Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Nieustraszony [Fearless - pl]
Nieustraszony [Fearless - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nieustraszony [Fearless - pl]

Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:

Flota Sojuszu, ścigana przez przeważające siły Syndykatu, przemierza wrogie systemy gwiezdne. Dowodzi nią legendarny John „Black Jack” Geary, heros z zamrażarki, bohater wracający między żywych po 100 latach hibernacji. Załogi jego okrętów nie ustają w wysiłkach, by wrócić do macierzystych portów i dostarczyć tam klucz do zwycięstwa, czyli klucz do wrogiego hipernetu. Geary — świadom, że Syndycy chcą wciągnąć jego flotę w zasadzkę — musi działać z zaskoczenia. Stąd pozornie szalony plan ataku na system Sancere. Argumenty „za” są solidne: z Sancere flota Sojuszu ma do wyboru wiele dróg powrotu i ominięcia pułapek, a udany atak na stocznie wroga solidne nadszarpnie kondycję wojenną Syndykatu. „Przeciw” są zmęczeni nieustannym pogotowiem bojowym marynarze i oficerowie Sojuszu. Nie wierzą w sens zapuszczania się na terytorium wroga. Narasta bunt, który coraz poważniej zagraża pozycji Geary’ego.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 82
Перейти на страницу:

Na jednym z biurek stała roślinka, mała zielona plamka żywej zieleni. Geary rzucił pytające spojrzenie porucznikowi, który teraz już trząsł się ze strachu.

— To tylko Audrey, sir!

No tak, jeśli na pokładzie okrętu wojennego pojawiała się roślina, zwyczajowo nazywano ją Audrey. Powód takiego postępowania, o ile w ogóle kiedyś istniał, zniknął w mrokach historii, ale Geary’emu wystarczyła świadomość, że coś jeszcze przetrwało w niezmienionym stanie od jego czasów. Uśmiechnął się znacząco i podążył za drżącym jak osika podoficerem do pokoju przesłuchań.

Układ pomieszczeń także nie zmienił się od całych stuleci. Geary spojrzał przez lustro weneckie i zobaczył, że na jedynym krześle siedzi kobieta — sądząc z naszywek, syndycki podoficer. Wyglądała na skołowaną i przerażoną, choć bardzo starała się to ukryć.

— Jeśli zbliży się do pana, potraktujemy ją paralizatorem — zameldował porucznik.

— Nie wygląda mi na kogoś, kto chce popełnić samobójstwo — zauważył Geary. Przyjrzał się przyrządom leżącym przed nim. — To wszystko służy do przesłuchań? — Był już tutaj parę razy, ale nigdy w obecności więźnia.

— Tak jest, sir. — Porucznik wskazał na pierwszy przyrząd. — Tym na przykład możemy wykonać skanowanie mózgu podczas przesłuchania. Dzięki temu wiemy, kiedy ktoś kłamie.

— I co robicie w takich sytuacjach?

— Czasami nic. Niektórzy łamią się, dowiedziawszy, że potrafimy wykryć kłamstwo. Inni, bardziej oporni, reagują wręcz odwrotnie i tych załatwiamy za pomocą środków chemicznych, które przełamują wszelkie bariery. My pytamy, a oni odpowiadają.

— To brzmi znacznie bardziej cywilizowanie niż bicie — zauważył Geary, znów się uśmiechając.

— Bicie? — Ta sugestia zupełnie zaskoczyła porucznika. — Bicie jest nieprzydatne. Dzięki niemu otrzymujemy mnóstwo niepewnych informacji.

— Niepewnych?

— Tak jest, sir! Wprawdzie są lepsze niż te uzyskane podczas tortur, ale wciąż niepewne. A naszym zadaniem jest dostarczanie wiarygodnych informacji. Znęcanie się, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, sprawia, że ludzie mówią, ale wartość ich słów nie jest zbyt wielka.

Geary skinął głową, w głębi serca ciesząc się, że zwykły pragmatyzm sprawił, iż okrucieństwa przy przesłuchaniach, jakie były normą w jego czasach, odeszły do lamusa. Gdyby się okazało, że jego ludzie uzyskują informacje torturując ludzi, oznaczałoby to jedynie, że są tak samo zacofani jak jeszcze niedawno taktyka tej floty.

— Możecie mnie już wpuścić — powiedział.

Syndyczka podniosła głowę, gdy masywne drzwi pokoju przesłuchań się otworzyły. Geary wszedł — nie umknęło jego uwadze, że więzień wgapia się w jego dystynkcje — i zatrzymał się obok krzesła.

— Jak się nazywasz? — zapytał. Wprawdzie mógł się tego dowiedzieć od ludzi z wywiadu, ale uznał, że nie ma lepszego sposobu na nawiązanie rozmowy.

Kobieta odpowiedziała cicho, lecz pewnie:

— Marynarz służby zasadniczej stopnia siódmego Gyal Barada, Siły Samoobrony Światów Syndykatu, Dyrektoriat Sił Obrony Przestrzeni.

Geary usiadł na doniesionym przez porucznika krześle, ciesząc się, że przyszło mu służyć we flocie zamiast w „dyrektoriacie sił obrony przestrzeni”.

— Nazywam się kapitan John Geary. — Kobieta mrugnęła, najwyraźniej zdziwiona. — Ludzie zwykli mówić na mnie „Black Jack”. Prawdopodobnie pod tym przydomkiem miałaś okazję mnie poznać. Jestem dowódcą tej floty.

Zaskoczenie zastąpił strach.

— To dlatego… — Syndyczka zaczęła mówić, ale ugryzła się w język.

— Dlatego co? — Geary starał się zachować przyjazny ton.

Mimo to kobieta patrzyła na niego z jawnym przerażeniem.

— Słyszałam, jak oficerowie rozmawiali, zanim nasz okręt został zniszczony. Flota Sojuszu nie mogła tutaj dotrzeć, mówili. Nie miała jak. A jednak była na Sancere.

Geary skinął głową.

— Miałem z tym coś wspólnego.

— Mówili nam, że wasza flota została zniszczona. W systemie centralnym. I że pan zginął sto lat temu. — Syndyczka zrobiła się tak blada, że Geary wystraszył się, iż zaraz mu zemdleje.

— Odniosłaś jakieś rany podczas bitwy? — zapytał.

To ją trochę otrzeźwiło.

— Nie. Raczej nie.

— Traktowano cię zgodnie z prawami wojny od momentu schwytania?

Na jej twarz znów wróciła dezorientacja. — T… tak.

— Dobrze. Co tam słychać na wojnie?

Kobieta przełknęła głośno ślinę i zaczęła mówić bezbarwnym tonem:

— Światy Syndykatu zmierzają od zwycięstwa do zwycięstwa. Ostateczne pokonanie wroga jest już bliskie…

— Doprawdy? — wpadł jej w słowo Geary zastanawiając się przelotnie, od jak dawna syndycka propaganda głosi, że zwycięstwo jest w zasięgu ręki. — Zastanawiałaś się kiedyś nad tymi słowami? Podawałaś je w wątpliwość? — Kobieta potrząsnęła przecząco głową. — Tak sądziłem. Zresztą takie działanie mogłoby okazać się niebezpieczne. — Nadal nie otrzymał odpowiedzi. — Chciałabyś wrócić do domu? — Patrzyła w oczy Geary’ego przez dłuższą chwilę, a potem skinęła głową. — Ja też. Ale mój dom jest wolny, a twój nie. Czy to nigdy cię nie martwiło?

— Jestem obywatelką Światów Syndykatu, żyję w dostatku i bezpieczeństwie dzięki poświęceniom, jakie ponoszą dla mnie nasi przywódcy — wyrecytowała.

Zadziwiające. Upłynęło całe stulecie, a nonsensy, jakimi karmi ich syndycka propaganda, nie zmieniły się ani na jotę. Ale z drugiej strony, jak ulepszyć coś tak prostego, a zarazem pokrętnego?

— I ty w to wierzysz?

— Jestem obywatelką Światów Syndykatu…

— Zrozumiałem to za pierwszym razem. Czego trzeba, żebyś zaczęła kwestionować te bzdury? Żebyś zaczęła je zwalczać?

Spojrzała na niego, przerażenie powróciło ze zdwojoną siłą.

— Nie będę odpowiadać na te pytania.

— Nie oczekiwałem odpowiedzi. Po prostu zastanawiam się na głos, czego trzeba, żeby osoba taka jak ty zbuntowała się przeciw rządowi, który oszukuje i wykorzystuje swoich obywateli.

Długo milczała, zanim odpowiedziała.

— Muszę bronić mojej planety… — Kolejna przerwa. — Mam na niej rodzinę.

Geary skinął głową. Stara jak świat motywacja, ale jakże wciąż silna. Obrona własnego domu przed obcym najeźdźcą. I obrona rodziny przed własnym rządem. Tak to zawsze działało w dziesiątkach totalitarnych ustrojów na przestrzeni dziejów. Przynajmniej do czasu.

— Chciałbym ci coś powiedzieć. Wątpię, żebyś mi uwierzyła, ale i tak to powiem. Sojusz nie ma zamiaru atakować twojej planety. Nie ma zamiaru krzywdzić twojej rodziny. Nikt po naszej stronie nie walczy ze strachu przed własnym rządem. Również każdy obywatel Światów Syndykatu ma wybór: może nadal wspierać swoich przywódców albo sprzeciwić się i zażądać pokoju na rozsądnych warunkach.

Gdyby ktoś powiedział żarliwemu wyznawcy, że jego przodkowie mają gdzieś jego modły, wyglądałby zapewne jak ta Syndyczka. Ale nie odezwała się ani słowem. Może tak wygląda sposób na przeżycie w Światach Syndykatu: jeśli nie zgadzasz się z przełożonym, milczysz. Geary wstał.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)