Nieustraszony [Fearless - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota #2
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-068-4
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:
— Zgadza się, sir. A oni nigdy nie postępowali racjonalnie.
Geary skinął głową i przyjrzał się Desjani.
— Kiedyś nie zawahałaby się pani zetrzeć wszelkie życie z powierzchni wrogich planet. Dzisiaj brak w pani tej zaciętości.
Patrzyła przez chwilę przed siebie, zanim odpowiedziała.
— Słuchałam pańskich słów, odbyłam też kilka długich rozmów z przodkami. Nie ma niczego honorowego w zabijaniu bezbronnych. Ale jest i druga strona medalu… Dokonane przez nas zniszczenia zmuszą Syndykat do ogromnego wysiłku. Gdybyśmy unicestwili ten system, po prostu spisaliby go na straty i nawet nie próbowali odbudowywać infrastruktury… — przerwała na moment. — No i nikt nie będzie mógł nas oskarżyć, że zachowujemy się jak Syndycy. Bo nimi nie jesteśmy. Od jakiegoś czasu wiem, że nie chcę umrzeć mając na sumieniu występki niegodne obywatela Sojuszu.
— Dziękuję, kapitanie Desjani.
Tania wymieniła względy praktyczne i honor, tym samym jemu przyznając rację. Poczuł prawdziwe zadowolenie, gdyż jej słowa płynęły z głębi serca.
To już nie była bezmyślna wiara w „Black Jacka”. Nieraz w przeszłości zastanawiał się, jak potoczyłyby się losy floty, gdyby nagle umarł. Czy dowódcy powróciliby do starych praktyk? Teraz przynajmniej mógł mieć nadzieję, że nie doszłoby do tego. Część oficerów zaczęła hołdować zasadom, które wyznawał Geary. Nawet on nie był na tyle szalony, by twierdzić, że za jego czasów wszystko było lepsze, lecz wciąż uważał, iż przestrzeganie praw wojny, honorowe zachowania i walka z głową zamiast z brawurą ma sens.
Następne godziny, podczas gdy formacja Delta zbliżała się do trzeciej planety, przyniosły jeszcze kilkakrotny ostrzał czwartego globu. Żadna z podjętych przez Syndyków prób zniszczenia okrętów Duellosa nie zakończyła się sukcesem, co było w pełni zrozumiałe, jako że obsługa naziemnych dział nie miała możliwości bezpośredniej obserwacji celów i musiała polegać wyłącznie na danych, które przekazywały systemy optyczne dron. Niestety nie obyło się bez strat po stronie Sojuszu — dwa automaty zwiadowcze zamilkły nagle, co najpewniej oznaczało, że zostały zniszczone. Pułkownik Carabali nie będzie zadowolona, ale dla Geary’ego dwie małe drony były niską ceną za ocalenie okrętów.
Gdy zbliżyli się do trzeciej planety na odpowiednią odległość, padły następne rozkazy. Wkrótce potem wystartowały wahadłowce sił lądowych, unosząc komandosów w kierunku wyznaczonych celów. Większość maszyn leciała wprost na gigantyczny orbitalny kompleks przemysłowy obsługiwany przez liczną załogę. Reszta zmierzała do orbitalnych magazynów i składów zawierających surowce, które miały trafić na powierzchnię planety bądź do stoczni w kosmosie i posłużyć do budowy kolejnych syndyckich okrętów. Pojawienie się jednostek Sojuszu oznaczało, iż cenne materiały przysłużą się dobru ich załóg.
Geary przyglądał się uważnie trzeciej planecie podczas tych manewrów. Jej powierzchnia nie była pokryta gęsto instalacjami obronnymi i ich zapleczem, zatem i gęstość bombardowania była mniejsza, a co za tym idzie, do atmosfery nie dostały się tak wielkie ilości pyłów czy pary wodnej powstałej w wyniku eksplozji. Ale i tak widoczność była bardzo słaba.
Choć nieco za gorący dla ludzi, glob ten wydawał się jednak miejscem, w którym da się żyć. W każdym razie jeszcze do niedawna. W ciągu najbliższych miesięcy bowiem zmiany klimatyczne znacznie uprzykrzą życie tutejszej populacji. Ale jeśli porównać te problemy ze skalą zniszczeń, jakiej mogła dokonać flota Sojuszu, niszcząc wszystkie miasta i ośrodki przemysłowe, mieszkańcy trzeciej nie powinni zbytnio narzekać.
Sensory Nieulękłego, podobnie jak aparatura innych jednostek formacji przeczesywały każdą piędź ziemi widoczną poprzez tumany pyłu wzniesionego atakami kinetycznymi, lecz nie udało im się wykryć nawet śladu instalacji obronnych, które przetrwałyby atak.
— Do wszystkich jednostek formacji Delta, unikajcie schodzenia na niższe orbity i natychmiast po znalezieniu się w zasięgu broni planetarnej rozpocznijcie losowe zmiany kursu i prędkości.
Zanim nadeszło potwierdzenie, przez atmosferę przedarł się niezwykle silny strumień cząsteczek skierowany na Odważnego. Na szczęście Syndycy przeholowali, oddając strzał na niemal maksymalny dystans, dzięki czemu krążownikowi Sojuszu udało się uniknąć przeznaczenia dosłownie o milimetry. Geary dopadł do klawiatury.
— Odważny, zdejmijcie te działa!
— Z przyjemnością, sir! — odparł dyżurny z Odważnego.
Druga salwa przecięła próżnię dokładnie w miejscu, w którym powinien znajdować się Odważny, gdyby nie zmienił kursu nieco w bok i w górę. Ten atak dostarczył celowniczym krążownika wszelkich danych do namierzenia baterii. Z luków wystrzelono kilka głowic kinetycznych, ogromne bryły litego metalu pomknęły prosto w atmosferę. Tym razem Geary gołym okiem dostrzegł błyski eksplozji na powierzchni, gdy ogromne pociski zrównały z ziemią instalację obronną wraz z całą zabudową, jaka znajdowała się wokół niej.
Odtąd wszystkie jednostki formacji Delta rozpoczęły szalony taniec, szybko zmieniając kurs i prędkość o nieznaczny procent, co z powodu odległości i tak uniemożliwiało Syndykom przeprowadzenie udanego ataku. Geary usiłował się odprężyć, ale myśl, że przez cały czas pobytu w pobliżu tej planety będą narażeni na podobny ostrzał, nie pozwalała mu na to.
— Mam nadzieję, że tylko z czymś takim będziemy mieli do czynienia — powiedział do Desjani.
Jakby wywołane tymi słowami, na czołowym wyświetlaczu pojawiło się niewielkie okienko, a w nim zaniepokojona twarz pułkownik Carabali.
— Nasze oddziały w mieście na orbicie dostały się pod ostrzał — zameldowała.
I po cholerę wypowiedziałem tak głupie słowa — zaklął w duchu Geary. — Sam się prosiłem o kolejne kłopoty.
— Miasto na orbicie — mruknął, włączając podgląd na dane.
Z pięćdziesięcioma tysiącami mieszkańców ta latająca w przestrzeni fabryka w pełni zasługiwała na miano miasta. Duża liczba mieszkańców sugerowała, że gdzieś muszą się znajdować wystarczające ilości pożywienia dla tak wielkiej masy ludzi, co rozwiązałoby problemy aprowizacyjne floty na długi czas. Musieli przejąć zapasy, mimo że swym posunięciem skazywali mieszkańców na głodówkę. Geary przeforsował pomysł, by pozostawić na orbicie niewielką część żywności, umożliwiającą ocalałym Syndykom przetrwanie.
— Co dokładnie się wydarzyło?
— Zabezpieczyliśmy większość magazynów żywności i terenów do nich przylegających. I wtedy syndyckie siły specjalne zaczęły do nas strzelać spoza wyznaczonej strefy, używając ludności cywilnej jako tarczy. Wyskakują, strzelają i znikają w tłumie.
Zrozumiałe było, że w tak licznej populacji musi być wielu żołnierzy, nie tyle dla obrony przed zagrożeniami z zewnątrz, ile dla utrzymania porządku. Część z nich najwyraźniej nie widziała problemu w narażeniu życia mieszkańców, których mieli chronić. Wróć — Geary upomniał się w myśli za to, że przypisuje Syndykom ludzkie uczucia. — Przecież tych żołnierzy nie trzymano tutaj dla bezpieczeństwa mieszkańców Sancere. Ich zadaniem było strzeżenie interesów władz Światów Syndykatu. Jeśli na przeszkodzie staną cywile — paru lub nawet kilka milionów — tym gorzej dla nich.
— I co zamierzacie z tym zrobić? — zapytał.
Carabali wyglądała jak siedem nieszczęść.
— Mamy trzy opcje. Pierwsza: odpowiadamy ogniem, kiedy to będzie konieczne, co spowoduje śmierć wielu cywili. Druga: wycofujemy się i pozostawiamy żywność. Trzecia: ponosimy straty, starając się nie reagować. Proszę jednak zauważyć, że przy każdym rozwiązaniu wygrywają Syndycy.