Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Nieustraszony [Fearless - pl]
Nieustraszony [Fearless - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nieustraszony [Fearless - pl]

Электронная книга - «Nieustraszony [Fearless - pl]». Краткое содержание книги:

Flota Sojuszu, ścigana przez przeważające siły Syndykatu, przemierza wrogie systemy gwiezdne. Dowodzi nią legendarny John „Black Jack” Geary, heros z zamrażarki, bohater wracający między żywych po 100 latach hibernacji. Załogi jego okrętów nie ustają w wysiłkach, by wrócić do macierzystych portów i dostarczyć tam klucz do zwycięstwa, czyli klucz do wrogiego hipernetu. Geary — świadom, że Syndycy chcą wciągnąć jego flotę w zasadzkę — musi działać z zaskoczenia. Stąd pozornie szalony plan ataku na system Sancere. Argumenty „za” są solidne: z Sancere flota Sojuszu ma do wyboru wiele dróg powrotu i ominięcia pułapek, a udany atak na stocznie wroga solidne nadszarpnie kondycję wojenną Syndykatu. „Przeciw” są zmęczeni nieustannym pogotowiem bojowym marynarze i oficerowie Sojuszu. Nie wierzą w sens zapuszczania się na terytorium wroga. Narasta bunt, który coraz poważniej zagraża pozycji Geary’ego.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 82
Перейти на страницу:

Dwanaście godzin trwało powracanie do szyku. Geary przeprowadził tę operację stopniowo. Najpierw nakazał formować eskadry, które wykonując jego rozkazy, tworzyły zgrupowania i ustawiały się w wyznaczonym miejscu szyku. Zwalnianie, zwroty i łączenie wykonywane były niezwykle precyzyjnie, gdyż komodor nie chciał się zbytnio oddalać od Śmiałego, który holował poważnie uszkodzonego Diamenta w kierunku punktu zbornego floty.

Trzydzieści okrętów zespołu uderzeniowego wciąż znajdowało się w odległości około paru godzin świetlnych — za daleko, by ich dowódcy mogli brać udział w naradzie, zatem liczba oficerów zgromadzonych przy stole była tym razem widocznie mniejsza. Ale przynajmniej wszyscy mieli pewność, że brakujące okręty powrócą do floty. Geary pozdrowił obecnych przepisowym salutem.

— Znakomita robota, moi drodzy. Ale mamy do wykonania jeszcze dwa zadania w tym systemie. Po pierwsze, musimy zdobyć jak najwięcej zaopatrzenia dla naszych okrętów. System logistyczny floty wykrył syndyckie składy, które mogą nam go dostarczyć. Zażądałem też od dowodzących obroną Sancere bezwarunkowej współpracy i wykonywania wszystkich poleceń.

— Tyle że mogli tego nie usłyszeć — wtrącił przytomnie Tulev. — Fala uderzeniowa usmażyła większość syndyckich instalacji, które przetrwały nasz atak.

Desjani zbyła jego uwagę wzruszeniem ramion.

— Co oznacza, że nie będą w stanie podjąć jakichkolwiek skoordynowanych działań przeciw nam.

Geary przytaknął.

— Po drugie, musimy zniszczyć cele nietknięte w bombardowaniach, oczywiście dopiero po tym, jak ograbimy je ze wszystkiego, co się da. Niestety mamy wciąż na karku eskadrę Alfa, która zbiegła na skraj układu. Dlatego nie mogę dać wam wolnej ręki na plądrowanie składów, nawet jeśli wrogie jednostki są daleko i nie stanowią bezpośredniego zagrożenia. Pomyślałem więc o ponownym podziale floty na sześć zgrupowań. Zespół uderzeniowy Cresidy pozostanie na szpicy, aby pilnować eskadry Alfa, ale postaram się tak zaplanować rotację, żeby też załapali się na dozbrojenie i uzupełnienie zapasów. — Jego propozycje nie spotkały się z jakimikolwiek obiekcjami. — Kapitanie Tyrosian, chciałbym poznać pani opinię, czy da się podzielić jednostki pomocnicze na cztery niezależne zespoły czy raczej woli je pani mieć w jednym miejscu?

— Najrozsądniej byłoby podzielić je na pary, sir! — odparła Tyrosian najszybciej jak się dało, ale i tak musieli czekać pełne pięć sekund, zanim przekaz dotarł do Nieulękłego. — Proponuję układ: Tytan i Dżin oraz Goblin i Wiedźma.

— Dobrze. Powie mi pani, w które miejsce układu musicie się udać, żeby zdobyć potrzebne surowce. Kiedy dostanę te dane, opracujemy harmonogram przekazywania wyprodukowanej amunicji i ogniw paliwowych na pozostałe okręty.

— Produkcja pójdzie pełną parą — zapewniła Geary’ego Tyrosian — ale będziemy potrzebowali w pierwszej kolejności materiałów rozszczepialnych do napełniania ogniw. Syndycy powinni mieć ich tutaj sporo.

— Pułkowniku Carabali, pani ludzie dadzą pełne wsparcie ekipom poszukiwawczym z jednostek pomocniczych i innych okrętów — rozkazał Geary.

Carabali kiwnęła głową, ale nie wydawała się szczęśliwa.

— Sir, jeśli podzielimy flotę na sześć zgrupowań, moi ludzie nie będą w stanie zapewnić wszystkim wymaganej ochrony. Jest nas za mało. Musimy zakładać, że każdy członek załogi, który zejdzie z pokładu promu, może stać się obiektem ataku ze strony regularnych bądź też przypadkowych sił Syndykatu.

— Czy uzbrojenie marynarzy załatwi sprawę?

Pułkownik zawahała się wyraźnie.

— Z całym szacunkiem, sir, ale obawiam się, że wydanie broni marynarzom nie poprawi sytuacji. — Carabali odprężyła się nieco, gdy po sali przetoczyła się fala śmiechu. — Nie zamierzam nikogo obrażać, ale trzeba mieć za sobą sporo treningów i doświadczenia…

— Rozumiem. — Geary poparł jej punkt widzenia. — Zatem to nas dodatkowo spowolni. Będziemy lądowali tylko w paru miejscach naraz, żeby mieć pełne zabezpieczenie ze strony korpusu piechoty. Nie chcę, żeby Syndycy wzięli jakichkolwiek zakładników.

— Przecież mamy o wiele więcej zakładników, niż oni zdołaliby wziąć. — Kapitan Strasznego roześmiał się na głos. — W przybliżeniu miliard.

— To prawda. Ale nawet jeśli zabilibyśmy ich wszystkich, nie zwróciłoby to życia nikomu z naszych. — Znów wszyscy przytaknęli, najwyraźniej taka logika do nich przemawiała. — Jakieś pytania?

Geary’emu zależało, aby omówić co tylko możliwe, zanim rozpoczną akcję.

— Kapitanie Geary — powiedział dowódca Vambrace’a z wyraźną niechęcią — chciałbym poinformować pana o dość przerażającej pogłosce, jaka krąży ostatnio po flocie. Oczywiście anonimowo, bowiem ci, którzy ją rozpowszechniają, nie mają odwagi pokazać twarzy. — Wokół stołu rozległy się szmery. — Plotka głosi, że wrota hipernetowe zostały zniszczone rozmyślnie.

Geary przypatrywał się mówcy, nie bardzo rozumiejąc, do czego ów zmierza. Wreszcie kiedy nie usłyszał nic więcej, potwierdził ostrożnie.

— Oczywiście, że zostały zniszczone rozmyślnie. Przecież wszyscy widzieliście, jak syndyckie okręty otwierają do nich ogień.

— Nie o to chodzi, sir. Powiadają, że wrota po ich ataku wciąż funkcjonowały, ale pan kazał je zniszczyć — wyjaśnił dowódca Vambrace’a z wyraźnym zażenowaniem. — Powinien pan wiedzieć, że ludzie o tym gadają.

— A po cóż miałbym nakazać zniszczenie sprawnych wrót? — mruknął Geary zbyt zdziwiony tym absurdalnym oskarżeniem, aby wpaść w gniew.

— Zgodnie z tym co słyszałem, zrobił pan to, aby zachować stanowisko. Ponoć obawia się pan, że odbiorą panu dowodzenie flotą po powrocie do przestrzeni Sojuszu.

Geary nie wiedząc, czy wybuchnąć śmiechem czy ryknąć z gniewu, walnął dłonią w blat stołu.

— Niewiarygodne! Pozwólcie, że zapewnię was wszystkich, jak tu siedzicie, że nie ma w tej flocie człowieka, który pragnąłby szybszego powrotu do macierzystego portu… — urwał, gdy ktoś wpadł mu w słowo.

— Kto przy zdrowych zmysłach uwierzy w coś takiego?

Geary’ego aż zatkało, ale zaraz się zorientował, że odezwał się kapitan Diamentu, znajdującego się wciąż w odległości kilkunastu sekund świetlnych, co oznaczało, że jego słowa nie dotyczą ostatniej wypowiedzi, tylko samej plotki.

— To jakaś totalna bzdura — kontynuował tymczasem dowódca Diamentu. — Moja jednostka brała udział w tej akcji i każdy, kto tylko zechce, może uzyskać wgląd w dziennik pokładowy. Wrota zapadały się już wtedy, kiedy do nich dotarliśmy. — Zerknął na Geary’ego. — Muszę się do czegoś przyznać. Byłem jednym z tych, którzy wątpili w zdolności naszego komodora i w jego cele. Zresztą wielu z was o tym doskonale wie. Bałem się, że nie okaże się wystarczająco agresywny. Ale w końcu uderzyliśmy na wrota! Niestety Syndycy zdążyli uszkodzić je w wystarczającym stopniu, by rozpoczął się kolaps. Powtarzam, możecie sprawdzić zapisy dziennika pokładowego, jeśli mi nie wierzycie. Przy okazji przyjrzyjcie się odczytom z wnętrza zapadających się wrót. Są niewiarygodne, tyle tylko mogę powiedzieć. Kapitan Geary zrobił wszystko, co było możliwe. Stałem u jego boku, gdy otwierały się wrota piekieł i jeśli poprosi mnie raz jeszcze, zrobię to ponownie.

Gdy skończył mówić, zapadła grobowa cisza. Geary był jednak świadom, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, dlatego zaczerpnął tchu i rzekł:

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 82
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)