Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]
Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]

Электронная книга - «Legion Videssos [The Legion of Videssos - pl]». Краткое содержание книги:

Imperium szykuje się do wojny z Yezd, ale pojawia się nowe zagrożenie — bunt księcia Draxa i jego wojsk. Zdrada najemników doprowadza Videssos na skraj katastrofy i tylko talent dowódczy Marcusa Scaurusa i zręczna dyplomacja jego sprzymierzeńca zamieniają klęskę w zwycięstwo. Jednak Imperium Videssos w dalszym ciągu czeka walka z Yezd, Do odległej krainy potężnych koczowników wyrusza poselstwo, które ma pozyskać ich pomoc. Jego droga najeżona jest niebezpieczeństwami, o sojusz z koczownikami stara się również Yezd…
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 130
Перейти на страницу:

Nie spodziewał się znaleźć takich szlachetnych piękności w namiocie Targitausa. Jak Vaspura-kanerzy, Khamorthci nie grzeszyli urodą, w porównaniu z większością Videssańczyków. Twarze ich mężczyzn często miały w sobie siłę i charakter, ale kobiety wyglądały zwykle na posępne i nieprzystępne. Ubrania nie łagodziły tego wrażenia, bo nosiły spodnie, tuniki i płaszcze identycznie skrojone, jak te używane przez mężczyzn, w dodatku wykonane z tych samych materiałów i futer. Jednak w miejsce nieuniknionych, męskich futrzanych czapek, wkładały stożkowate nakrycia głowy, wykonane z jedwabiu, ozdobione jaskrawymi kamieniami i zakończone pióropuszem z kolorowych piór kaczek i bażantów. To czyniło je nieco bardziej atrakcyjnymi, ale nie wystarczająco.

Jeszcze gorsze — pomyślał Viridoviks — gdy jego wzrok wędrował od jednej kobiety do drugiej. Wiele z nich było żonami oficerów Targitausa: grube i stare, a na dodatek niektóre wyglądały na tak przyzwyczajone do rozkazywania jak wódz nomadów. Babskiej dyscypliny miał dość, odkąd poznał Komittę. One także mu się przyglądały, z niepokojącą otwartością. Cieszył się, że nie rozumie ich komentarzy.

Zatrzymał wzrok. Niedaleko kanapy Targitausa siedziała dziewczyna, której twarz, o mocnych, twardych rysach miała w sobie własne, specyficzne piękno… jak twarz Nevraty Sviodo. To jej oczy — zdecydował Celt — zdawały się uśmiechać nawet wtedy, kiedy reszta twarzy pozostawała nieruchoma. Przyjęła jego spojrzenie z takim samym spokojem i otwartością, jak siedzące obok starsze kobiety, ale bez ich grubiańskiego szyderstwa.

— Ta dziewczynka jest całkiem do rzeczy — powiedział do Targitausa. Gęste brwi Khamortha podjechały do góry niczym flagi sygnałowe.

— Cieszę się, że tak myślisz — powiedział sucho. — Ale wybierz jeszcze raz… służącą, jeśli łaska. To jest Seirem, moja córka.

— O przepraszam najmocniej, przepraszam — powiedział Viridoviks czerwieniąc się. Zdawał sobie sprawę z tego, jak krucha była jego pozycja. — Jak mam odróżnić dziewuchy od szlachetnych pań?

— Przez bughtaq, oczywiście — odparł Targitaus. Kiedy zobaczył, że Gal nie zna tego słowa, pokazał gestem, że chodzi mu o damskie nakrycie głowy. Viridoviks skinął, zły na siebie, że nie zwrócił uwagi na ten szczegół. Obok nefrytów i szlifowanych opali, bughtaq Seirem przyozdabiały złote videssańskie monety. Wyraźnie nie należała do służących.

Spojrzenie Celta spoczęło na młodej, może dwudziestopięcioletniej kobiecie, której twarz nie była co prawda tak interesująca jak Seirem, ale była wystarczająco atrakcyjna i zupełnie zgrabna. Poza kilkoma czerwonymi kamykami i maleńkim kawałkiem nefrytu, bughtaq był pusty.

— Ona mi wystarczy, jeśli nie masz nic przeciwko — powiedział.

— Kto? — Targitaus odłożył bukłak z kavassem, z którego właśnie popijał. — Och, Azarmi. Tak, dlaczego nie? Służy u mojej żony, Borane.

Viridoviks przywołał ją machnięciem ręki. Jedna z bogato wystrojonych kobiet, szczególnie gruba i klocowata, powiedziała coś, co przyprawiło jej towarzyszki o atak niepohamowanego śmiechu. Azarmi pokręciła głową, co wzbudziło wśród starych kobiet jeszcze większą wesołość.

Gal podał jej bukłak z kavassem, który przed chwilą odłożył Targitaus. Nie mogąc się porozumieć, Celt nie był w stanie jej oswoić i sprawić, by czuła się swobodnie w jego towarzystwie. Nie odsuwała się, gdy jej dotykał, ale nie wyglądało też na to, by było to dla niej szczególnie przyjemne.

Sytuacja nie zmieniła się także później, kiedy dokoła ogniska rozpostarto maty do leżenia. Azar-mi była uległa i taktowna, ale nie potrafił jej podniecić. Rozczarowany i urażony, oddał się głodnym myślom o Seirem, śpiącej zaledwie kilka kroków od niego, aż w końcu sam zapadł w sen.

— Mój ojciec słyszał od swojego dziadka — powiedział Arigh — że gdy Arshaumi po raz pierwszy zobaczyli Shaum, wzięli ją za odnogę morza.

— Trudno się dziwić — powiedział Gorgidas, patrząc w dół, na ciemnoniebieską rzekę, płynącą majestatycznie na południowy zachód, do odległego Morza Mylasy. Przysłonił dłonią oczy, bo odbijane przez rzekę promienie słońca świeciły oślepiająco jasno. Próbował ocenić szerokość rzeki, ale nie był w stanie. Półtorej mili? Dwie mile? Bez względu na odpowiedź, w porównaniu z Shaum, Kouphis, Arandos i wszystkie rzeki, które Gorgidas widział w Galii czy Italii, były zaledwie strumykami.

Wierzchem dłoni otarł pot z czoła, czując jak piasek drapie go po skórze. Goudeles, elegancki nawet w stroju koczownika, strzepał źdźbła suchej trawy z rękawa.

— Gdyby nawet samo dotarcie do tego miejsca nie było wystarczającym osiągnięciem, jak mielibyśmy się przez to przeprawić? — zapytał retorycznie.

Dobre pytanie — pomyślał Grek. Najbliższy bród był o setki mil dalej na północ. Trzeba było półboga, by zbudować mosi nad Shaum, a kto na bezdrzewnym stepie wiedział coś o budo waniu łodzi?

Skylitzes odsłonił zęby w uśmiechu.

— Jak dobrze pływasz, Pikridos?

— Na taką odległość? Co najmniej tak dobrze jak ty, na Phosa.

— Konie są lepsze od obu z was — powiedział Arigh. Chodźmy.

Poprowadził ich na sam brzeg Shaum, zsiadł z konia, rozebrał się i z powrotem wspiął się na siodło. Pozostali posłowie zrobili to samo. Arigh wszystkim kierował:

— Siedźcie na koniu, dopóki nie będzie musiał pływać, a wtedy wskakujcie do wody i trzymajcie się mocno jego szyi Ja popłynę ostatni. Psoes, weź moje konie razem ze swoimi. Ja wezmę tylko jednego i upewnię się, czy wszystkie zwierzęta weszły do rzeki. — Wyciągnął szablę i sprawdził, czyjej koniec jest wystarczająco ostry.

Gorgidas podniósł skórzaną torbę, w której trzymał swój cenny manuskrypt. Widząc pytające spojrzenie Arshauma, wyjaśnił:

— Będę się trzymał jedną ręką, bo to musi być suche. — Nomada wzruszył ramionami. Jeśli Grek chciał ryzykować dla jakichś bazgrołów, to jego sprawa.

Przyglądając się pękatej sylwetce Goudelesa, Skylitzes powiedział:

— Będziesz pływał lepiej ode mnie, gryzipiórku. — Goudeles tylko prychnął lekceważąco. Gorgidas szarpnął cugle i pognał swojego wierzchowca naprzód. Koń próbował skręcić, kiedy zorientował się, że wpychany jest do rzeki, ale Grek kopnął go w żebra i nie pozwolił mu na to. Zwierzę szarpnęło głową z oburzeniem i zarobiło następnego kopniaka. Niczym pływak sprawdzający wodę dużym palcem zanurzyło w wodzie tylko końce kopyt i zatrzymało się ponownie.

— Ithi! — krzyknął zirytowany Grek w swoim języku. — Naprzód! — Gdy uwolnił stopy ze strzemion, przymierzając się do kolejnego kopnięcia, koń wreszcie go posłuchał.

Zarżał przestraszony, gdy stracił grunt pod nogami, ale zaraz mocno ruszył do przodu, w kierunku odległego brzegu. Widziany z wysokości kilku cali ponad wodą, wydawał się on niemożliwy do osiągnięcia. Na wschodnim brzegu, koń któregoś z żołnierzy zapierał się kopytami nie chcąc wejść do rzeki. Arigh popędził go mieczem. Zwierzę zarżało przeraźliwie i pognało do przodu, ciągnąc za sobą dwa inne konie.

Prąd w Shaum nie był tak silny, jak spodziewał się Gorgidas. Co prawda ściągał nieco konie i ludzi na południe, czyniąc przeprawę przez rzekę nieco dłuższą, ale nie przeszkadzał w pływaniu. Woda była zimna i bardzo czysta. Grek mógł patrzeć na kamienie i rośliny rosnące na dnie rzeki. Mniej więcej w połowie drogi omal nie umarł ze strachu — ciemnobrązowa ryba szperająca między skałami na dnie, była dłuższa, od pyska do złowrogo rozwidlonego ogona, od jego konia.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 130
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)