Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Oko czasu [Time's Eye - pl]
Oko czasu [Time's Eye - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Oko czasu [Time's Eye - pl]

Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:

Jest rok 1885. Przebywający na Granicy Północno-Zachodniej młody dziennikarz, Rudyard Kipling, jest świadkiem niezwykłego spotkania brytyjskich żołnierzy z wytworem nieprawdopodobnie zaawansowanej technologii: unoszącą się w powietrzu kulą, która wydaje się obserwować wszystko wokół. Niebawem zza okolicznego wzgórza wyłania się uszkodzony helikopter z 2037 roku…
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 84
Перейти на страницу:

Kiedy skończyli, metodycznie podpalili całe miasto.

Więźniów, którzy zostali przy życiu, zabrano do obozu Czyngis-chana, gdzie stanęli zbici w żałosną grupkę. W oczach Koli wyglądali jak typowi wieśniacy; ich kurtki i spodnie, grube spódnice i chustki na głowę były obiektem pożądliwych spojrzeń Mongołów. Pewną piękną dziewczynę imieniem Natasza, piętnastoletnią córkę właściciela gospody, przeznaczono dla samego Czyngis-chana, który zawsze zabierał najpiękniejsze kobiety i wiele z nich zapładniał. Czyngis-chan zamierzał zabrać więźniów ze sobą bo takich nieszczęśników zawsze można było do czegoś wykorzystać, na przykład można ich było posłać do walki. Ale kiedy się dowiedział, że jednego z członków Złotej Rodziny ugodziła kula oszalałego ze strachu adwokata, kazał zabić wszystkich więźniów. Nieśmiałe prośby Yeh-lii o litość nie zdały się na nic. Kobiety i dzieci potulnie poddały się swemu losowi.

Kiedy armia wyruszyła w dalszą drogę, w miejscu, gdzie jeszcze niedawno stało miasto, pozostały dymiące ruiny. Mongołowie zostawili stos uciętych głów, wśród nich główki maleńkich dzieci. W kilka dni później Czyngis-chan kazał tylnej straży wrócić do miasta. Garstka mieszkańców, którzy zdołali uniknąć rzezi, ukrywała się w piwnicach i innych kryjówkach. Mongołowie zrobili na nich obławę i uśmiercili po tym, jak się z nimi trochę zabawili.

Sabie nie okazała żadnej reakcji, żadnych emocji, nic. Ale Kola, po przeżyciach w Biszkeku, wiedział już dokładnie, co musi uczynić.

29. Babilon

Dwa miesiące zabrało im dotarcie do końca Zatoki. Kiedy się tam znaleźli, Aleksander nie mógł się doczekać, żeby wyruszyć w głąb lądu. Utworzył straż przednią złożoną z tysiąca żołnierzy, którym towarzyszyli Eumenes, Hefajstion i inni. Bisesa i jej towarzysze dopilnowali, aby ich także włączyć do ekspedycji.

W dzień potem grupa wyruszyła na krótką wyprawę w głąb lądu, do Susy, która w czasach Aleksandra stanowiła ośrodek administracyjny podbitego perskiego imperium. Aleksander wciąż był zbyt słaby, aby jechać konno czy dłużej chodzić, siedział więc na wozie osłoniętym fioletowym daszkiem, a setka tarczowników maszerowała równo, towarzysząc mu. Dotarli do Susy bez żadnych incydentów, ale to nie taką Susę pamiętał Aleksander.

Geodeci Aleksandra nie mieli wątpliwości co do miejsca położonego w sercu porośniętej skąpą roślinnością równiny. Ale nie było tam śladu żadnego miasta, nic. Mogli być pierwszymi istotami ludzkimi, których stopa stanęła na tym terenie i tak chyba było, pomyślała Bisesa.

Eumenes dołączył do nich z ponurą miną.

— Byłem tutaj zaledwie parę lat temu. To było bogate miejsce. Każda prowincja imperium miała swój udział w jego świetności, od rzemieślników i złotników z greckich miast na wybrzeżu do drewnianych filarów z Indii. Tutejsze skarby były niezwykłe. A teraz… — Wydawał się przybity i Bisesa znowu zobaczyła, że ogarnia go wściekłość, jak gdyby ten inteligentny Grek traktował Nieciągłość jako coś wymierzonego przeciwko niemu osobiście.

Aleksander wysiadł z wozu i chodził dookoła, wpatrując się w ziemię i kopiąc grudy. Następnie wrócił pod swój daszek i nie chciał się więcej pokazać, jakby zdjęty obrzydzeniem.

Tej nocy obozowali w pobliżu miejsca, gdzie kiedyś była Susa. Następnego ranka, pod przewodem kartografów Aleksandra, wyruszyli na zachód, zmierzając do Babilonu przez ogromną, pustą krainę. Wszyscy wydawali się przybici, jak gdyby przygniotło ich ogromne brzemię czasu. Czasami Bisesa widziała, że Macedończycy na nią patrzą i wyczuwała, co myślą: że jest wśród nich żywa kobieta, która nie narodzi się, dopóki wszyscy, których znali, wszystko, czego dotykali, nie obróci się w pył, jak gdyby to ona była żywym symbolem Nieciągłości.

Ku ogólnej uldze po przejściu niewielu kilometrów natknęli się na granicę czasu, gdzie powierzchnia ziemi opadła o kilka centymetrów i ukazała się droga. Bisesie wydała się prymitywna, pokryta niedbale przyciętymi kamiennymi blokami, ale bez wątpienia to była droga. Faktycznie Eumenes powiedział im, że jest to fragment Królewskiego Szlaku, który kiedyś przyczynił się do zjednoczenia Persji i który Aleksander uznał na wyjątkowo przydatny podczas podboju imperium.

Chociaż szli teraz drogą, marsz zabrał jeszcze kilka dni. Ziemia wokół nich była sucha, porośnięta jedynie buszem. Ale tu i ówdzie drogę wyznaczały kopczyki gruzu oraz biegnące wzdłuż linii prostej rowy, najwyraźniej sztuczne; były jednak od dawna nieużywane, a o ich przeznaczeniu już dawno zapomniano.

Każdego wieczoru, kiedy przerywano marsz i rozbijano obóz, Casey uruchamiał radio i nasłuchiwał sygnałów od załogi Sojuza, zagubionej gdzieś w bezkresie azjatyckiego lądu. Uzgodnił tę porę z załogą, ale od dnia ich planowanego powrotu na Ziemię nie usłyszał nic. Monitorował także sygnał radiowy, który nadal dochodził z nieznanego źródła, przypuszczalnie znajdującego się w Babilonie. Jego zawartość była niezmienna — tylko „świergot”, przemiatający cały zakres częstotliwości jak sygnał próbny. Ale powtarzał się wciąż, bez końca. Casey prowadził dziennik obserwacji, zapisując pozycję, czas, natężenie i kierunek sygnału, a przybliżona triangulacja stale wskazywała na źródło w Babilonie.

I jeszcze były te Oczy, czy raczej ich brak. Kiedy posuwali się na zachód, Oczu było coraz mniej, były rozmieszczone coraz rzadziej, aż w końcu Bisesa zdała sobie sprawę, że przez cały dzień nie widziała żadnego. Nikt nie miał pojęcia, co o tym sądzić.

W końcu zbliżyli się do kolejnej granicy między dwoma plastrami czasu. Straż przednia dotarła do linii zieleni, która biegła idealnie prostoliniowo z północy na południe. Oddział zawahał się, zatrzymawszy się po suchej stronie granicy.

Na zachodzie, poza ową linią teren był podzielony na wielokątne pola i poprzecinany lśniącymi kanałami. Gdzieniegdzie na polach widać było prymitywne, przysadziste, szpetne chałupy z plecionki pokrytej gliną, przypominające bryły błota. Były najwyraźniej zamieszkane, bo Bisesa dostrzegła smugi dymu unoszące się z niektórych spośród nich. Kilka kóz i wołów, przywiązanych do wbitych w ziemię kołków, cierpliwie skubało trawę. Ale nie było widać ludzi.

Abdikadir stanął koło Bisesy.

— Słynne babilońskie kanały nawadniające.

— Chyba tak. — Niektóre kanały stanowiły przedłużenie wyschniętych, zniszczonych rowów, które zauważyła już przedtem, takie same fragmenty dawnej konstrukcji, rozerwane przez wieki. Jednak to nieudolne połączenie rozmaitych epok oczywiście było źródłem problemów; fragmenty z późniejszych epok i zamulone rowy zablokowały kanały biegnące do rzeki i część z nich wysychała.

Abdikadir powiedział:

— Pokażmy im drogę. — Zrobił krok do przodu, przekraczając niewidzialną linię między dwoma plastrami czasu.

Oddział ruszył za nim.

Widać było, że ziemia jest tutaj niezwykle żyzna. Na większości pól rosła pszenica; była to jakaś wysoka, bujna odmiana, jakiej Bisesa, córka farmera, nie znała. Ale rosło tam także proso i jęczmień, a gdzieniegdzie widać było gęste kępy palm. Cecil de Morgan mówił, że kiedyś Babilończycy śpiewali pieśni o tych palmach, wymieniając ich trzysta sześćdziesiąt zastosowań, po jednym na każdy dzień ich roku.

Niezależnie od tego, czy rolnicy ukrywali się, czy też nie, z pewnością nie była to pusta kraina i to na płody rolne tych pól liczyła armia Aleksandra. Bisesa zdała sobie sprawę, że potrzebna tu będzie łagodna dyplomacja. Król dysponował armią dzięki której mógł wziąć, co zechciał, ale miejscowi znali ten teren, a ta wielka i wygłodniała armia nie mogła sobie pozwolić na zmarnowanie żadnych plonów. Być może najważniejszą sprawą powinno być zatrudnienie żołnierzy i inżynierów Aleksandra przy odbudowie systemu nawadniania…

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)