Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 87
Перейти на страницу:

Oczywiście wtedy jeszcze nie powinienem był wiedzieć, czym się zajmuje.

— Podwieźć cię? — zapytał. Mógł pochodzić skądkolwiek, i prawdopodobnie tak właśnie było. Zobaczył, że zastanawiam się nad propozycją albo nad nim, dlatego dodał uśmiech, aby przypieczętować umowę. Bardzo ładne zęby.

Zerknąłem w stronę tylnego siedzenia, gdzie siedział T-shirt zwinięty na maleńkim tylnym siedzeniu. Oczywiście nie miał teraz na sobie T-shirta, tylko jaskrawofioletowy strój bez jednego zagniecenia. Przez dłuższą chwilę bawił się moim zaskoczeniem, po czym skinął głową — częściowo na przywitanie, częściowo zapraszająco. Kiedy wsiadłem do środka, kierowca ryknął silnikiem i swawolnie puścił sprzęgło, tak że musiałem w dzikim pośpiechu zamykać drzwi. Obaj uznali to za niezwykle zabawne. T-shirt, który z całą pewnością nie miał naprawdę na imię Hugo, podetknął mi pod nos paczkę dunhilli. Wyciągnąłem jednego i zapaliłem zapalniczką samochodową.

— Gdzie cię podwieźć? — spytał kierowca.

Wzruszyłem ramionami i powiedziałem, że do centrum miasta, choć nie miało to większego znaczenia. Skinął głową i dalej nucił pod nosem. Pucciniego, jak sądzę. A może Take That. Siedziałem i paliłem, nie odzywając się ani słowem, zupełnie jakby tego rodzaju sytuacje zdarzały mi się regularnie.

— Tak na marginesie — powiedział w końcu kierowca — jestem Greg.

Uśmiechnął się, a ja pomyślałem: no pewnie, że jesteś Greg.

Oderwał rękę od kierownicy i wyciągnął ją w moją stronę. Wymieniliśmy uścisk dłoni, krótki, ale przyjacielski, a ja zamilkłem, żeby pokazać, że jestem panem samego siebie i mówię tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę, a nie wcześniej.

Po chwili odwrócił głowę i spojrzał na mnie. Twardszym spojrzeniem. Już nie tak przyjacielskim. Odpowiedziałem zatem:

— Nazywam się Ricky.

Część druga

Rozdział 17

Chyba nie mówisz serio!

John McEnroe

Należę teraz do zespołu. Do drużyny. Do kasty. Reprezentujemy sześć narodów, trzy kontynenty, cztery religie i dwie picie. Tworzymy szczęśliwą kompanię braci z jedną siostrą, która również jest szczęśliwa, bo ma oddzielną łazienkę.

Ostro pracujemy, ostro się wygłupiamy, ostro pijemy, a nawet ostro śpimy. Tak naprawdę jesteśmy ostrzy. Z bronią obchodzimy się w sposób, który zdradza, że wiemy, jak obchodzić się z bronią, dyskutujemy o polityce w sposób, który zdradza, że nauczyliśmy się spoglądać na sprawy z szerszej perspektywy.

Nazywamy się Miecz Sprawiedliwości.

Co dwa tygodnie rozbijamy obóz w innym miejscu i jak dotąd czerpaliśmy wodę z rzek w Libii, Bułgarii, Karolinie Południowej i Surinamie. Nie wodę do picia, rzecz jasna, bo tę dostarcza się nam w plastikowych butelkach, które dwa razy w tygodniu przylatują razem z czekoladą i papierosami. Natenczas Miecz Sprawiedliwości wydaje się opowiadać za wodą marki Badoit, ponieważ jest „delikatnie gazowana” i godzi frakcje bąbelkowców i bezbąbelkowców.

Nie mogę zaprzeczyć, że kilka ostatnich miesięcy zmieniło nas wszystkich. Trudy treningu fizycznego, walki wręcz, ćwiczeń komunikacyjnych, ćwiczeń z bronią, planowania taktycznego i strategicznego — wszystko to rodziło się w ponurym duchu podejrzliwości i współzawodnictwa. Z radością mogę oznajmić, że ten etap mamy już za sobą, a w jego miejscu kwitnie autentyczny i godny podziwu esprit de corps. Nauczyliśmy się rozumieć niektóre żarty po tym, jak opowiedziano je tysiąc razy; zdarzyły się romanse, które wypaliły się w atmosferze przyjaźni; wszyscy gotujemy, wyrażając wzajemne uznanie kiwaniem głową i pomrukami zachwytu nad specjalnościami każdej osoby. Moja specjalność — jedna z najbardziej popularnych — to hamburgery z sałatką ziemniaczaną. Sekret tkwi w surowym jajku.

Jest połowa grudnia i niedługo mamy się udać do Szwajcarii, gdzie planujemy trochę pojeździć na nartach, trochę sobie odpocząć i trochę postrzelać do holenderskiego polityka.

Nieźle się bawimy, żyje nam się dobrze i czujemy się ważni. Czego więcej można oczekiwać od życia?

Naszym przywódcą, o ile w ogóle uznajemy pojęcie przywództwa, jest Francisco; dla jednych Francis, dla innych Cisco, a dla mnie, w tajnych wiadomościach wysyłanych do Solomona, Pan Kurator. Francisco twierdzi, że urodził się w Wenezueli jako piąte z ośmiorga rodzeństwa i że jako dziecko cierpiał na chorobę Heinego-Medina. Nie mam powodu, by wątpić w jakąkolwiek z tych informacji. Choroba Heinego-Medina ma podobno wyjaśniać uschniętą prawą nogę i teatralne utykanie, które wydaje się pojawiać i znikać w zależności od jego nastroju oraz tego, o co zamierza kogoś poprosić. Latifa uważa, że jest przystojny. Przyznałbym jej rację, o ile komuś podobają się metrowej długości rzęsy i oliwkowa skóra. Francisco jest drobny, muskularny i gdybym szukał kogoś do roli Byrona, prawdopodobnie zadzwoniłbym do niego; zwłaszcza że jest absolutnie fantastycznym aktorem.

Dla Latify Francisco jest bohaterskim starszym bratem — mądrym, wrażliwym i wielkodusznym. Dla Bernharda ponurym, niewzruszonym profesjonalistą. Dla Cyrusa i Hugona płomiennym idealistą, który nigdy nie poprzestaje na tym, co ma. Dla Benjamina jest nieśmiałym mędrcem, ponieważ Benjamin wierzy w Boga i chce być pewien każdego kroku. A dla Ricky'ego, anarchisty z Minnesoty, z brodą i stosownym akcentem, Francisco jest poklepującym wszystkich po plecach, pijącym piwo, rockandrollowym awanturnikiem, który zna na pamięć wiele piosenek Bruce'a Springsteena. Francisco naprawdę potrafi zagrać wszystkie wymienione role.

Jeżeli istnieje w ogóle prawdziwy Francisco, to myślę, że ujrzałem go pewnego dnia podczas lotu z Marsylii do Paryża. Mamy taki system, że podróżujemy w parach, ale siedzimy osobno. Zajmowałem fotel przy przejściu sześć rzędów za Franciskiem. W pewnym momencie pięcioletni chłopiec siedzący z przodu kabiny pasażerskiej zaczął płakać i jęczeć. Matka wypięła go z pasów i zaczęła prowadzić przez przejście w kierunku toalety. Nagle samolotem rzuciło lekko na bok, a chłopak potknął się i wpadł na Francisca.

Francisco uderzył go.

Nie mocno. I nie pięścią. Gdybym występował w tej sprawie w charakterze jego prawnika, mógłbym nawet argumentować, że doszło jedynie do mocnego pchnięcia mającego na celu pomóc chłopcu w powrocie do pionu. Ale nie jestem prawnikiem, a Francisco bezsprzecznie go uderzył. Nie sądzę, aby ktokolwiek poza mną to zauważył, a sam chłopiec był tak zaskoczony, że przestał płakać. Jednak ta instynktowna reakcja pod tytułem „Odpierdol się” wobec pięcioletniego dziecka powiedziała mi wiele o Franciscu.

Pomijając to zdarzenie, a przecież, mój Boże, każdemu zdarza się czasem gorszy dzień, nasza siódemka dogaduje się ze sobą zupełnie dobrze. Naprawdę. Pogwizdujemy podczas pracy.

Jedna rzecz, która mogła nas zgubić — jako że zgubiła niemal wszystkie grupowe przedsięwzięcia w historii ludzkości — zwyczajnie się nie ziściła. Nie ziściła się, ponieważ my, Miecz Sprawiedliwości, architekci nowego porządku światowego i chorążowie wolności, autentycznie dzielimy się myciem naczyń.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)