Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 87
Перейти на страницу:

— Piła wtedy gin z tonikiem. Punkt siódma. Na godzinę stawała się najszczęśliwszą, najzabawniejszą kobietą, jaką znałem.

— A później?

— Później wracał smutek. Nie potrafię tego inaczej nazwać. Moja matka była bardzo smutną kobietą. Smutną z powodu mojego ojca i swojego życia. Gdybym był jej lekarzem, przepisałbym jej gin sześć razy dziennie. — Przez chwilę czułem, że zaraz się rozpłaczę. Minęło. — A twoje wspomnienie?

Nie musiała się specjalnie zastanawiać, mimo to milczała przez chwilę z uśmiechem na ustach.

— Nie mam miłych wspomnień związanych z matką. Kiedy miałam dwanaście lat, zaczęła się pieprzyć z instruktorem tenisa. Zniknęła następnego lata. Najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek nam się zdarzyła. Mój ojciec — przymknęła oczy, czując ciepło wywołane wspomnieniem — nauczył mnie i brata grać w szachy. Mieliśmy wtedy osiem czy dziewięć lat. Michael świetnie sobie radził i naprawdę szybko załapał, o co chodzi. Ja też grałam nieźle, ale nie aż tak. Kiedy się uczyliśmy, ojciec grał bez hetmana. Zawsze wybierał czarne i grał bez hetmana, nawet gdy zaczęliśmy sobie radzić coraz lepiej. Grał bez hetmana, nawet gdy Michael ogrywał go w dziesięciu ruchach. Doszli do etapu, kiedy Michael grał bez swojego hetmana, a mimo to wygrywał. Ale ojciec nadal niczego nie zmieniał, przegrywając partię za partią. Ani razu nie zagrał pełnym zestawem figur.

Zaśmiała się, wyprostowała i odchyliła do tyłu, aż w końcu oparła się łokciami na trawie.

— Na pięćdziesiąte urodziny Michael dał mu czarnego hetmana w małym drewnianym pudełku. Ojciec się rozpłakał. To dziwny widok, kiedy widzi się płaczącego ojca. Sądzę jednak, że tak wielką radość sprawiało mu obserwowanie, jak gramy coraz lepiej, iż nie chciał tego stracić. Chciał, żebyśmy wygrywali.

Łzy popłynęły wielką falą, rozbijając się na twarzy Sary i wstrząsając jej wątłym ciałem, aż w końcu ledwo mogła oddychać. Położyłem się, objąłem ją i przycisnąłem mocno do piersi, aby osłonić przed całym złem świata.

— Już dobrze — powiedziała. — Już wszystko w porządku.

Ale oczywiście nic nie było w porządku. Ani trochę.

Rozdział 16

Nieśmiertelnym językiem zręcznie swym miele Choć nigdy w tym sensu nie ma za wiele.
Edward Young

Podczas lotu do Pragi ogłoszono alarm bombowy. Bomby nie znaleziono, ale wszyscy najedli się strachu.

Właśnie sadowiliśmy się na miejscach, kiedy z głośników rozległ się głos pilota, nakazując możliwie najszybsze opuszczenie samolotu. Żadnego „Szanowni państwo, w imieniu British Airways” ani niczego w tym stylu. Po prostu: „Wysiadajcie z samolotu. Jak najszybciej”.

Czekaliśmy w pomalowanej na liliowo sali, w której znajdowało się o dziesięć krzeseł mniej niż pasażerów, w tle nie grała żadna muzyka i nie wolno było palić. Mimo to zapaliłem. Kobieta w uniformie z dużą ilością makijażu na twarzy kazała mi zgasić papierosa, ale wyjaśniłem, że mam astmę, a papieros, którego palę, to ziołowe lekarstwo powodujące rozszerzenie naczyń krwionośnych, które muszę stosować w sytuacjach stresowych. Wszyscy mnie za to nienawidzili, a najbardziej palacze.

Kiedy ostatecznie dowlekliśmy się z powrotem do samolotu, zaczęliśmy zaglądać pod siedzenia, zaniepokojeni, że pies policyjny mógł być tego dnia przeziębiony i że gdzieś leży mała czarna torba przegapiona przez ekipę poszukiwawczą.

Pewien mężczyzna udał się do psychiatry, ponieważ paraliżował go strach przed lataniem. Jego fobia zrodziła się z przekonania, że na pokładzie każdego samolotu, do którego wsiądzie, znajdzie się bomba. Psychiatrze nie udało się wyleczyć fobii, więc odesłał pacjenta do statystyka. Statystyk postukał w kalkulator i poinformował mężczyznę, że szansa, iż w następnym samolocie, do którego wsiądzie, znajdzie się bomba, wynosi pół miliona do jednego. To nie usatysfakcjonowało mężczyzny przekonanego, że to właśnie on wsiądzie do tego jednego samolotu na pół miliona. Tak więc statystyk ponownie postukał w kalkulator i powiedział: „no dobrze, czy czułby się pan bezpieczniej, gdyby szanse wynosiły jeden do miliona?” Mężczyzna powiedział, że oczywiście, czułby się bezpieczniej. W związku z tym statystyk powiedział: „Szanse, że na pokładzie następnego samolotu, do którego pan wsiądzie, znajdą się dwie bomby podłożone przez różne osoby wynoszą dokładnie dziesięć milionów do jednego”. Mężczyzna sprawiał wrażenie zdezorientowanego i zapytał: „Wszystko pięknie, ale w jaki sposób miałoby mi to pomóc?” Statystyk odparł: „To bardzo proste. Niech pan sam zabierze bombę na pokład”.

Opowiedziałem tę historyjkę ubranemu w szary garnitur biznesmenowi z Leicester, który zajmował miejsce obok mnie, ale w ogóle go ona nie rozbawiła. Zamiast tego zawołał stewardesę i oznajmił, że według niego ukryłem bombę w bagażu. Musiałem opowiedzieć całą historię stewardesie, a potem jeszcze drugiemu pilotowi, który przyszedł do nas i przykucnął u mych stóp z zagniewaną miną. Nigdy więcej nie zamierzam prowadzić kurtuazyjnych rozmów w samolocie.

Być może nie zorientowałem się, jakie uczucia wywołują w ludziach myśli na temat bomb w samolotach. To możliwe. Za bardziej prawdopodobne wyjaśnienie można uznać fakt, iż byłem jedyną osobą na pokładzie samolotu, która wiedziała, kto wywołał fałszywy alarm i co on oznaczał.

Było to pierwsze, niemrawe, wstępne posunięcie Operacji Uschnięte Drzewo.

Lotnisko w Pradze jest nieco mniejsze od napisu „Lotnisko w Pradze”, który znajduje się przed terminalem. Stalinowska gigantomania napisu kazała mi sobie zadać pytanie, czy znak ten wybudowano przed wynalezieniem nawigacji radiowej, aby piloci mogli go odczytać, znajdujące się jeszcze w połowie drogi nad Atlantykiem.

W środku, no cóż, lotnisko to lotnisko. Nieważne, w jakiej części świata się znajdziemy, muszą się tam znajdować kamienne posadzki dla wózków bagażowych, muszą się tam znajdować wózki bagażowe oraz szklane gablotki z paskami z krokodylej skóry, których nikt nigdy nie będzie chciał kupić przez najbliższych tysiąc lat.

Wieści o ucieczce Czech z sowieckiej paszczy nie dotarły jeszcze do urzędników kontrolujących paszporty, którzy siedzieli w szklanych budkach i wciąż uczestniczyli w zimnej wojnie za pomocą pełnych obrzydzenia spojrzeń, jakimi obrzucali wszystko: od fotografii w paszportach poczynając, na stojących przed nimi dekadenckich imperialistach kończąc. Ja byłem takim imperialistą, do tego popełniłem błąd, wkładając hawajską koszulę, która, jak przypuszczam, podkreślała w ich oczach moją dekadencję. Następnym razem zachowam się rozsądniej. Tyle tylko, że do tego czasu ktoś być może znajdzie klucz do szklanych budek i powie tym biedaczyskom, że znajdują się obecnie na wspólnej kulturowej i ekonomicznej platformie z Eurodisneylandem. Postanowiłem się dowiedzieć, jak się mówi po czesku „Już za tobą tęsknię”.

Wymieniłem trochę pieniędzy i wyszedłem na zewnątrz. Był chłodny wieczór, a szerokie, stalinowskie kałuże na parkingu, ochlapujące niebo niebieskimi i szarymi — odblaskami ustawionych tu niedawno neonowych reklam czyniły go jeszcze chłodniejszym. Skręciłem za róg terminalu i poczułem powitalne uderzenie wiatru smagającego twarz deszczem o smaku diesla, hulającego wokół goleni i szarpiącego nogawki spodni. Stałem przez chwilę, napawając się osobliwością tego miejsca. Dotarło do mnie że zmieniłem swoje położenie, i to nie tylko w sensie geograficznym.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)