Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 96
Перейти на страницу:

— Alec, naprawdę się zgubiłeś. Widzisz ten płot? Czy wiesz, jaka kara grozi piechurom złapanym na obszarze nim ogrodzonym?

— Nie, nie wiem.

— Błogosławiona ignorancja. Lepiej trzymaj się małych bocznych dróg, gdzie autostop jest nadal dozwolony, a przynajmniej tolerowany. Jeśli jedziecie do Oke City, mogę was podwieźć. Trzymajcie się.

Zrobił coś z tablicą rozdzielczą przed sobą. Nie wziął w ręce kierownicy, ponieważ nie było tam kierownicy, a jedynie dwa uchwyty. Samochód zawibrował lekko, po czym skoczył na bok. Poczułem się, jakbym wpadł w miękką papkę. Skóra zaświerzbiła mnie pod wpływem ładunków elektrycznych. Samochód kołysał się jak mała łódka na wzburzonych falach, lecz ta „miękka papka” chroniła mnie przed potłuczeniami. Nagle wszystko się uspokoiło. Pozostała jedynie słaba wibracja. Krajobraz za oknem popędził do tyłu.

— A teraz — powiedział pan Farnsworth — opowiedzcie mi wszystko.

— Margrethe?

— Oczywiście, najdroższy. Musisz to zrobić.

— Jerry… pochodzimy z innego świata.

— No nie! — jęknął. — Tylko nie następny latający talerz. To już czwarty w tym tygodniu! Czy to pragniesz mi powiedzieć?

— Nie, nie. Nigdy nie widziałem latającego talerza. Jesteśmy z Ziemi… ale innej. Podróżowaliśmy autostopem po autostradzie 66, starając się dotrzeć do Kansas…

— Poczekaj chwilkę. Powiedziałeś „sześćdziesiąt sześć”?

— Oczywiście.

— Tak nazywano tę drogę, zanim została przebudowana. Nie używa się już innej nazwy niż „Międzystanowa Czterdzieści” od… hmm… ponad czterdziestu lat, może pięćdziesięciu. Hej, może jesteście podróżnikami w czasie?

— Który teraz jest rok? — zapytałem.

— Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty.

— U nas też. Środa, osiemnasty maja. Przynajmniej tak było dziś rano, przed zmianą.

— Nadal tak jest. Jednak… posłuchaj, tak do niczego nie dojdziemy. Zacznij od początku, jakikolwiek był i opowiedz mi, jak znaleźliście się na drodze, zupełnie nadzy.

Opowiedziałem mu.

W końcu odezwał się:

— Ten dół z ogniem. Czy się w nim nie poparzyłeś?

— Jeden mały pęcherzyk.

— Tylko tyle? Myślę, że mógłbyś bezpiecznie pójść do piekła.

— Posłuchaj, Jerry. Ludzie naprawdę chodzą po rozżarzonych węglach.

— Wiem o tym. Widziałem to na Nowej Gwinei. Nigdy jednak nie miałem ochoty spróbować samemu. Ta góra lodowa — coś mnie tu dziwi. Jak to możliwe, żeby góra lodowa uderzyła w bok statku? Taka góra zawsze leży nieruchomo w wodzie. Rzecz jasna statek może na nią wpaść, ale tylko dziobem. Mam rację?

— Margrethe?

— Nie wiem, Alec. Wydaje mi się, że Jerry ma rację. Niemniej jednak to się zdarzyło.

— Też nie wiem, Jerry, jak? Byliśmy w kabinie w przedniej części statku. Być może cały dziób został zmiażdżony. Jeśli jednak Marga nie wie, jak to się stało, ja z pewnością nie mogę nic tu dodać, ponieważ wyrżnąłem się w łeb i zgasłem jak świeczka. Marga utrzymała mnie na powierzchni wody, opowiadałem ci.

Farnsworth spojrzał na mnie w zamyśleniu. Odwrócił swoje siedzenie tak, aby w czasie mojej opowieści siedzieć twarzą do nas. Pokazał Margrethe, jak odblokować fotel, aby także mogła się obrócić, dzięki czemu zasiedliśmy wszyscy troje w intymnym kręgu konwersacyjnym, stykając się niemal kolanami. Wskutek tego Farnsworth siedział tyłem do kierunku, w którym jechaliśmy.

— Alec, co się stało z tym Hergensheimerem?

— Może nie wyraziłem się jasno. Ale i dla mnie samego to również nie jest w pełni jasne. To Graham zniknął. Jestem Hergensheimer. Gdy przeszedłem przez ogień i znalazłem się w innym świecie, zająłem w nim miejsce Grahama, jak już mówiłem. Wszyscy zwracali się do mnie jak do niego i wydawali się sądzić, że jestem nim. Sam Graham zniknął. Myślę, że można powiedzieć, iż mi się udało… ale znalazłem się tysiące mil od domu bez pieniędzy i bez biletu w miejscu, gdzie nikt nigdy nie słyszał o Alexandrze Hergensheimerze — wzruszyłem ramionami rozpościerając bezradnie ręce. — Zgrzeszyłem. Nosiłem jego ubranie. Jadłem przy jego stole. Odpowiadałem, gdy zwracano się do mnie jego nazwiskiem.

— Wciąż tego nie kapuję. Może jesteś na tyle podobny do Grahama, żeby oszukać niemal wszystkich… ale twoja żona powinna dostrzec różnicę. Margie?

Margrethe spojrzała mi w oczy ze smutkiem i miłością i odpowiedziała zdecydowanie:

— Jerry, mój mąż cierpi na dziwny przypadek amnezji. On jest Alekiem Grahamem. Alexander Hergensheimer nie istnieje. Nigdy go nie było.

Zaniemówiłem. To prawda, że Margrethe i ja nie rozmawialiśmy na ten temat od tygodni, a ona nigdy nie przyznała jasno, że nie jestem Alekiem Grahamem. Dowiedziałem się znowu (który to już raz!), że nigdy nie można wygrać sporu z Margrethe. Ilekroć wydawało mi się, że to osiągnąłem, tylekroć okazywało się, że moja żona po prostu zamknęła usta.

Farnsworth zwrócił się do mnie:

— Może to z powodu uderzenia w głowę, Alec?

— Posłuchaj, to uderzenie to nie było nic poważnego. Parę minut nieświadomości i na tym koniec. Nie mam żadnych luk w pamięci. Poza tym zdarzyło się to w dwa tygodnie po przejściu przez ogień. Jerry, moja żona jest wspaniałą kobietą… ale nie mogę się z nią zgodzić w tej sprawie. Chcę wierzyć, że jestem Alekiem Grahamem, ponieważ zakochała się w nim, zanim jeszcze mnie spotkała. Wierzy w to, ponieważ chce w to wierzyć. A jednak, rzecz jasna, wiem, kim jestem — Hergensheimerem. Przyznaję, że amnezja może mieć pewne dziwaczne efekty… ale istniała jedna wskazówka, której nie mogłem sfałszować, i która wskazuje jednoznacznie, że ja, Alexander Hergensheimer, nie jestem Alekiem Grahamem. — Poklepałem się po brzuchu. — Oto dowód. Mówiłem ci, że nosiłem ubranie Grahama. Lecz nie pasowało ono na mnie w sposób doskonały. W chwili gdy przechodziłem przez ogień, byłem raczej ciężki. Miałem nadwagę. Za dużo tutaj — ponownie poklepałem się po brzuchu. — Ubrania Grahama były na mnie zbyt ciasne w pasie. Musiałem wypuszczać powietrze i wstrzymywać oddech, aby wcisnąć się w każdą z par jego spodni. To nie mogło się zdarzyć w mgnieniu oka, podczas przejścia przez ogień. Nie ma wątpliwości. Dwa tygodnie dobrego jedzenia na statku wycieczkowym uwypukliło ten brzuszek… dowód na to, że nie jestem Alekiem Grahamem.

Margrethe nie tylko milczała, lecz również jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Lecz Farnsworth nalegał:

— Margie?

— Alec, zanim jeszcze przeszedłeś przez ogień, miałeś dokładnie te same kłopoty ze swoim ubraniem. Z tego samego powodu. Zbyt wielki z ciebie łakomczuch. — Uśmiechnęła się. — Przykro mi, że się z tobą nie zgadzam, kochany, ale cieszę się bardzo, że ty to ty.

— Alec, wielu mężczyzn przeszłoby przez ogień, aby sprawić, żeby kobieta spojrzała na nich w ten sposób choćby jeden raz — stwierdził Jerry. — Posłuchaj, kiedy już dotrzesz do Kansas, zgłoś się do psychiatry. On pomoże ci wyjść z tej amnezji. Nikt nie może wmówić kobiecie, że jest jej mężem. Jeśli mieszkała z nim, spała, robiła mu lewatywy i wysłuchiwała jego dowcipów, zamiana jest niemożliwa, niezależnie od tego, jak bardzo sobowtór go przypomina. Nawet bliźniak jednojajowy nigdy tego nie dokona. Jest tyle drobnych szczegółów, o których żona wie, a obcy nigdy ich nie widzą.

— Marga, odpowiedz mu — powiedziałem.

— Jerry, mój mąż chciał powiedzieć, że muszę, częściowo, sama obalić twoje twierdzenia. W tym czasie nie znałam jeszcze Aleca tak dobrze, jak żona zna męża. Nie byłam wtedy jego żoną, lecz kochanką, i to dopiero od kilku dni — uśmiechnęła się. — W zasadzie jednak masz rację. Rozpoznałam go.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)