Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 84
Перейти на страницу:

Kiedy tak szli i szli przez pustynię, Kola pogrążył się w apatii. Ogarnęło go otępienie, zmysły jakby zmętniały; tkwił z tyłu wozu, nie odzywając się do nikogo; siedział z zakrytą twarzą, żeby się uchronić przed pyłem. Kraina była tak rozległa i spokojna, że niekiedy wydawało się, że w ogóle się nie poruszają. Niechętnie podziwiał siłę ducha i niewiarygodną odporność Mongołów, która pozwalała im na pokonywanie ogromnych azjatyckich odległości. A jednak to on latał w kosmosie i kiedyś pokonywał odległość, tak wielką w ludzkiej skali, w ciągu niecałych piętnastu minut.

Dotarli do wielkiego kopca usypanego z kamieni i ziemi, kurhanu. Wyglądał jak jakaś złapana w pułapkę podziemna bestia, która próbuje się uwolnić ze szponów suchej ziemi. Kola pomyślał, że to grobowiec Scytów, pozostałość po ludziach, którzy żyli przed narodzeniem Chrystusa, jeździli konno i budowali jurty tak samo jak Mongołowie. Kopiec wyglądał na świeży, ale grobowiec otwarto i obrabowano ze złota czy innych kosztowności, jakie zawierał.

I wtedy natknęli się na relikt niemal współczesny. Kola widział to z oddali tylko przez chwilę: cementowe stodoły z blaszanymi dachami, silos i coś, co wyglądało jak konwój zardzewiałych traktorów. Może był to rządowy projekt rolniczy, najwyraźniej porzucony na długo przez wystąpieniem Nieciągłości. Może kiedy opuścili środkową Mongolię, dumał Kola, zostawili za sobą środek ciężkości historii tego ogromnego kontynentu, okropne królestwo Czyngis-chana; może tutaj okruchy potrzaskanego czasu ułożyły się swobodniej, obejmując rozbitków z większych połaci świata. Mongolscy zwiadowcy zbadali to miejsce, szarpiąc arkusze pordzewiałej blachy falistej i zostawili je jako bezużyteczne.

Powoli krajobraz się zmieniał. Minęli jezioro — wyschnięte, pokryte warstwą soli. Na jego brzegu, między kamieniami uwijały się jaszczurki i unosiły się chmary much, płosząc konie. Kola zaskoczony usłyszał żałosne krzyki morskich ptaków, bo chyba na całym świecie nie było miejsca bardziej oddalonego od morza niż ta jałowa kraina. Może ptaki przelatywały nad gęstą siecią płynących przez Azję rzek i zgubiły drogę. Podobieństwo do jego własnej sytuacji było oczywiste i ironicznie banalne.

A podróż wciąż trwała.

Ażeby opuścić współczesną Mongolię, musieli przekroczyć łańcuch gór zwanych Ałtaj. Z każdym dniem teren się podnosił, a ziemia stawała się coraz bardziej żyzna i lepiej nawodniona. Miejscami nawet rosły kwiaty, raz Kola dojrzał prymulki, zawilce, storczyki, rozrzucone na usychającym fragmencie stepu. Przecięli szeroką, bagnistą równinę, gdzie krążyły siewki nad przesiąkniętą wilgocią trawą, a konie posuwały się z trudem przez wodę, która sięgała im do kostek.

Teren stał się górzysty. Wojsko przeciskało się przez coraz bardziej strome i coraz węższe doliny. Głosy nawołujących się Mongołów odbijały się echem od skalnych ścian. Czasami Kola widział wysoko nad głową orły, których charakterystyczne sylwetki rysowały się na tle ołowianego nieba. Generałowie Czyngis-chana ponuro mamrotali o groźbie ataku w razie zasadzki.

W końcu otworzył się przed nimi wielki kanion otoczony skalnymi ścianami, które zdawały się sięgać nieba. Kola znalazł się na grzbiecie u szczytu kanionu. Ponad nim wznosiła się ogromna góra o spłaszczonym wierzchołku, pokryta cętkami śniegu i lodu, przypominającymi ptasie odchody. Obejrzał się za siebie i zobaczył, że armia Czyngis-chana rozciągnęła się wzdłuż całego kanionu; ludzie i zwierzęta mieli barwę błota, w którym tu i ówdzie połyskiwała zbroja. Ale ta cienka linia ludzi wydawała się mała w porównaniu z wyniosłymi szczytami otaczających fioletowo-czerwonych skał.

Posuwali się dalej wzdłuż północno-zachodniej granicy współczesnych Chin, zmierzając w stronę Kirgistanu. Jeszcze kilka dni podróży i dotarli do miasta.

Mongołowie, gorący zwolennicy prowadzenia działań wywiadowczych, wysłali zwiadowców i szpiegów, którzy podkradli się do miasta, a potem wysłanników, którzy śmiało ruszyli głównymi ulicami. Mieszkańcy w płaskich czapkach i pozapinanych kurtkach wyszli na zewnątrz, wyciągając w przyjaznym geście ręce do tych obrzydliwie cuchnących przybyszy.

Miejsce to było względnie nowoczesne. Ta świadomość wyrwała Kolę z transu, w którym znajdował się podczas podróży. Było dla niego szokiem, gdy usłyszał, że armia, a wraz z nią i on podróżowali przez blisko trzy miesiące.

I tutaj, jak się okazało, miał się rozpocząć ostatni etap jego podróży.

Sabie poszła przodem, aby pomóc w penetrowaniu miasta, którym okazał się Biszkek, stolica Kirgistanu w dwudziestym pierwszym wieku. Jednak w stanie, w którym je zastali, miasto było jeszcze nie zelektryfikowane, ale znajdowały się tam młyny wodne i fabryki.

— To chyba schyłek dziewiętnastego wieku — powiedziała Sabie. Do miasta prowadziły tłuczniowe drogi, ale jakiś kilometr za miastem urywały się, obcięte przez plastry czasu.

Wysłano dodatkowych zwiadowców, zabierając Kolę, który miał służyć za tłumacza. Miasto było ładne, miało ulice wysadzane drzewami, które nieco przywiędły wskutek kwaśnych deszczów. Nawiązując do dawnej historii, główna ulica nosiła nazwę Jedwabnej Drogi. Mieszkańcy miasta, odcięci od reszty świata i nieświadomi tego, co się wydarzyło, byli zaniepokojeni brakiem wizyt inspektorów podatkowych i chcieli wiedzieć, czy z Moskwy nadeszły jakieś dyrektywy, czy są jakieś wiadomości o carze. Kola marzył, żeby porozmawiać z nimi bezpośrednio, ale Mongołowie na to nie pozwolili.

Kola był podniecony wizytą w tym mieście, najbardziej nowoczesnym miejscem, jakie dotąd napotkali. Z pewnością mieszkańcy posiadali urządzenia i umiejętności, które można było wykorzystać. Naciskał na Yeh-lii, aby nawiązać z nimi przyjacielski kontakt. Ale jego prośby pozostały bez echa i zaczął się niepokoić. Mongołowie nie lubili miast i znali tylko jeden sposób postępowania, kiedy się w nich znaleźli. Sabie go nie poparła; tylko patrzyła i czekała, prowadząc własną, skomplikowaną grę.

Kola był świadkiem części tego, co nastąpiło.

Mongołowie zjawili się nocą, nadjechali w ciszy. Kiedy zaatakowali z rykiem, dźwięk ich głosów i tętent koni przetoczyły się nad małym miastem. Masakra zaczęła się na głównej ulicy i ogarnęła całe miasto, jak krwawa fala. Mieszkańcy nie byli w stanie stawić żadnego oporu, poza kilkoma daremnymi strzałami na chybił trafił z przestarzałej broni.

Czyngis-chan kazał przyprowadzić do siebie władcę miasta żywego. Burmistrz próbował ukryć się wraz z rodziną w małej miejskiej bibliotece i budynek rozebrano cegła po cegle. Jego żonę zabito na początku, córki zgwałcono, a jego samego zadeptano na śmierć.

Mongołowie znaleźli w mieście niewiele rzeczy, które miały dla nich jakąś wartość. Rozbili małą prasę drukarską w redakcji gazety, zabierając żelazo, aby je przetopić i ponownie wykorzystać. Kiedy Mongołowie grabili miasto, mieli w zwyczaju wyszukiwać rzemieślników oraz innych wykwalifikowanych ludzi, którzy potem mogli im się przydać, ale w Biszkeku nie znaleźli ich zbyt wielu, umiejętności zegarmistrza, księgowego czy prawnika nic dla nich nie znaczyły. Niewielu pozostawiono przy życiu. Większość dzieci i część młodych kobiet wzięto do niewoli, przy czym wiele z nich zgwałcono. Wszystko to odbywało się zupełnie mechanicznie, nawet gwałcenie; tak właśnie postępowali Mongołowie.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)