Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 210
Перейти на страницу:

Nie przej­mo­wa­ła się tym. Roz­glą­da­ła się wo­kół, jesz­cze spo­koj­na i pra­wie szczę­śli­wa, wę­drów­ka z Dwo­ma Pal­ca­mi, Czar­nym Bia­łym i Kub­kiem Wody na­uczy­ła ją, że va­ihi­ro­wie to spo­koj­ne, fleg­ma­tycz­ne isto­ty, śmie­ją­ce się ba­so­wo i no­szą­ce ją na ba­ra­na, gdy jest zmę­czo­na. Kosz­mar star­cia, w trak­cie któ­re­go ich spo­tka­ła, wal­ki na śmierć i ży­cie z Sza­ry­mi, stał się już tyl­ko mgli­stym wspo­mnie­niem, jed­nym z wie­lu, któ­re no­si­ła w so­bie. Była dziec­kiem po­gra­ni­cza Im­pe­rium, pierw­szą śmierć zo­ba­czy­ła, za­nim na­uczy­ła się po­praw­nie mó­wić, prze­szła z ro­dzi­ną przez Ole­ka­dy, była po­rwa­na, ucie­kła, znów ją po­chwy­co­no, go­dzi­na­mi ko­na­ła na se-koh­landz­kich ha­kach, po­grą­ża­jąc się w obłę­dzie, a po­tem pra­wie spło­nę­ła żyw­cem.

Po czymś ta­kim trze­ba wię­cej niż tyl­ko kil­ku­set dzi­wacz­nych stwo­rzeń, by ją prze­ra­zić.

Dwa Pal­ce ode­zwał się na­gle gło­śno, wska­zu­jąc na Key’lę. Usta Zie­mi od­po­wie­dzia­ła dziw­nym ge­stem, ale on od­wark­nął jej coś, po czym przy­kuc­nął krok za ple­ca­mi dziew­czyn­ki.

— Sła­ba Jed­na słu­chaj — po­wie­dział. — Je­steś oso­bą, więc masz pra­wo słu­chać, co mó­wią inni. Będę mó­wił two­im ję­zy­kiem, naj­le­piej jak zdo­łam. Ale ty nie mów. Nic nie mów. Je­steś oso­bą, ale nie va­ihi­rem. Tyl­ko ci, któ­rzy mają czte­ry ręce — jego głos był zim­ny i bez­barw­ny jak blok lodu — mogą mó­wić w cza­sie sądu.

Wte­dy po raz pierw­szy ogar­nął ją nie­po­kój i na­gle twa­rze wo­kół sta­ły się obce, dzi­kie i w naj­lep­szym ra­zie obo­jęt­ne.

Nie mia­ła tu przy­ja­ciół, a los jej i Ko­cy­ka ni­ko­go z va­ihi­rów nie ob­cho­dził.

Naj­pierw ode­zwał się Czar­ny Bia­ły – opo­wie­dział krót­ko hi­sto­rię ich spo­tka­nia. Dwa Pal­ce tłu­ma­czył wszyst­ko, wie­dzia­ła więc, że jego to­wa­rzysz mówi, jak było, bez upięk­sza­nia, uczci­wie. Po­nu­ry wo­jow­nik mógł nie lu­bić Ko­cy­ka, ale ta nie­chęć nie wpły­nę­ła na jego opo­wieść, z któ­rej wy­ni­ka­ło, że bez ich dwój­ki Czar­ny Bia­ły i jego to­wa­rzy­sze nie wró­ci­li­by do domu. Ple­mię słu­cha­ło, w ci­szy i spo­koj­nie, i chy­ba ten spo­kój po­now­nie na­peł­nił jej ser­ce otu­chą.

Bę­dzie do­brze, po­wta­rza­ła so­bie w my­ślach. Po raz pierw­szy od wie­lu dni po­my­śla­ła o domu, ojcu, sio­strach i bra­ciach. Wró­ci do nich. Znaj­dzie spo­sób. Wszyst­ko bę­dzie do­brze.

A po­tem prze­mó­wi­ła Usta Zie­mi.

I były to sło­wa ciem­ne i mrocz­ne, peł­ne krwi, ze­msty, obo­wiąz­ku i ho­no­ru. Pa­da­ły też stwier­dze­nia, któ­rych naj­wy­raź­niej nie dało się prze­tłu­ma­czyć na ję­zyk Im­pe­rium albo Dwa Pal­ce nie wie­dział, jak to zro­bić, więc Key’la nie ro­zu­mia­ła po­ło­wy z tego, co mó­wi­ła va­ihir­ska ko­bie­ta, ale ogól­ny sens był ja­sny.

Po­zwo­lą jej żyć. Nie po­cho­dzi z domu Do­brych Pa­nów, a ple­mię ma wo­bec niej dług. No i jest oso­bą, więc choć nie jest va­ihi­rem, ma pra­wo od­dy­chać po­wie­trzem, pić wodę i spo­ży­wać je­dze­nie wraz z ple­mie­niem.

— Do­brze. — Dwa Pal­ce wy­da­wał się za­do­wo­lo­ny, ale nie zdej­mo­wał dło­ni z jej ra­mion. — Sła­ba Jed­na bę­dzie żyć.

Po­tem za­milkł na chwi­lę, mimo iż Usta Zie­mi mó­wi­ła na­dal, a kie­dy prze­tłu­ma­czył wresz­cie jej sło­wa, Key’la chcia­ła ze­rwać się na nogi i za­pro­te­sto­wać, ale wte­dy va­ihir ści­snął jej dło­nie na ra­mio­nach, nie po­zwa­la­jąc wstać.

— Nie — po­wie­dział do­bit­nie. — Nie wol­no. Umrzesz tu i te­raz.

I mó­wił da­lej, prze­kła­da­jąc sło­wa Ust Zie­mi na me­ekh.

A prze­mo­wa Ust Zie­mi do­ty­czą­ca Ko­cy­ka była bru­tal­na i twar­da. Ktoś taki jak on, twór Do­brych Pa­nów, nie może ka­lać swo­ją obec­no­ścią ich zie­mi. Nie jest oso­bą, jest na­rzę­dziem, nie ma wła­snej woli, ży­cia, uczuć, przy­szło­ści.

Key’la chcia­ła wy­krzy­czeć swo­ją nie­zgo­dę, po­wie­dzieć, że to nie­praw­da, że Ko­cyk jest oso­bą, że trosz­czył się o nią, chro­nił, wal­czył dla niej.

Dwa Pal­ce przy­ci­snął ją moc­niej do zie­mi.

— Nie — jego szept miał siłę ty­sią­ca gła­zów po­ło­żo­nych na pier­si. — Zły czas… zły czas na to… Obo­je umrze­cie.

No to co! – chcia­ła krzyk­nąć, ale przy­su­nął się bli­żej, za­tkał jej usta sze­ro­ką dło­nią, unie­ru­cho­mił.

— Uwa­żaj na nie­go. — Ob­ró­cił jej gło­wę w stro­nę Ko­cy­ka, któ­ry pa­trzył na nich uważ­nie, z tą czuj­no­ścią po­dob­ną do dwóch ostrzy ukry­tych w głę­bi źre­nic, któ­ra zwia­sto­wa­ła wy­buch prze­mo­cy. — Niech my­śli, że żar­tu­je­my. Że to za­ba­wa. Je­śli się­gnie po broń, umrze­cie obo­je.

Dziew­czyn­ka za­ci­snę­ła zęby na jego dło­ni, moc­no, aż za­sy­czał i ją pu­ścił.

— Nie musi być śmier­ci. Mo­że­cie żyć. Obo­je. — Dwa Pal­ce rzu­cił szyb­ko, pa­trząc, jak Ko­cyk pod­no­si się z przy­sia­du. — Ale te­raz jest zły czas… pro­szę…

Ci­cha de­spe­ra­cja w jego gło­sie po­wstrzy­ma­ła ją sku­tecz­niej niż że­la­zny uścisk. Spoj­rza­ła na chłop­ca i uspo­ko­iła go ge­stem oraz uśmie­chem, któ­re kosz­to­wa­ły ją wię­cej niż wie­lo­dnio­wa wę­drów­ka przez ten świat.

Wszyst­ko jest do­brze. Usiądź, pro­szę.

Ko­cyk za­wa­hał się, ale usiadł, a jego pa­zu­rza­sta dłoń prze­sta­ła drżeć.

A ple­mię ra­dzi­ło. Ci­che szep­ty, ski­nie­nia gło­wą, krót­kie spoj­rze­nia wy­ra­ża­ją­ce cza­sem wię­cej niż tu­zi­ny gniew­nych słów. Va­ihi­ro­wie trzy­ma­li swo­je emo­cje w środ­ku, głę­bo­ko, ale to nie zna­czy­ło, że się nimi nie kie­ro­wa­li.

Bo gdy wresz­cie pod­ję­to de­cy­zję, była ona zgod­na z ży­cze­niem Ust Zie­mi. Ko­cyk miał zo­stać za­bi­ty. Na­tych­miast też zo­sta­li roz­dzie­le­ni, jego za­mknię­to w klat­ce z czar­ne­go że­la­za, a ją w tej ja­ski­ni, jed­nej z wie­lu, za­miesz­ka­nej przez człon­ków Trzy­dzie­stu Dło­ni. Nie po­zwo­li­li jej się na­wet po­że­gnać, a gdy go ostat­ni raz wi­dzia­ła, sie­dział po­środ­ku czar­nych prę­tów, spo­koj­ny, jak­by nie wie­dział, że co­kol­wiek mu gro­zi. Spoj­rzał tyl­ko na nią i uśmiech­nął się lek­ko. Ten spo­koj­ny, pe­łen za­ufa­nia uśmiech wbił jej się w ser­ce, ale pa­mię­ta­jąc nie­okre­ślo­ną obiet­ni­cę, jaką zło­żył jej Dwa Pal­ce, sama zmu­si­ła się do uśmie­chu.

Jed­nak gdy za­mknię­to klat­kę, Dwa Pal­ce gdzieś znikł, a Usta Zie­mi po­wie­dzia­ła, że za­bi­ją chłop­ca, kie­dy tyl­ko wszy­scy od­pocz­ną, więc Key’la nie wie­dzia­ła, co o tym my­śleć. Była zmę­czo­na, prze­stra­szo­na i obo­la­ła, a je­dy­na oso­ba, na któ­rej mo­gła po­le­gać, mia­ła za kil­ka go­dzin umrzeć.

W tej chwi­li bar­dzo chcia­ła, by zna­lazł się przy niej ktoś star­szy, oj­ciec, któ­ryś z bra­ci, Ana’we albo na­wet trzpio­to­wa­ta Nee’wa. Żeby ktoś ją ob­jął i po­wie­dział, że wszyst­ko bę­dzie do­brze.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)