Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 130
Перейти на страницу:

— Znajdzie się tam troszeczkę miejsca dla walecznej dzielności?

— To dla dzielności — starszy centurion splunął na ziemię. — To nie Achilles zdobył Troję. — Skaurus zagapił się na niego; jeżeli Gajusz Filipus, który z trudem zapisywał własne imię, mógł uczyć się od Homera, to rzeczywiście był on księciem poetów!

Analizując wcześniejsze poczynania Draxa, trybun sądził, że zablokuje on przejścia prowadzące na południe, ale nie zacznie żadnej poważnej kampanii w górach na południe od Arandos. Ale wielki książę, widząc się tak blisko ostatecznego zwycięstwa, wykazał większą agresję, niż spodziewał się po nim Skaurus. Nie tylko błyskawicznie wzniesione fortece pojawiły się u wejść do dolin i w dogodnych miejscach na górskich zboczach, ale namdalajskie patrole zapuszczały się głęboko w góry, paląc i łupiąc okoliczne wsie tuż za wycofującymi się legionistami.

Marek nie potrzebował pełnych wyrzutu spojrzeń Sittasa Zonarasa, by wiedzieć, że powinien ich jak najszybciej powstrzymać. Jeśli wyspiarze mogli napadać na kogo tylko chcieli, po co Videssa-ńczycy mieliby wspierać legionistów? Pomyślał przez chwilę i poszedł zobaczyć się z Laonem Pakhymerem.

Khatrish ostrzeliwał winogronami miniaturową fortecę, zbudowaną z ziemi i patyków.

— Chciałbym, żeby to było takie łatwe — powiedział Skaurus, bo mała katapulta Pakhymera siała spore zniszczenie.

— To o wiele prostsze, kiedy oni nie strzelają — zgodził się Pakhymer, uważnie się przymierzając. Dotknął spustu i katapulta wystrzeliła. Drobny kawałek drewna odpadł od zamku i wpadł do fosy. Marek z rosnącym zniecierpliwieniem czekał aż Khatrish ponownie załaduje. W końcu Pakhymer podniósł wzrok, uśmiechając się szelmowsko do trybuna.

— Już gotowy do wybuchu? Marka rozbawiła jego bezczelność.

— Nie całkiem.

— Obawiałem się, że to powiesz. Chcesz, żeby moi chłopcy zarobili w końcu na to, co dostali w Kyzikos, tak? Pewnie, że tak, widzę to w twoich oczach. O co chodzi tym razem?

Marek powiedział mu. Pakhymer skubał przez chwilę swoją rozczapierzoną brodę, zastanawiając się nad tym.

— Tak, mogłoby tak być, jeżeli będziemy mieli ze sobą dobrego przewodnika.

— Porozmawiam o tym z Simokattesem.

— W porządku, masz to. Powiedziałeś, za trzy dni? — Gdy Marek przytaknął, Khatrish zauważył: — Problem w tym, żeby nie ugryźć za dużego kawałka, czy tak?

— Dokładnie. — Jak zwykle — pomyślał trybun — Pakhymer miał doskonałe wyczucie tego, czego od niego oczekiwano i niewiele chęci, by to wykorzystać. Khatrish przyjrzał się następnemu gronu. Pokręcił głową ze smutkiem.

— Za mało okrągłe — powiedział i zjadł je. — Chciałbyś parę? — Roześmiał się, gdy Marek udał, że nie słyszy.

Skaurus pomyślał, że gęsty, zielony krzak, za którym przykucnął, to dzika pietruszka. Cokolwiek by to było, żółte kwiatki rośliny wydzielały gryzący zapach, od którego oczy trybuna łzawiły. Zagryzł mocno górną wargę, by powstrzymać się od kichnięcia. Nic się jeszcze nie działo, ale bał się, że jeśli raz zacznie, nie będzie mógł przestać, a nie miał wiele czasu.

Pół tuzina Khatrishów wjechało do doliny, poganiając swoje małe koniki z całych sił. Co chwilę któryś z nich odwracał się i strzelał do ścigających ich Namdalajczyków.

Dowódca Namdalajczyków był przysadzistym młodzieńcem o imieniu Grus. Choć był młody, nauczył się już ostrożności. Rozkazał swoim ludziom, by się zatrzymali i rozejrzał się uważnie po ścianach kanionu. Ale Ras Simokattes i Gajusz Filipus dobrze przygotowali swoją zasadzkę. Choć manipuł Juniusza Blesusa leżał w ukryciu, czekając aż wyspiarze wejdą do środka, żaden promień światła odbitego od stali, żadne poruszenie ani odgłos nie zdradzał ich obecności. Grus krzyknął coś i przywołał swoich ludzi.

Trzymając dłoń na rękojeści, Marek czekał aż ostatni z Namdalajczyków, nawet tylna straż, wejdzie do doliny. Skinął głową, dając znak skulonemu obok niego heroldowi. Kornet odtrąbił głośny sygnał. Z okrzykiem „Gavras!”, legioniści wyskoczyli spoza krzaków, kamieni i pni drzew i zbiegając po stromej ścianie kanionu, runęli na wyspiarzy.

Dwaj jeźdźcy z tylnej straży brutalnie zawrócili konie i próbowali wydostać się z doliny. Nie było to tchórzostwo, ale zdrowy rozsądek, który nakazywał jechać po pomoc. Pilum ugrzęzło w brzuchu jednego ze zwierząt, które runęło na ziemię, krzycząc niemal ludzkim głosem i przygniotło pod sobą jeźdźca. Drugi wojownik był już prawie przy wyjściu z kanionu, kiedy trzech legionistów ściągnęło go z siodła.

Grus, przeklinając, próbował ustawić swoich ludzi w kręgu. Ale jeden z Rzymian wysunął się znacznie przed swoich towarzyszy, wrzeszcząc.

— Chodź, Worenuszu! Zobaczymy, który z nas jest więcej wart! — Był to Tytus Pullo. Jeszcze jeden legionista wyskoczył z szeregu. Lucjusz Worenusz gnał za swoim rywalem przeklinając resztką tchu.

Pullo cisnął swoją pilum z bardzo dużej odległości, ale był to celny rzut i włócznia utkwiła w udzie Namdalajczyka wysuniętego na skraj obronnego koła Grusa. Jeździec krzyknął i spadł z konia. Pullo rzucił się naprzód, by go dobić, ale dwóch Namdalajczyków zasłoniło rannego kompana. Jeden z nich pchnął swoją ciężką lancę przez grube drewno i skórę scutum Rzymianina. Czubek ostrza zaczepił o pasek z mieczem i przesunął go do tyłu. Kiedy Pullo sięgnął po gladius, nic tam nie znalazł. Namdalajczycy zasypali go uderzeniami swych mieczy. Przewrócił się na plecy, starając się jak najlepiej wykorzystać uszkodzoną tarczę.

Lucjusz Worenusz, we wściekłym szale, którego mógł mu pozazdrościć Viridoviks, nacierał na wyspiarzy, wrzeszcząc:

— Zostawcie go wypierdki, psy, śmierdzące sępy! To dureń, ale nawet głupi Rzymianin wart jest więcej niż wy wszyscy!

Zabił Namdalajczyka, który rzucił włócznią w Pullo, odpychając lekką tarczę wyspiarza swoją, o wiele cięższą, i wbijając mu miecz w bok.

Drugi Namdalajczyk i jeden z jego rodaków, sądząc zapewne, że Pullo już nie żyje, zajęli się tylko Worenuszem, który znalazł się nagle w sporych opałach. Jednak Pullo był cały i zdrowy. Doszukawszy się wreszcie swojego miecza, odrzucił bezużyteczną scutum, stanął na równe nogi i wbił glaudius w koński zad. Brocząc krwią, zwierzę podskoczyło i pognało naprzód z jeźdźcem, który trzymając się go z całych sił, bezskutecznie próbował nad nim zapanować.

— Bękart! — wydyszał Worenusz.

— Ty jesteś kurewskie nasienie, nie ja! — odparował Pullo. Walczyli ramię przy ramieniu, złorzecząc sobie cały czas. Za moment dołączyli do nich pozostali Rzymianie, i dwaj rywale mogli nieco odpocząć.

Okrążeni, słabsi, zasypani deszczem włóczni, wyspiarze zaczęli się jeden po drugim poddawać. Ale Grus, upokorzony tym, jak dał się wciągnąć w pułapkę i walcząc pieszo po tym, gdy jego koń padł z podciętymi ścięgnami, runął na Marka.

— Poddaj się! — zawołał Rzymianin.

— Do lodu z tobą! — krzyknął Grus, niemal płacząc.

Trybun podniósł tarczę, broniąc się przed wściekłym atakiem. Grus musiał korzystać z tej samej szalonej energii, która napędzała Worenusza i Pullo — uderzał i uderzał, i uderzał, jak nakręcony. Nie myślał zupełnie o obronie. Kilkakrotnie odsłaniał się tak, iż Marek bez trudu mógł zadać mu śmiertelny cios. Trybun oszczędzał jednak swojego przeciwnika — bitwa była już wygrana, a żywy namdalajski oficer wart był więcej niż jego zwłoki.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)