Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 163
Перейти на страницу:

Santiago posłusznie wstał, przeszedł do pokoju redakcyjnego i kiedy usiadł przy pierwszym z brzegu biurku, ręce zaczęły mu się pocić. Dobrze, że nikogo nie było. Stojący przed nim remington wydawał mu się małą trumną, tak, Garlitos. Bo to właśnie nic innego, Zavalita, tylko trumna.

Do pokoju pani przylegał gabinet: trzy foteliki, lampa, regał. Kiedy pan przyjeżdżał do San Miguel, zamykał się w tym gabinecie, a jeżeli był z nim jeszcze ktoś, to nie wolno było hałasować, nawet pani Hortensja schodziła do salonu, gasiła radio i jak ktoś do niej telefonował, kazała mówić, że jej nie ma. Za pierwszym razem Amalia bardzo się przestraszyła: pan musi mieć chyba okropnie ciężki charakter, skoro przy każdej jego wizycie wyprawia się takie komedie. I po co pani trzymała trzy służące, jeżeli pan wpadał tylko od czasu do czasu? Murzynka Simula była tłusta, siwa, milcząca i przyjęła ją bardzo niechętnie. Ale za to z jej córką, kędzierzawą, wysoką i płaską, i bardzo sympatyczną Carlota, Amalia zaraz się zaprzyjaźniła. Ma nas trzy nie dlatego, żeby potrzebowała, powiedziała jej Carlota, tylko żeby na coś wydać tę forsę, co jej pan daje. To on jest taki bogaty? Carlota szeroko otworzyła oczy: okropnie bogaty, jest w rządzie, jest ministrem. To dlatego w dni, kiedy don Cayo przyjeżdżał spać do domu, na rogu ulicy zjawiali się dwaj policjanci, a kierowca i ten drugi, co razem z nim jeździł samochodem, całą noc czekali pod drzwiami. Jak mogła taka młoda i ładna kobieta żyć z mężczyzną, który jej sięga do pół głowy, kiedy tylko ona włoży pantofle na obcasach? Mógłby być jej ojcem, a poza tym był taki odpychający i nawet nie umiał się dobrze ubrać. Myślisz, Carlota, że pani go kocha? E tam, jego to nie, kocha jego forsę. Musiał mieć kupę pieniędzy, żeby utrzymywać taki dom i kupować pani tyle bielizny, biżuterię i pantofle. Czemu taka śliczna kobieta nie postarała się o kogoś, kto by się z nią ożenił? Ale pani Hortensji chyba nie zależało na małżeństwie, wydawała się zupełnie szczęśliwa. Nigdy nie zauważyły, żeby tęskniła za panem. I tak była pewna, że on przyjdzie, i starała się go przyjąć jak najlepiej, a kiedy pan dzwonił i mówił przyjadę na kolację ze znajomymi, pani przez cały dzień dawała polecenia Símuli i kazała przypilnować, żeby Amalia i Carlota wypucowały cały dom. Ale jak pan odjeżdżał, to już nawet o nim nie wspomniała, nigdy do niego nie zadzwoniła i taka była wesoła, taka beztroska, taka zajęta swoimi przyjaciółkami, że Amalia myślała w ogóle o nim nie pamięta. Pan w niczym nie przypominał don Fermina, na tamtego to wystarczyło spojrzeć, żeby wiedzieć, jaki przyzwoity i jakie złote serce. Don Cayo był nieduży, twarz miał jak wygarbowaną, włosy przyżółkłe jak zleżały tytoń, zapadnięte oczy chłodne i pełne rezerwy, pomarszczoną szyję, usta tak wąskie, że prawie bez warg, a zęby czarne od nikotyny, bo nie rozstawał się z papierosem.

Był taki szczupły, że cały się chował w marynarce. Kiedy Simula nie słyszała, Carlota z Amalia żartowały z niego: wyobraź go sobie bez ubrania, taki mały szkielecik, te rączyny, te nóżki. Prawie zawsze w tym samym ubraniu, zawsze miał źle zawiązany krawat i brudne paznokcie. Nigdy nie mówił dzień dobry ani do widzenia, a kiedy one mu się kłaniały, odpowiadał mruknięciem, wcale nie patrząc. Ciągle był zajęty, ciągle coś miał na głowie, spieszył się, zapalał jednego papierosa od drugiego, a przez telefon mówił tylko tak, nie, jutro, dobrze, i na żarciki pani odpowiadał lekkim skrzywieniem ust, to był jego śmiech. Czy miał żonę? Jak wyglądało jego życie poza domem? Amalia wyobrażała go sobie u boku jakiejś starej dewotki w żałobie.

– Halo, halo? – powtarzał głos generała Espiny. – Halo? Alcibiades?

– Słucham? – powiedział miękko. – Góral?

– Cayo? No nareszcie – głos Espiny nabrał szorstko-jowialnych tonów. – Od dwóch dni nie mogę się do ciebie dodzwonić. Ani do ministerstwa, ani do domu. Jakbyś specjalnie się przede mną ukrywał, Cayo.

– Dzwoniłeś do mnie? – w prawej ręce trzymał ołówek i rysował kółko. – Pierwsze słyszę, Góral.

– Chyba z dziesięć razy, Cayo. Co ja mówię, co najmniej piętnaście razy.

– Zaraz sprawdzę, dlaczego mi nie powtórzono – drugie kółko, takie samo jak pierwsze. – No więc mów, Góral, czym mogę ci służyć.

Pauza, zakłopotany kaszelek, urywany oddech Espiny:

– Co znaczy ten tajniak pod moimi drzwiami, Cayo? – usiłował ukryć swój zły humor i mówił powoli, ale to było jeszcze gorsze. – Co to za zasrane pomysły? Osłona? Inwigilacja?

– Jako byłemu ministrowi należy ci się przynajmniej rządowy portier, mój kochany – skończył malować trzecie kółeczko, urwał na moment i dodał już innym tonem: – Ja nic nie wiem, Góral. Może zapomnieli, że już nie potrzebujesz osłony. Jeśli ten facet cię denerwuje, każę go zdjąć.

– Wcale mnie nie denerwuje, po prostu zwróciłem na niego uwagę – rzekł oschle Espina. – Kawa na ławę, Cayo. To znaczy, że rząd już nie ma do mnie zaufania, tak?

– Nie gadaj głupstw, Góral. Do kogo mielibyśmy mieć zaufanie, jak nie do ciebie.

– Już ja wiem, już ja wiem swoje – Espina mówił powoli, zacinał się i potem znów spokojnie: – Ty mnie nie zaskoczysz,

Cayo. Wydaje ci się, że już się zestarzałem i nie potrafię nawet rozpoznać zwykłego tajniaka.

– Niepotrzebnie się trujesz głupstwami – piąte kółeczko, mniejsze, trochę krzywe. – Co ci przyszło do głowy z tym tajniakiem? Pewnie jakiś podrywacz uderza do twojej służącej.

– To niech się lepiej stąd zabiera, bo mnie ręka zaswędzi – teraz już rozzłoszczony, ciężko dysząc. – Bo wpadnę w złość i mu poślę kulkę. Tak cię tylko uprzedzam, na wszelki wypadek.

– Nie marnuj kulek na biednego kogucika – poprawił kółko, powiększył je, zaokrąglił, już było takie samo jak tamte. – Zaraz sprawdzę. Może Lozano chciał ci się przypodobać i postawił faceta, żeby ci przypilnował domu. Każę go zdjąć, Góral.

– W porządku, tak sobie tylko wspomniałem o tej kulce – teraz już spokojniej, usiłując wszystko obrócić w żart. – Chyba sam rozumiesz, Cayo, że mnie to dotknęło.

– Z ciebie prawdziwy Góral, nieufny i niewdzięczny – powiedział. – Tylu łobuzów pęta się na wolności, a temu jeszcze źle, że mu ktoś pilnuje domu. No ale zapomnijmy o tym. Co tam u ciebie? Jak rodzina? Musimy kiedyś razem wyskoczyć na obiad.

– Kiedy tylko zechcesz, ja mam aż nadto czasu – trochę zmieszany, niepewny, jakby się wstydził rozpaczliwego brzmienia własnego głosu. – A ty chyba ciągle jesteś zajęty, co? Odkąd wyszedłem z ministerstwa, ani razu do mnie nie zajrzałeś. Już będzie trzy miesiące.

– Tak, racja, Góral, ale sam wiesz, jak to jest – osiem kółek: pięć w jednej linii na górze, trzy pod spodem; teraz starannie i powoli zaczął dziewiąte. – Ale już dawno chciałem do ciebie dzwonić. No więc, żeby nie wiem co, w przyszłym tygodniu. Ściskam cię, stary.

Położył słuchawkę, zanim Espina skończył swoje, przez chwilę przyglądał się dziewięciu kółeczkom, podarł kartkę i wrzucił strzępy papieru do kosza.

– Siedziałem nad tym godzinę – powiedział Santiago. – Przerabiałem te dwie stroniczki cztery czy pięć razy, a przecinki wstawiłem ręcznie, już pod okiem Vallejo.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)