Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Nieustraszony [Fearless - pl]
Nieustraszony [Fearless - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nieustraszony [Fearless - pl]

Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:

Flota Sojuszu, ścigana przez przeważające siły Syndykatu, przemierza wrogie systemy gwiezdne. Dowodzi nią legendarny John „Black Jack” Geary, heros z zamrażarki, bohater wracający między żywych po 100 latach hibernacji. Załogi jego okrętów nie ustają w wysiłkach, by wrócić do macierzystych portów i dostarczyć tam klucz do zwycięstwa, czyli klucz do wrogiego hipernetu. Geary — świadom, że Syndycy chcą wciągnąć jego flotę w zasadzkę — musi działać z zaskoczenia. Stąd pozornie szalony plan ataku na system Sancere. Argumenty „za” są solidne: z Sancere flota Sojuszu ma do wyboru wiele dróg powrotu i ominięcia pułapek, a udany atak na stocznie wroga solidne nadszarpnie kondycję wojenną Syndykatu. „Przeciw” są zmęczeni nieustannym pogotowiem bojowym marynarze i oficerowie Sojuszu. Nie wierzą w sens zapuszczania się na terytorium wroga. Narasta bunt, który coraz poważniej zagraża pozycji Geary’ego.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 82
Перейти на страницу:

Geary sprawdził czas. Duellos otrzyma jego przekaz za dwadzieścia minut, a zanim nadejdzie odpowiedź, minie kolejne pół godziny.

Kto by przypuszczał, że wojna może być tak nużąca? To znaczy do czasu, kiedy zaczyna się robić w gacie ze strachu.

Duellos potwierdził wykonanie wszystkich rozkazów, dodając, że postanowił ustawić podległe mu jednostki w taki sposób, by pomiędzy nimi a powierzchnią planety znalazły się instalacje orbitalne Syndykatu. Zakładał bowiem, że nawet Syndycy nie zechcą strzelać z rozmysłem we własne fabryki.

Formacja skupiona wokół Nieulękłego minęła tymczasem orbitę czwartej planety i leciała dalej w kierunku centrum systemu. W momencie największego zbliżenia dzieliło ją od pozycji okrętów Duellosa około czterech minut świetlnych. Na wyświetlaczach Geary widział wiele małych okienek, w których pojawiały się dane transmitowane przez drony zwiadowcze korpusu piechoty. Obraz często zniekształcał się i znikał, gdyż utrzymujące się wciąż w wyższych partiach atmosfery zanieczyszczenia zakłócały sygnał.

Gdy widoczność była zadowalająca, Geary przyglądał się powierzchni planety, która wydawała się naprawdę przyjaznym miejscem. Wielkie metropolie, mnóstwo mniejszych miast i ogromne połacie zieleni, poznaczone tu i ówdzie bliznami po kopalniach odkrywkowych i innych instalacjach wydobywczych. Zaraz po nich w oczy rzucał się brak ruchu. Tylko gdzieniegdzie przemykały konwoje pojazdów — bez wątpienia należących do służb porządkowych. Ludność kryła się po piwnicach, a może nawet w schronach zbudowanych na wypadek, gdyby flota Sojuszu zdecydowała się na masowe bombardowania.

Co jakiś czas widać było kratery powstałe w miejscach uderzeń pocisków kinetycznych. Wszystkie ujęcia pochodzące z dziennej strony planety były szare, jakby rozmyte. Powodem były tony pyłu unoszącego się w atmosferze. Zdjęcia z nocnej strony przedstawiały smolistą czerń, tutaj zanieczyszczenia nie przepuszczały na powierzchnię nawet odrobiny światła gwiazd.

Geary mógł jednym kliknięciem zmienić wizję na podczerwień, odczyt radarowy albo jakikolwiek inny sposób widzenia z szerokiej palety możliwości technicznych. Miał nawet możliwość skanowania głębinowego i analizy spektrum elektromagnetycznego. Znał te możliwości, ale nie próbował ich aktywizować, obawiając się, że mógłby nieświadomie wydać jakiś rozkaz dronom. Od czasu do czasu Geary słyszał sygnał alarmowy, gdy któryś z automatycznych zwiadowców trafiał pod ostrzał, ale małe i zwrotne roboty stanowiły trudny ceł, a i zawiesina pyłowa stanowiła znakomitą osłonę, gdy sytuacja robiła się gorąca.

— Kapitanie Geary, tutaj Duellos. Cokolwiek przetrwało tam, na powierzchni, usiłuje nas teraz namierzyć. — Na obrazie towarzyszącym przekazowi widać było wyraźnie, jak z kłębów pyłu wynurzają się na moment niewielkie automaty, dokonują pomiarów i robią zdjęcia, a potem szybko, zanim ktokolwiek zdoła w nie wycelować, znikają w gęstej zawiesinie. — Nie udało nam się wychwycić żadnego wzorca ich działania. Jeśli nawet zbierają dane dla jakiegoś systemu obronnego, nie wiemy, gdzie on się znajduje. Dlatego nakazałem wszystkim jednostkom nieustanne losowe zmiany kursu.

Duellos nie mógł od razu usłyszeć jego odpowiedzi, więc Geary nie zwlekał.

— Dziękuję, miejmy nadzieję, że… — przerwał, słysząc dzwonki alarmowe.

— Zarejestrowano strzał oddany z powierzchni czwartej planety — zameldował wachtowy Nieulękłego. — To działa cząsteczkowe, zdaje się, że cała bateria.

Cztery minuty temu je odpalili…

— Meldujcie o każdym trafieniu.

Cisza, jaka zapadła, ciągnęła się niemiłosiernie długo. Wreszcie wachtowy ponownie zabrał głos.

— Dwa strzały minęły o włos Falchiona i Sławę. Zero trafień.

Na mostku pojawiła się wypoczęta Desjani i z marszu włączyła się do rozmowy.

— Strzelają na ślepo. Ale teraz już wiemy, że wciąż mają sprawne instalacje obronne.

— Duellos nakazał swoim jednostkom losowe zmiany kursu dosłownie na sekundy przed ostrzałem — powiedział Geary. — Gdyby tego nie zrobił, Syndycy mogliby zaliczyć kilka trafień.

W odróżnieniu od dział pokładowych te umieszczane na powierzchni planet mogły osiągać monstrualne rozmiary i czynić przerażające spustoszenia. Nawet jedno trafienie takim ładunkiem niszczyło najmocniejsze tarcze i najgrubsze pancerze.

Podczas gdy Geary mówił, sensory Nieulękłego wykryły następną salwę. Właśnie zamierzał wydać rozkazy o przeciwdziałaniu, lecz uświadomił sobie, że jego reakcja byłaby spóźniona o kilka minut i że Duellos na pewno już poczynił odpowiednie kroki.

— Wydaje mi się, że mamy już wystarczająco dużo danych, by zlokalizować te działa — wtrąciła Desjani.

I mieli. Sześć ogromnych pocisków kinetycznych opuściło luki krążowników formacji Duellosa i pomknęło łagodnym łukiem w stronę planety, w tym samym czasie kiedy jednostki eskadry Bravo ponownie zmieniały kurs. Syndycy zdążyli oddać kolejną salwę, tym razem nieomal trafiając w Rękawicę.

— Tak wielkie działa potrzebują sporo czasu na ponowne załadowanie — stwierdził Geary.

Desjani była podobnego zdania.

— Oddadzą najwyżej jeszcze jedną salwę — oceniła.

I nie pomyliła się. Na szczęście wszystkie ładunki przeszły w bezpiecznej odległości od okrętów.

Jedna z dron ruszyła w stronę namierzonej instalacji. Widać ją już było jako niewielki punkcik, znajdujący się niemal na skraju pola widzenia automatu. Pociski kinetyczne wystrzelone z krążowników Duellosa właśnie docierały do celu. Tor ich lotu znaczyły oślepiające smugi ognia, a każde uderzenie unosiło gigantyczne ilości odłamków i pyłu. Gdy błysk przeminął, na horyzoncie planety majaczyło kilka chmur w kształcie grzyba, znacząc miejsce, które stało się grobem kolejnej baterii wroga.

— Miejmy nadzieję, że to było wszystko, co im zostało — mruknął Geary.

— Mało prawdopodobne — odparła Desjani.

— Wiem… — Geary nacisnął klawisz komunikatora. — Kapitanie Duellos, gratuluję panu i pańskim jednostkom. Dobra robota, ale proszę być przygotowanym na kolejne próby ostrzału. — Skrzywił się, widząc obrazy przekazywane przez drony zwiadu. Zaczynam rozumieć chęć posłania w diabły całej planety, kiedy widzę, do czego może doprowadzić bombardowanie o ograniczonym zasięgu. Ale z drugiej strony, kto dał mi prawo do mordowania milionów cywili, aby zabezpieczyć swoich ludzi przed domniemanym zagrożeniem? Przecież nawet masowe uderzenia mogą nie przynieść skutków, jeśli instalacje są dobrze ukryte i umocnione. A z pewnością zadbano o to.

— Uważa pani, że możemy mieć do czynienia z podobną sytuacją w pobliżu trzeciej planety? — zapytał, spoglądając na Desjani.

— Tak. Niewykluczone, że zagrożenie istnieje.

Geary odchylił się w fotelu i pokręcił głową.

— Dlaczego zachowują się tak nieracjonalnie? Nie są w stanie nas trafić, a mają jak w banku, że odpowiemy ogniem na każdy ich strzał. Po co prowokują i wystawiają się na niebezpieczeństwo?

Desjani przybrała wątpiący wyraz twarzy.

— Walczymy już niemal sto lat, sir. Obawiam się, że pojęcia takie, jak „racjonalność”, odeszły do lamusa dawno temu.

— Celna uwaga. Zatem nie sądzi pani, że nasze kolejne wezwanie do zaprzestania ataków odniesie skutek?

Wzruszyła ramionami.

— Trudno powiedzieć. Zwłaszcza że impuls elektromagnetyczny z zapadających się wrót uszkodził wszystkie nie zabezpieczone odbiorniki w systemie. Chociaż kilka mogło przetrwać i pana słowa dotrą tam gdzie trzeba.

— Niestety te, które miały szanse na przetrwanie, należą do rządu albo wojsk Syndykatu.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)