Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 163
Перейти на страницу:

Usiadł na łóżku, poszperał w kieszeniach marynarki, wstał i przeszukał wszystkie ubrania w szafie. Bez szlafroka, boso, zszedł na parter, do pokoju Chispasa. Papierosy i zapałki leżały na nocnej szafce, Chispas spał z głową ukrytą w pościeli. Wrócił do siebie. Usiadł przy oknie i niespokojnie, ostrożnie zapalił, strzepując popiół na zewnątrz, do ogrodu. W chwilę potem usłyszał, jak przed furtką zahamował samochód. Zobaczył, że don Fermín wchodzi do domu, a Ambrosio do swego pokoiku w głębi patip. Teraz ojciec otwierał drzwi gabinetu, teraz zapalał światło. Po omacku poszukał szlafroka i kapci i wyszedł. Zza schodów zobaczył, że w gabinecie pali się lampa. Zszedł, zatrzymał się przed oszklonymi drzwiami: ojciec siedział na jednym z zielonych foteli, w ręce miał szklankę whisky; jego niewyspane oczy, siwe włosy na skroniach. Zapalił tylko stojącą lampę, jak w te wieczory, kiedy nie wychodził z domu i czytał prasę, myśli. Zapukał do drzwi i don Fermín podszedł, żeby mu otworzyć.

– Chciałbym z tobą porozmawiać, tato.

– Wejdź, zziębniesz tu w drzwiach – już bez gniewu, Zavalita, już zadowolony, że cię widzi. – Powietrze jest wilgotne, synu.

Wziął go za ramię, wprowadził do środka, wrócił na swój fotel i Santiago usiadł naprzeciwko niego.

– Jeszcze nie śpicie? – jakby ci dawno przebaczył, Zavalita, albo jakby nigdy się na ciebie nie gniewał. – Chispas będzie miał świetny pretekst, żeby jutro nie iść do biura.

– Już od jakiegoś czasu jesteśmy w łóżkach, tato. Tylko ja nie mogłem usnąć.

– Nie mogłeś po tej całej historii, tak się przejąłeś – patrzył na ciebie z miłością, Zavalita. – Ba, pewnie, to nie byle co. A teraz mi wszystko dokładnie opowiedz. Naprawdę dobrze cię traktowali?

– Tak, tato, nawet mnie nie przesłuchiwali.

– No to pół biedy, grunt, że to już za nami – jakby nawet z pewną dumą, Zavalita. – A co mi chciałeś powiedzieć, chudzino.

– Myślałem o tym, co mi mówiłeś, ty masz rację, tato – poczułeś, jak nagle zasycha ci w gardle, Zavalita. – Chcę się wyprowadzić z domu i poszukać jakiejś pracy. Czegoś takiego, żebym mógł jednocześnie studiować, tato.

Don Fermín nie wykpił go, nie roześmiał się. Wziął szklankę, wypił łyk, otarł usta.

– Jesteś obrażony, bo ojciec cię uderzył – przechylił się, żeby ci położyć dłoń na kolanie, Zavalita, i patrzył tak, jakby mówił zapomnijmy, bądźmy przyjaciółmi. – I to ty, taki dorosły, taki prześladowany rewolucjonista.

Wstał, wyciągnął paczkę chesterfieldów, zapalniczkę.

– Nie jestem na ciebie obrażony, tato. Ale nie mogę prowadzić życia, które jest niezgodne z tym, co myślę. Tato, proszę cię, postaraj się mnie zrozumieć.

– Jakiego życia? O co ci chodzi? – lekko dotknięty, Zavalita, nagle zmartwiony, zmęczony. – Co takiego jest w naszym życiu? Co tutaj razi twoje poglądy, chudzino?

– Nie chcę być zależny od kieszonkowego – i poczułeś, że ci drżą ręce, Zavalita, i głos też ci drżał. – Nie chcę, żeby moje postępowanie w jakimkolwiek stopniu obciążało ciebie. Chcę zależeć tylko od siebie samego, tato.

– Nie chcesz być zależny od kapitalisty – ze smutnym uśmiechem, Zavalita, z bólem, ale bez urazy. – Nie chcesz mieszkać z twoim ojcem, bo współpracuje z rządem. O to ci chodzi, tak?

– Nie gniewaj się, tato. Nie myśl, że chcę coś wytargować, tato.

– Jesteś już dorosły, chyba mogę mieć do ciebie zaufanie, prawda? – z dłonią przy twojej twarzy, Zavalita, klepiąc cię po policzku. – Wytłumaczę ci, czemu mnie tak poniosło. W tych dniach miała się rozstrzygnąć pewna sprawa. Wojskowi, senatorowie, cała kupa wpływowych osób. Telefon był na podsłuchu ze względu na mnie, a nie na ciebie. Coś tam pewnie przeciekło i ten kundel Bermúdez wykorzystał twoją sprawę, żeby dać mi do zrozumienia, że mnie podejrzewa, że wie. Teraz trzeba wszystko zastopować, trzeba zaczynać od nowa. No więc widzisz, twój ojciec wcale nie jest lokajem Odrii, nic podobnego. Wyrugujemy go, zrobimy wybory. Zachowasz to w tajemnicy, prawda? Chispasowi nie opowiadałbym takich rzeczy, ale tobie, sam widzisz, chudzino, traktuję cię jak mężczyznę.

– Spisek generała Espiny? – powiedział Garlitos. – Twój ojciec też był w to zamieszany? Nikt o tym nie wiedział.

– Więc chciałeś się wynieść, a ojca niech diabli wezmą – i oczami mówił ci już po wszystkim, nie mówmy o tym, przecież cię kocham. – Sam widzisz, że moja pozycja u Odrii jest niepewna, możesz nie mieć skrupułów.

– Mnie nie o to chodzi, tatusiu. Ja nawet nie wiem, czy mnie obchodzi polityka i czy jestem komunistą. Tylko chciałbym móc sam decydować o tym, co będę robił i czym zostanę.

– Myślałem o czymś, teraz, jak wracałem do domu – ciągle z uśmiechem, Zavalita, tak żebyś zdążył się jeszcze zastanowić. – Chcesz na jakiś czas wyjechać za granicę? Na przykład do Meksyku. Zdasz egzaminy i w styczniu pojedziesz do Meksyku, na rok czy dwa lata. Postaralibyśmy się jakoś przekonać mamę. No co, chudzino, co o tym myślisz?

– Nie wiem, tato, nigdy mi to nie przyszło do głowy – myślałeś, Zavalita, że on cię chce przekupić, że wykombinował to wszystko, aby zyskać na czasie. – Muszę się zastanowić, tato.

– Do stycznia masz czas, zdążysz – wstał i znów cię poklepał po twarzy, Zavalita. – Tam zobaczysz wszystko w innym świetle, zobaczysz, że świat to coś więcej niż twój mały światek San Marcos. No to zgoda, chudzino? A teraz do łóżka, już czwarta.

Wypił ostatni łyk, zgasił światło, razem weszli na schody. Pod drzwiami jego pokoju don Fermín pochylił się i pocałował go: trzeba mieć zaufanie do ojca, mój drogi, kim byś nie był, cokolwiek byś zrobił, ojciec zawsze ciebie będzie najbardziej kochał, chudzino. Wszedł do pokoju i rzucił się na łóżko. Do świtu patrzył na widoczny za oknem skrawek nieba. Kiedy się rozwidniło, wstał i podszedł do bieliźniarki. Drut był tam, gdzie go schował ostatnim razem.

– Masz pojęcie, Garlitos, okradłem samego siebie, już dawno mi się to nie zdarzyło – powiedział Santiago.

Świnka z zakręconym ogonkiem tłusta i okrągła, stała między fotografiami Chispasa i Teté, obok szkolnej chorągiewki. Kiedy uporał się z wyciągnięciem banknotów, było już późno, przyszedł mleczarz, przyniesiono pieczywo, Ambrosio mył samochód w garażu.

– No i kiedy zacząłeś pracę w „Kronice”? – powiedział Garlitos.

– W dwa tygodnie potem, Ambrosio – mówi Santiago.

DWA

I

Tu mam lepiej niż u pani Zoili, myślała Amalia, lepiej niż w laboratorium, już tydzień, jak mi się nie śnił Trinidad. Dlaczego w willi w San Miguel czuła się taka zadowolona? Dom był mniejszy niż dom pani Zoili, też piętrowy, elegancki, a ogród, owszem, bardzo zadbany. Ogrodnik przychodził raz na tydzień i podlewał trawnik, przycinał geranie, wawrzyny i pnącza wędrujące po frontowej ścianie jak armia pająków. Przy drzwiach było wmurowane w ścianę lustro, obok stał stolik na wysokich nóżkach, a na nim chiński wazon, dywan w saloniku był szmaragdowy, fotele koloru bursztynu, a na podłodze leżały poduszki. Amalii podobał się bar: butelki z kolorowymi nalepkami, zwierzątka z porcelany, pudełka cygar w celofanie. No i obrazy: zawoalowana kobieta patrząca na plac Acho, koguty walczące w Koloseum.

Stół w jadalni był przedziwny, trochę okrągły, trochę kwadratowy, a krzesła z wysokimi oparciami przypominały konfesjonał. W kredensie mieściła się cała masa różności: półmiski, nakrycia, stosy obrusów, serwisy do herbaty, szklanki małe i duże, wysmukłe i spłaszczone, i kieliszki. W rogach były stoliki z wazonami, a w wazonach zawsze świeże kwiaty – dziś Amalia zmieni róże, dziś Carlota kupi gladiole, a dziś Amalia kalie – bardzo ładnie pachniało, a spiżarnia wyglądała tak, jakby ją co dzień świeżo malowano białą farbą. Były tam także zabawne puszki, strasznie dużo, z kolorowymi etykietami: kaczory Donaldy, supermeni i myszki Miki. I obfitość wszystkiego: biszkopciki, rodzynki, frytki, konserwy, skrzynki piwa, whisky, wody mineralnej.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)