Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
Dwóch wiekowych wartowników rzeczywiście sparaliżował strach, gdy zobaczyli wycelowane automaty. Odtrącono ich na bok, nie zadając sobie trudu, żeby cokolwiek wyjaśniać. Ludzie na chwilę skłębili się w drzwiach, potem pobiegli po schodach do betonowego przedsionka.
-Tam! - darł się Heini. - Tam!
Jeszcze jedna para metalowych drzwi i dotarli do wielkiej, długiej sali z ustawionymi w dwóch rzędach pryczami. W ciemnościach widać było tylko fosforyzujące napisy na ścianach. Żołnierze zapalili latarki.
-Abwehra! Nie ruszać się!
Budzący się ludzie ledwie otwierali oczy, a żołnierze sekcji specjalnej już ostro działali. Wrzaski, ciosy łokciami, a nawet kolbami paraliżowały choćby zamiar poruszenia się wbrew rozkazom.
-Tam! - Heini prowadził bezbłędnie. - To on! - Wskazał na człowieka gramolącego się z legowiska na górnej pryczy.
Dwóch żołnierzy ściągnęło go, a właściwie zrzuciło na betonową podłogę. Nie zdążył wstać, kiedy ktoś chwycił go za włosy i szarpnął za głowę.
-Nazwisko!
Oszołomiony człowiek nie był dość gorliwy w nawiązaniu współpracy, więc dostał cios wojskowym butem w nerki.
-Nazwisko!
Ofiara zwijała się z bólu i nie mogła wydusić słowa. Otrzymała kolejny cios, a potem ktoś wyciągnął bagnet i przyłożył do spoconej szyi.
-Nazwisko!
Mężczyzna usiłował otworzyć oczy, więc przystawiono mu latarkę wprost do twarzy. Ktoś chlusnął na niego wodą z manierki.
-B... Birk - wyszeptał.
-Odwrót! - zakomenderował Schielke.
Żołnierze skuli mężczyznę, boleśnie wykręcając ręce. Brutalnie pociągnęli go przejściem pomiędzy pryczami, wrzeszcząc: „Abwehra! Nie ruszać się!”.
Ktoś usiłował ich zatrzymać w przedsionku u podnóża schodów.
-Jestem komendantem bunkra! Co się tu dzieje?
Nie był nikim ważnym, więc jeden z żołnierzy odepchnął go pod ścianę.
-Nie podoba się? - Wyjął coś z kieszeni, szarpnął mocno i wrzucił do wnętrza ciemnej sali wypełnionej ludźmi. - No to masz świecę dymną z opóźnionym zapłonem. Przećwicz ewakuację na wypadek pożaru. Ale już!
Cała grupa biegiem dotarła na górę, chwilę potem na świeże powietrze.
-Nie przesadziłeś? - warknął Schielke do żołnierza. - Pozabijają się w dymie.
-Ależ panie kapitanie, wrzuciłem im tam pusty magazynek. Ale i tak będzie panika, bo oberkomendant kibla narobi w gacie ze strachu.
Schielke tylko kręcił głową. Poklepał tamtego po ramieniu. Najwyraźniej nie tylko Heini wyrobił sobie zdanie na temat dzielnych obrońców bunkra.
Żołnierze ciągnęli Birka do najbliższego zaułka. Nawet nie wyrywał się specjalnie. Był raczej zszokowany. Jedynie jego otwarte ze strachu wielkie oczy prześlizgiwały się po szczegółach otoczenia. Po chwili weszli do szarzejącego w pierwszej poświacie zaułka, w którym Holmes i Watson przygotowali stolik, krzesło oraz stojak z erkaemem. Żołnierze ustawili Birka pod ścianą. Schielke zajął miejsce na krześle przed stolikiem. Wyjął z kieszeni złożoną na czworo kartkę.
-Tu macie wyrok i rozkaz przeprowadzenia egzekucji. Ale jest zimno, mokro, jestem niewyspany, głodny, marzę o kawie i bułce z serem. Więc rozstrzelać go od razu i idziemy.
-Za co? - darł się Birk. - Za co?!
-Już ty wiesz, za co. Do roboty.
Watson podszedł do erkaemu i zarepetował. Birk runął na kolana.
-Kurwa! - wrzasnął Watson. - Celownik muszę przestawić. Nie mogliście go przywiązać do czegoś?
-Do czego? - odezwał się jeden z żołnierzy. Byli czujni. Od razu złapali, o co chodzi.
-Do rynny!
-Ale to nie z tej strony. Jeszcze pana kapitana byś postrzelił.
Birk na kolanach zaczął przełazić pod przeciwległą ścianę.
Watson klął jak szewc. Żołnierze rzucali życzliwe rady, żeby pociągnął serię.
-Ale za co? Za co?! - krzyczał skazaniec. - Jestem niewinny!
-Chcesz wiedzieć, co napisali w rozkazie? - zainteresował się Schielke. - Tam na pewno jest jakieś ble, ble, ble. Nie mam czasu na czytanie, bo jestem głodny!
-Ale to pomyłka.
-Coś ty? Według was, skazańców, to każdy sąd połowy w tym kraju jest bandą idiotów. Każdy sąd się myli, zawsze, wszędzie i bez wyjątków. - Uderzył pięścią w stół. - Jakby was tak słuchać, to żyć się odechciewa.
-Ale ja wszystko powiem!
-Ale my nieciekawi! - Odwrócił głowę do Watsona. - Strzelaj nareszcie!
-Ale on ucieka na kolanach. Niech go ktoś przytrzyma.
-Akurat. - Żołnierze cofnęli się o krok.
-A może połamiemy mu nogi? - zaproponował ktoś życzliwy.
Schielke znowu uderzył pięścią w stół.
-Rozkaz - otworzyć ogień! Już!
Watson przycisnął spust. Rozległ się tylko suchy trzask. Nic więcej. Birk prawie zemdlał ze strachu.
-Co jest, do cholery?
-To ten magazynek. Mówiłem, że źle wchodzi.
-To zmień na inny!
Watson zwrócił się do skazańca:
-No i widzisz? Po co było histeryzować? Teraz pójdę naprawić broń, a ty możesz się zrelaksować.
Oczy Birka wychodziły z orbit. Żołnierze zaczęli żywo komentować sytuację.
-A może ja go załatwię z automatu?
-Nie, nie możesz. W regulaminie stoi, że się rozstrzeliwuje z karabinu. A my go nie mamy.
-A ten erkaem to też nie karabin.
-Jak nie? Toż to ręczny KARABIN maszynowy.
-No to ja go utłukę kolbą tego karabinu. Będzie regulaminowo.
-Nie będzie. Tam stoi, że ma być rozstrzelanie.
-Ty, do jasnej cholery, nie mnóż trudności.
Birk opadł z sił i jakby sflaczał. Szeptał coś pod nosem i tylko Holmes podszedł, żeby go posłuchać.
-Ja wszystko powiem. Wszystko. Planowaliśmy wysadzenie stropu piwnicy pod Pocztą Główną.
-Ale my cię nie w tej sprawie rozstrzeliwujemy.
-Ale połapiecie moich wspólników. Medal dostaniecie.
-Eee... Jeden medal już mam.
-W kieszeni marynarki, od wewnątrz na plecach mam plan, jak tam dojść. Ten bunkier, w którym spałem, jest połączony z próbnym odwiertem geodezyjnym. Dalej jest podziemny tunel techniczny planowanego metra, które miało tu powstać. Nim można dojść do zasypanej rzeki pod Dominikaner Platz i pod pocztę.
Holmes wyjął z ukrytej kieszeni Birka dobrze natłuszczoną kopertę. Otworzył z trudem, bo od wewnątrz była jeszcze zabezpieczona brezentem. W środku rzeczywiście były dokładne plany. Wyjął z kieszeni notes.
-Dobra. A nazwiska wspólników?
Birk posłusznie zaczął dyktować. Kto, gdzie go znaleźć, jakie przestępstwa ma na sumieniu, jakie haki można mieć na niego. Holmes był zadowolony.
-Ładnie się spisałeś - pomógł więźniowi się podnieść i skinął na Schielkego. - Ale my naprawdę nie w tej sprawie cię rozstrzeliwujemy.
-A w jakiej?
-Zabiłeś Torbena Lucke.
Birk prychnął ze złością.
-Przecież to był nikt.
-Kto zlecił morderstwo?
-Może jeszcze sądzicie, że mi się przedstawił? Nawet nie mogę opisać, jak wyglądał. Zawsze spotykaliśmy się w ciemnym korytarzu. Dawał mi instrukcje na kartkach.
Holmes znowu otworzył notes. Skrzętnie zapisywał słowa mordercy.
-Ile ci zapłacił?
-Bez znaczenia. Ja się za taką robotę nie biorę. Ale tę musiałem, bo facet to nie był zwykły zleceniodawca. Za wiele wiedział, za wiele mógł.
-Bo?
-Na kilometr pachniało od niego, że jest oficerem kripo. Nawet jak mówił, to wyłącznie szeptem, żeby nawet głosu nie rozpoznać. A takim wolałem nie podskakiwać.
-Coś jeszcze, co pomogłoby go zidentyfikować?
Birk wzruszył ramionami.