Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 96
Перейти на страницу:

— Chyba nie. Ale ta kostka mydła, której użyliśmy tylko raz, stanowiłaby połowę naszego majątku. Drugą połową jest twoja maszynka. Być może położyłeś ją na brzegu, lecz nigdzie jej nie widzę.

— A więc zniknęła. Marga, mamy ważniejsze sprawy do załatwienia, zanim zdążymy się pobrudzić na tyle, żeby znów potrzebować mydła, jedzenia, ubrania, dachu nad głową — wdrapałem się na brzeg — butów. Nie mamy butów. Co teraz zrobimy?

Zamurowało mnie. Gdyby tu była ściana płaczu, poszedłbym pod nią popłakać.

— Spokojnie, kochanie, tylko spokojnie.

— Czy mogę chociaż trochę pojęczeć?

Podeszła do mnie, wzięła mnie w ramiona i pocałowała.

— Możesz jęczeć, ile chcesz, kochanie. Pojęcz za nas oboje. Potem postanowimy, co mamy zrobić.

Nie potrafię być przygnębiony, kiedy Margrethe trzyma mnie w ramionach.

— Czy masz jakieś pomysły? Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to powrót na autostradę i próba złapania okazji… co w stanie, w jakim jesteśmy, nie pociąga mnie szczególnie. Nie mamy nawet listka figowego. Czy widzisz gdzieś drzewo figowe?

— Czy w Teksasie są drzewa figowe?

— W Teksasie jest wszystko. No to co robimy?

— Wracamy na autostradę i idziemy dalej piechotą.

— Na bosaka? Czy nie lepiej stać, wymachując kciukiem? Nie zajdziemy daleko na bosaka. Mam delikatne stopy.

— Stwardnieją ci. Alec, musimy iść dalej. To konieczne dla naszego morale. Jeśli z tego zrezygnujemy, czeka nas śmierć. Jestem tego pewna.

Po dziesięciu minutach szliśmy powoli autostradą na wschód. Nie była to jednak ta autostrada, z której zeszliśmy. Były na niej cztery pasma, zamiast dwóch, z szerokim, pokrytym nawierzchnią poboczem. Płot oznaczający granicę drogi nie składał się już z trzech pasm drutu kolczastego, lecz ze stalowych płyt sięgających na wysokość mojej głowy. Byłoby nam bardzo ciężko dostać się na drogę, gdyby nie strumień. Zanurzając się pod wodę i wstrzymując oddech, zdołaliśmy przecisnąć się pod płotem.

Wskutek tego znowu staliśmy się śmiertelnie mokrzy (i to bez koszuli — ręcznika), lecz ciepłe powietrze zaradziło temu w kilka minut.

Na tej autostradzie ruch był znacznie większy niż na poprzedniej. Było więcej zarówno ciężarówek, jak i pojazdów, które wyglądały jak samochody osobowe. Wszystkie jechały szybko. Nie potrafiłem ocenić prędkości, lecz miałem wrażenie, że poruszają się przynajmniej dwa razy szybciej niż jakiekolwiek znane mi pojazdy naziemne. Być może równie szybko jak transoceaniczne sterowce. Widzieliśmy wielkie pojazdy, które musiały być ciężarówkami, lecz przypominały raczej kolejowe wagony towarowe. Były nawet dłuższe. Gdy jednak przyjrzałem im się bliżej, stwierdziłem, iż każdy z nich składa się z przynajmniej trzech pojazdów połączonych ze sobą. Odkryłem to, gdy spróbowałem policzyć koła. Szesnaście na pojazd? Sześć dodatkowych w czymś w rodzaju lokomotywy z przodu, razem pięćdziesiąt cztery koła. Czy to możliwe? Te lewiatany poruszały się bezszelestnie, jeśli nie liczyć świstu powietrza oraz szumu opon trących o nawierzchnię. Mój profesor dynamiki z pewnością by to pochwalił.

Po najbliższym paśmie poruszały się mniejsze pojazdy, które uznałem za samochody osobowe, choć nie mogłem dostrzec w środku nikogo. Tam, gdzie powinny być, znajdowało się coś, co przypominało lustra lub wypolerowaną stal. Pojazdy te były długie i niskie, o kształtach opływowych jak sterowiec. Teraz dopiero dostrzegłem, że nie była to jedna autostrada, lecz dwie. Na paśmie bliższym nam odbywał się ruch w kierunku wschodnim, a na drugim — w odległości co najmniej stu jardów — pojazdy jechały na zachód. Jeszcze dalej stał płot, widoczny tylko od czasu do czasu, stanowiący północną granicę najszerszej autostrady, jaką kiedykolwiek widziałem.

Maszerowaliśmy z trudem brzegiem pobocza. Zacząłem mieć wątpliwości co do szansy złapania okazji. Nawet gdyby szofer mógł nas dostrzec (co nie było pewne), w jaki sposób zdąży zatrzymać się na tyle szybko, aby zabrać autostopowicza? Niemniej machałem ręką na każdy przejeżdżający samochód. Zachowałem swe wątpliwości dla siebie. Gdy maszerowaliśmy już przez przerażająco długi czas, samochód, który właśnie przed chwilą nas minął, zjechał na pobocze, zatrzymał się co najmniej ćwierć mili przed nami i cofnął w naszą stronę z prędkością, którą uważałbym za zbyt wielką przy jeździe do przodu. Pośpiesznie usunęliśmy się na bok.

Zatrzymał się tuż przy nas, lustrzana powierzchnia o szerokości jarda i nie mniejszej wysokości uniosła się w górę, jak drzwi do schronu burzowego. Ujrzeliśmy wnętrze kabiny dla pasażerów. Prowadzący spojrzał na nas i uśmiechnął się:

— Nie mogę w to uwierzyć!

Spróbowałem również się uśmiechnąć.

— Sam w to nie wierzę. A jednak to fakt. Czy mógłby pan nas podwieźć?

— Niewykluczone.

Obejrzał Margrethe od stóp do głów.

— Hej, niezła z ciebie laleczka! Co się stało?

— Proszę pana, zgubiliśmy się — odparła Margrethe.

— To widać! Jak jednak daliście radę zgubić też ubranie? Porwano was, czy co? Nieważne, to może zaczekać. Jestem Jerry Farnsworth.

— Alec i Margrethe Graham — odparłem.

— Miło was poznać. Hmm, nie wyglądacie na uzbrojonych, z wyjątkiem tego przedmiotu w ręku pani Graham. Cóż to takiego?

Wyciągnęła rękę:

— Maszynka do golenia.

Wziął ją w dłoń, obejrzał i zwrócił Margrethe.

— Niech mnie diabli. Rzeczywiście. Ostatni raz widziałem coś takiego, kiedy byłem jeszcze za młody, żeby się golić. No cóż, nie widzę, w jaki sposób moglibyście mnie tym sterroryzować. Właźcie. Alec, usiądź na tylnym siedzeniu. Twoja siostra usiądzie przy mnie.

Dalszy fragment kadłuba podniósł się w górę.

— Dziękuję — odpowiedziałem myśląc gorzko, że żebracy nie mogą wybrzydzać. — Marga to nie moja siostra, lecz żona.

— Ty szczęściarzu! Nie masz nic przeciwko temu, żeby usiadła przy mnie?

— Jasne, że nie.

— Nawet gumowy dzwon zadźwięczałby pod wpływem tego tonu. Kochanie, lepiej się przesiądź do tyłu.

— Poprosił mnie pan, żebym usiadła z przodu, a mój mąż głośno wyraził swą zgodę.

Margrethe wśliznęła się na przednie siedzenie. Otworzyłem usta i zamknąłem je z powrotem, stwierdzając, że nie mam nic do powiedzenia. Wdrapałem się na tylne siedzenie i zauważyłem, że samochód był większy w środku niż na zewnątrz. Siedzenie było przestronne i wygodne. Drzwi zamknęły się. „Lustra” stały się teraz oknami.

— Muszę wprowadzić go z powrotem do ruchu — oświadczył nasz gospodarz — więc nie szarpcie się z polem bezpieczeństwa. Czasami ten powozik wierzga jak święty byk — sześć gees albo więcej. Nie, zaczekajcie sekundę. Dokąd jedziecie? — spojrzał na Margrethe.

— Do Kansas, panie Farnsworth.

— Mów mi Jerry, kochanie. Na golasa?

— Nie mamy ubrań, proszę pana. Straciliśmy je.

— Panie Farnsworth — dodałem — jesteśmy w rozpaczliwym położeniu. Straciliśmy wszystko. Tak, jedziemy do Kansas, ale najpierw musimy znaleźć gdzieś ubrania, nie wiem gdzie, może w Czerwonym Krzyżu. Muszę też znaleźć pracę i zarobić trochę pieniędzy. Potem wyruszymy do Kansas.

— Rozumiem. Tak mi się zdaje. Przynajmniej część. Jak chcecie się tam dostać?

— Miałem zamiar jechać prosto do Oklahoma City, a potem skierować się na północ, trzymając się głównych autostrad, ponieważ jedziemy autostopem.

1 ... 51 52 53 54 55 56 57 58 59 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)