Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7648-377-1
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:
Jakie przestępstwo mógł popełnić Nutt? Należało też uwzględnić czynnik, że to Ridcully pozwolił mu tu przybyć i właściwie postawił Myślaka w takiej pozycji. Rozsądne w tej sytuacji byłoby… no, byłoby po prostu się z nią pogodzić.
— Wydaje się, że pan Nutt ma kilka znakomitych pomysłów — powiedział Myślak ostrożnie. — I sądzę, że powinien kontynuować. Bardzo proszę, panie Nutt.
Unoszący głowę Nutt przypominał wschodzące słońce — ale słońce niepewne, czy lada moment bogowie nie strącą go z powrotem w noc, i pragnące zapewnienia, że tak się nie stanie.
— Czy jestem wart?
— No, eee… — zaczął Myślak i zauważył, że Trev gorączkowo kiwa głową. — No, eee, tak, tak się wydaje, panie Nutt. Jestem zaskoczony pańskimi przemyśleniami zaprezentowanymi w tak krótkim czasie.
— Mam talent rozpoznawania wzorców w zmieniających się sytuacjach.
— Naprawdę? O, to dobrze. Proszę więc mówić dalej.
— Przepraszam, ale mam pytanie, jeśli pan pozwoli.
Wygląda jak worek używanej odzieży, a przemawia jak emerytowany teolog, pomyślał Myślak.
— Proszę pytać, panie Nutt.
— Czy mogę dalej się zajmować ściekaniem?
— Co? A chce pan?
— Tak, byłbym bardzo wdzięczny. Lubię to, a nie zajmuje mi dużo czasu.
Myślak zerknął na Treva, który wzruszył ramionami, skrzywił się i kiwnął głową.
— Mam jednak pewną prośbę — dodał Nutt.
— Spodziewałem się, że będzie pan miał — odparł Myślak.
— Jednak z przykrością muszę powiadomić, że środki budżetowe w tym…
— Ależ nie, nie chcę pieniędzy — zapewnił Nutt. — Przecież właściwie i tak nie mam ich gdzie wydawać. Chciałbym jednak mieć w zespole pana Treva. Jest bardzo skromny, lecz musi pan wiedzieć, że ze swymi stopami to geniusz. Nie rozumiem, jak moglibyście przegrać, mając go w drużynie.
— Och, nie! — Trev cofnął się i zamachał rękami. — Nie, nie ja! Nie jestem piłkarzem! Ja tylko kopię sobie puszki!
— Myślałem, że to było samym sercem i duszą kopanej piłki, prawda? — rzekł Myślak, któremu nigdy nie pozwalano grać na ulicy.
— A ja myślałem, że to, kiedy ci dawni goście kopali głowy zabitych wrogów — wtrącił pedel Nobbs (żadnego pokrewieństwa).
Wszyscy usłyszeli chrząknięcie.
— Mało prawdopodobne, moim zdaniem — oświadczył Hix. — Chyba że taka głowa byłaby w worku albo w jakiejś metalowej klamrze. Dochodzi też problem ciężaru, bo ludzka głowa to jakieś dziesięć funtów, co prowadzi do bólu stopy. Zagarnianie jej nogą mogłoby pomóc przez jakiś czas, oczywiście, ale trzeba pamiętać, żeby zadrutować szczękę, bo nikt nie lubi gryzienia w nogi. Mam kilka głów w lodzie, gdyby ktoś chciał przeprowadzić doświadczenie. Zadziwiające, ale wciąż zdarzają się tacy, którzy swoje ciała zostawiają dla nekromancji. Ludzie są dziwni.
W tym miejscu szef katedry komunikacji post mortem uświadomił sobie, że słuchacze za nim nie nadążają.
— Czego tak na mnie patrzycie? — burknął. — Pierścień z czaszką, zapomnieliście? Muszę wiedzieć o takich rzeczach.
Myślak chrząknął uprzejmie.
— Panie, hm… Likely, prawda? Pański kolega bardzo wysoko pana ocenia. Czy przyłączy się pan do nas?
— Przykro mi, szefuniu, ale obiecałem mamie, że nigdy nie zagram w piłkę. To dobry sposób zarobienia dziury w głowie.
— Trev Likely?! — ryknął pedel Nobbs (żadnego pokrewieństwa). — Jesteś chłopakiem Dave’a Likely’ego?! On…
— Trafił cztery gole, tak, tak, tak — przerwał mu Trev. — Potem umarł na ulicy, przykryty czyimś śmierdzącym płaszczem, a deszcz spłukiwał jego krew do rynsztoka. Książę piłki?
— Czy powinniśmy chwilę porozmawiać, panie Trev? — spytał Nutt z naciskiem.
— Nie, nie. Wszystko w porządku. Jasne?
— To nie jest ten rodzaj piłki, Trev — powiedział uspokajającym tonem Nutt.
— Tak, wiem. Ale obiecałem mamie.
— No to przynajmniej proszę im pokazać ruchy, panie Trev — poprosił Nutt. Zwrócił się do graczy: — Musicie to zobaczyć.
Trev westchnął, ale Nutt wyraźnie potrafił go zachęcić.
— No dobrze, jeśli potem przestaniesz marudzić — burknął i wyjął z kieszeni puszkę, co spowodowało głośne śmiechy.
— Widzisz? — poskarżył się Nuttowi. — Oni myślą, że to jakiś żart.
Nutt założył ręce na piersi.
— Pokaż im.
Trev upuścił puszkę na stopę, a potem praktycznie bez wysiłku przerzucił ją na ramię, gdzie przetoczyła się po karku na drugie ramię i po króciutkiej przerwie stanęła prosto. Ruchem ramienia strącił ją na drugą stopę i kopnął w powietrze. Puszka opadła i z cichym brzęczeniem zakręciła się na czubku buta.
Trev mrugnął do Myślaka.
— Nie ruszaj się pan, szefuniu.
Puszka skoczyła z buta w powietrze, a kiedy spadała, trafił ją kopniakiem z półobrotu, posyłając w stronę Myślaka. Ludzie za jego plecami odskoczyli z drogi, kiedy szumiąc, przemknęła mu przed twarzą i weszła na orbitę, przez chwilę sprawiając wrażenie srebrzystego naszyjnika; potem wyrwała się z kręgu i niczym łosoś rzucony na piasek opadła na wyciągniętą dłoń Treva.
Nagle zapadła cisza. Myślak wyjął z kieszeni thaumometr.
— Naturalne tło — stwierdził spokojnie. — Nie używano magii. Jak pan to robi, panie Likely?
— Trzeba tylko mieć dryg do tego, szefuniu. Sztuka polega na wyczuciu obrotów. Ale kiedy muszę za dużo o tym myśleć, to nie wychodzi.
— Mógłby pan to powtórzyć z piłką?
— Nie wiem, nie sprawdzałem. Ale chyba nie. Nie można użyć długiego obrotu i krótkiego obrotu, nie? Ale pewnie z piłki też da się coś wyciągnąć.
— Ale jak to może nam pomóc? — zapytał Hix.
— Opanowanie piłki jest kluczowe — wyjaśnił Nutt. — Planowany przepis, jak sądzę, pozwoli strażnikowi gola na chwytanie piłki rękami. To bardzo ważne. Jednakże nie ma wyraźnego zakazu uderzania piłki głową ani kolanem, czy też zatrzymywania piłki piersią, by spadła prosto na stopę. Pamiętajcie, panowie, ta piłka fruwa. Będzie wiele czasu przebywać w powietrzu. Musicie nauczyć się myśleć nie tylko o miejscu tuż nad gruntem.
— Jestem prawie pewny, że głowa będzie uznana za nieprzepisową — stwierdził Myślak.
— Drogi panie, zakłada pan istnienie reguły tam, gdzie jej nie ma. Proszę sobie przypomnieć, co mówiłem o prawdziwej naturze gry.
Myślak zauważył lekki półuśmieszek Nutta i zrezygnował.
— Panie Nutt, powierzam panu selekcję i trening naszej drużyny. Będzie pan odpowiadał przede mną oczywiście.
— Tak, proszę pana. Bardzo panu dziękuję. Będzie mi potrzebne prawo, by w miarę potrzeby zwalniać członków drużyny z ich normalnych obowiązków.
— Przypuszczam, że muszę się na to zgodzić. Bardzo dobrze. Zatem zostawiam drużynę w pańskich rękach — rzekł Myślak.
Ile worków starych ubrań mówi w ten sposób? — zastanawiał się. I to całkiem jakby było to dla nich czymś zwyczajnym? Mimo wszystko Ridcully lubi tego małego goblina, jeśli tym właśnie jest, a ja sam nigdy nie widziałem sensu w grach zespołowych.