Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 96
Перейти на страницу:

Jeden z mebli wjechał sam do środka. Nie był to „hologram”, przynajmniej nie w całości. Był to stół bankietowy, który (o ile się nie mylę) był równocześnie spiżarnią, piecem, lodówką i całym wyposażeniem kuchni. Tak przynajmniej mi się wydawało. Jestem gotów się z tego wniosku wycofać. Jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że nigdzie nie widziałem służącego, ani też nie dostrzegłem, żeby nasza gospodyni robiła cokolwiek. Niemniej mąż pogratulował jej udanych potraw, i to zasłużenie. Zrobiliśmy to samo.

Jerry miał trochę pracy. Pokroił mięso na porcje (żeberka, kawał wystarczająco wielki dla drużyny zgłodniałych harcerzy). Nakładał też wszystko na talerze, siedząc na swoim miejscu. Gdy tylko talerz został napełniony, odjeżdżał gładko do osoby, dla której go przeznaczono — jak kolejka na szynach. Nie było tu jednak lokomotywy ani szyn. Maszyneria ukryta za pomocą „hologramów”? Tak sądzę, jest to jednak tylko zastąpienie jednej zagadki przez drugą.

(Dowiedziałem się później, że szykowna teksańska rezydencja w tym świecie posiadałaby służących ustawionych tak, aby rzucali się w oczy. Jednakże Jerry i Katie mieli proste upodobania.)

Przy stole siedziało nas sześcioro. Na jednym jego końcu siedział Jerry, na drugim Katie. Margrethe usiadła po prawym boku Jerry’ego, a jego córka, Sybil, po lewym. Sam usadowiłem się po prawej stronie gospodyni, a z drugiej strony, naprzeciwko mnie, siedział chłopak Sybil. Na prawo ode mnie siedziała Sybil.

Młody człowiek nazywał się Roderick Lyman Culverson III. Moje nazwisko nie dotarło do niego. Zawsze uważałem, że samiec naszego gatunku powinien być, w większości przypadków, wychowywany w beczce i karmiony przez otwór szpuntowy. Następnie, w wieku osiemnastu lat, powinno się podjąć poważną decyzję, czy wypuścić go z beczki, czy też zabić szpunt na stałe.

Młody Culverson nie dostarczył mi powodów do zmiany tej opinii. Osobiście głosowałbym w tym przypadku za zabiciem szpuntu. Na początku Sybil wyjaśniła nam dobitnie, że studiują oboje w tym samym Coollege’u. Wyglądało jednak na to, że Farnsworthowie znają go równie mało, jak my. Katie zapytała go:

— Roderick, czy ty też jesteś początkującym czarownikiem?

Zrobił kwaśną minę, jakby poczuł jakiś przykry zapach, lecz Sybil uratowała go przed koniecznością odpowiadania na tak prostackie pytanie.

— Mamo, Rod otrzymał swoją athamę już dawno!

— Przepraszam, popełniłam gafę — odpowiedziała spokojnie. — Czy to dyplom, który dają wam na ukończenie kursu?

— Nie, mamo, to święty nóż, stosowany podczas rytuałów. Można go używać co…

— Sybil! Tu są poganie! — Culverson spojrzał groźnie na dziewczynę, a potem skierował swój wzrok na mnie. Zadałem sobie pytanie, jak też wyglądałby z podbitym okiem, lecz starałem się bardzo, aby nie można było odczytać moich myśli z wyrazu twarzy.

— A więc jesteś już dyplomowanym czarnoksiężnikiem, Rod? — zapytał Jerry.

— Tato! — wtrąciła się ponownie Sybil. — Używa się słowa…

— Przymknij się, śliweczko. Potrafisz odpowiedzieć sam, Rod?

— Tego słowa używają tylko ignoranci…

— Spokój! Kiedy czegoś nie wiem, poszukuję na ten temat informacji, tak jak robią to teraz. Nikt, kto siedzi za moim stołem, nie będzie mnie nazywał ignorantem. Czy potrafisz mi odpowiedzieć bez toczenia piany?

Nozdrza Culversona zadrżały, opanował się jednak i oświadczył:

— Odpowiednimi nazwami na określenie adeptów Sztuki są słowa „czarownik” i „czarownica”. „Czarodziej” jest dopuszczalnym terminem, lecz nie jest on ścisły, ponieważ oznacza „maga”, a nie wszyscy magowie są czarownikami i nie wszystkie czarownice uprawiają magię. „Czarnoksiężnik” jest uważany za określenie nie tylko nieścisłe, lecz również obraźliwe, ponieważ wiąże się z kultem diabła, z czym Sztuka nie ma nic wspólnego. Tak więc nie jestem „dyplomowanym czarnoksiężnikiem”. Poprawnym określeniem mojego obecnego statusu są słowa „Dyplomowany mistrz Sztuki”, czyli czarownik.

— Teraz rozumiem! Dziękuję ci i proszę o wybaczenie za użycie w stosunku do ciebie słowa „czarnoksiężnik”… — Jerry umilkł.

Po dłuższej chwili Culverson odezwał się pośpiesznie:

— Och, tak! Ja również pana przepraszam!

— Dziękuję. Pragnąłbym dodać do twoich uwag na temat etymologii, że czarownicę nazywamy też „wiedźmą”, które to określenie pochodzi od słowa „wiedza”, czyli „mądrość”. Jest to słowo używane tylko w rodzaju żeńskim, co może tłumaczyć, dlaczego większość czarownic to kobiety, jak również wskazywać na to, że nasi przodkowie wiedzieli coś, o czym my nie wiemy. Ponadto nazwa „Sztuka” jest skrótem słów „Sztuka Mądrości”. Czy mam rację?

— Co? Och, no jasne! Mądrość. O to właśnie chodzi w Starej Religii.

— Dobrze. Posłuchaj mnie uważnie, synu. Mądrość polega również na tym, żeby nie popadać w gniew bez potrzeby. Prawo nie zwraca uwagi na drobiazgi i człowiek mądry postępuje podobnie. Mam na myśli takie drobiazgi jak na przykład ten, gdy młoda dziewczyna tłumaczy niewiernym, co to jest athama, co nie jest znowu taką tajemnicą, a stary dureń używa niewłaściwego określenia. Pojąłeś mnie?

Jerry ponownie odczekał dłuższy moment, po czym powtórzył cicho:

— Pytałem, czy mnie zrozumiałeś?

Culverson odetchnął głęboko:

— Tak jest. Mądry człowiek nie zwraca uwagi na drobiazgi.

— W porządku. Czy zjesz jeszcze kawałek pieczeni?

Culverson umilkł na pewien czas. Podobnie jak ja i Sybil. Katie, Jerry i Margrethe podtrzymywali strumień towarzyskiej gadaniny, ignorując fakt, że jeden z gości został przed chwilą publicznie porządnie zbesztany. W końcu Sybil zapytała:

— Tato, czy chcecie z mamą, żebym wzięła udział w piątkowym nabożeństwie ku czci ognia?

— Trudno powiedzieć, że chcemy — odparł Jerry. — Wybrałaś już przecież swój własny kościół. Można co najwyżej powiedzieć: „mamy nadzieję”.

— Sybil, dzisiaj wydaje ci się, że niepotrzebny ci żaden inny kościół poza twoim zgromadzeniem — dodała Katie — ale to może się zmienić… i, o ile wiem, Stara Religia nie zabrania swoim wyznawcom brać udziału w obrzędach innych wiar.

— To skutek stuleci, tysiącleci prześladowań, pani Farnsworth — wtrącił Culverson. — Nasze prawa nadal mówią, że każdy wyznawca musi należeć do jakiegoś ogólnie akceptowanego kościoła. W dzisiejszych czasach nie staramy się już jednak nikogo do tego zmuszać.

— Rozumiem — zgodziła się Katie. — Dziękuję ci, Rodericku. Sybil, ponieważ twój nowy kościół zachęca do członkostwa w innych, byłoby nieźle, żebyś chodziła na nabożeństwa w miarę regularnie, po prostu ze względu na opinię. To ci się może jeszcze przydać.

— No właśnie — zgodził się jej ojciec. — Chodzi o opinię. Czy przyszło ci kiedyś do głowy, córeczko, iż fakt, że twój tata jest niezłomną podporą kongregacji z książeczką czekową zawsze pod ręką i drugi fakt, że sprzedaje więcej „Cadillaców” niż jakikolwiek inny pośrednik w Teksasie, mogą mieć ze sobą coś wspólnego?

— Tato, to brzmi całkiem bezwstydnie.

— Zgadza się. W ten sposób sprzedaje się „Cadillaki”. Nie używaj też nazwy „kult ognia”. Wiesz, że jest niewłaściwa. Oddajemy cześć nie płomieniowi, lecz temu, co on reprezentuje.

Sybil zmięła serwetkę. Przez chwilę wyglądała na zakłopotaną trzynastolatkę, a nie na dojrzałą kobietę, co sugerowało jej ciało.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)