Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
Pobiegła w lewą stronę, wtopiła się w jedną z grup rzeźb i zniknęła.
— Czego sobie życzysz, Geraldzie?
— Hmm. Remongton numer dwa.
— Proszę bardzo.
W jednej chwili obsceniczne rzeźby zniknęły, a sufit obniżył się nagle, zamieniając się w sklepienie z drewnianych belek zespolonych tynkiem. Jedna ze ścian stała się oknem, za którym rozciągał się widok na góry przywodzące na myśl Utah, nie Teksas. Na przeciwległej ścianie znajdował się teraz wielki kominek, w którym buzował ogień, meble przyjęły styl nazywany niekiedy „misyjnym”, a podłoga była wyłożona brukowymi kamieniami pokrytymi indiańskimi narzutami.
— Tak lepiej. Dziękuję ci, Katherine. Siadajcie, przyjaciele. Znajdźcie sobie miejsce i przycupnijcie!
Wybrałem miejsce, unikając krzesła, które w sposób oczywisty należało do pana domu — było masywne i obite skórą. Katie i Marga usiadły razem na kanapie, a Jerry zasiadł na swoim krześle.
— Kochanie, czego się napijesz?
— Campari z wodą sodową.
— Jesteś baba. A ty, Margie?
— Dla mnie też może być Campari z wodą sodową.
— Dwie baby. A ty, Alec?
— To samo co dla pań.
— Synu, mogę to znieść u słabej płci, ale nie u dorosłego mężczyzny. Proszę o drugi strzał.
— Hmm. Szkocka z wodą sodową.
— Kazałbym cię wybatożyć, ale nie mam batoga. Masz jeszcze jedną szansę.
— Hmm… burbon bez niczego?
— Jesteś uratowany. Jack Daniel’s. Woda osobno. Przedwczoraj jakiś facet w Dallas usiłował zamówić irlandzką whisky! Wygnali go natychmiast z miasta, ale potem go przeprosili. Okazało się, że był Jankesem i nie wiedział, co czyni.
Przez cały czas nasz gospodarz uderzał palcami w mały stolik znajdujący się u jego łokcia. Przerwał to nerwowe bębnienie i nagle na stole przy moim krześle pojawił się spory kieliszek brązowego płynu i kubek wody. Zauważyłem, że pozostali goście również zostali obsłużeni. Jerry podniósł w górę szklankę.
— Salud. Za Konfederację!
Gdy wypiliśmy, zapytał:
— Katherine, czy wiesz, gdzie się ukrywa ta nasza hultajka?
— Zdaje się, że wszyscy są na basenie, kochanie.
— Aha. — Jerry ponownie zabębnił nerwowo palcami. Nagle, tuż przed nim, pojawiła się niewiadomo skąd młoda kobieta siedząca na trampolinie wyłaniającej się z nicości. Padały na nią jasne promienie słońca, choć w pokoju, w którym przebywaliśmy, panował chłodny półmrok. Jej skórę pokrywały kropelki wody. Była zwrócona twarzą w stronę Jerry’ego i, co za tym idzie, plecami do mnie.
— Cześć, wstrętny bachorze.
— Cześć, tatusiu. Cmok, cmok.
— W świński tyłek. Kiedy ostatni raz cię zlałem?
— Na moje dziewiąte urodziny. Kiedy podpaliłam dom cioci Minnie. Co zrobiłam tym razem?
— Na piękny, potworny, prosty penis Pana wszechrzeczy! Co chciałaś osiągnąć, włączając ten ordynarny, wulgarny, pornograficzny program w pokoju rodzinnym?
— Nie wciskaj kitu, tatusiu. Widziałam twoje książki.
— Nie jest ważne, co mam w swojej prywatnej bibliotece. Odpowiedz mi na pytanie.
— Zapomniałam go wyłączyć, tato. Przepraszam.
— To samo powiedziała krowa pani Murphy. Ale pożar nie zgasł. Posłuchaj, kochanie, wiesz, że możesz używać sprzętu, kiedy tylko zechcesz. Gdy jednak skończysz, musisz zostawić wszystko tak, jak było przedtem. Albo, jeśli nie potrafisz tego zrobić, nastaw go z powrotem na zero.
— Wiem, tato. Po prostu zapomniałam.
— Przestań się tak niespokojnie kręcić. Jeszcze nie skończyłem rozprawy. Na wielkie mosiężne jaja Kościeja, gdzie zdobyłaś ten program?
— Na uczelni. To materiał szkoleniowy do mojego kursu jogi tantrycznej.
— Jogi tantrycznej? Z twoimi biodrami taki kurs ci niepotrzebny. Czy twoja matka o tym wie?
Katherine wtrąciła się spokojnie:
— Sama ją do tego namawiałam, kochanie. Jak wiemy, Sybil jest zdolna. Ale sam talent nie wystarczy. Potrzebna jej nauka.
— Czyżby? Nigdy nie spieram się z twoją matką na ten temat, wycofuję się więc na z góry upatrzone pozycje. Ta taśma. Skąd ją zdobyłaś? Czy znasz obowiązujące przepisy dotyczące praw autorskich? Oboje pamiętamy ten rwetes, który się podniósł wokół taśmy „Jefferson Starship”…
— Tato, jesteś gorszy od słonia. Czy nigdy niczego nie zapominasz?
— Nigdy. Ponadto ostrzegam cię, że wszystko, co powiesz, może zostać zapisane i wykorzystane przeciwko tobie w innym czasie i miejscu. A więc słucham.
— Żądam skontaktowania mnie z moim adwokatem!
— A więc to jest pirackie nagranie!
— Chciałbyś! Mógłbyś się wtedy napawać swoim sukcesem! Przykro mi, tato, ale zapłaciłam pełną cenę katalogową, gotówką, i biblioteka uniwersytecka przegrała to dla mnie. Widzisz, cwaniaczku.
— Zobaczymy, kto jest cwaniaczkiem. Wyrzuciłaś pieniądze w błoto.
— Nie zgadzam się. To mi się podoba.
— Mnie też. Wyrzuciłaś w błoto swoje pieniądze, bo wystarczyło poprosić mnie o tę taśmę.
— Co?!
— Mam cię! Z początku myślałem, że dorobiłaś wytrych do zamków w moim gabinecie, albo rzuciłaś na nie zaklęcie. Miło mi usłyszeć, że po prostu okazałaś się rozrzutna. Ile cię to wyniosło?
— Hmm… czterdzieści dziewięć pięćdziesiąt. To cena ulgowa, dla studentów.
— Chyba nienajgorzej. Sam dałem sześćdziesiąt pięć. Jeśli jednak ta suma znajdzie się na rachunku semestralnym, potrącę ci ją z poborów. Jeszcze jedno, śliweczko, sprowadziłem dziś do domu dwoje sympatycznych gości — damę i dżentelmena. Weszliśmy do salonu, czy też do tego, co uprzednio było salonem i ta para dobrze wychowanych ludzi stanęła twarzą w twarz z całą Kamasutrą w jaskrawych kolorach. Co ty na to?
— Nie chciałam tego zrobić.
— Więc zapomnijmy o tym. Pamiętaj jednak, że jest nieuprzejme narażać ludzi na szok, a zwłaszcza gości. Następnym razem bądź bardziej ostrożna. Przyjdziesz na obiad?
— Tak, jeśli będę mogła wyjść wcześniej i lecieć, lecieć, lecieć. Na randkę, tato.
— O której wrócisz do domu?
— Nie wrócę. Będzie całonocne zebranie. Próba przed nocą Kupały. Trzynaście zgromadzeń.
Westchnął:
— Przypuszczam, że powinienem podziękować Trzem Parkom, że bierzesz pigułki.
— Pigułki! Też coś! Nikt nie zachodzi w ciążę na sabacie. Wszyscy to wiedzą.
— Wszyscy oprócz mnie. Cóż, złóżmy dzięki za to, że raczysz zjeść z nami obiad.
Nagle dziewczyna krzyknęła, spadając z trampoliny. Obraz podążył za nią w dół.
Wpadła do basenu z pluskiem, po czym wynurzyła się parskając wodą.
— Tato! Popchnąłeś mnie!
— Jak możesz mówić coś takiego? — odparł oburzonym tonem.
Nagle żywy obraz zniknął.
Katie Farnsworth odezwała się lekkim tchem:
— Gerald wciąż usiłuje zdominować swoją córkę. Rzecz jasna, nie ma szans. Powinien zaciągnąć ją do łóżka i w ten sposób wyładować swe kazirodcze żądze. Ale oni oboje są na to zbyt pruderyjni.
— Kobieto, przypomnij mi, żebym cię zbił.
— Tak, najdroższy. Nie musiałbyś jej zmuszać. Wyraź tylko jasno swe intencje, a wybuchnie łzami i odda ci się. Potem będziecie oboje mieli najlepszą zabawę w życiu. Nie sądzisz, Margrethe?
— Chyba masz rację.
Byłem już wtedy zbyt oszołomiony, aby słowa Margrethe mogły mnie zgorszyć.
Obiad był rozkoszą dla smakosza i wielką towarzyską konfuzją.
Podano go w jadalni, to jest w tym samym salonie ozdobionym innymi „hologramami”. Sufit znajdował się wyżej, okna były wysokie, w równych odstępach, a zasłony sięgały do podłogi. Na zewnątrz rozciągał się widok na starannie utrzymany ogród.