąt­pić, czy na­dal jest żywą, świa­do­mą bo­gi­nią.

Choć ostat­nie wy­da­rze­nia na Pół­no­cy zda­wa­ły się to po­twier­dzać. Coś wzbu­dzi­ło jej gniew i w mia­rę, jak mi­ja­ły ko­lej­ne dni, gniew ten na­ra­stał, co­raz bar­dziej i bar­dziej, aż zmie­nił się w praw­dzi­wą fu­rię.

Ty­po­wa hi­ste­ria ob­ra­żo­nej ko­bie­ty.

Te­raz jed­nak wszyst­ko uci­chło. To, co wy­wo­ła­ło taką re­ak­cję, to, co miał spraw­dzić na proś­bę Ouma, znik­nę­ło. Och. Czuł to coś, zo­sta­wia­ło na Ścież­kach Mocy ślad ni­czym żubr brną­cy przez śnieg, to jed­nak nie po­pra­wia­ło jego sy­tu­acji. Spóź­nił się o dzień, a jego cel znaj­do­wał się już ze sto pięć­dzie­siąt mil na wschód stąd. Gniew An­day’yi tak­że stał się mniej­szy: albo bo­gi­ni od­pu­ści­ła, albo, co rów­nie praw­do­po­dob­ne, pła­ci­ła wła­śnie cenę za wie­le dni nad­uży­wa­nia wła­snej po­tę­gi.

Alt­sin oparł się ple­ca­mi o lo­do­wiec, czu­jąc przez suk­no ha­bi­tu mroź­ne szpil­ki wwier­ca­ją­ce mu się w skó­rę. To było do­bre uczu­cie, ta­kie… ludz­kie. Po wy­da­rze­niach w opusz­czo­nej osa­dzie my­śli­wych na­dal czuł pust­kę, a wę­drów­ka po Pół­no­cy i ko­lej­ne od­kry­cia nie po­ma­ga­ły jej za­peł­nić. Użył cia­ła in­ne­go czło­wie­ka, by prze­pu­ścić przez nie Moc. Dzię­ki temu ktoś, kto chciał­by iść jego śla­dem, stra­ci trop, bo cha­rak­te­ry­stycz­ny ślad – „za­pach”, jaki zo­sta­wiał każ­dy użyt­kow­nik Mocy – zo­stał przy­pi­sa­ny do tego wła­śnie męż­czy­zny. Zro­bił to bez zgo­dy swo­jej ofia­ry, ła­miąc jej wolę, zna­ku­jąc go Dur­wo­nem jak… jak ci, któ­rzy kie­dyś wy­pa­la­li lu­dziom wła­sne sym­bo­le na skó­rze, by przy­wią­zać ich do sie­bie, Obej­mo­wać bez po­zwo­le­nia i wy­ko­rzy­sty­wać ni­czym na­rzę­dzia. Zro­bił to nie pierw­szy raz, po­przed­nio też otwie­rał por­ta­le, ko­rzy­sta­jąc z ciał ja­kichś głup­ców, ale za­wsze zo­sta­wiał ich ży­wych. Po­obi­ja­nych, wy­czer­pa­nych, lecz ży­wych.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)