Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 296
Перейти на страницу:

W namiocie zapanowała cisza. Klapy kołysały się w podmuchach lekkiego wiatru.

– Co nam próbujesz powiedzieć, Randzie al’Thor? – zapytała Egwene, splatając ramiona na piersiach. – Że już po nas?

– Chcę, abyście zrozumieli, że potrzebny nam plan – odpowiedział Rand. – Plan zakładający zwarty i skoncentrowany atak. Że ostatnim razem poradziliśmy sobie nie najlepiej i to omalże nie przesądziło losów wojny. Że wówczas każde z nas myślało, że najlepiej wie, co należy robić. – Spojrzał Egwene w oczy. – W owym czasie wszyscy mężczyźni i wszystkie kobiety widzieli w samych sobie marszałków polnych. Przez co mieliśmy armię złożoną z generałów. I dlatego omalże nie przegraliśmy. I skutkiem tego właśnie było Pęknięcie, skaza na Źródle, szaleństwo. Jestem temu winien tak samo jak pozostali. Może bardziej. Ale nie dopuszczę, żeby przytrafiło się to nam znowu. Nie ocalę świata tylko po to, żeby powtórnie pękł! Nie oddam życia za ludzkie narody, żeby rzuciły się sobie do gardeł w momencie, gdy padnie ostatni Trollok. A wyście to sobie właśnie umyślili. Żebym sczezł w Światłości, wiem, dobrze wiem!

Łatwo byłoby nie zauważyć ukradkowych spojrzeń, jakie na te słowa wymienili Gregorin i Darlin, tudzież zawistnego wzroku, jakim Roedran obrzucił Elayne. Ale wszyscy zadawali sobie te pytania: który z narodów wyjdzie z wojny zdruzgotany i który z sąsiadów zaoferuje mu wtedy… z czystego współczucia… pomocną dłoń? I jak szybko współczucie zmieni się w chciwość, a oczy władcy zaćmi pokusa objęcia cudzego tronu?

Wielu spośród tu zgromadzonych było ludźmi zdecydowanie przyzwoitymi. Jednak trzeba było czegoś więcej niż zwykła przyzwoitość, aby zaznawszy władzy, nie pragnąć jej więcej. Nawet Elayne połknęła sąsiedni kraj, gdy tylko nadarzyła się sposobność. I zrobi to następnym razem. Taka była natura władców i narodów. I któż – w tym ostatnim wypadku – chciałby protestować, skoro Cairhien tylko skorzysta pod władzą Elayne?

Ilu będzie o sobie sądzić podobnie? Ilu bez namysłu uzna, że będą lepszymi władcami innych krain, że ich obecność niezbędna jest do przywrócenia w nich ładu?

– Nikt nie chce wojny – oznajmiła Egwene, a oczy wszystkich skierowały się na nią. – Uważam wszelako, że to, do czego nas tu próbujesz namówić, Randzie al’Thor, dalece wykracza poza los ci przypisany. Nie zmienisz ludzkiej natury i nie nagniesz świata do swoich mrzonek. Niech ludzie żyją własnym życiem i sami wybierają swoją drogę.

– Nie zamierzam, Egwene – zaoponował Rand. W jego oczach płonął ogień, identyczny jak wtedy, gdy przekonywał Aielów do wsparcia swej sprawy. Tak, to był cały Rand, zirytowany faktem, że ludzie nie widzą świata tak jasno, jak jemu się wydaje, że go widzi.

– Nie wyobrażam sobie, cóż więcej mógłbyś zrobić? – odparowała Egwene. – Mianujesz może jakiegoś imperatora, kogoś, kto będzie nami rządził? A może sam staniesz się prawdziwym tyranem, Randzie al’Thor?

Nie odpowiedział. Tylko w milczącym geście wyciągnął rękę, a jeden z jego Asha’manów podszedł i podał mu papierowy zwój. Rand wziął go i położył na stole. Później, używając Mocy, rozwinął dokument i pozostawił w tej postaci.

Wielką kartę papieru zapełniały litery skreślone zwartym, zwięzłym charakterem pisma.

– Nadałem traktatowi tytuł Pokój Smoka – cicho oświadczył Rand. – I stanowi on jedną z rzeczy, których będę się od was domagał. Część waszej zapłaty dla mnie za to, że oddam za was życie.

– Pozwól, niech się mu przyjrzę – powiedziała Egwene, a Rand najwyraźniej w tej samej chwili rozpuścił sploty Mocy, ponieważ udało się jej porwać go ze stołu, uprzedzając zaskoczonych z lekka pozostałych władców.

– Traktat gwarantuje nienaruszalność terytorialną państw w ich istniejących granicach – mówił Rand, znowu założywszy ramiona z tyłu. – Zabrania wzajemnej agresji i obarcza każdego z władców obowiązkiem otwarcia znaczącej szkoły w stolicy, finansowanej w całości z królewskiego skarbu i otwartej dla wszystkich, którzy zechcą się uczyć.

– Jego postulaty sięgają znacznie dalej – weszła mu w słowo Egwene, w miarę lektury przesuwając palcem wzdłuż dokumentu. – Zabrania wszelkich zbrojnych akcji przeciwko innemu krajowi, zabrania pomniejszych nawet zbrojnych zatargów granicznych, nakładając równocześnie na wszystkie pozostałe narody obowiązek obrony zaatakowanego. Światłości! Wprowadza bariery celne, żeby nie dopuścić do zahamowania rozwoju gospodarki, zakazuje małżeństw między władcami, choćby odlegle ze sobą spokrewnionymi, zastrzega możliwość pozbawienia dóbr lorda, który wywoła konflikt zbrojny… Rand, naprawdę oczekujesz, że to podpiszemy?

– Tak.

Wśród władców natychmiast zapanowało spore poruszenie i tylko Egwene stała spokojnie, wcześniej zgromiwszy wzrokiem swoje Aes Sedai. Wydawały się nie na żarty zbite z tropu. I całkiem słusznie… a była to tylko część „ceny” Randa.

Władcy pomrukiwali gniewnie. Każdy chciał zajrzeć do dokumentu, ale nikt nie potrafił się zdobyć na to, żeby go wyjąć z dłoni Egwene. Na szczęście Rand przewidująco zaopatrzył się w mniejsze kopie dokumentu, które teraz rozdawane były wśród zgromadzonych.

– Ale istnieją przecież niekiedy racje usprawiedliwiające konflikt zbrojny! – oznajmił głośno Darlin, nie odrywając wzroku od swojej kopii. – Jak wówczas, na przykład, gdy chce się stworzyć strefę buforową na granicy z agresywnym sąsiadem.

– A co w sytuacji, gdy część ludu naszego kraju mieszka za jego granicami? – dodał Gregorin. – Czy prześladowania, jakie cierpi, nie stanowią wystarczającej przesłanki, żeby interweniować w jego obronie? Albo jeśli ktoś taki jak Seanchanie zgłosi roszczenia do naszych krain? Moratorium wojenne zdaje mi się absurdem!

– Zgadzam się – powiedział Darlin. – Lordzie Smoku, nie rozumiem, dlaczego odbierać nam mandat obrony ziem, które prawowicie są nasze? Powinno być na odwrót!

Egwene postanowiła przerwać tę bezładną sprzeczkę:

– Mnie zaś znacznie bardziej interesują pozostałe dwa warunki, jakim mielibyśmy sprostać.

– Wiesz już o jednym – rzekł Rand.

– Pieczęcie – odparła.

– Podpis pod tym dokumentem w żaden sposób nie zwiąże rąk Białej Wieży – wyjaśnił Rand, zwracając się do wszystkich zebranych. – Ale nie mogę wam zabronić wszelkich w ogóle form gry politycznej i manipulacji. To byłaby bzdura.

– To już jest stek bzdur – odcięła się Egwene.

Przyszło jej do głowy, że u Elayne zapewne próżno byłoby szukać bodaj śladu niedawnej dumy z Randa.

– A póki trwać będą polityczne rozgrywki – kontynuował, tym razem zwracając się wprost do Egwene – Aes Sedai pozostaną w nich niedościgłymi mistrzyniami. W rzeczy samej to wy najwięcej skorzystacie na jego podpisaniu. W oczach Aes Sedai wojna zawsze była przedsięwzięciem, jak to określały, „krótkowzrocznym”. Od was więc będę domagał się czegoś innego. Mianowicie pieczęci.

– Ja jestem ich Strażniczką.

– Tylko nominalnie. Zostały znalezione niedawno i znajdują się w moim posiadaniu. Tylko z szacunku dla tradycyjnego tytułu, jakim się mienisz, zdecydowałem w pierwszym rzędzie zwrócić się do ciebie.

– Zwrócić się? Przecież nie zwróciłeś się do mnie z żadnym apelem – żachnęła się. – Nawet nie sformułowałeś żądania. Po prostu przyszedłeś, poinformowałeś mnie, co masz zamiar zrobić, odwróciłeś się i odszedłeś.

– Pieczęcie znajdują się w moim posiadaniu – powtórzył. – I ja je zerwę. Nie pozwolę, aby ktokolwiek stanął między mną a losem świata, nawet wy.

Wszędzie wokół nich niósł się jednostajny gwar sporów o kolejne ustalenia traktatu, władcy dyskutowali z zausznikami i sąsiadami. Egwene podeszła do stołu i stanęła naprzeciw Randa – w tym akurat momencie nikt nie zwracał na nich uwagi.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)