Nieustraszony [Fearless - pl]
- Автор: Хемри Джон
- Серия: Zaginiona flota #2
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Fabryka Słów
- ISBN: 978-83-7574-068-4
- Переводчик: Robert J. Szmidt
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:
Rione roześmiała się zupełnie szczerze, przez co zaczęła wyglądać naprawdę pięknie. Więc wpił się pocałunkiem w ten uśmiech. Zanim zdążył się cofnąć, już oplotła go rękami, a i jego odeszła chęć na wyswobodzenie.
Jak się okazało, całowanie było jedyną rzeczą, jaka nie zmieniła się w ciągu tych stu lat. A kiedy ciało Wiktorii Rione wyprężyło się pod nim, przypomniał sobie jeszcze o kilku rzeczach, które służyły zaspokojeniu partnerki. Gdy padli na łóżko, nadal spleceni w uścisku, Geary zrozumiał, że oto po raz pierwszy odkąd wydobyto go z kapsuły, nie czuje w sobie — ani w ciele, ani w duszy — nawet odrobiny lodowatego chłodu. To odkrycie wprawiło go w euforię, ale i przeraziło.
Osiem
Brzęczyk sygnału komunikatora wyrwał Geary’ego z głębokiego snu. Komodor przetoczył się po łóżku, aby uciszyć natarczywy dźwięk, i dopiero w ostatniej chwili zreflektował się, że powinien wyłączyć wizję. Nie chciał, by ktoś zobaczył, iż nie jest sam.
— Słucham.
— Sir, kapitan Desjani przesyła wyrazy szacunku, przy okazji pragnąc poinformować, że pułkownik Carabali wyraża zaniepokojenie ruchami eskadry Bravo.
— Zaniepokojenie? — Za każdym razem gdy dowódca korpusu piechoty była czymś zaniepokojona, mieli do czynienia z poważnym problemem. — Za chwilę z nią porozmawiam. Poproście panią pułkownik, żeby się nie rozłączała.
— Tak jest, sir!
Geary usiadł ostrożnie, starając się zachowywać jak najciszej.
— Naprawdę sądziłeś, że te hałasy nie są w stanie mnie obudzić? — zapytała Wiktoria Rione.
— Przepraszam.
— Powinnam się chyba zacząć do tego przyzwyczajać.
Geary zamarł w pół ruchu i spojrzał na nią. Leżała na plecach i wyglądała tak, jakby budzili się obok siebie dzień w dzień.
— Czyżbyś widziała nas razem na dłużej?
— A ty nie? — zapytała, podnosząc śmiesznie brew.
— Nie. Nic takiego nie powiedziałem. Chciałbym spróbować. Trwały związek może mnie…
— Uszczęśliwić? W szczęściu nie ma niczego złego, John. Kiedy umarł mój mąż, wiele o tym myślałam i choć trochę to trwało, w końcu zrozumiałam, że mam prawo do szczęścia.
— A kiedy dokładnie doszłaś do tego wniosku?
— Dzisiaj w nocy. A teraz zmiataj porozmawiać z tą panią pułkownik, tylko na litość żywych gwiazd, upewnij się, że jesteś ubrany, zanim odbierzesz połączenie.
— Obawiam się, że pułkownik Carabali widywała już gorsze rzeczy — mruknął Geary, ale idąc w stronę biurka, w pośpiechu nałożył mundur. Włączył komunikator, wciąż jeszcze usiłując otrząsnąć się z tego, co zaszło minionej nocy pomiędzy nim i Wiktorią. Teraz musiał skoncentrować się na dowodzeniu.
— W czym problem, pani pułkownik?
Carabali wyglądała na bardzo zmęczoną, co sprawiło, że Geary poczuł się winny. Kobieta wskazała na wyświetlacz stojący obok niej.
— Sir, pańskie okręty zbytnio się zbliżają do czwartej planety systemu. To w sumie nie mój problem, ale do moich zadań należy ostrzeganie dowódców o zagrożeniach.
— Zagrożeniach? Zbombardowaliśmy wszystko, co mogło stanowić zagrożenie na czwartej. Nie powinna przetrwać żadna nadająca się do użytku broń przeciwprzestrzenna.
— Nie powinna — przyznała Carabali. — Ale to nie znaczy, że nie przetrwała. Sir, zniszczyliśmy wszystko, co udało nam się zobaczyć z odległości kilku godzin świetlnych. Proszę jednak nie zapominać, że to gęsto zamieszkany i zabudowany świat. Czasem można przeoczyć coś istotnego, jeśli wokół znajduje się tyle innych ogromnych budowli. Poza tym uderzenia wyniosły do atmosfery ogromne ilości pyłu i pary, więc nie mamy żadnego podglądu na tę cholerną planetę. A skoro nie widzimy, co jest w dole, nie możemy być niczego pewni.
Geary studiował dane z wyświetlacza, skubiąc nerwowo brodę.
— Celne spostrzeżecie — podsumował mowę Carabali.
Walka w przestrzeni to łatwizna — pomyślał. — Każde zagrożenie jest widoczne na długo przed tym, zanim dosięgnie celu. Ale teraz nie mamy tego luksusu. Powinienem był o tym pomyśleć. Zwycięstwo nad Syndykami i ocalenie systemu Sancere przed implozją wrót sprawiły, że poczułem się zbyt pewnie. Przestałem paranoicznie obawiać się wszystkiego, co jeszcze może być w tym systemie.
— Zakładając, że mają czym, zdołają nas namierzyć poprzez tę masę śmiecia w atmosferze?
— Nie udało nam się zniszczyć wszystkich lotnisk i kosmodromów, sir. Wystarczy im jednostka potrafiąca wznieść się wystarczająco wysoko i transmitować czysty sygnał na powierzchnię. Choćby bezzałogowa drona, której nie sposób wyśledzić.
Geary przywołał plan eksploracji systemu, aby sprawdzić, jakie zadanie przypadło eskadrze Braw.
— Te okręty kierują się w stronę orbitalnych stoczni, a w każdym razie tego, co z nich zostało, i ocalałych instalacji cywilnych. Żywność i surowce tam zgromadzone są nam bardzo potrzebne.
— Ale to mi się nie podoba, sir!
— A ma pani jakiś pomysł na rozwiązanie tej sytuacji, pani pułkownik? Jestem otwarty na propozycje, byleby nasze jednostki mogły zdobyć zaopatrzenie, nie ryzykując ostrzału ze strony ocalałych systemów obronnych.
Carabali zmarszczyła brwi i opuściwszy głowę, zamyśliła się głęboko.
— Można by wysłać jednostki zwiadowcze… Na przykład drony rozpoznania. Ale nie mam pojęcia, jak nisko musiałyby zejść, żeby uzyskać obraz odpowiedniej jakości. A im niżej zejdą, tym mniejszą powierzchnię będą mogły obserwować.
— Ile takich dron ma do dyspozycji eskadra Bravo?
Pułkownik ponownie zrobiła marsową minę i zaczęła sprawdzać coś poza polem widzenia Geary’ego.
— Dziesięć, sir! Wszystkie sprawne. Ale jeśli wyślemy je w atmosferę, nie mamy gwarancji, że zdołają wrócić, a o ile mi wiadomo, nasze jednostki pomocnicze nie potrafią ich konstruować.
— Nie potrafią także robić nowych okrętów… — Geary przerwał, żeby przemyśleć sprawę. — Porozmawiam z dowodzącym eskadrą Bravo kapitanem Duellosem. Wyślemy drony na zwiad w dolne partie atmosfery, utrzymując jednostki na bardziej oddalonych orbitach. Pozostańmy ze sobą w kontakcie.
— Dziękuję, sir! — Pułkownik Carabali zasalutowała i jej hologram zniknął.
Geary wstał i westchnął ciężko, po czym odwrócił się, żeby pożegnać Wiktorię. Spostrzegł, że stoi oparta o gródź obok łóżka, wciąż naga, i przygląda mu się uważnie.
— Nie dadzą ci odpocząć? — zapytała.
— I tak miałem więcej czasu na odpoczynek niż ktokolwiek z moich ludzi — mruknął Geary, uciekając wzrokiem.
— W czym problem, kapitanie Geary? — zapytała Rione, a w jej głosie dało się wyczuć nutkę rozbawienia.
— Staram się skupić na moich obowiązkach, a ty mi nieco w tym przeszkadzasz.
— Nieco?… Do zobaczenia na mostku za chwilę.
— Dobrze… — Geary zatrzymał się na moment przy włazie i wystukawszy odpowiednią kombinację klawiszy, zezwolił Wiktorii na swobodny dostęp do jego kabiny, wiedząc, że wciąż na niego patrzy. W drodze na mostek poczuł znajome ukłucie niepokoju. Kiedy się kochali, Wiktoria wydawała się zatracać w uczuciach, ale teraz, nawet gdy stała przed nim zupełnie naga, znów była chłodno kalkulującą dyplomatką. Przywodziła mu na myśl kotkę, która z wdzięcznością przyjmuje pieszczoty, ale w każdej chwili może się znudzić, wybiec za drzwi i nawet nie obejrzeć. Tak się składa, że nigdy nie przyszło mu do głowy, że Wiktoria Rione może mieć z nim romans, nie zastanawiał się więc, jakie będą tego skutki. Powiedziała, że go lubi, ale słowo „kocham” nie padło ani razu. Czyżby wykorzystała go do zaspokojenia swoich potrzeb? A może jeszcze gorzej, chciała zbliżyć się do niego, aby uzyskać polityczną przewagę na wypadek, gdyby okazał się „Black Jackiem” albo chciał zdobyć władzę nad Sojuszem?