Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 88
Перейти на страницу:

Laurence zrzucił buty do wody, bez żadnego konkretnego planu; nie mógł pływać zbyt długo i nie miał noża ani innej broni. Granby chciał do niego dołączyć, lecz nie potrafił zachować równowagi, ponieważ okręt kołysał się w przód i w tył niczym koń na biegunach. Nagle przez srebrzystoszare ciało węża popłynął wyraźny dreszcz; koniec jego tułowia i ogon uniosły się konwulsyjnie i zaraz opadły, rozchlapując potężnie wodę; w końcu znieruchomiały.

Temeraire wynurzył się niczym korek, wzniósł się prawie nad wodę i zaraz opadł, wzniecając ogromną fontannę. Zakasłał, prychnął i wypluł wodę; jego szczęki ociekały krwią.

— Chyba nie żyje — powiedział, chwytając łapczywie powietrze, po czym podpłynął powoli do okrętu.

Nie wspiął się na pokład, lecz tylko oparł o burtę i oddychał ciężko, unoszony przez wodę. Laurence przesunął się zwinnie na skraj burty niczym chłopiec i poklepał Temeraire’a, by uspokoić nie tylko jego, ale także i samego siebie.

Temeraire był zbyt zmęczony, by od razu wrócić na pokład, więc Laurence zabrał Keynesa do małej łodzi, by sprawdzić, czy smok nie ma ran. Znaleźli zadrapania — w jednym miejscu na ciele Temeraire’a tkwił paskudny ząb — lecz nic poważnego. Jednakże Keynes osłuchał uważnie Temeraire’a, z poważną miną, i orzekł, że w jego płucach jest woda.

Zachęcony przez Laurence’a Temeraire wciągnął się z trudem na burtę. Okręt przechylił się mocniej niż zwykle, za sprawą zmęczenia smoka i zniszczeń, ale w końcu Temeraire wspiął się na pokład, choć jeszcze bardziej uszkodził przy tym reling. Tym razem nawet lord Purbeck, tak bardzo dbający o wygląd Allegiance, nie ubolewał nad zniszczonymi przez Temeraire’a balustradami. Wręcz przeciwnie, gdy wreszcie smok opadł na deski, rozległy się zmęczone, lecz szczere wiwaty.

— Wystaw łeb za burtę — powiedział Keynes, gdy już Temeraire usadowił się wygodnie.

Smok, marzący tylko o śnie, jęknął cicho, ale posłuchał lekarza. Wychylił się jak najdalej i zaczął narzekać, że kręci mu się w głowie, lecz zdołał wykrztusić z siebie trochę morskiej wody. Wreszcie za zgodą Keynesa cofnął się głębiej na pokład i zwinął w kłębek.

— Zjesz coś? — zapytał Laurence. — Coś świeżego, może owcę? Każę im ją przygotować tak, jak sobie życzysz.

— Nie, Laurence. Nic teraz nie przełknę — odpowiedział Temeraire zduszonym głosem, z głową schowaną pod skrzydło; jego ciałem wstrząsnął wyraźny dreszcz. — Niech już go zabiorą, proszę.

Ciało węża morskiego wciąż spoczywało na Allegiance, a jego łeb wypłynął na powierzchnię po stronie sterburty. Riley wysłał ludzi w łodziach, aby zmierzyli ciało od końca ogona do pyska: wąż mierzył dwieście pięćdziesiąt stóp, był co najmniej dwukrotnie dłuższy od największego Regal Coppera, o jakim słyszał Laurence, co oznaczało, że mógł owinąć cały okręt, chociaż w obwodzie miał niecałe dwadzieścia stóp.

— Kiao, smok morski — powiedział Sun Kai, kiedy wyszedł na pokład, by zobaczyć, co się stało. Poinformował ich, że podobne stworzenia, choć zazwyczaj mniejsze, spotyka się na Morzu Chińskim.

Nikt nie zaproponował, żeby zjeść węża. Gdy już ukończono pomiary i chiński poeta, także malarz, wykonał rysunek bestii, w ruch poszły siekiery. Sackler z wprawą operował nożem wielorybniczym, a Pratt przerąbał grubą kolumnę kręgosłupa trzema silnymi ciosami. Potem tułów zsunął się do wody pod wpływem własnego ciężaru i powolnego ruchu okrętu: skóra węża pękła z trzaskiem rozdzieranego materiału i obie części opadły do morza.

Woda wokół ciała już się wzburzyła, jako że rekiny i inne ryby dobrały się do łba. Teraz rozpoczęła się wściekła kotłowanina przy zakrwawionych połówkach tułowia.

— W miarę możliwości przygotujmy się do dalszej drogi — zwrócił się Riley do Purbecka.

Żagle grotmasztu, a także olinowanie zostały poważnie uszkodzone, ale fokmaszt pozostał nienaruszony, jeśli nie liczyć splątania kilku lin, tak więc mogli postawić choć część żagli.

Ruszyli powoli, zostawiając za sobą unoszące się na wodzie cielsko węża. Po godzinie przypominało zaledwie srebrną linię rozciągniętą na wodzie. Do tego czasu umyto już pokład, wyszorowano go piaskowcem i jeszcze raz ochoczo polano wodą. Cieśla i jego pomocnicy zabrali się do ociosywania drzewców, by wymienić połamane reje grotżagla i apsela.

Żagle były w opłakanym stanie. Przyniesione z magazynu płótno okazało się nadgryzione przez szczury, co Riley przyjął z wściekłością. Załatano pospiesznie dziury, lecz słońce chyliło się już ku zachodowi, tak więc nowe liny można było założyć dopiero następnego dnia. Ludzie schodzili na kolację wachtami, a potem szli spać, już nie nękani zwykłą inspekcją.

Wciąż bosy Laurence napił się kawy i zjadł kilka sucharów przyniesionych przez Roland, lecz pozostał przy Temerairze, który odpoczywał, nie kwapiąc się do jedzenia. Laurence spróbował dodać mu otuchy, bojąc się, że może jednak smok odniósł jakieś wewnętrzne obrażenia, lecz Temeraire odpowiedział smutno:

— Nie, nie jestem ranny ani chory. Nic mi nie jest.

— To dlaczego jesteś przygnębiony? — zapytał ostrożnie Laurence. — Dobrze się sprawiłeś dzisiaj. Uratowałeś okręt.

— Tylko go zabiłem; nie ma się czym chwalić — odparł Temeraire. — Ten wąż nie był wrogiem, który walczy z nami z jakiegoś powodu. Pewnie podpłynął, bo był głodny. Chyba przestraszyliśmy go tym strzelaniem i dlatego nas zaatakował. Żałuję, że nie potrafiłem go przekonać, żeby dał nam spokój.

Laurence patrzył na niego zdumiony: nie przyszło mu do głowy, że Temeraire może widzieć w wężu coś innego niż ogromnego potwora.

— Temeraire, ten stwór nie przypominał innych smoków — powiedział. — On nie mówił ani nie był inteligentny. Zapewne rzeczywiście przybył tu w poszukiwaniu żywności, ale każde zwierzę może polować.

— Dlaczego wygadujesz takie rzeczy? — zapytał Temeraire. — Owszem, nie mówił po angielsku, francusku czy chińsku, ale przecież był istotą morską. Jak miał się nauczyć ludzkiego języka, skoro ludzie nie opiekowali się nim, kiedy siedział w jaju? W takich okolicznościach ja też bym ich nie rozumiał, ale to by nie oznaczało, że nie jestem inteligentny.

— Ale niewątpliwie widziałeś, że nie działał rozumnie — odparł Laurence. — Pożarł czterech naszych ludzi i zabił sześciu innych: ludzi, nie foki czy jakieś zwierzęta; gdyby był inteligentny, jego zachowanie można by nazwać nieludzkim… niecywilizowanym — poprawił się, źle dobrawszy słowo. — Dotąd nikomu nie udało się oswoić węża morskiego; nawet Chińczycy to potwierdzą.

— Równie dobrze możesz powiedzieć, że jeśli jakaś istota nie służy ludziom i nie przejmuje ich zwyczajów, to nie jest inteligentna i można ją zabić — powiedział Temeraire, potrząsając krezą; ze zdenerwowania uniósł łeb.

— Wcale nie — odparł Laurence, zastanawiając się, w jaki sposób mógłby pocieszyć Temeraire’a; sam nie dostrzegł w oczach węża ani śladu wrażliwości. — Mówię tylko, że gdyby te istoty były inteligentne, to potrafiłyby nauczyć się komunikować z innymi, o czym byśmy zapewne usłyszeli. W końcu wiele smoków odmawia przyjęcia uprzęży i w ogóle nie chce rozmawiać z ludźmi; nie zdarza się to zbyt często, ale jednak się zdarza, lecz nikt z tego powodu nie twierdzi, że smoki nie są inteligentnymi istotami — dodał, zadowolony z tego, że przyszedł mu do głowy tak trafny przykład.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)