Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 88
Перейти на страницу:

Temeraire wydał głuchy pomruk i z trudem się powstrzymał przed wbiciem pazurów w pokład, na którym i tak widniały już głębokie bruzdy, wyryte podczas burzy.

— Cieszę się, że wypadł za burtę — rzucił mściwie. — Mam nadzieję, że go pożarły rekiny.

— A ja nie — powiedział Granby. — O wiele trudniej będzie teraz udowodnić, że próbował coś zrobić, cokolwiek to było.

— Z pewnością nie było to nic osobistego — powiedział Laurence. — Dziesięciu słów ode mnie nie usłyszał, a i tego nawet by nie zrozumiał. Pewnie oszalał — dodał, choć bez większego przekonania.

— Próbował tego dwukrotnie, a raz w środku tajfunu — powiedział pogardliwie Granby, odrzucając tę ostatnią sugestię. — Nie, tego nie da się tak naciągnąć. Moim zdaniem działał na czyjeś polecenie, a to oznacza, że najprawdopodobniej stoi za tym książę albo któryś z pozostałych Chińczyków. Trzeba odkryć który, zanim znowu spróbują.

Temeraire poparł go z zapałem, Laurence zaś głośno westchnął.

— Spotkajmy się z Hammondem w mojej kajucie i powiedzmy mu o tym — powiedział. — Może on będzie coś wiedział o ich ewentualnych motywach, a poza tym będzie musiał nam pomóc podczas wypytywania Chińczyków.

Sprowadzony na dół Hammond wysłuchał wieści z rosnącym niepokojem, lecz miał zupełnie inne poglądy.

— Wy naprawdę chcecie przesłuchać brata cesarza i jego świtę jak bandę pospolitych przestępców, zarzucić im spisek i próbę morderstwa, domagać się podania dowodów i alibi… Równie dobrze możecie wrzucić pochodnię do magazynu prochowego i zatopić nasz okręt. Wtedy nasza misja także będzie miała duże szanse na sukces. Nie, więcej szans, bo jeśli wszyscy umrzemy i wylądujemy na dnie morza, nie będzie się o co kłócić.

— W takim razie co pan proponuje? Mamy siedzieć spokojnie i uśmiechać się do nich, aż wreszcie uda im się zabić Laurence’a? — zapytał rozwścieczony Granby. — To by pewnie panu odpowiadało; jedna osoba mniej spośród tych, którzy nie chcą im oddać Temeraire’a, i Korpus mógłby sobie iść do diabła.

Hammond obrócił się na pięcie.

— Przede wszystkim dbam o dobro kraju, a nie jednego człowieka czy smoka, i pan też kierowałby się tą zasadą, gdyby miał pan właściwe poczucie obowiązku…

— Dość, panowie — wtrącił Laurence. — Przede wszystkim musimy zapewnić pokój z Chinami i mieć nadzieję, że uda się nam tego dokonać bez utraty Temeraire’a. To pozostaje poza dyskusją.

— Ale nie osiągniemy żadnego z tych celów, jeśli będziemy postępować w ten sposób — warknął Hammond. — Co można zrobić, nawet gdybyście zdołali odkryć jakieś dowody? Myślicie, że zakujemy księcia Yongxinga w kajdany?

Zamilkł na moment, by się opanować.

— Nic, najmniejszy dowód, nie wskazuje na to, że Feng Li nie działał w pojedynkę. Mówi pan, że pierwszy atak nastąpił w Nowy Rok; może niechcący obraził go pan podczas obiadu. Może był fanatykiem, który nie mógł znieść, że to pan ma Temeraire’a, albo zwykłym szaleńcem; a może pan się myli. W istocie jest to chyba najbardziej prawdopodobne — do obu incydentów doszło w niesprzyjających warunkach, za pierwszym razem był pan pod wpływem alkoholu, za drugim szalała burza…

— Na miłość boską — przerwał mu niegrzecznie Granby, a Hammond wytrzeszczył oczy. — Nie ulega wątpliwości, że Feng Li chciał zepchnąć Laurence’a i próbował mu rozbić głowę z jakiegoś konkretnego powodu.

Laurence zaniemówił na moment, usłyszawszy obraźliwą sugestię Hammonda.

— Jeśli pańskie przypuszczenia są prawdziwe, to śledztwo z pewnością to wykaże. Jego rodacy, w przeciwieństwie do nas, mogli zauważyć, że Feng Li jest szaleńcem albo fanatykiem, a jeśli go obraziłem, to niewątpliwie komuś o tym wspomniał.

— Takie śledztwo byłoby poważną zniewagą dla brata cesarza, od którego zależy powodzenie naszej misji w Pekinie — rzekł Hammond. — Nie tylko nie poprę dochodzenia, absolutnie go zabraniam. Jeśli spróbujecie czegoś tak nierozważnego i nierozsądnego, to postaram się przekonać kapitana tego okrętu, że powinien was aresztować dla dobra Korony.

To oczywiście zakończyło dyskusję, przynajmniej zdaniem Hammonda, lecz Granby wrócił do kajuty, zatrzasnąwszy drzwi trochę mocniej, niż to było konieczne.

— Chyba po raz pierwszy w życiu mam taką ochotę wgnieść komuś nos. Laurence, przecież Temeraire mógłby być naszym tłumaczem, gdybyśmy przyprowadzili ich do niego.

Laurence pokręcił głową i poszedł po karafkę; zdawał sobie sprawę, że jest wzburzony, i na razie nie chciał polegać na własnej ocenie sytuacji. Podał szklaneczkę Granby’emu i usiadł na rufowych szafkach. Popijał brandy, wpatrując się w ocean: ciemne fale o równej wysokości pięciu stóp uderzały o lewą burtę.

Wreszcie odstawił szklaneczkę.

— Nie, John, obawiam się, że nie możemy tego zrobić. Choć nie podoba mi się podejście Hammonda, nie mogę powiedzieć, że on się myli. Pomyśl tylko, jeśli obrazimy księcia i cesarza, przeprowadzając śledztwo, i nie znajdziemy żadnych dowodów, co gorsza, racjonalnego wyjaśnienia…

— …to pożegnamy się z szansą na zatrzymanie Temeraire’a — dokończył zrezygnowany Granby. — Chyba masz rację i trzeba będzie na razie zarzucić ten pomysł, choć za cholerę mi się to nie podoba.

Temeraire wyraził jeszcze mniej pochlebną opinię o tej decyzji.

— Nie obchodzi mnie, czy znajdziemy jakieś dowody — rzucił gniewnie. — Nie będę siedział i czekał, aż cię zabije. Kiedy tylko przyjdzie na pokład, ja zabiję jego, i będzie po sprawie.

— Nie, Temeraire, nie możesz tego zrobić! — powiedział oburzony Laurence.

— Ależ oczywiście, że mogę — zaoponował Temeraire. — Zapewne może przestać wychodzić na pokład — dodał w zamyśleniu — ale ja zawsze mogę wybić dziurę w oknie rufowym i dostanę go z tamtej strony. Albo może wrzućmy mu do kajuty bombę.

— Nie wolno ci — poprawił się pospiesznie Laurence. — Nawet gdybyśmy mieli dowody, nie możemy nic mu zrobić. Mogłoby to doprowadzić do natychmiastowego wypowiedzenia wojny.

— Skoro zabicie go jest czymś tak strasznym, to dlaczego on nie widzi nic strasznego w zabiciu ciebie? — dopytywał się Temeraire. — Dlaczego się nie boi, że my wypowiemy jemu wojnę?

— Rząd z pewnością by się do tego nie posunął bez mocnych dowodów — powiedział Laurence.

Był przekonany, że rząd nie wypowiedziałby wojny, nawet gdyby miał dowody, lecz uznał, że w chwili obecnej nie jest to najlepszy argument.

— Tylko że nam nie wolno zdobyć dowodów — zauważył Temeraire. — Nie wolno mi go też zabić i mamy być dla niego mili, a wszystko to dla dobra rządu. Mam dość tego rządu, którego nigdy nie widziałem i który zawsze nalega, abym robił nieprzyjemne rzeczy, a sam nigdy nie robi nic dobrego.

— Niezależnie od polityki, nie wiemy, czy książę Yongxing miał coś wspólnego z całą sprawą — powiedział Laurence. — Tysiące pytań pozostaje bez odpowiedzi: dlaczego miałby pragnąć mojej śmierci i dlaczego wyznaczył do tego służącego, a nie któregoś ze swoich strażników. A poza tym Feng Li mógł się kierować osobistymi, nieznanymi nam pobudkami. Nie możemy zabijać ludzi tylko na podstawie podejrzeń, bez dowodów, bo to by było morderstwo. Zapewniam cię, że nie czułbyś się potem dobrze.

— Ależ czułbym się — mruknął Temeraire i opadł na pokład z chmurną miną.

Ku zadowoleniu Laurence’a Yongxing nie pojawił się na pokładzie przez kilka dni po wypadku, tak więc Temeraire zdążył się trochę uspokoić. A kiedy wreszcie książę się pojawił, zachowywał się dokładnie tak samo jak wcześniej: pozdrowił chłodno Laurence’a i wyrecytował Temeraire’owi kolejny fragment poematu. Smok mimowolnie skupił uwagę na wierszu, a jego spojrzenie złagodniało, jako że nie miał pamiętliwej natury. Jeśli Yongxing miał coś na sumieniu, to zupełnie nie dał tego poznać po sobie, a Laurence zaczął powątpiewać we własną ocenę sytuacji.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)