Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 163
Перейти на страницу:

Zapukano do drzwi, powiedział wejść, i wszedł doktor Alcibiades.

– Mam mało czasu, doktorze – powiedział wskazując plik wycinków z prasy, które trzymał Alcibiades. – Coś ważnego?

– Wiadomość z Buenos Aires, don Cayo. We wszystkich dziennikach.

Wyciągnął rękę, przerzucił wycinki. Alcibiades podkreślił tytuły czerwonym atramentem – „Antyperuwiański incydent w Buenos Aires”, podawała „La Prensa”; „Apriści obrzucają kamieniami ambasadę peruwiańską w Argentynie”, podawała „Kronika”; „Godło państwowe zdeptane i znieważone przez apristów”, podawał „El Comercio” – i strzałkami zaznaczył koniec każdej notatki,

– Wszyscy przedrukowali depeszę Ansy – ziewnął Bermúdez.

– United Press, Associated Press i inne agencje usunęły tę wiadomość ze swoich biuletynów, tak jak o to prosiliśmy – powiedział doktor Alcibiades. Teraz będą protestować, bo

Ansa zagarnęła pierwszeństwo publikacji. Do Ansy nie wysłaliśmy żadnej instrukcji, bo skoro pan…

– W porządku – powiedział. – Dajcie no mi tutaj, jak on się nazywa, ten facet z Ansy? Talio, zdaje się? Niech zaraz przyjdzie.

– Tak, don Cayo – powiedział doktor Alcibiades. – Pan Lozano już tu jest.

– Niech wejdzie i niech nam nikt nie przeszkadza – powiedział. – Jak przyjdzie minister, proszę mu powiedzieć, że będę u niego o trzeciej. Korespondencję: podpiszę później. To wszystko, doktorze.

Alcibiades wyszedł, a on otworzył szufladę biurka. Wyciągnął mały flakonik i przez chwilę przyglądał mu się z niesmakiem. Wziął proszek, a kiedy już nasiąknął śliną, połknął go.

– A pan długo pracuje w dziennikarstwie? – powiedział Santiago.

– Prawie trzydzieści lat, proszę sobie wyobrazić – oczy pana Vallejo zagubiły się gdzieś w głębokościach czasu, dłoń lekko mu drżała. – Zacząłem od noszenia maszynopisów z redakcji do drukarni. Nie, wcale się nie skarżę. Nasz zawód jest niewdzięczny, ale czasem daje satysfakcję.

– Największą satysfakcję miał wtedy, kiedy go zmusili do ustąpienia – powiedział Garlitos. – Zawsze się dziwiłem, że taki gość jak Vallejo jest dziennikarzem. Był taki łagodny, taki naiwny, taki zawsze na miejscu. To nie mogło trwać, musiał źle skończyć.

– Oficjalnie zacznie pan od pierwszego – pan Vallejo spojrzał na wiszący na ścianie kalendarz firmy „Esso” – to znaczy w najbliższy wtorek. Jeśli pan chce się trochę wciągnąć, może pan wieczorami wpadać do redakcji.

– Bo może aby zostać dziennikarzem, trzeba wiedzieć nie tylko, co to jest lead? – rzekł Santiago.

– Tylko umieć być łajdakiem albo przynajmniej udawać, że się nim jest – zgodził się dobrodusznie Garlitos. – Mnie to już przychodzi bez wysiłku. Ty, Zavalita, musisz jeszcze nad sobą popracować.

– Pięćset solów miesięcznie to niezbyt dużo – powiedział señor Vallejo. – To na razie, póki pan nie okrzepnie. Potem panu podniesiemy.

Wychodząc z „Kromki” natknął się w hallu na mężczyznę o maleńkich wąsikach, w przekrzywionym krawacie, Hernández, ten zawzięty łeb, myśli, ale na placu San Martin już nie pamiętał o spotkaniu z panem Vallejo: czy był? czy zostawił list? może na niego czekał? Nie, kiedy zjawił się w pensjonacie, pani Lucía powiedziała mu tylko dzień dobry. Zbiegł do ciemnego przedpokoju, żeby zatelefonować do stryja Clodomira.

– Udało się, stryjku, od pierwszego zaczynam pracę. Pan Vallejo był bardzo miły.

– Świetnie, chudzino, bardzo się cieszę – powiedział stryj Clodomiro. – Widzę, że jesteś zadowolony.

– Bardzo, stryjku. Będę ci mógł zwrócić to, co pożyczyłem.

– Nic pilnego – stryj Clodomiro zawiesił głos. – Może byś zadzwonił do rodziców? Już ci mówiłem, nie będą cię ciągnąć z powrotem do domu. Ale nie zostawiaj ich tak bez słowa. Powinni cośkolwiek o tobie wiedzieć.

– Zadzwonię, stryjku, ale jeszcze nie teraz. Za parę dni. Już im mówiłeś, że u mnie wszystko w porządku, nie ma się o co martwić.

– Zawsze mówisz o ojcu, a nigdy o matce – powiedział Garlitos. – Przecież ta twoja ucieczka musiała ją strasznie rozłożyć, nie?

– Na pewno wypłakała całe morze łez, ale ona też nie starała się ze mną zobaczyć – powiedział Santiago. – To doskonały pretekst, żeby uchodzić za męczennicę, czemu by miała z niego zrezygnować?

– Więc jej też jeszcze ciągle nienawidzisz – powiedział Garlitos. – A ja myślałem, że ci już przeszło.

– I ja tak myślałem – powiedział Santiago. – Ale sam widzisz, niby wszystko okey, ale jak rozpuszczę gębę, to się okazuje, że nie.

II

Jak zupełnie inne życie prowadziła pani Hortensja. Co za bałagan, co za zwyczaje. O dziesiątej Amalia zanosiła jej śniadanie i wszystkie gazety i czasopisma, jakie tylko były w kiosku na rogu, ale pani, kiedy już wypiła sok i kawę i zjadła grzanki, wcale nie wstawała, tylko leżała w łóżku, czytała albo i nic nie robiła, i nigdy nie schodziła na dół przed dwunastą. Jak już Simula załatwiła z panią rachunki, pani przygotowywała sobie kieliszczek czegoś i coś do przegryzienia, zasiadała w salonie, nastawiała płyty i zaczynały się telefony. Bez żadnej potrzeby, ot, tak sobie, tak samo jak panienka Teté do swoich przyjaciółek: Quetita? Wiesz, że Chilijka ma pracować w „El Embassy”? W „Ostatnich Wiadomościach” napisali, że Lula waży co najmniej o dziesięć kilo za dużo, wiesz, Quetita? Wyobraź sobie, Quetita, Chinkę nakryli z jednym takim, co gra na bongo, Quetita. Najczęściej dzwoniła właśnie do panienki Quety, opowiadała jej najśmieszniejsze kawały, plotkowała o wszystkich znajomych, a panienka też chyba jej coś opowiadała i plotkowała. No i co za wyrazy. Przez pierwsze dni w San Miguel Amalia miała wrażenie, że jej się śni, nie mów, Quetita, ona naprawdę chce wyjść za tego pedryla? Wiesz, Quetita, ta stara dziwka Paqueta już całkiem wyłysiała. Najgorsze słowa, i to ze śmiechem, jakby nigdy nic. Na początku Amalia była zgorszona, potem zanosiła się od śmiechu i biegła do spiżarni podsłuchać, co pani opowiadała panience Quecie albo panience Carminchi, panience Lucy albo pani Ivonne. Kiedy przychodziła pora obiadu, pani była już po dwóch czy trzech kieliszkach, miała rumieńce, oczy jej błyszczały dowcipem i przeważnie wpadała w doskonały humor: no co, Murzynko, ciągle jeszcze jesteś dziewicą? i Carióte aż zatykało, otwierała usta i nie wiedziała, co odpowiedzieć; a ty, Amalio, masz kochanka? ależ skąd, co też pani, a pani na to ze śmiechem: jeszcze będziesz miała, i to niejednego, Amalio.

Coś odrzucało od niego, ale co? Lśniąca, tłusta twarz, świńskie oczki, lizusowski uśmiech? A może to, że zajeżdżało od niego szpiegiem, donosicielstwem, burdelem, potem spod pach, tryprem? Nie, nie to. Więc co? Lozano siedział w obitym skórą fotelu i skrupulatnie porządkował papiery na biurku i notatniki. Bermudez wziął ołówek, papierosy i usiadł w drugim fotelu.

– A jak tam Ludovico? – uśmiechnął się Lozano, pochylony nad papierami. – Zadowolony pan z niego, don Cayo?

– Mam mało czasu, Lozano – to był jego głos. – Proszę się streszczać.

– Oczywiście, don Cayo – głos starej kurwy, emerytowanego kozła. – Jak pan sobie życzy, don Cayo.

– Budownictwo Miejskie – zapalił papierosa, zobaczył grube paluchy skwapliwie grzebiące w dokumentach. – Jak przebiegły wybory.

– Lista Espinozy przeszła z przeważającą większością, bez incydentów – powiedział Lozano z szerokim uśmiechem. – Senator Parra był obecny przy wprowadzaniu nowych władz związkowych. Przyjęto go oklaskami.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)