Nieustraszony [Fearless - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota #2
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-068-4
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:
Ile zyskałby tak ambitny polityk jak Rione na mariażu z legendarnym bohaterem, który cudem ocalił flotę i przywiódł ją bezpiecznie do przestrzeni Sojuszu?
Skąd u mnie te myśli? Wiktoria nawet przez ułamek sekundy nie przejawiała podobnych ambicji. No ale z drugiej strony, jest bardzo skryta. Przynajmniej względem mnie. Nawet się nie domyślałem trawiącego ją pożądania. W pamięci mam tylko te gadki o uwolnieniu Sojuszu od widma „Black Jacka”. Czy na pewno nigdy się nie zastanawiała, jak wiele może zyskać, zdobywając nade mną władzę? Skąd pewność, że pod miłą powierzchownością nie kryje się kobieta, która chce mnie wykorzystać jako trampolinę do kariery politycznej?
O przodkowie, pomóżcie mi. Z tego co zdążyłem zauważyć, Wiktoria jest wobec mnie całkowicie szczera. Dlaczego jestem takim niedowiarkiem? Dlaczego podejrzewam ją o niecne zamiary?
Czy dlatego, że stanę się naprawdę potężnym człowiekiem, kiedy doprowadzę flotę do przestrzeni Sojuszu? Przecież to właśnie ona uświadomiła mi, że tak będzie.
Zresztą nawet jeśli chce mnie wykorzystać do zrobienia kariery w rządzie, po co sobie odmawiać tych paru chwil rozkoszy? W końcu to nie najgorszy los. No i Wiktoria nie dała mi najmniejszego powodu, bym ją podejrzewał o brak etyki czy nieposkromioną żądzę władzy.
Tak, panie Geary. Taki z pana znawca kobiet, że zdołała pana wciągnąć do łóżka, zanim zdał pan sobie sprawę, o co jej chodzi.
Nie pierwszy raz Geary uznał, że o wiele łatwiej przychodzi mu walka z wrogiem, który po prostu dybie na jego życie, niż zrozumienie postępowania Wiktorii.
Ziewająca kapitan Desjani powitała go zdawkowym skinięciem głowy, gdy wszedł na mostek.
— Rozmawiał pan z pułkownik Carabali, sir? — zapytała.
— Tak — odparł Geary, siadając i otwierając wyświetlacz. Pobieżnie przejrzał dane. Przez ostatnie pięć godzin zajmował się współprezydent Rione. W skali systemu gwiezdnego w tak krótkim czasie niewiele może się zmienić. Ale eskadra Bravo wciąż zbliżała się do czwartej planety i bogactw, które ona oferowała. Odważny znajdował się teraz w odległości trzydziestu minut świetlnych od pozycji Nieulękłego, zatem jakakolwiek wymiana zdań z kapitanem Duellosem wydawała się niemożliwa.
Geary zebrał myśli i nacisnął klawisz komunikatora.
— Kapitanie Duellos, tutaj komodor Geary. Mamy uzasadnione podejrzenia, że podejście do tak mocno zurbanizowanego globu, na którym pod grubą pokrywą pyłów mogą wciąż istnieć funkcjonujące jednostki obrony przeciwprzestrzennej, jest ryzykowne. Proszę wysłać drony zwiadu w niższe partie atmosfery celem zlokalizowania wszelkich możliwych zagrożeń. Okręty winny pozostawać z dala od niskich orbit. Skanujcie też intensywnie stratosferę, aby wykryć ewentualne ślady jednostek bądź urządzeń obserwacyjnych Syndykatu, mogących przekazywać na powierzchnię informacje dotyczące naszych aktualnych pozycji. Może pan podjąć dowolne kroki, jakie uzna pan za konieczne, aby zapewnić bezpieczeństwo eskadrze Bravo, tylko proszę mnie informować na bieżąco… — Geary urwał i zawahał się.
Czy powinienem dodać coś jeszcze? — pomyślał. — Nie. Duellos wie, co robi. Nie muszę mu prawić kazania na temat konieczności ochrony własnych okrętów.
— Koniec przekazu — rzucił i opadł na oparcie fotela, skubiąc starym zwyczajem brodę.
Pozwalając jednostkom na tak wielkie rozproszenie — kontynuował w myślach — zapomniałem, że utracę możliwość komunikacji z nimi w czasie rzeczywistym. Tyle dobrego, że nie muszę się już martwić zamieszaniem, jakie mógłby wywołać Numos.
To uświadomiło Geary’emu, że stracił niemal czterdzieści jednostek, które podążyły za Falco i być może już nie istnieją.
— Kapitanie Geary — Desjani przerwała jego rozmyślania — pozwoli pan, że zejdę na dół i złapię ze dwie godziny snu. Na razie nie mam nic do roboty.
Geary automatycznie sprawdził odczyty na wyświetlaczach. Skupiona wokół Nieulękłego formacja Delta znajdowała się wciąż o niemal dobę lotu od instalacji orbitalnych trzeciej planety, które stanowiły jej cel. W systemie nie rejestrowano żadnego ruchu jednostek syndyckich, oczywiście prócz formacji Alfa, pozostającej poza zasięgiem najdalej wysuniętych okrętów zespołu uderzeniowego Cresidy, gdzieś pomiędzy orbitami siódmej i ósmej. Ciekawe, kiedy do dowódcy tej formacji dotrze, że jego karierze raczej nie pomoże, iż przetrwał w sytuacji, gdy wróg zniszczył niemal wszystko w całym systemie gwiezdnym.
— Może pani odpoczywać dłużej niż tylko dwie godziny — odparł. — Ja tu trochę posiedzę.
Desjani uśmiechnęła się.
— Dziękuję, ale nawet z panem na mostku wciąż jestem dowódcą Nieulękłego.
— A jeśli rozkażę pani spać przez co najmniej cztery godziny?
— Nie mogę odmówić wykonania rozkazu bezpośredniego przełożonego — odparła Desjani z wyraźną niechęcią. Wstała i przeciągnęła się. — Z całym szacunkiem, sir, wydaje mi się, że odpoczynek panu posłużył.
— Odpoczynek robi dobrze nam wszystkim — wtrąciła współprezydent Rione, która właśnie w tym momencie pojawiła się na mostku.
Ukłoniła się z wyraźnym chłodem Desjani, a potem odwróciła głowę i milcząco przywitała się z Gearym. Odpowiedział podobnym gestem, o wiele cieplejszym w wymowie niż te sprzed kilku tygodni. Kątem oka zauważył, że Desjani wodzi wzrokiem, spoglądając to na niego, to na Wiktorię z charakterystycznie uniesioną brwią. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, brew natychmiast opadła na swoje miejsce, a twarz Desjani przybrała obojętny wyraz.
Desjani już wie? — zdziwił się Geary. — Czy to jest aż tak oczywiste? Przecież nie zamieniliśmy ze sobą nawet jednego słowa.
Tymczasem kapitan odwróciła się do najstarszego stopniem wachtowego.
— Będę w swojej kabinie. Idę odpocząć — wypowiadając ostatnie słowo zerknęła na Geary’ego, a jeden z kącików jej ust zadrgał, jak gdyby w próbie stłumienia uśmiechu, co nie uszło uwagi komodora. Wychodząc zatrzymała się na moment obok Rione. — To prawdziwy zaszczyt gościć panią współprezydent na pokładzie.
O ile Geary’ego nie zawodziła pamięć, Desjani po raz pierwszy odezwała się w tak przyjazny sposób do Wiktorii. Znów poczuł rodzący się ból głowy, mimo że Rione nie wydawała się zaskoczona reakcją pani kapitan.
— Jak to możliwe? — zapytał ściszonym głosem.
— Obawiam się, że takie rzeczy się po prostu czuje — poinformowała go bardzo oficjalnym tonem.
— Innymi słowy, kobieca intuicja.
— Można to tak ująć.
Opadł na oparcie i wskazał na dane przepływające przez wyświetlacz.
— Co sądzisz o sytuacji? Pułkownik Carabali wyraziła zaniepokojenie tym, że eskadra Bravo podeszła zbyt blisko czwartej planety. Może ciebie też coś zaniepokoi?
— Przyjrzę się temu uważniej. Ale chyba nie podejrzewasz mnie o wojskowy zmysł obserwacyjny? — spytała.
— Nie. Mimo wszystko żołnierz może czasem przeoczyć coś, co cywilowi wydaje się oczywiste. Z tego jednak co widzę, nie przejmujesz się zbytnio. Wcześniej zawsze miałaś masę obiekcji.
— I to ci się podobało?
— Tak daleko bym się nie posunął… — uśmiechnął się lekko. — A tak na marginesie, nieraz miałaś rację.
Rione skinęła z zadowoleniem głową, usiadła na fotelu obserwatora i zagłębiła się w lekturze danych.