Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 130
Перейти на страницу:

— Rekin! — krzyknął.

— Nie, w Shaum nie ma rekinów — uspokoił go Skylitzes. — Nazywają to tutaj „mourzoulin”. Videssańska nazwa to „sturgeon”.

— Nie obchodzi mnie, jak to nazywają — powiedział Grek, zbyt wystraszony, by się tym zainteresować. — Czy ona gryzie?

— Nie, ma tylko małą, bezzębną ssawkę do jedzenia robaków i innych takich.

— Solony kawior jest doskonały — powiedział Goudeles z rozmarzeniem. — Rzadki przysmak.

— Bardzo dobre jest też wędzone mięso — dodał Prevalis, syn Haravasha. — A z pęcherza pławnego robimy… jak mówi się na coś przepuszczającego światło?

— Przeźroczyste — podpowiedział Goudeles.

— Dziękuję bardzo. Robimy przeźroczyste okna, których używamy w namiotach.

— I gdyby umiała śpiewać, też pewnie byście to do czegoś wykorzystali — powiedział gorzko Gorgidas. Ogromna bestia wciąż wyglądała groźnie.

Prevalis wziął Greka na poważnie.

— Tu, na równinach, wszystko się do czegoś przydaje. Zbyt mało mamy, by pozwolić sobie na marnotrawstwo. — Gorgidas tylko coś odburknął, nie spuszczając wzroku ze sturgeona, czy mourzoulina, czy cokolwiek by to było. Ryba nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi. Po chwili nie mógł jej już dojrzeć.

Zanim zachodni brzeg zaczął się na dobre przybliżać, ramiona bolały go od trzymania skórzanej torby nad powierzchnią wody, mimo że przekładał ją z jednej ręki do drugiej. Wkrótce zabrakło mu także sił, by trzymać się końskiej szyi. Brzeg był już tylko o trzydzieści jardów, kiedy rozstał się ze swoim zwierzęciem. Rzucił się dramatycznie do przodu i poczuł, że jego stopy dotykają dna. Stepowy konik wciąż jednak nie dosięgał gruntu i teraz to on potrzebował pomocy. Wzdychając z ulgą, pomógł zwierzęciu wydostać się na brzeg i poprowadził je na ziemię Shaumkhiil. Oprócz tego, że teraz rzeka była za nim, nie różniła się ona niczym od Pardraji.

Skylitzes dobił do brzegu kilka stóp od niego. Grek sięgnął do torby i wygrzebał pióro.

— Jak się pisze „mourzoulin”? — zażądał. Zrezygnowanym głosem, Skylitzes podał mu pisownię.

Avshar wściekłym krokiem chodził po swoim namiocie, niczym pantera uwięziona w klatce. Jego wzrost i długie kroki sprawiały, iż namiot zdawał się ciasny i mały, zbudowany dla skarlałej rasy. Czarownik zamachnął się ubraną w ciężki but nogą. Poduszka przeleciała przez namiot, odbiła się od dobrze naciągniętego płótna ściany, i wizerunek odzianego na czarno wojownika ciskającego potrójną błyskawicę upadł z hukiem na ziemię.

Książę czarodziejów rzucił się na Varatesha.

— Ignorant! — warknął. — Przygłupawy, zawszony szczur! Ty kupo śmierdzącego łajna, gdybym ci wyrwał twoje gówniane serce, to jeszcze nie byłaby odpowiednia zapłata za twoje partactwo!

Byli sami. Nawet w ataku wściekłości, Avshar wiedział, że lepiej nie urągać wodzowi na oczach jego ludzi. Pogarda maga, bicz z jego słów, paliły jak ogień. Varatesh pochylił głowę. Bardziej niż czegokolwiek innego, pragnął uznania tego człowieka i znosił obrazę, za którą zabiłby każdego innego.

Ale nie uważał się za niczyjego niewolnika i powiedział:

— Nie tylko ja popełniłem błędy w tej wyprawie. Człowiek, za którym mnie posłałeś, nie był tym, którego znalazłem. On…

Avshar uderzył go potężnie w twarz, rozciągając go na brudnej podłodze namiotu. Varatesh wstał ocierając krew z ust, w głowie głośno mu szumiało. Pochylił się do pozycji walki. Kiedyś kochał Kodomana, i Kodoman także uderzył pierwszy…

— Kimże ty jesteś, żeby tak mnie traktować? — wyszeptał, czując jak łzy pieką go w oczy. Avshar roześmiał się, śmiechem tak czarnym jak zbroja wojownika na jego ikonie. Odsunął na bok kaptur i opończę, które zawsze zakrywały jego twarz.

— No i co robaku — powiedział — kim jestem? Varatesh zaskomlał i przypadł mu do kolan.

VII

Proszę — powiedziała Thekla Zonara, wręczając służącemu srebrny świecznik. — Będzie pasował do pudła, które ty pakujesz. — Kiedy mężczyzna trzymał świecznik, nie wiedząc co zrobić, wzięła go od niego i sama zapakowała. — I to — dodała, wpychając z boku pozłacany srebrny talerz, ozdobiony płaskorzeźbą ze sceną polowania.

— Musimy też wziąć to — krzyczała jej szwagierka, Erythro, nadbiegając z rękami pełnymi porcelanowych filiżanek. — Są takie śliczne. Nie możemy ich zostawić dla Namdalajczyków.

— Miłosierny Phosie! — powiedział Sittas Zonaras. — Może weźmiecie też świńskie koryto? To bezwartościowe rupiecie. Bez żalu mogę oddać je wyspiarzom. Mamy już mało czasu, więc nie traćcie go martwiąc się o dodatkowy bagaż, bo i tak go nie weźmiemy — pokręcił głową, z wyrazem szyderczej złości na twarzy.

— A ty nie trać go, sprzeczając się z Erythro — powiedziała mu jego córka, Ypatia. Magnat westchnął i odwrócił się do Skaurusa.

— Kobiety nie powinny być rozsądne, nie uważasz, cudzoziemcze?

Wciąż trzymając w rękach swoje filiżanki, Erythro podskoczyła do Rzymianina jak nastroszony wróbeclass="underline"

— Po co go pytasz? Co on wie o rozsądku? Sprowadził na nas Namdalajczyków, ot co. Gdyby nie on, siedzielibyśmy sobie tutaj spokojnie, zamiast włóczyć się po górach jak Khamorthci za swoim bydłem.

— Dość! — powiedział Sittas, tym razem naprawdę zirytowany. — Gdyby nie on, leżałbym martwy w lesie albo musiałbym oddać cały majątek jako okup. Czyżbyś o tym zapomniała?

— No tak, zapomniałam — odparła Erythro, wcale nie zbita z tropu. — Ta przeprowadzka doprowadza mnie do szału, i nie ma się też czemu dziwić! — Pochyliła się i dołożyła filiżanki do talerza i świecznika. Jej brat przewrócił oczami i popatrzył znacząco na Ypatię, ale ona udawała, że nic nie widzi.

Choć najpierw Marek uważał zarzut Erythro za niesprawiedliwy i krzywdzący, po zastanowieniu się, nie był już tego taki pewien. Mnóstwo arystokratów w zachodnich ziemiach szło na ugodę z Namdalajczykami i „Imperatorem” Mertikesem.

— Mógłbyś zrobić to samo, Sittas, gdyby mnie tylko tutaj nie było — skończył trybun. Erythro uśmiechnęła się głupio.

— Nie zachęcaj jej — powiedział Zonaras, po czym kontynuował: — Ja, razem z tymi bandytami i heretykami? Wolałbym raczej, żeby ten dom spalił mi się nad głową, niż żebym miał zgiąć kolano przed Draxem i tą jego kukłą. Nie, cieszę się, że jestem z tobą.

Willa i tak się może spalić — pomyślał trybun ponuro. Pomimo wszystkich umocnień, pomimo potężnego oddziału Khatrishów, których przyprowadził ze sobą Pakhymer, gdyby Drax rzucił całą swoją armię na legionistów, zostaliby zgnieceni. A nadchodził właśnie z całą siłą. Zwiadowcy Pakhymera donieśli, że kolumna Namdalajczyków przekroczy jutro Arandos. Trzeba się było więc znowu wycofywać, tym razem w góry.

Zostawiając Zonarasa, który wciąż kłócił się o to, co powinno zostać, a co nie, Skaurus wyszedł na zewnątrz. Przez strumień przeprawiało się właśnie kolejne stado bydła. Pasterze nie potrzebowali rozkazów, by usunąć swoje krowy i owce przed nadciągającą armią.

— Naprzód, pogoń je! — krzyczał szef pastuchów. — Nie, Stotzas, nie dawaj im teraz pić. Potern będzie na to czas, jak już wszystkie przejdą.

Gajusz Filipus, który zdążył już przygotować wszystko do wymarszu, obserwował pasterza z szacunkiem.

— Byłby z niego dobry oficer — powiedział do trybuna. Markowi nagle przyszła do głowy pewna myśclass="underline"

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)