Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
Farnsworth zmarszczył brwi:
— Znowu straciłem orientację. Mówimy albo o jednym mężczyźnie, albo o dwóch. Ten Alexander Hergensheimer.
Alec, opowiedz mi o nim.
— Jestem protestanckim duchownym, Jerry, wyświęconym w Chrześcijańskim Kościele Jedynej Prawdy — Bracia Apokalipsy. Potocznie nazywają nas Bractwem Apokalipsy. Urodziłem się na farmie mojego dziadka w pobliżu Wichita dwudziestego drugiego maja…
— Hej, to w tym tygodniu masz urodziny! — zauważył Jerry.
Marga przysłuchiwała się uważnie.
— Rzeczywiście. Byłem zbyt zajęty, aby o tym pomyśleć… w roku tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym. Moi rodzice i dziadkowie nie żyją. Mój najstarszy brat nadal pracuje na rodzinnej farmie…
— To dlatego jedziesz do Kansas? Żeby odnaleźć brata?
— Nie. Ta farma jest w innym świecie. Tam, gdzie się wychowałem.
— W takim razie po co tam jedziesz?
Minęło trochę czasu, zanim udzieliłem odpowiedzi:
— Nie mam na to logicznej odpowiedzi. Być może to instynkt powrotu do gniazda. Albo coś takiego jak u koni, które wracają do płonącej stajni. Nie potrafię ci odpowiedzieć, Jerry. Muszę jednak tam wrócić i spróbować odszukać moje korzenie.
— To jest powód, który mogę zrozumieć. Wal dalej!
Opowiedziałem mu o swojej nauce, nie ukrywając faktu, że zawaliłem studia inżynierskie. Opowiedziałem mu, jak przeniosłem się do seminarium, zostałem wyświęcony i związałem się z towarzystwem Kościoły Zjednoczone na rzecz Obyczajności. Nie wspomniałem o Abigail ani o tym, że nie odniosłem wielkich sukcesów w swej owczarni, głównie (moim zdaniem) ze względu na to, że Abigail pogardzała ludźmi, a moi parafianie nie lubili jej. Nie sposób podać w krótkiej biografii wszystkich szczegółów, pozostaje jednak faktem, iż nie mogłem wspomnieć o Abigail, nie poddając w wątpliwość prawomocności mojego związku z Margrethe… a tego nie mogłem uczynić.
— To mniej więcej wszystko. Gdybyśmy byli w moim rodzinnym świecie, mógłbyś zadzwonić do dyrekcji naszego towarzystwa w Kansas City i sprawdzić to wszystko. Ostatni rok przyniósł nam wiele sukcesów, mogłem więc udać się na urlop. Poleciałem sterowcem „Graf von Zeppelin” należącym do „North American Airlines” z Kansas City do San Francisco, a następnie do Hilo i na Tahiti, gdzie wsiadłem na MV „Kunge Knut”, i to byłby już koniec, ponieważ resztę już znasz.
— To brzmi autentycznie. Czy zostałeś ponownie narodzony?
— No, jasne! Obawiam się, że w tej chwili nie znajduję się w stanie łaski… pracuję jednak nad tym. Bracie, żyjemy w dniach ostatnich. Sprawa jest pilna. Czy ty zostałeś powtórnie narodzony?
— Porozmawiamy o tym później. Jak brzmi drugie prawo termodynamiki?
Skrzywiłem twarz:
— Entropia zawsze wzrasta. Na tym się rozłożyłem.
— A teraz opowiedz mi o Alecu Grahamie.
— Niewiele mogę o nim powiedzieć. Z paszportu wynikało, że urodził się w Teksasie. Jako adres podał kancelarię adwokacką w Dallas. O resztę lepiej spytaj Margrethe. Ona go znała. Ja nie. (Nie wspominałem o tym kłopotliwym milionie dolarów. Nie potrafiłem tego wyjaśnić… więc przemilczałem to… a Marga wiedziała o tym tylko ode mnie. Nigdy nie widziała tych pieniędzy na oczy).
— Margie? Co możesz nam powiedzieć o Alecu Grahamie?
Minęło trochę czasu, zanim się odezwała.
— Obawiam się, że nie mogę dodać nic do tego, co powiedział mój mąż.
— Ejże! Rozczarowałaś mnie. Twój mąż dostarczył szczegółowego opisu doktora Jekylla. Czy nie potrafisz opisać nam pana Hyde’a? Jak dotąd nie wiemy nic. Adres w Dallas i na tym koniec.
— Panie Farnswort, jestem pewna, że nigdy nie był pan stewardesą na statku pasażerskim…
— Nigdy w życiu. Byłem jednak stewardem na frachtowcu. Dwa rejsy we wczesnej młodości.
— Więc może pan to zrozumieć. Stewardesa wie mnóstwo rzeczy o swoich pasażerach. Wie, jak często się kąpią. Jak często zmieniają bieliznę. Zna ich zapach — każdy ma jakiś zapach — niektórzy ładny, inni nie. Wie, jakie książki czytają, jeśli je czytają. Z reguły wie, czy są oni prawdziwymi dżentelmenami — uczciwymi, hojnymi, miłymi i uprzejmymi. Wie wszystko, co trzeba wiedzieć, aby ocenić wartość człowieka. Może jednak nie znać zawodu pasażera, nie wiedzieć, z jakiego miasta pochodzi, jakie ma wykształcenie i wielu innych szczegółów, które znałby jego przyjaciel. W dniu przejścia przez ogień byłam już stewardesą Aleca Grahama od czterech tygodni. Przez ostatnie dwa z tych tygodni byłam jego kochanką i byłam w nim zakochana po uszy. Po przejściu przez ogień musiało upłynąć wiele dni, zanim jego amnezja pozwoliła na wznowienie naszych intymnych stosunków. Potem jednak doszło do tego i znów byłam szczęśliwa. Jestem jego żoną od czterech miesięcy, które, mimo licznych przeciwieństw, były najszczęśliwszym okresem mojego życia. Nadal tak jest i mam nadzieję, że już na zawsze. To wszystko, co wiem o moim mężu Alecu Grahamie.
Uśmiechnęła się do mnie. Oczy zaszły jej łzami. Poczułem, że moje również.
Jerry westchnął i potrząsnął głową:
— Tu potrzeba by Salomona, a nim nie jestem. Wierzę w obie wasze opowieści, ale jedna z wersji musi być fałszywa. Nic nie szkodzi. Moja żona i ja praktykujemy muzułmańską gościnność. Nauczyłem się tego podczas ostatniej wojny. Czy skorzystacie z naszej gościnności na czas nocy lub dwóch? Lepiej odpowiedzcie „tak”.
Marga spojrzała na mnie.
— Tak! — zawołałem.
— Świetnie. Sprawdźmy teraz, czy głowa domu jest na miejscu.
Odwrócił się z powrotem do tablicy rozdzielczej, dotknął czegoś i po paru chwilach zapaliło się światło i zabrzęczał pojedynczy sygnał. Jego twarz rozchmurzyła się.
— Księżno, to twój ulubiony mąż — oznajmił.
— Och, Ronny, to już tyle czasu.
— Nie, nie. Zgaduj jeszcze raz.
— Albert? Tony? George? Andy, Jim…
— Został ci jeszcze jeden strzał. Mam ze sobą towarzystwo.
— Słucham, Jerry?
— Zostaną na obiad i na noc. Być może dłużej.
— Tak jest, kochanie. Ilu ich jest, jakiej płci i kiedy będziecie w domu?
— Poczekaj. Zapytam Huberta.
Ponownie czegoś dotknął.
— Hubert mówi, że za dwadzieścia siedem minut. Dwoje gości. Ta, która siedzi przy mnie, ma może około dwudziestu trzech lat, długie, faliste blond włosy, ciemnoniebieskie oczy, wzrost około pięciu stóp siedmiu cali, waga około stu dwudziestu. Innych danych nie sprawdzałem, ale są podobne jak u naszej córki. Płeć żeńska. Jestem tego pewien, ponieważ nie ma na sobie absolutnie nic.
— Tak jest, kochanie. Wydrapię jej za to oczy. Oczywiście po tym, jak poczęstuję ją obiadem.
— Świetnie. Jest niegroźna, ponieważ jej mąż jest z nią i przygląda się jej bardzo uważnie. Czy powiedziałem ci, że on też jest nagi?
— Nie powiedziałeś. To bardzo interesujące.
— Czy chcesz poznać również jego wymiary? A jeśli tak, to w spoczynku czy we wzwodzie?
— Mój drogi, jesteś stary świntuch. Mówię to z przyjemnością, ale przestań zawstydzać swoich gości.
— W mojej metodzie jest szaleństwo, księżno. Są nadzy, bo nie mają nic do ubrania. Podejrzewam jednak, że łatwo ich zawstydzić. Wyjdź więc nam na spotkanie z ubraniem. Znasz już jej wymiary poza… Margie, pokaż mi stopę. — Margrethe bez komentarzy uniosła stopę do góry. Pomacał ją. — Para twoich sandałów będzie w sam raz. Dla niego „zapatos”. Moje.