Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
Margrethe zakończyła swe badania z nosem zmarszczonym z oburzenia. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, gdzie nie musieliśmy już mówić szeptem, zapytałem ją, co ją tak zmartwiło.
— To nie twój świat, kochanie. Sprawdziłem to.
— Jasne, że nie!
— Mieliśmy tylko jedną negatywną wskazówkę. Może istnieć wiele światów, w których nie ma żadnego rodzaju aeronautyki.
— Całe szczęście, że to nie mój świat! Alec, tutaj Dania jest częścią Szwecji! Czy to nie straszne?
Szczerze mówiąc, nie rozumiałem jej uczuć. Oba kraje są skandynawskie i bardzo podobne do siebie — tak mi się przynajmniej zdawało.
— Przykro mi, kochanie. Nie wiem wiele o tych sprawach. (Byłem raz w Sztokholmie i podobało mi się tam. To jednak nie był odpowiedni moment, żeby jej o tym wspominać.)
— W tej głupiej książce napisali, że stolicą jest Sztokholm, a królem Karol szesnasty. Alec, on nawet nie pochodzi z rodziny królewskiej! I to ma być mój król!
— Ależ, kochanie, to nie jest twój król. To nawet nie twój świat.
— Wiem o tym. Alec? Gdybyśmy musieli tu pozostać, gdyby to już był koniec zmian, to czy mogłabym uzyskać naturalizację?
— Myślę, że tak.
Westchnęła:
— Nie chciałabym być Szwedką.
Nie odezwałem się. W pewnych sprawach nie byłem w stanie jej pomóc.
W Grants ponownie udaliśmy się do biblioteki publicznej, aby sprawdzić, co przyniosła światu najnowsza zmiana. Ponieważ nie widzieliśmy żadnych „aeroplanos” ani sterowców, ponownie wydało nam się możliwe, że znajdujemy się w świecie Margrethe. Tym razem zacząłem od hasła „aeronautyka” i nie znalazłem sterowców, lecz maszyny latające… wynalezione przez doktora Alberto Santos-Dumonta z Brazylii na początku bieżącego stulecia. Nazwisko wynalazcy zdumiało mnie, ponieważ w moim świecie był on pionierem budowy sterowców ustępujących jedynie grafowi von Zeppelin. Najwyraźniej jednak aerodyny doktora były prymitywne w porównaniu z odrzutowcami lub nawet „aeroplanos”. Wiadomości te wskazywały, że wynalazek ów stanowi raczej ciekawostkę, a nie urządzenie powszechnego użytku. Zostawiłem ten temat i przerzuciłem się na historię Ameryki. Na początek sprawdziłem Williama Jenningsa Bryana.
Nie znalazłem go w ogóle. No cóż, wiedziałem już, że to nie mój świat.
Marga była jednak cała uśmiechnięta. Nie mogła się doczekać, aż wyjdziemy na zewnątrz, żeby mi wszystko powiedzieć.
— W tym świecie Skandynawia jest jednym wielkim państwem… i Kopenhaga jest jego stolicą!
— To fajnie!
— Syn królowej Małgorzaty, książę Fryderyk został ukoronowany jako król Eryk Gustaw — niewątpliwie, aby sprawić przyjemność cudzoziemcom. Pochodzi jednak z duńskiej rodziny królewskiej i jest Duńczykiem z krwi i kości. Tak właśnie powinno być!
Próbowałem jej okazać, że ja również się cieszę. Nie mieliśmy ani centa przy duszy, nie wiedzieliśmy, gdzie dziś będziemy spać, a Margrethe cieszyła się jak dziecko w dzień Bożego Narodzenia… z czegoś, co jak sądziłem, nie miało żadnego znaczenia.
Korzystając z dwóch okazji, dotarliśmy do Albuquerque. Uznałem, że rozsądnie będzie pozostać tam przez jakiś czas — to duże miasto — nawet gdybyśmy musieli, znowu zdać się na Armię Zbawienia. Szybko jednak znalazłem pracę przy zmywaniu naczyń w kawiarni w miejscowym „Holiday Inn”, a Margrethe zatrudniła się jako kelnerka w tym samym lokalu. Pracowaliśmy tam przez niespełna dwie godziny, gdy Margrethe przyszła na zaplecze i wsunęła mi coś do kieszeni na biodrze, podczas gdy stałem pochylony nad zlewem.
— Prezent dla ciebie, najdroższy!
Odwróciłem się do niej:
— Cześć, cudowna!
Sprawdziłem kieszeń. Była w niej podróżna maszynka do golenia z odkręcaną rączką, która po złożeniu mieściła się w wodoszczelnym pudełku mniejszym niż kieszonkowa Biblia i przeznaczonym do noszenia w kieszeni.
— Ukradłaś to?
— Niezupełnie. Kupiłam w kiosku w hallu za napiwki.
Kochanie, chcę, żebyś się ogolił, jak tylko będziesz miał wolną chwilę.
— Pozwól, niech ci to wyjaśnię, laleczko. Ciebie przyjęto do pracy ze względu na wygląd, a mnie ze względu na mocne plecy, słaby rozum i potulne usposobienie. Nie obchodzi ich, jak wyglądam.
— Ale mnie obchodzi!
— Każde twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Teraz zostaw mnie. Spowalniasz tok produkcji.
Nocą Margrethe wyjaśniła mi, dlaczego kupiła mi w pierwszej kolejności maszynkę do golenia.
— Kochanie, to nie tylko dlatego, że lubię, jak masz twarz wygoloną i włosy krótkie, choć tak jest! Te sztuczki Lokiego nie ustają i za każdym razem musimy natychmiast znaleźć pracę, żeby mieć co jeść. Powiedziałeś, że nikogo nie obchodzi, jak wygląda pomywacz… ja jednak myślę, że świeży i czysty wygląd pomaga w znalezieniu każdej pracy, a już z pewnością nie może zaszkodzić. Jest jednak jeszcze jeden powód. W wyniku tych zmian chodziłeś nieogolony raz, dwa… mogę się doliczyć pięciu razy, w tym raz przez przeszło trzy dni. Najdroższy, gdy jesteś świeżo ogolony, wyglądasz na dumnego i szczęśliwego. Wtedy ja również czuję, że jestem szczęśliwa.
Margrethe zrobiła dla mnie coś w rodzaju pasa na pieniądze — kieszeń z materiału umocowaną na taśmę. Chciała, żebym nosił to nawet w łóżku.
— Kochanie, straciliśmy wszystko, czego nie mieliśmy przy sobie, w momencie zmiany. Chcę, żebyś wkładał do tego maszynkę do golenia i monety w chwili, gdy będziesz się kładł do łóżka.
— Nie wierzę, żeby można tak łatwo przechytrzyć szatana.
— Być może nie, lecz spróbujmy. Podczas każdej zmiany zachowujemy ubranie, które mamy na sobie i wszystko, co mamy w kieszeniach. Takie są chyba zasady.
— Chaos nie przestrzega żadnych zasad.
— Może to nie jest chaos. Alec, jeśli nie chcesz nosić tego w łóżku, to czy pozwolisz, żebym ja to robiła?
— Och, założę to. To jednak nie powstrzyma szatana, jeśli naprawdę zechce nam to odebrać. W gruncie rzeczy nie przejmuję się tym. Raz już wrzucił nas nagich, jak nas Pan Bóg stworzył, do Pacyfiku i udało nam się to przeżyć, pamiętasz? Martwi mnie jednak co innego, Marga. Czy zauważyłaś, że za każdym razem w momencie zmiany dotykaliśmy się nawzajem? Przynajmniej rękoma?
— Zauważyłam.
— Zmiana zachodzi w mgnieniu oka. Co się stanie, jeśli nie będziemy się trzymać w objęciach? Jeśli nawet nie będziemy się dotykać? Powiedz mi.
Milczała przez tak długą chwilę, iż zrozumiałem, że nie ma zamiaru mi odpowiedzieć.
— Aha — powiedziałem. — Też tak sądzę. Nie możemy jednak przez cały czas być bliźniętami syjamskimi. Moja ukochana, moja jedyna, szatan, Loki, czy jakkolwiek nazywa się zły duch, który robi z nami te rzeczy, może nas rozdzielić w każdej chwili, po prostu przeprowadzając zmianę w momencie, gdy się nie dotykamy.
— Alec?
— Słucham, kochanie?
— Loki mógł nam to zrobić w każdej chwili już od dawna, a jednak to się nie stało.
— Może się stać w każdej sekundzie.
— Tak. Albo nigdy.
Ruszyliśmy w dalszą drogę, dręczeni przez kolejne zmiany. Środki ostrożności podjęte przez Margrethe wyglądały na skuteczne — w przypadku jednej ze zmian nawet zbyt skuteczne. O mały włos trafiłbym do więzienia za nielegalne posiadanie srebrnych monet. Lecz szybka zmiana (najszybsza, jaką przeżyliśmy) uwolniła nas od oskarżenia, dowodów rzeczowych i świadka, który wniósł skargę. Znaleźliśmy się w nieznanej sali sądowej, z której szybko nas wyproszono ze względu na brak przepustek uprawniających do przebywania w niej.
Maszynka do golenia jednak ocalała. Żaden gliniarz ani szeryf nie miał ochoty jej skonfiskować.