Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]
Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]

Электронная книга - «Niewidoczni Akademicy [Unseen Academicals - pl]». Краткое содержание книги:

Kolejna książka o Świecie Dysku. Magowie z tajnego uniwersytetu w Ankh-Morpork słyną z mądrości, talentów magicznych i zamiłowania do popołudniowej herbatki. Z całą pewnością jednak nie ceni się ich jako sportowców. Lord Vetinari, lokalny tyran, sugeruje rektorowi, że uniwersytet powinien przywrócić popularną niegdyś tradycję footballową i skomponować drużynę składającą się z kadry akademickiej i studentów. Profesorowie mają twardy orzech do zgryzienia. Muszą ustalić, dlaczego ich rodacy — niezależnie od wieku i statusu społecznego — przepadają za footballem. Muszą nauczyć się w niego grać. A następnie muszą wygrać mecz, nie korzystając z magii…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 106
Перейти на страницу:

— Słuszna uwaga, proszę pana — rzekł Smeems po zaledwie sekundzie wahania, po czym odbiegł w bezpieczniejsze okolice.

Stwór zwany Nuttem wyglądał, jakby drżał.

Boi się, że zrobił coś złego, uznał Ridcully. A ja nie powinienem o nim myśleć „stwór”.

Jakiś magiczny zmysł kazał mu się odwrócić i stanął twarzą w twarz z… jak ten chłopak się nazywa?… z Trevorem Likelym.

— Czy chciałby pan jeszcze coś dodać, panie Likely? Niestety, jestem teraz trochę zajęty…

— Oddałem panu Stibbonsowi resztę pieniędzy i pokwitowanie — oznajmił Trevor.

— A czym się u nas zajmujesz, młody człowieku?

— Kieruję kadziami świecowymi, szefie.

— Naprawdę? Ostatnio świetnie wam idzie ze ściekaniem.

Trev puścił to mimo uszu.

— Pan Nutt nie ma żadnych kłopotów, prawda, szefie?

— O ile mi wiadomo, żadnych.

Ale co ja mogę wiedzieć, myślał Ridcully. Pan Nutt z definicji sam jest kłopotem. Lecz bibliotekarz twierdzi, że lubi naprawiać różne rzeczy i ogólnie jest typem przyjaznego niedołęgi, za to mówi tak, jakby prowadził wykład[13]. Ten mały człowieczek — choć jeśli mu się dobrze przyjrzeć, to wcale nie jest taki mały, tylko garbi się pod brzemieniem pokory — no więc ten mały człowieczek urodził się pod imieniem tak strasznym, że jacyś chłopi przykuli go do kowadła, gdyż byli zbyt przerażeni, by go zabić. Może Vetinari i jego przyjaciele mają rację i lampart może zgubić cętki. Mam nadzieję, że tak, bo w przeciwnym razie lampart stanie się przekąską. W dodatku lada chwila zjawi się tu dziekan, niech będzie przeklęta jego zdradziecka dusza…

— Bo to mój przyjaciel, szefie.

— No to dobrze. Każdy powinien mieć przyjaciela.

— I nikomu nie pozwolę go ruszyć, szefie.

— Odważne postanowienie, młody człowieku, jeśli mogę je ocenić. No, do rzeczy. Panie Nutt, czemu pan protestował, kiedy uznałem, że bibliotekarz, choć wspaniały w swym locie, naruszył jednak reguły?

Nutt nie uniósł głowy, ale odpowiedział cichym głosem:

— To było eleganckie. To było piękne. Gra powinna być piękna, jak dobrze prowadzona wojna.

— Nie sądzę, żeby wielu ludzi lubiło wojnę — zauważył Ridcully.

— Piękno można uznać za neutralne, proszę pana. To nie to samo, co przyjemność lub dobro.

— Myślałem, że jest tym samym co prawda — wtrącił Myślak, próbując nadążyć.

— Która często bywa straszna, proszę pana. Ale skok pana bibliotekarza był równocześnie piękny, proszę pana, i dobry, proszę pana. Musiał być zatem prawdziwy, a więc przepis, który nie pozwala mu na powtórzenie tego wyczynu, nie byłby ani piękny, ani prawdziwy. Byłby fałszywą regułą.

— Ma rację, szefie — poparł przyjaciela Trev. — Ludzie będą wiwatować, jak to zobaczą.

— Chcesz powiedzieć, że będą oklaskiwać niezdobytego gola? — zdziwił się Myślak.

— Oczywiście. I stękać z zachwytu. Coś będzie się działo — rzekł Ridcully. — Widzieliśmy niedawno mecz. Jeśli ktoś miał szczęście, mógł zobaczyć licznych potężnych i brudnych mężczyzn walczących o piłkę podobną do kawałka drewna. Tymczasem ludzie chcą oglądać zdobywanie goli.

— I bronienie, proszę pamiętać — uzupełnił Trev.

— Rzeczywiście, młody człowieku — zgodził się nadrektor. — Chcą widzieć szybką rozgrywkę. Mamy przecież rok Melancholijnego Zająca. Ludzie szybko się nudzą. Nic dziwnego, że wybuchają bójki. Powinniśmy, nieprawdaż, stworzyć sport bardziej ekscytujący od walenia innych ludzi po głowie wielkimi elementami uzbrojenia.

— To zawsze było bardzo popularne — zauważył z powątpiewaniem Myślak.

— Jesteśmy przecież magami. A teraz muszę już iść i powitać tego tak zwanego nadrektora tak zwanego college’u w Miedziczole w przeklętym duchu przyjaźni i dobrej woli.

— Tak zwanego? — mruknął Myślak niedostatecznie cicho.

— Słucham?! — huknął nadrektor.

— Zastanawiałem się tylko, co ja mam robić, nadrektorze.

— Co robić? Pilnować, żeby grali! Obserwować, kto sobie radzi najlepiej! Opracować najpiękniejsze zasady! — krzyknął Ridcully, zmierzając pospiesznie do wyjścia.

— Ja sam? — przeraził się Myślak. — Przecież mam mnóstwo pracy!

— Niech pan to komuś zleci!

— Wie pan, że fatalnie sobie radzę ze zlecaniem.

— To niech pan zleci zlecanie komuś, kto jest w tym dobry! A teraz muszę lecieć, zanim on tam zacznie kraść srebra!

* * *

Glenda bardzo rzadko brała sobie wolne. Kierowanie nocną kuchnią to stan raczej psychiczny niż fizyczny. Jedynym posiłkiem, jaki zjadała w domu, było śniadanie, a i to zawsze w pośpiechu. Tym razem jednak poświęciła trochę czasu, by sprzedawać marzenia. Kuchnią mogła się zająć May Hedges — była solidna i żyła ze wszystkimi w zgodzie, więc nie będzie problemów.

Słońce stało już wysoko, gdy Glenda zapukała do tylnych drzwi warsztatu pana Wręcemocnego. Krasnolud otworzył ręką obsypaną różem.

— Och, witaj, Glendo. Jak idzie?

Z dumą rzuciła na stół plik zamówień i otworzyła walizkę. Była pusta.

— Potrzeba mi więcej próbek — oświadczyła.

— To wspaniale! — ucieszył się. — Kiedy je zdobyłaś?

— Dziś rano.

To było łatwe. Jedne drzwi po drugich stawały przed nią otworem, a za każdym razem, kiedy niepewny głosik w głowie pytał: „Czy postępuję właściwie?”, nieco mocniejszy głos — brzmiący całkiem jak głos madame Sharn — odpowiadał: „On chce je robić. Ty chcesz je sprzedawać. One chcą je kupować. Marzenia krążą i pieniądze także”.

— Bardzo dobrze schodzi szminka — powiedziała. — Te trollowe dziewczyny nakładają ją kielnią i nie żartuję. Zatem co powinien pan zrobić? Sprzedać im kielnię. Taką ładną, w ładnym pudełku z brokatem.

Przyjrzał się jej z uznaniem.

— To do ciebie niepodobne, Glendo.

— Nie jestem przekonana — odparła. Do wytartej walizki wpadały kolejne próbki. — Myślał pan, żeby wejść w buty?

— Myślisz, że warto próbować? Przecież one normalnie nie noszą butów.

— Nie używały szminki, dopóki nie przyjechały tutaj. To może być nadchodzący styl.

— Przecież mają stopy jak z granitu. Nie potrzebują butów.

— Ale będą chciały je mieć — zapewniła Glenda. — A pan może w efekcie mieć lokal na parterze.

Wręcemocny wyglądał na zdziwionego, a Glenda przypomniała sobie, że miejskie krasnoludy były przyzwyczajone do tego odwróconego języka z domu.

— Przepraszam. Chciałam powiedzieć: na najwyższym piętrze. — Zastanowiła się. — I jeszcze suknie — dodała. — Rozglądałam się i nikt nie robi prawdziwych sukienek dla trollic. To tylko bardzo duże ludzkie sukienki. Są tak skrojone, żeby trollica wyglądała na mniejszą, a lepiej byłoby szyć je tak, żeby wydawała się większa. Bardziej jak trollica, mniej jak gruba kobieta. Wie pan, takie suknie, które aż krzyczą: „Jestem wielką, bardzo wielką trollową damą i jestem z tego dumna!”.

— Coś cię trafiło w głowę? — spytał Wręcemocny. — Bo jeśli tak, to chciałbym, żeby spadło też na mnie.

— Wie pan, to jakby roznoszenie marzeń, prawda? — odparła Glenda, starannie układając próbki w walizce. — To jednak trochę ważniejsze, niż mi się wydawało.

Złożyła jeszcze czternaście udanych wizyt, nim zakończyła obchód, wrzuciła zamówienia do skrzynki Wręcemocnego i — z lekką walizką i nietypowo lekkim sercem — wróciła do pracy.

вернуться

13

Bardzo trudno na Niewidocznym Uniwersytecie coś osiągnąć, jeśli człowiek nie jest w stanie zrozumieć ogromnej liczby znaczeń stówa „uuk”.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)