Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Nieustraszony [Fearless - pl]
Nieustraszony [Fearless - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nieustraszony [Fearless - pl]

Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:

Flota Sojuszu, ścigana przez przeważające siły Syndykatu, przemierza wrogie systemy gwiezdne. Dowodzi nią legendarny John „Black Jack” Geary, heros z zamrażarki, bohater wracający między żywych po 100 latach hibernacji. Załogi jego okrętów nie ustają w wysiłkach, by wrócić do macierzystych portów i dostarczyć tam klucz do zwycięstwa, czyli klucz do wrogiego hipernetu. Geary — świadom, że Syndycy chcą wciągnąć jego flotę w zasadzkę — musi działać z zaskoczenia. Stąd pozornie szalony plan ataku na system Sancere. Argumenty „za” są solidne: z Sancere flota Sojuszu ma do wyboru wiele dróg powrotu i ominięcia pułapek, a udany atak na stocznie wroga solidne nadszarpnie kondycję wojenną Syndykatu. „Przeciw” są zmęczeni nieustannym pogotowiem bojowym marynarze i oficerowie Sojuszu. Nie wierzą w sens zapuszczania się na terytorium wroga. Narasta bunt, który coraz poważniej zagraża pozycji Geary’ego.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 82
Перейти на страницу:

— Panie i panowie oficerowie, jak już wspominałem, podziwiam waszą odwagę. Przyjmuję też, choć z trudem, wszelkie zmiany, jakie nastąpiły w działaniach floty i jej organizacji w ciągu tego stulecia, gdy mnie nie było, a wojna trwała. Ale prawdę mówiąc, dopiero dzisiaj uzmysłowiłem sobie w całej rozciągłości, że… — przerwał na moment, szukając właściwych słów. — Flota, jaką zapamiętałem, była mniejsza, ale lepiej wyszkolona. Tyle tylko że nigdy nie przeszła chrztu bojowego, co dla was jest chlebem powszednim. A kiedy Nieulękły, Diament i Śmiały uderzyły na wrota, wykonując niemalże samobójcze zadanie bez najmniejszego wahania, choć znajdowały się w obliczu rzeczy tak przerażającej, że nawet mnie jest trudno ją sobie wyobrazić, zrozumiałem, jak bardzo jesteście odważni. Każdy marynarz i oficer tej floty ma prawo stanąć pomiędzy największymi bohaterami Sojuszu. Nie wątpię, że waszych przodków, gdy widzą tak wielkie oddanie służbie, rozpiera duma. Wytrwałość, jaką prezentujecie w obliczu tej niekończącej się wojny, jest godna podziwu. Tak samo jak wola pokonania każdego wroga, który zagraża naszym światom. Czuję się naprawdę zaszczycony, mogąc dowodzić takimi ludźmi. I doprowadzę tę flotę do przestrzeni Sojuszu choćby dlatego, że zasługujecie na to, aby ludzie dowiedzieli się o waszych czynach. Doprowadzę was bezpiecznie prosto do domu. Przysięgam.

Zamilkł, nie mając pojęcia, czy nie włożył w swe słowa zbyt wielkiego ładunku emocjonalnego. Nie chciał, żeby odebrali je jako zbyt szalone albo protekcjonalne. Ale chyba nie przedobrzył, sądząc z tego, jak na niego patrzyli. Wreszcie ponownie zabrał głos dowódca Vambrace’a.

— To my czujemy się zaszczyceni, sir!

Nikt nie zaprotestował, przynajmniej nie na głos.

Geary nie wstał z miejsca, nawet gdy zniknął ostatni hologram i został w sali jedynie w towarzystwie Desjani. Kobieta uśmiechnęła się do niego, zasalutowała sprężyście i zostawiła go samego, pozwalając, by gest przemówił. Nieraz zastanawiał się, dlaczego padło właśnie na niego. Dlaczego najpierw stracił wszystko i wszystkich, których znał, a potem został dowódcą największej floty, jaką widział w życiu. Ani przez moment nie czuł wdzięczności za swój los. Ale ledwie przypomniał sobie, jak walczyły Nieulękły, Diament i Śmiały, podziękował przodkom za to, że ma u swego boku tak znakomite okręty i tak wspaniałe załogi.

Mimo iż zapadła już pokładowa noc, Geary nie potrafił zasnąć. Siedział wciąż w swojej kabinie, gapiąc się w przestrzeń i rozmyślał o piekle kryjącym się wewnątrz wrót hipernetowych. Kiedy rozległ się dzwonek przy włazie, był przekonany, że to Desjani, dlatego zdumiał się, gdy zobaczył wchodzącą Wiktorię Rione. Tym razem na jej twarzy malowało się uczucie, i to dość silne.

Chyba powinienem być na nią zły za to, że utrudnia mi życie, odkąd opuściliśmy Sutrah — pomyślał — ale w porównaniu z buntem Falco jej zachowanie to pestka. Cokolwiek zrobi, nie doprowadzi przecież do utraty znakomitych okrętów.

— Muszę przyznać — odezwał się uprzejmym tonem — że zaskoczyła mnie pani tą wizytą, pani współprezydent. Nie zaglądała pani do mnie od tak dawna…

— Z wyjątkiem okazji, kiedy mnie pan wzywał — odparła zupełnie spokojnie.

— Cóż… ma pani rację. Pozostaje mi wierzyć, że nie chce się pani zrewanżować czymś równie stresującym jak to, co dałem pani podczas naszej ostatniej rozmowy.

— Nie… — przerwała, najwyraźniej walcząc ze sobą, aby wypowiedzieć kolejne słowa. — Chciałabym pana przeprosić, kapitanie Geary.

No, teraz już całkiem wytrąciła go z równowagi.

— Przeprosić?

— Tak. — Wskazała ręką na hologram systemu widoczny nad stołem. — Po naszej rozmowie na Sutrah zrobiłam to, co panu obiecałam. Przeprowadziłam symulacje. Sprawdziłam wszystkie możliwe połączenia przez dostępne punkty skoku… — znów urwała, a Geary zauważył, jak drga jej mięsień żuchwy. — Za każdym razem otrzymywałam ten sam wynik. Niewielkie straty kumulujące się w kolejnych systemach, a do tego coraz mniejsze możliwości ruchu z powodu zacieśniania pętli przez wrogi pościg, wreszcie przegrana w obliczu przeważających sił Syndykatu.

— Zatem miałem rację. — Geary nie potrafił się powstrzymać od tej uwagi.

— Miał pan rację — przyznała, zbyt hardo jednak.

— Jak pani widzi, umiem dokonać w głowie obliczeń porównywalnych z wynikami klasycznych symulacji.

Skinęła sztywno, nadal robiąc groźną minę.

— To prawda. Przykro mi, że przypisywałam panu nieszlachetne motywy.

— Nieszlachetne motywy? — Pokręcił głową, dając upust frustracji. — Pani współprezydent, nazwała mnie pani zdrajcą floty i Sojuszu. I to bez uciekania się do aluzji.

— Tak było, ale przecież teraz przyznałam się do pomyłki. — Dostrzegł w jej oczach urazę. — Czy to znaczy, że nie przyjmuje pan moich przeprosin?

— Ależ skąd. Przyjmuję je. I dziękuję. — Geary z trudem powstrzymał się od kolejnej kąśliwej uwagi, wiedząc, że złość, jaka go teraz wypełnia, jest raczej efektem działań Falco i jego ludzi. — Ostatnie tygodnie nie należały do najspokojniejszych…

— Wiem. — Rione przytaknęła — Niewątpliwie zdrada kapitana Falco należała do najtrudniejszych momentów.

— Może zniósłbym ją lepiej, gdybyśmy mogli o tym porozmawiać… — Zamilkł w momencie, w którym zdał sobie sprawę, że wypowiada swoje myśli na głos, i zerknął na nią. Znów wyglądała jak dawniej, nieprzenikniona i zimna jak głaz. — Brakowało mi pani rad.

— Moich rad? Cieszę się, że uznawał pan je za pomocne — odparła beznamiętnym tonem — ale i bez nich znakomicie dawał pan sobie radę. Wiedział pan przecież lepiej niż ja, gdzie skierować flotę.

O co jej znów chodzi?

— Pani współprezydent… — Geary miał trudności z dobraniem właściwych słów. — Potrzebuję pani wsparcia. Nie znam wielu ludzi, którym mogę się zwierzyć. A jeszcze mniej takich, którym mogę zaufać tak jak pani.

Jej wyraz twarzy pozostał nieodgadniony, ale w oczach pokazały się cieplejsze ogniki.

— To niemożliwe, żebym była jedyną osobą, której pan ufa.

— Nie, oczywiście, że nie… Ja… — Geary odwrócił wzrok i zaczął nerwowo pocierać dłonią kark. — Po prostu lubię z panią przebywać.

Po tych słowach zapadła dość długa cisza. W końcu popatrzył na Rione i zobaczył, że badawczo mu się przygląda.

— Czy to znaczy, że uważa mnie pan za przyjaciela, kapitanie Geary?

Zjeżył się wewnętrznie. Nie chciał nawet o tym myśleć.

— Ostatni z moich przyjaciół zginął dziesiątki lat temu.

— Zatem czas poznać nowych przyjaciół, kapitanie!

Zdziwiła go pasja, z jaką to powiedziała.

— Ale… Pani współprezydent… — Geary czuł, że słowa więzną mu w krtani. Właśnie przekonał się, jak trudno jest mówić o swoich lękach, jakie to straszne uczucie, gdy człowiek budzi się z hibernacji i zdaje sobie sprawę, że wszyscy, których znał od dawna, już nie żyją.

— I to mówi człowiek, który poprowadził flotę na Sancere? — zapytała z wyraźną kpiną w głosie. — Bohater floty? Ten, który spojrzał w otwarte wrota piekieł? Czy naprawdę wzdraga się pan przed nawiązaniem nowych przyjaźni tylko dlatego, że kiedyś mogą się skończyć?

— Nie wie pani, jakie to okropne uczucie… — odparł gniewnie Geary. — Kiedy mnie wybudzono, wszyscy, których kiedykolwiek znałem, już nie żyli. Wszyscy.

— I sądzi pan, że jest pierwszym, który stracił wszystko, na czym mu kiedykolwiek zależało? Kapitanie Geary, czas wrócić między żywych!

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)