Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 84
Перейти на страницу:

Zapytała:

— Jaka to epoka? Telefon odpowiedział:

— Jeżeli jest to czas panowania Nabuchodonozora, to mamy chyba szósty wiek przed Chrystusem. Persowie podbili Babilonię dwa stulecia przed Aleksandrem i doprowadzili miasto do ruiny. Kiedy przybył Aleksander, było to wciąż tętniące życiem miasto, ale najlepsze czasy miało już dawno za sobą. My jednak patrzymy na nie w chwili, gdy było bliskie największej świetności.

Josh przypatrzył się jej.

— Mam wrażenie, że jesteś smutna, Biseso.

— Po prostu się zamyśliłam.

— Myślałaś o Myrze…

— Bardzo bym chciała, żeby tu była, żebym mogła jej to pokazać.

— Może pewnego dnia będziesz mogła jej o tym opowiedzieć.

— Jasne.

Ruddy, Abdikadir, Eumenes i de Morgan wchodzili wolno na szczyt zigguratu. Ruddy oddychał chrapliwie, ale dotarł na szczyt i usiadł, a Josh poklepał go po plecach. Eumenes stał, najwyraźniej w ogóle nie zmęczony i patrzył na Babilon.

Abdikadir pożyczył od Bisesy noktowizor i rozejrzał się wokoło.

— Spójrz na zachodnią stronę rzeki…

Linia murów przecinała rzekę, obejmując przepołowiony prostokąt miasta. Ale na drugim brzegu rzeki, chociaż Bisesie wydawało się, że dostrzega zarysy ulic, widać było jedynie pomarańczowo-brązowy iłowiec, z murów pozostały tylko kupy gruzu, a zamiast bram i wież strażniczych sterczały ich kikuty.

Josh powiedział:

— Wygląda, jakby połowę miasta roztopiono.

— Albo zbombardowano — dodał Abdikadir ponuro. Odezwał się Eumenes.

— Ono nie było takie — przetłumaczył de Morgan. — Nie takie… — O ile wschodnia połowa miasta miała charakter oficjalny i administracyjny, o tyle zachodnia stanowiła dzielnicę mieszkalną, z mnóstwem domów, kamienic czynszowych, placów i targowisk. Eumenes widział miasto takim zaledwie kilka lat przedtem. Było to wtedy tętniące życiem, pełne ludzi miasto. A teraz zostało po prostu unicestwione.

— Kolejna linia podziału — powiedział Abdikadir ponuro. — Serce młodego Babilonu przeszczepione do trupa starego.

Eumenes rzekł:

— Myślałem, że zaczynam się godzić z osobliwościami uskoków czasu, które nas dotknęły. Ale kiedy widzę coś takiego, oblicze miasta starte na proch, brzemię tysięcy lat…

— Tak — powiedział Ruddy. — To straszliwe okrucieństwo czasu.

— To więcej niż okrucieństwo — odparł Eumenes. — To arogancja. — Wskutek suchego tłumaczenia do Bisesy nie docierało poruszenie Sekretarza, a ponadto dzieliły ich dwa tysiąclecia i odmienna mowa ciała. Ale znów wyczuła narastający w nim zimny gniew.

Z dołu dobiegł ich jakiś głos; to macedoński oficer wzywał Eumenesa. Grupa poszukiwawcza odnalazła jakiegoś Babilończyka, który ukrywał się w Świątyni Marduka.

30. Brama bogów

Schwytanego człowieka przyprowadzono do Eumenesa. Gdy przywlokło go dwóch krzepkich żołnierzy, był wyraźnie przerażony, widać było szeroko otwarte oczy w usmolonej twarzy. Miał na sobie wytworne szaty intensywnie niebieskiego koloru, przetykane złotymi nićmi. Ale te szaty, poszarpane i brudne, zwisały na nim, jak gdyby nie jadł od wielu dni. Kiedyś być może był gładko ogolony i miał starannie wygoloną głowę, ale teraz na jego twarzy widać było kilkudniowy czarny zarost, a ciało miał pokryte brudem. Kiedy przyprowadzono go bliżej, Bisesa aż się cofnęła, kiedy poczuła odór moczu.

Poszturchiwany kłującym macedońskim mieczem gadał chętnie, ale w jakimś starożytnym języku, którego nie znał nikt z nowożytnych. Oficer, który go znalazł, miał na tyle przytomności umysłu, aby wyszukać perskiego żołnierza, który potrafił zrozumieć ten język i dzięki temu słowa Babilończyka przetłumaczono na archaiczną grekę Eumenesa, a następnie na angielski.

De Morgan, marszcząc brwi, tłumaczył niepewnie.

— Mówi, że był kapłanem jakiejś bogini, ale nie mogę zrozumieć jej imienia. Został sam, kiedy pozostali w końcu opuścili kompleks świątynny. Był zbyt przerażony, by opuścić świątynię. Przebywał tam przez sześć dni i nocy, nie miał nic do jedzenia, żadnej wody, oprócz tej, którą pił ze świętej chrzcielnicy bogini…

Eumenes niecierpliwie pstryknął palcami.

— Dajcie mu jeść i pić. I każcie opowiedzieć, co się tutaj wydarzyło.

Stopniowo, między pochłanianymi łapczywie kęsami jedzenia, kapłan opowiedział im swoją historię. Zaczynała się, rzecz jasna, od Nieciągłości.

Pewnej nocy kapłanów i pozostałych pracowników świątyni obudziło okropne zawodzenie. Niektórzy wybiegli na zewnątrz. Było ciemno, ale gwiazdy nie znajdowały się na swoim miejscu. Jego źródłem był świątynny astronom, który prowadził obserwacje „planet”, błędnych gwiazd, tak jak czynił to każdej nocy od czasu, gdy był małym chłopcem. Ale nagle jego planeta znikła, a gwiazdozbiory zawirowały na niebie. Szok i rozpacz, jakie przeżył, sprawiły, że postawił na nogi świątynię i całe miasto.

— Oczywiście — mruknął Abdikadir. — Babilończycy od tysięcy lat prowadzili skrupulatne obserwacje nieba. Ich filozofia i religia opierały się na wielkich cyklach na niebie. Dziwnie było pomyśleć, że mniej zaawansowani ludzie nie byliby tacy przerażeni…

Ale to pierwsze koszmarne przeżycie, w istocie zauważone jedynie przez religijną elitę, było zwiastunem tego, co miało dopiero nastąpić. Bo kiedy noc się skończyła, słońce wzeszło o sześć godzin później niż powinno. A kiedy wzeszło, nad miastem powiał dziwny gorący wiatr i spadł deszcz, gorący i słony deszcz, jakiego nikt przedtem nie doświadczył.

Ludzie, w większości wciąż w bieliźnie nocnej, umknęli do dzielnicy religijnej. Niektórzy pobiegli do świątyń i domagali się dowodu, że ich bogowie ich nie opuścili w ten najdziwniejszy ranek w historii Babilonu. Inni wspięli się na szczyt zigguratu, aby zobaczyć, jakie jeszcze zmiany przyniosła noc. Króla nie było — dla Bisesy nie było jasne, czy kapłan miał na myśli samego Nabuchodonozora, czy może jego następcę, i nie było nikogo, kto by zaprowadził porządek.

I wtedy pojawiły się pierwsze, pełne paniki doniesienia o „wymazaniu” zachodnich dzielnic miasta. Większość mieszkańców tam właśnie mieszkała; dla kapłanów, ministrów, dworzan i innych dygnitarzy, którzy zostali we wschodniej części miasta, wstrząs, jakiego doznali, był druzgocący.

Resztki porządku wkrótce przestały istnieć. Tłum przypuścił szturm do Świątyni Marduka. Ci, którzy zdołali się wedrzeć do środka, wpadli do najgłębiej położonej komnaty, a kiedy ujrzeli, co się stało z samym Mardukiem, królem starożytnych babilońskich bogów…

Kapłan nie był w stanie dokończyć.

Po tym pierwszym szoku po mieście rozeszła się pogłoska, że wschodnia połowa zostanie starta na proch, podobnie jak zachodnia. Ludzie otworzyli bramy i krzycząc wybiegli z miasta. Uciekli nawet ministrowie, dowódcy wojskowi i kapłani, zostawiwszy tego nieszczęśnika, który skrył się w swej zbezczeszczonej świątyni.

Łapczywie pochłaniając jedzenie, kapłan opisał kolejne noce, podczas których słyszał odgłosy plądrowania i podpalania, pijackie śmiechy i wrzaski. Ale ilekroć za dnia odważył się wytknąć głowę na zewnątrz, tylekroć nie widział nikogo. Było jasne, że większość mieszkańców pierzchła gdzieś daleko poza tereny uprawne i zginęła z głodu i pragnienia.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)