Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 96
Перейти на страницу:

— A jego inne wymiary? Tylko bez wygłupów.

— Jest mniej więcej mojego wzrostu i podobnej szerokości w ramionach, ale ja jestem co najmniej o dwadzieścia funtów cięższy. Daj więc coś z moich szczuplejszych rzeczy. Jeśli Sybil znowu naspraszała swoich młodych barbarzyńców, użyj, proszę, wszelkich środków, aby trzymać ich z dala od bramy. To są dobrze wychowani ludzie. Przedstawimy ich, gdy się już ubiorą.

— Niech tak się stanie, mój kapitanie. Pora jednak, żebyś przedstawił ich mnie.

— Mea culpa. Kochanie, to jest Margrethe Graham, żona Aleca Grahama.

— Część, Margrethe. Witaj w naszym domu.

— Dziękuję, pani Farnsworth.

— Katherine, kochanie. Albo Kate.

— Katherine, trudno mi wyjaśnić, jak bardzo nam pomogliście… W tej strasznej sytuacji!

Moja ukochana zaczęła płakać. Po chwili przerwała:

— A to jest mój mąż, Alec Graham.

— Bardzo mi miło, pani Farnsworth. Dziękuję pani.

— Alec, sprowadź tu zaraz tę dziewczynę. Chcę się z nią przywitać. Z tobą też.

Jerry wtrącił się:

— Hubert mówi dwadzieścia dwie minuty, księżno.

— Hasta la vista. Wyłącz się. Muszę się wziąć do roboty.

— Koniec.

Jerry ponownie odwrócił swój fotel.

— Kate znajdzie dla ciebie coś ładnego, Margie… choć w twoim przypadku to chyba jest regułą. Czy zmarzłaś? Przez to gadanie w ogóle o tym zapomniałem. Utrzymuję w tym powozie chłodną temperaturę, żeby mi było wygodnie w ubraniu, ale Hubert w każdej chwili może to zmienić.

— Pochodzę z Wikingów, Jerry. Nigdy nie marznę. W większości pomieszczeń jest dla mnie zbyt ciepło.

— A co z tobą, Alec?

— Mogę wytrzymać — odparłem.

Było to tylko drobne kłamstwo.

— Myślę… — zaczął — gdy niebiosa rozstąpiły się i rozbłysło niewyobrażalnie jasne światło, jaśniejsze od słońca.

Schwycił mnie nagły żal, gdy pojąłem, że nie udało mi się poprowadzić mojej ukochanej z powrotem ku łasce.

XVIII

Szatan na to do Jahwe:

„Więc bez oglądania się na zapłatę Hiob czci Boga?”.

Księga Hioba 1, 9

Czy głębin Boga dosięgniesz,

dotrzesz do Wszechmocnego tajników?

Księga Hioba 11, 7

Oczekiwałem na głos z mieszanymi uczuciami. Czy pragnąłem zostać uniesiony? Czy byłem gotów znaleźć się w kochających ramionach Jezusa? Tak, Panie. Tak! Bez Margrethe? O, nie! Więc pragniesz zostać wrzucony do czeluści? Tak — nie, ale… Zdecyduj się!

Pan Farnsworth spojrzał w górę.

— Poleciał, skubaniec!

Popatrzyłem w górę przez dach samochodu. Wprost nad nami znajdowało się drugie słońce. W miarę jak na nie patrzyłem, zdawało się kurczyć i świecić coraz słabiej.

Pan Farnswort nie milknął:

— Rychło w czas! Wczoraj było opóźnienie, minęliśmy okno i musieliśmy zaczynać od nowa. Kiedy siedzisz na stanowisku i wodór atomowy paruje, odpuszczenie nawet jednej orbity może zeżreć cały twój zysk. Żeby chociaż wczoraj naprawdę skisło, ale nie. To była całkiem bezsensowna kontrola, zlecona przez jakiegoś dupka z Nasa. Tego się można było spodziewać.

Zdawało się, że mówi po angielsku.

— Panie Farnswort, Jerry, co to było? — zapytała Margrethe bez tchu w piersiach.

— Hę? Nigdy nie widzieliście odpalenia?

— Nie wiem nawet, co to jest odpalenie.

— Hmm… no tak. Margie, fakt, że ty i Alec pochodzicie z innego świata, czy światów, nie przebił się jeszcze przez moją czaszkę. Czy w waszym świecie nie ma astronautyki?

— Nie jestem pewna, o co ci chodzi, ale chyba nie.

Byłem niemal pewien, że wiem, co miał na myśli, wtrąciłem się więc:

— Jerry, mówisz o lotach na Księżyc, prawda? Jak u Juliusza Verne?

— Tak. Mniej więcej.

— Więc to był statek kosmiczny? Lecący na Księżyc? Niech mnie diabli!

Bluźnierstwo wymknęło mi się mimochodem.

— Spokojnie. To nie był statek kosmiczny, tylko bezzałogowa rakieta towarowa. Nie leciała na Lunę, tylko do Leo, na niskiej orbicie wokołoziemskiej. Później wraca, spada w okolicy Galveston, stamtąd przewożą ją do New Texas Port, skąd w przyszłym tygodniu odpalą ją ponownie. Niemniej część towarów, które zabiera, dotrze do Luna City, albo do Tycho Under — a niektóre może nawet do planetoid. Jasne?

— Hmm. Niezupełnie.

— No więc podczas drugiej kadencji Kennedy’ego.

— Kogo?

— John F. Kennedy, prezydent w latach tysiąc dziewięćset sześćdziesiąt jeden do sześćdziesiąt dziewięć.

— Niestety. Będę musiał po raz kolejny nauczyć się historii. Jerry, największą trudnością dla wędrowca pomiędzy światami nie jest nieznana technika, jak telewizja czy odrzutowce, a nawet podróże kosmiczne, lecz nieznana historia.

— Gdy dotrzemy do domu, znajdę dla ciebie książki z historii Ameryki i historii lotów kosmicznych. Tam ich pełno. Siedzę po uszy w przemyśle kosmicznym. Już jako dzieciak budowałem modele rakiet. W tej chwili oprócz „Diana Freight Lines” mam też akcje „Jacob’s Ladder” i „Beanstalk”. Na razie to zamrożone pieniądze, ale… — Musiał dostrzec wyraz mojej twarzy. — Przepraszam. Przejrzysz książki, które dla ciebie wygrzebię, to porozmawiamy.

Farnswort spojrzał ponownie na swą tablicę rozdzielczą, wcisnął coś, przyjrzał się jej po raz drugi i znowu coś wcisnął.

— Hubert mówi, że usłyszymy odgłos za trzy minuty i dwadzieścia jeden sekund — oznajmił.

Gdy dźwięk dotarł do nas, poczułem rozczarowanie. Oczekiwałem huku dorównującego tej niewiarygodnej jasności. Zamiast tego usłyszałem łoskot, który ciągnął się i ciągnął, aż wreszcie ucichł bez wyraźnego końca.

Po kilku minutach nasz samochód zjechał z autostrady, zataczając wielki krąg w prawą stronę, po czym zjechał do tunelu pod autostradę, z którego wyjechał na drugą, mniejszą. Jechaliśmy (jak zauważyłem, była to autostrada 83) przez mniej więcej pięć minut, po czym usłyszeliśmy powtarzający się urywany sygnał, któremu towarzyszył błysk światła.

— Słyszę cię — powiedział pan Farnsworth. — Wstrzymaj się sekundkę.

Obrócił swój fotel w przód i ujął w ręce dwa uchwyty. Przez następne kilka minut działy się rzeczy interesujące. Przypomniało mi się coś, co mędrzec powiedział Hannibalowi: „Gdyby nie był to zaszczyt, wolałbym iść na piechotę”. Pan Farnsworth uważał najwyraźniej, że uniknięcie zderzenia o więcej niż milimetr jest niesportowe. Raz za razem ta „miękka papka” ratowała nas od potłuczenia lub nawet połamania kości. W pewnej chwili sygnał odezwał się głośnym „Bi-bi-bi-bip!”, lecz Farnsworth warknął w odpowiedzi:

— Przymknij się. Pilnuj własnego nosa, ja przypilnuję swojego. — Po czym po raz kolejny cudem uniknął zderzenia.

Skręciliśmy w wąską drogę, jak sądziłem prywatną, ponieważ wjeżdżało się na nią pod łukiem, na którym widniał napis: „USTRONIE FARNSWORTHA”. Podjechaliśmy nieco pod górę. Na szczycie, skryta wśród drzew, znajdowała się wysoka brama, którą straciliśmy z oczu, gdy się do niej zbliżyliśmy.

Tam spotkaliśmy Katie Farnsworth.

Jeśli przeczytaliście już tak długi fragment tego pamiętnika, wiecie, że jestem zakochany w swojej żonie. To jest fakt niezmienny, jak prędkość światła, jak miłość Boga Ojca. Dowiedzcie się więc, iż odkryłem, że mogę kochać inną osobę, kobietę, nie umniejszając w niczym mojej miłości do Margrethe, nie pragnąc odebrać jej prawowitemu małżonkowi, ani nawet nie pragnąc jej posiąść. Przynajmniej niezbyt mocno.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)