Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 87
Перейти на страницу:

Zastanawiałem się przez chwilę.

— Ale dlaczego mi o rym nie powiedzieli? — zapytałem. — Skoro wiedzieli, że cię znam, dlaczego mnie nie uprzedzili?

Wzruszył ramionami.

— Czyż nie jesteśmy jedynie maleńkimi trybikami w gigantycznej maszynie, sir?

No cóż, w sumie jesteśmy.

Oczywiście chciałem wypytać Solomona o wszystko.

Chciałem, żebyśmy cofnęli się do początku i zrekonstruowali wszystko, co wiemy na temat Barnesa, ONeala, Morderstone’a, Uschniętego Drzewa i Projektu Absolwent, aby wspólnie określić swoje miejsce w tym bałaganie, I może nawet nakreślić drogę wyjścia z sytuacji.

Ale z pewnych powodów nie mogłem tego zrobić. Dużych, muskularnych powodów, które wierciły się na swoich miejscach z tyłu klasy i podnosiły ręce, zmuszając innie, abym ich wysłuchał. Gdybym opowiedział Solomonowi o swoich przypuszczeniach, mógł zareagować w sposób właściwy albo niewłaściwy. Właściwa reakcja doprowadziłaby, z dużą dozą prawdopodobieństwa, do śmierci Sary i mojej, co, z niemal stuprocentowym prawdopodobieństwem, nie powstrzymałoby rozwoju wypadków. Mogłoby tylko odsunąć operację w czasie, tak że rozegrałaby się na innym boisku i w innym terminie — ale jednak by się rozegrała. o niesłusznej reakcji wolałem nawet nie myśleć, ponieważ w takim wypadku Solomon pracowałby dla drugiej strony, a jeżeli dobrze się nad tym zastanowić, nikogo nie można być pewnym.

Na jakiś czas zamknąłem się więc i słuchałem, podczas gdy Solomon zapoznawał mnie z napisanymi drobnym drukiem informacjami na temat moich następnych czterdziestu ośmiu godzin. Mówił szybko przyciszonym głosem i w ciągu dziewięćdziesięciu minut uzgodniliśmy wiele spraw, dzięki temu, że wzorem Amerykanów nie musiał powtarzać co zdanie „to naprawdę ważne”.

Okulary Przeciwsłoneczne piły colę.

Po południu miałem czas dla siebie, a ponieważ wyglądało na to, że może to być ostatnie takie popołudnie w najbliższym czasie, zmarnowałem je na ekstrawagancje. Piłem wino, czytałem stare gazety, wysłuchałem wykonania jakiegoś utworu Mahlera na świeżym powietrzu i generalnie bawiłem się, jak przystało na gentlemana prowadzącego próżniacze życie.

W barze poznałem Francuzkę, która pracowała dla firmy produkującej oprogramowanie komputerowe. Zapytałem, czy miałaby ochotę na seks. Wzruszyła tylko ramionami, tak jak to robią Francuzi, co uznałem za odpowiedź odmowną.

Spotkanie wyznaczono na ósmą, dlatego mitrężyłem w kawiarni do dziesiątej, grzebiąc w talerzu z kolejną porcją gotowanej wieprzowiny i pierogów oraz paląc bez opamiętania. Zapłaciłem rachunek i wyszedłem na chłodny wieczór, nareszcie czując przyspieszone bicie serca w obliczu zbliżającej się akcji.

Wiedziałem, że nie mam żadnego powodu, aby czuć się dobrze. Wiedziałem, że czeka mnie niemal niewykonalne zadanie, że leżąca przede mną droga była długa, wyboista i znajdowało się na niej niewiele stacji benzynowych oraz że moje szanse na dożycie do siedemdziesiątki spadły poniżej zera.

A jednak z jakiegoś powodu czułem się dobrze.

Solomon czekał na mnie w umówionym miejscu z jednym z Okularów Przeciwsłonecznych. To znaczy z jedną z par Okularów Przeciwsłonecznych. Oczywiście z powodu ciemności Okulary Przeciwsłoneczne nie miał na nosie okularów przeciwsłonecznych, więc musiałem szybko wymyślić dla niego nowe imię. Po krótkim zastanowieniu wpadłem na pomysł, aby nazwać go Bez Okularów Przeciwsłonecznych. Podejrzewam, że wśród moich przodków znalazłby się Indianin Kri.

Przeprosiłem za spóźnienie, ale Solomon uśmiechnął się i powiedział, że przyszedłem punktualnie, co mnie zirytowało. Wsiedliśmy we trzech do brudnego, szarego mercedesa diesel. Bez Okularów Przeciwsłonecznych usiadł za kierownicą i wyjechał na główną drogę prowadzącą z miasta na wschód.

Po pół godzinie zostawiliśmy za sobą przedmieścia Pragi, a droga zwęziła się do dwóch średnio szybkich pasów, którymi jechaliśmy w spokojnym tempie. Mandat za przekroczenie prędkości to jeden z najgorszych sposobów spieprzenia tajnej operacji na obcym terytorium, a Bez Okularów Przeciwsłonecznych wydawał się tego w pełni świadom. Solomon i ja wymienialiśmy od czasu do czasu uwagi na temat krajobrazu: jaki był zielony, jak niektóre jego fragmenty przypominały odrobinę Walię — choć nie mam pewności, czy którykolwiek z nas ją kiedyś odwiedził — ale poza tym nie rozmawialiśmy za wiele. Europa przesuwała się za oknami, a my rysowaliśmy po zaparowanych szybach: Solomon kwiatki, a ja uśmiechnięte (warze.

Po godzinie znaki zaczęły wskazywać kierunek na Brno, którego nazwa nigdy nie wygląda dobrze jako napis, ani nie brzmi dobrze, kiedy się ją wymówi, wiedziałem jednak, że cel naszej podróży znajduje się gdzieś bliżej. Skręciliśmy na północ w kierunku Kostleca i niemal natychmiast z powrotem na wschód w jeszcze węższą, zupełnie nieoznakowaną drogę. Co w zasadzie dobrze oddawało charakter naszej misji.

Przejechaliśmy kilka mil krętą drogą prowadzącą przez las czarnych sosen. Bez Okularów Przeciwsłonecznych przeszedł na światła pozycyjne, co ograniczyło naszą prędkość. Po kilku kolejnych milach zgasił światła zupełnie, kazał mi też zgasić papierosa, ponieważ „chujowo mu się przez niego widziało w ciemnościach”.

Po czym zupełnie niespodziewanie znaleźliśmy się na miejscu.

Trzymali go w piwnicy wiejskiej chaty. Jak długo, tego nie potrafiłem stwierdzić — wiedziałem jedynie, że nie miało to potrwać wiele dłużej. Miał mniej więcej tyle lat, co ja, podobny wzrost i prawdopodobnie ważył tyle, co ja, zanim przestali go karmić. Powiedzieli, że ma na imię Ricky i że pochodzi z Minnesoty. Nie musieli dodawać, że był śmiertelnie przerażony i pragnął jak najszybciej wrócić do domu. Widziałem to w jego oczach na tyle wyraźnie, na ile cokolwiek można zobaczyć w czyichś oczach.

W wieku siedemnastu lat Ricky porzucił szkołę, porzucił rodzinę, porzucił niemal wszystko, co może porzucić młody mężczyzna. Wkrótce jednak zaangażował się w inne sprawy, alternatywne sprawy, dzięki którym poczuł się lepiej. W każdym razie przez chwilę.

W tej chwili Ricky czuł się znacznie gorzej; najprawdopodobniej dlatego, że wplątał się w jedną z tych sytuacji, w których leży się nago w piwnicy nieznanego budynku, w obcym państwie, wobec gapiących się obcych ludzi, z których część bez wątpienia zdążyła już zadać ból, a pozostali tylko czekali na swoją kolej. Wiedziałem, że przez myśli Ricky’ego przemykały obrazy z tysięcy filmów, w których bohater znajduje się w równie trudnym położeniu, a mimo to odrzuca do tyłu głowę z bezczelnym uśmieszkiem i każe swoim prześladowcom iść do diabła. Przez lata Ricky siedział na salach kinowych razem z milionami innych nastoletnich chłopców i posłusznie pobierał naukę, że tak właśnie powinien się zachować mężczyzna w trudnej sytuacji. Przetrzymać wszystko, a później się zemścić.

Ale ponieważ Ricky'ego nie cechowała specjalna bystrość — miał popierdolone pod sufitem, czy jak to się mówi w Minnesocie — nie zauważył istotnych przewag, jakie posiadali nad nim owi celuloidowi bogowie. Tak naprawdę chodziło o jedną przewagę, za to naprawdę istotną. Sprowadzała się ona do tego, że filmy nie są prawdziwe. Serio. Filmy to fikcja.

W prawdziwym życiu — przepraszam, jeżeli rozwiewam jakieś głęboko zakorzenione w was złudzenia — człowiek znajdujący się na miejscu Ricky'ego nie mówi nikomu, by poszedł do diabła. Nie uśmiecha się bezczelnie, nie pluje nikomu w oko, a już na pewno nie uwalnia się w kilka sekund. W rzeczywistości taki człowiek leży nieruchomo, trzęsie się ze strachu, płacze, błaga, dosłownie błaga, żeby pozwolono mu wrócić do mamy. Cieknie mu z nosa, nogi mu się trzęsą i skomle. Mężczyźni, wszyscy mężczyźni, zachowują się w ten sposób — tak właśnie wygląda prawdziwe życie.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)